REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Polska gospodarka gwałtownie hamuje

2009-03-03 06:20
publikacja
2009-03-03 06:20
Dodaj Bankier.pl w Google
Produkt krajowy brutto w czwartym kwartale wzrósł o 2,9 proc. - podał wczoraj GUS. Oznacza to że polska gospodarka gwałtownie hamuje - przez ostatnie lata rosła w tempie przekraczającym 5 proc.
To nie koniec złych wieści: ekonomiści są pewni, że zarówno pierwszy kwartał 2009 roku, jak i cały rok będą jeszcze gorsze. Jednak co do tego, jak bardzo spadnie tempo rozwoju - zgody nie ma. Do zwolenników czarnego scenariusza dołączyli wczoraj eksperci Bank of America, którzy uważają, że polska gospodarka w 2009 r. skurczy się o 1 proc. Innego zdania są eksperci Banku Światowego, według których PKB wzrośnie o 2 proc.

PKB w dół, inflacja w górę

Ale jeśli PKB zwiększy się o mniej niż 2 proc., to - jak twierdzą ekonomiści - niemożliwe będzie zrealizowanie zakładanych wpływów do budżetu. Dlatego dotychczasowe cięcia zaproponowane na początku roku przez premiera Tuska, które zmniejszyły wydatki państwa o 19,7 mld zł, nie wystarczą. Nawet mimo tego, że - jak podało wczoraj Ministerstwo Finansów - w lutym inflacja wzrosła do 3,4 proc. z 3,1 proc. w styczniu.

- Nawet przy optymistycznym wariancie wzrostu PKB o ok. 2 proc., grozi nam deficyt na poziomie 28 mld zł, czyli o ok. 10 mld zł wyższy od zakładanego przez rząd. A to dlatego, że mocno przesadzone były szacunki wpływów już w pierwotnym projekcie budżetu - mówi Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu. Ta dziura budżetowa będzie jeszcze większa, jeśli PKB spadnie do około 1 proc. Wówczas jego zdaniem grozi nam deficyt budżetowy nawet na poziomie 35 mld zł.

Nowelizacja już wiosną
Z naszych informacji wynika, że rząd rozważa przeprowadzenie kolejnej nowelizacji budżetu już na przełomie kwietnia i maja. - Czekamy na dane o produkcji przemysłowej za pierwszy kwartał i o wpływach z podatku PIT - mówi "Polsce" Elżbieta Suchocka-Roguska, wiceminister finansów. Jednak nie odpowiedziała, jakiego deficytu spodziewa się rząd ani w jaki sposób będzie starał się go zmniejszyć.

Zdaniem ekonomistów rząd będzie bronił się przed zwiększaniem wydatków, bo deficyt budżetowy wyższy o ponad 3 proc. PKB mógłby zagrozić naszym planom przyjęcia euro w 2012 r. Będzie więc szukał dodatkowych źródeł dochodu.

Najbardziej prawdopodobnym rozwiązaniem wydaje się podwyższenie składki rentowej.

- Podniesienie jej do poziomu pierwotnego, czyli o 7 pkt proc. dla pracowników i o 4 pkt proc. dla przedsiębiorców, dałoby w ciągu półrocza 9,6 mld zł dodatkowych wpływów - mówi Jankowiak.

Część ekonomistów uważa jednak, że deficyt powinien być wyższy. - Lepiej jest go zwiększyć, informując o tym inwestorów, bo wtedy jest szansa na wielomiliardowe inwestycje, które mogą być motorem wzrostu gospodarczego - uważa Marek Zuber, analityk Dexus Partners.

Szybszego wzrostu nie będzie
Na szybką zmianę trendu tempa rozwoju gospodarczego nie ma jednak co liczyć. W styczniu 2008 r. produkcja przemysłowa spadła bowiem o blisko 15 proc. Analitycy przewidują, że w tym tygodniu NBP poda kiepskie dane o eksporcie w styczniu, który przed miesiącem spadł w ujęciu rocznym o 16,4 proc. Nawet sprzedaż detaliczna, która w czwartym kwartale była jednym z motorów wzrostu, gwałtownie wyhamowała.

- Spodziewamy się, że dynamika konsumpcji, która w czwartym kwartale ub.r. utrzymywała się na poziomie ponad 5 proc., w pierwszej połowie roku spadnie do ok. 2-3 proc., a w drugiej połowie roku nawet poniżej 2 proc. - mówi Wojciech Matysiak, główny analityk BGŻ. Zdaniem ekspertów najgorsze będą dwa pierwsze kwartały: niewykluczony jest nawet spadek PKB. Odczuwamy bowiem z opóźnieniem skutki recesji na Zachodzie.

Słaby złoty pomoże
Pod koniec roku sytuacja może się poprawić. Z pomocą przyjdzie osłabienie złotego. Sprawia ono, że polska gospodarka staje się bardziej konkurencyjna w stosunku do zachodniej: maleją koszty produkcji, tanieje siła robocza.

- Spodziewam się, że coraz więcej firm będzie podejmować decyzję o przeniesieniu produkcji do Polski, a eksporterzy, dzięki temu, że ich towary stają się atrakcyjniejsze cenowo wobec zachodnich, mogą liczyć na odbudowanie części utraconych zamówień - mówi Wojciech Matysiak, główny analityk BGŻ.

O tym, że przedsiębiorcy już zaczynają odczuwać pozytywne skutki osłabienia złotego, świadczą najnowsze dane instytutu BIEC: już drugi miesiąc nieznacznie wzrósł wskaźnik wyprzedzający koniunktury (WWK), informujący z wyprzedzeniem o przyszłych tendencjach w gospodarce.

- Niestety, na razie nie jest to trwały wzrost, na ożywienie trzeba poczekać do czwartego kwartału - prognozują eksperci BIEC.

Joanna Pieńczykowska Tomasz Rożek

/ Polska
Źródło:
Tematy

Komentarze (5)

dodaj komentarz
~Kargul
A hamulcowymi jak zawsze POprzednio UD,UW,AWS,PO to partie które tylko dbają o własne interesy nie o dobro kraju i zawsze za ich rządów najwięcej prywatyzuje się za bezcen i POwstaje najwięcej afer np.FOZZ.PZU.itp.
~ossi
zapisujmy prognozy tych ":specjalistow", zobaczymy jak sie one sprawdzą. Jestem pewin, ze zaden z nich nie trafi. O ile istotnie I kwartal będzie kiepski, to nastepne moim zdaniem juz nie bedą takie zle !
~real
schładzać , schładzać ................
chłodziarz na min.finansów !
~lon
tanio czy drogo
to wszystko jedno
NIE MA KUPCOW
PALANCIE
~Europejczyk
Jeżeli polska gospodarka hamuje to co mogą powiedzieć słowacy, niemcy, włosi czy francuzi ? Tam jest już zupełne dno i brak perspektyw na poprawę bo są zamrożeni w kryzysie euro . Jeżeli złotówka jeszcze bardziej osłabnie, to produkcja w Polsce stanie się bardziej opłacalna niż w Chiach, a to może być bardzo rozwojowe dla Jeżeli polska gospodarka hamuje to co mogą powiedzieć słowacy, niemcy, włosi czy francuzi ? Tam jest już zupełne dno i brak perspektyw na poprawę bo są zamrożeni w kryzysie euro . Jeżeli złotówka jeszcze bardziej osłabnie, to produkcja w Polsce stanie się bardziej opłacalna niż w Chiach, a to może być bardzo rozwojowe dla gospodarki.

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki