REKLAMA

Pokryzysowe zarządzanie

2009-07-27 16:00
publikacja
2009-07-27 16:00
Dodaj Bankier.pl w Google
Modyfikowanie i dostosowywanie polityki nadzorczej nie może polegać na prostej symetrii: pogorszenie koniunktury – zaostrzanie norm nadzorczych. Gdy ta się poprawia – liberalizacja. Przyjrzyjmy się tej kwestii – w nawiązaniu między innymi do wywiadu z panem przewodniczącym Kluzą opublikowanym w „BANKU”.

W zasadzie żaden obszar życia gospodarczego nie jest tak szczegółowo regulowany jak bankowość. Stąd nieomal powszechne postulaty o konieczności zaostrzenia i rozszerzenia regulacji bankowych nie można uznać za racjonalny kierunek działań zaradczych, nie mówiąc o pomysłach budowania międzynarodowego nadzoru finansowego. Wręcz przeciwnie. Dobrym przykładem jest Nowa Umowa Kapitałowa przygotowana przez Bazylejski Komitet ds. Nadzoru Bankowego jako zalecenie dla całego świata bankowego, a wdrożona w formie obowiązującego prawa we wszystkich krajach Unii Europejskiej. Choć bardzo szczegółowo reguluje biznes bankowy w wymiarze światowym, to przyniosła duży zawód. Co prawda nie można jej uważać za główne źródło kryzysu – bo przecież dopiero niedawno została wdrożona. Niemniej wiele jej rozwiązań było wcześniej wykorzystywanych, chociażby oceny ratingowe firm zewnętrznych czy zmatematyzowane wewnętrzne modele w szacowaniu i zarządzaniu ryzykiem bankowym.

Nadzór zaszkodził kredytom

Polityka nadzorcza powinna mieć różne odcienie konweniujące z sytuacją rynkową. Jej modyfikowanie i dostosowywanie nie może jednak polegać na nieomal powszechnie uznawanej symetrii, czyli: pogorszenie koniunktury – zaostrzanie norm nadzorczych, poprawa – liberalizowanie. Przy takim podejściu z reguły wpędza się w tarapaty banki i gospodarkę. Pokazują to obecne doświadczenia. Polski nadzór bankowy w warunkach dobrej koniunktury nie racjonalizował aktywności kredytowej banków i w rezultacie poziom kredytów znacznie przekroczył wolumen depozytów, który musiał zostać uzupełniony środkami z rynku międzybankowego. Przywoływane często przy tej okazji jeszcze większe dysproporcje w innych systemach bankowych nie mogą być punktem odniesienia dla prowadzenia działalności bankowej. Liberalniejsza wycena aktywów kredytowych (MSR) zbyt późno sygnalizowała podwyższone ryzyko i pozwalała na nadmierny wypływ gotówki z banków (dywidendy z wysokich zysków). To wszystko podgrzewa koniunkturę w gospodarce i osłabia realny potencjał banków. Wystarczy niewielki negatywny impuls (a w dobie globalizacji o taki nietrudno), by diametralnie odwrócić trend…

Z kolei w okresie osłabienia gospodarczego (nie mówiąc o załamaniu) odruchowo wywoływana nadmiernie ostrożnościowa postawa nadzorcza może pogłębiać sytuację sektora bankowego – z negatywnymi tego konsekwencjami dla sfery realnej. Obrazowym przykładem jest projekt rekomendacji T. Gospodarka potrzebująca kredytów w amortyzowaniu spadku tempa rozwoju gospodarczego natrafia nie tylko na barierę autonomicznej wstrzemięźliwości banków, ale i na mocną inspirację do takiego zachowania ze strony nadzoru bankowego. Wpływa to na pogorszenie sytuacji gospodarczej. Również sam szczytny motyw postawy nadzorcy – bezpieczeństwo środków lokowanych w bankach – stanowi przesłankę uzyskania skutku odwrotnego od zamierzonego, bo zaniepokojeni klienci reagują wycofywaniem oszczędności. A najprostsza oraz klasyczna reakcja nadzoru bankowego w formie podnoszenia wymogów kapitałowych nie jest w takiej sytuacji efektywna ani nawet właściwa.

Ostrzej nie zawsze znaczy bezpieczniej

Konkluzją nie może być sugerowanie utrzymywania liberalnych rozwiązań nadzorczych w imię utrzymywania pożądanego tempa wzrostu gospodarczego i zachowania miejsc pracy. Nie na tym polega rola nadzoru bankowego. Jednak skuteczne wypełnianie zadań w interesie deponentów wymaga rozpoznawania natury zjawisk rynkowych, wzajemnych relacji, doboru instrumentów i świadomości konsekwencji ich stosowania. Nie w każdych okolicznościach podnoszenie bezpieczeństwa uzyskuje się poprzez bezpośrednie zaostrzanie norm ostrożnościowych. Można nawet udowadniać odwrotną tezę. Wprowadzane i przyjmowane do stosowania normy bankowe w znacznej części nie mają zobiektywizowanej weryfikacji. Są raczej kompromisem wśród podmiotów systemu bankowego i wskazują pożądany kierunek w zarządzaniu biznesem bankowym. Jednak dla bezpieczeństwa i stabilności finansowej sektora względna trwałość reguł funkcjonowania ma istotną wartość. A rzeczywistość gospodarcza (w tym bankowa) ewoluuje i jej wyjaśnienie nie zawsze jest możliwe, i z reguły nie jest, przy zastosowaniu tych samych teorii ekonomicznych i dotychczasowych doświadczeń. Dobrym przykładem są obecnie zachodzące przewartościowania. Działalność bankowa musi podlegać adekwatnym modyfikacjom – zwłaszcza że obecny kryzys gospodarczy został wywołany kryzysem finansowym, a bankowym w szczególności.

Eksponowanie wiary w mądrość oraz skuteczność instytucji nadzorczych zadziwia. Zwłaszcza gdy formułowane recepty pochodzą od przeciwników państwa w gospodarce. Nadzór bankowy nie dysponuje tajemną wiedzą i nadprzyrodzonymi możliwościami zapewniającymi stabilność finansową sektora bankowego. Cudowny pomysł w postaci zintegrowanego nadzoru na nad całym rynkiem finansowym, zbudowanym dopiero co w Polsce, nie wykazuje swojej realnej siły i przewagi nad wcześniejszymi rozwiązaniami. A przecież ów wdrożony projekt winien wykazać „moc” – szczególnie w obecnej sytuacji. Przed nami bowiem wejście na „wyższy poziom konsolidowania”, bo w skali europejskiej.

W moim przekonaniu powinna dominować polityka nadzorcza o zasięgu krajowym – z elementami wspólnymi dla wymagań stawianym wszystkim bankom, zwłaszcza europejskim. Jej kształt musi być determinowany stawianym celem, który jeszcze niedawno można było dyskutować. Teraz wydaję się, że kwestia zapewnienia bezpieczeństwa gromadzonym środkom pieniężnym staje się fundamentalna i decydująca o stabilności finansowej banków. Interes deponentów (ich bezpieczeństwo finansowe) powinien stanowić o sposobie funkcjonowania nadzoru i tym samym regulowania działalności bankowej.

Należy się uznanie, ale..

Wydaje się także, że postawa banków wobec kredytobiorców nie powinna być obojętna dla nadzoru. Za wyjątkowo znamienne należy uznać ujawnione ostatnio na rynku polskim napięcia na linii banki – kredytobiorcy. Te najbardziej bulwersujące to: problem zmienności oprocentowania kredytów i spreadów walutowych, kwestia usług w zarządzaniu ryzykiem (opcje walutowe), które zamiast ograniczać, podnoszą poziom ryzyka, próba renegocjowania umów kredytowych. To wszystko wpływa nie tylko na PR-owski wizerunek banków, ale przede wszystkim na zaufanie, tym samym na stabilność systemu bankowego. Kapitał zaufania ma większe znaczenie niż kapitał materialny. Należy się uznanie Komisji Nadzoru Finansowego za szybką i stanowczą reakcję na wymuszanie zmiany umów kredytowych. Nie można jednak poprzestać tylko na werbalnej formie (publiczny komunikat), ale konieczne byłoby wzmocnienie interesu kredytobiorców w działaniach nadzorczych – nawet poprzez zmiany ustawowe.

Doświadczenia przed- i kryzysowe wskazują na dość niską skuteczność ilościowego regulowania biznesu bankowego. Również szczegółowe określanie sposobu prowadzenia działalności bankowej i zarządzania bankiem nie mają wystarczających podstaw merytorycznych. Dają podstawę do identyfikowania obszarów wrażliwych na zakłócenia rynkowe. Przy czym tylko część wniosków można „skonsumować” w regulacjach nadzorczych, a zdecydowana większość wymaga indywidualnego uwzględniania w modyfikowanych strukturach i zasadach zarządzania bankami.

Niewątpliwie pierwszorzędne znaczenie posiada jakość kadry zarządzającej na wszystkich poziomach struktury organizacyjnej. W samej instytucji powinny istnieć mechanizmy doboru i selekcji jako naturalny element efektywnego zarządzania. Jednocześnie głównie ta sfera powinna być wyjątkowo restrykcyjnie regulowana przez nadzór bankowy – zwłaszcza w zakresie wymogów wobec członków zarządu, audytu wewnętrznego, a także rad nadzorczych. Istniejące regulacje zupełnie nie wystarczają i w pierwszej kolejności konieczne są głębokie modyfikacje w tym zakresie. Należy znacznie szerzej licencjonować składy zarządów oraz rad nadzorczych, których dobór podlega często innym niż merytorycznym kryteriom i bywa dość przypadkowy (zwłaszcza w spółkach Skarbu Państwa, ale nie tylko). A przecież na te ciała nadzór bankowy nakłada ważne profesjonalne obowiązki...(...)

Władysław Kulczycki

Autor jest doktorem i doradcą prezesa BGK. Artykuł jest jednak wyrazem poglądów autora, a nie instytucji, w której pracuje; śródtytuły i tytuł są od redakcji .

Pełna wersja artykułu, bez skrótów opublikowana została w Raporcie „50 największych banków w Polsce 2009” do czerwcowego wydania Miesięcznika Finansowego BANK

Zaprenumeruj BANK
Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Blik na rozdrożu, a prezes przenosi się do Allegro. Co dalej ze spółką?
Tematy

Komentarze (1)

dodaj komentarz
~Observer
O właśnie, żadne działania nadzorcze, KNF-u nie dadzą dobrych rezultatów jeśli jakość kadry zarządzającej w bankach będzie wątpliwa:(. To nadzór zawsze będzie spóźniony a banki i bankowcy będą robić, co będą chciały....także z klientami..

Powiązane: Sektor bankowy

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki