Pośrednicy nieruchomości znaleźli nowy rynek - sprzedaż luksusowych nieruchomości w Iraku. Rynek jest dosyć niestabilny, a sprzedający są bardzo zmotywowani, by sprzedać rodowe nieruchomości zanim zostaną zniszczone w nalocie, ostrzale artyleryjskim, czy w wyniku walk bojowników. Bo w takiej sytuacji zostaje już tylko dać ogłoszenie „sprzedam bardzo dobrze położoną placówkę w centrum Nadżafu”.
Mustapha Abbas, urodzony w Wielkiej Brytanii syn irackich imigrantów, ponad rok temu postanowił założyć stronę internetową, która miała pośredniczyć w sprzedaży luksusowych nieruchomości z kraju przodków zagranicznym nabywcom. Początkowo interes szedł kiepsko, wszystko jednak zmienił upadek Saddama Husseina.
Rynek nieruchomości gwałtownie się rozwija, coraz więcej firm szuka lokalizacji dla swoich przyszłych oddziałów w Iraku. Także prywatne osoby są zainteresowane nabyciem pełnych przepychu pałaców z ogrodami, których nie powstydziłaby się babilońska królowa Semiramida. Ogrodów, może lekko zaniedbanych w wyniku działań wojennych, jednak łatwych do odrestaurowania.
Ceny posiadłości w najlepszych dzielnicach wzrosły w ostatnim czasie nawet o 500%. Pojawiają się bowiem spekulanci, którzy liczą na wzrost cen po zakończeniu walk. Rosnąca liczba chętnych na posiadłości w Iraku może sugerować, że stabilizacja w tym kraju jest coraz bliższa.
Część nabywców była jednak bardzo zaskoczona, gdy okazało się, że standard arabskich pałaców nieznacznie odbiega od poziomu luksusowych nieruchomości w Europie czy Stanach Zjednoczonych. Kluczowy jest tu „wschodni model toalet”, który zwykle ogranicza się do dziury w ziemi.
Pośrednicy ostrzegają także, że każdy człowiek pochodzący z kręgów kultury europejskiej może oczywiście korzystać z wody wypływającej ze złoconych kranów, jednak musi liczyć się z tym, że natychmiast się rozchoruje.
Niewielkim problemem są przerwy w dostawach prądu, bo i tak wszyscy zaopatrują się we własne generatory, a zwykle nie działające telefony są zgodne z arabskim podejściem do życia, gdzie pośpiech jest niewskazany. Uważać trzeba jedynie na właścicieli sprzedających swoje posiadłości, bo może okazać się, że ten sympatyczny człowiek który sprzedając dom opowiadał o tym, jak jego rodzina wychowywała się w nim od pokoleń, praw to posiadłości nie ma żadnych i widzi go podobnie jak i kupujący pierwszy raz w życiu.
O innych niedogodnościach, takich jak naloty, kidnaping czy samochody-pułapki pośrednicy nawet nie wspominają, gdyż są one dosyć mocno nagłaśniane przez media.
Stephen Malpezzi z Uniwersytetu w Wisconsin, badający rynek luksusowych nieruchomości, uważa, że posiadłości w Bagdadzie mają duży potencjał. W przypadku krajów, które zrzucały panujący w nich reżim ceny posiadłości dla najbogatszych zawsze rosną gwałtownie. W Rosji, w latach 80-tych, ceny luksusowych apartamentów wzrosły dwudziestokrotnie. Podobnie dzieje się w Chinach.
W tej chwili ceny pałaców w Iraku wahają się między 250 tys. a 1,5 mln dolarów i należy spodziewać się ich szybkiego wzrostu. Ceny apartamentów będą napędzać osoby powracające do stolicy, które wyjechały, by uniknąć działań wojennych. Uspokojenie sytuacji w Iraku sprawi, że należy spodziewać się napływu dużej fali turystów. Do Iraku wróci także część osób przebywających na emigracji, jednak oni preferują kupno ziemi, niż już istniejących budynków.
M.C.
Na podst. Reuters




























































