REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Ożywienie w gospodarce czy tylko propaganda?

2004-12-31 07:34
publikacja
2004-12-31 07:34
Dodaj Bankier.pl w Google
Wzrost gospodarczy, dobra koniunktura, poprawa sytuacji makroekonomicznej - to zwroty odmieniane przez wszystkich niemal polskich ekonomistów. Statystyki nie pozostawiają wątpliwości - polska gospodarka rośnie. I to szybko - niezależnie od politycznych przepychanek, od nastrojów społecznych, awantur w komisji śledczej. Jeszcze dwa lata temu wzrost gospodarczy na obecnym poziomie - ok. 6 proc. Produktu Krajowego Brutto - wydawał się niemożliwy. Dziś jest faktem. Tyle tylko, że lepiej ten fakt dostrzegają ekonomiści niż polskie rodziny i przedsiębiorcy.

Skąd ten wzrost? Lata 2001-2002 to dla Polaków lata "chude". Wzrost gospodarczy nie przekraczał 1,5 proc. rocznie. Rok 2003 to zapowiedź sukcesów - 3,7 proc. wzrostu PKB. Dopiero mijające 12 miesięcy imponuje dynamiką - eksperci wstępnie mówią o 6 procentowym wzroście. Jednym z najwyższych w Europie. Skąd ten skok? Zdecydowały o nim trzy czynniki. Pierwszy z nich to wejście Polski do Unii Europejskiej i wszystko co się z nim wiąże. - Jednym z czynników, który spowodował ożywienie gospodarki i podtrzyma je, to unijne dopłaty dla rolnictwa w postaci gotówkowej, które ożywią popyt tej grupy producentów i konsumentów jednocześnie - mówi Kazimierz Głowacki, członek zarządu Nordea Bank Polska.

Te dopłaty rolnicy poczuli już w kieszeniach. Do tego polskie firmy solidnie przygotowywały się do konfrontacji z europejską konkurencją. W efekcie mamy bodaj najnowocześniejsze mleczarnie w Europie i jedne z najnowocześniejszych zakładów mięsnych. I okazało się, że świetnie sprzedają one swoje produkty i w kraju i w Europie. Efekt? W pierwszym półroczu 2003 r. polski eksport wynosił w sumie 92,7 mld zł. W pierwszym półroczu tego roku już 132 mld zł. I nie chodzi tu tylko o eksport do UE - chodzi o polską ekspansję na wszystkie rynki, w tym europejski. I te pieniądze trafiły do polskich przedsiębiorstw - ciągnąc w górę statystykę. Drugi czynnik wzrostu - to względnie racjonalna polityka gospodarcza rządu i bardzo racjonalna polityka gospodarcza w przedsiębiorstwach. Rząd obniżył podatki dla firm, nieco zliberalizowano prawo pracy, w najbliższych tygodniach wejdą w życie kolejne przepisy korzystne dla przedsiębiorców. A ci ostatni skwapliwie z tych zmian korzystają. Trzeci plus dla gospodarki to światowe tendencje. Utrzymywała się globalna koniunktura, choćby na statki i węgiel. A to od lat polskie specjalności. Rysy na szkle, czy dowód rozwagi Przeciętny Polak jednak zapyta - skoro jest tak dobrze, to czemu się nie zmienia sytuacja pracowników? Czemu nie spada gwałtownie bezrobocie. - Wzrost jest poza dyskusją, tylko, że rozkłada się on nierówno - uważa Jan Zarębski, pomorski przedsiębiorca, lider Gdańskiego Związku Pracodawców. - W sektorze małych i średnich przedsiębiorstw jest najmniej odczuwany. Widać jednak już pewien optymizm, myślę że w ślad za nim pojawią się inwestycje i nowe miejsca pracy. Jest to jednak perspektywa 2-3 lat, a nie np. 6 miesięcy. Dlaczego? Bo w małych i średnich firmach można jeszcze podnieść wydajność pracy, poprzez inwestycje w nowsze technologie, zmiany samej organizacji pracy.

Wszyscy są jednak zgodni - dłuższy stabilny wzrost przyniesie przełom na rynku pracy. Czemu nie następuje on natychmiast? Bo większość przedsiębiorców pamięta załamanie koniunktury sprzed trzech lat. Koniec lat 90. to szybki wzrost płac, szybki wzrost zatrudnienia w małych i średnich firmach. A początek wieku przyniósł załamanie koniunktury. Trzeba było ciąć płace, zwalniać ludzi. Przez kraj przetoczyła się fala upadłości firm, a w bankach drastycznie wzrosła liczba niespłacanych kredytów. Wyjście z zapaści trwało niemal 3 lata. Ostrożność w zatrudnianiu dzisiaj, może sprawić, że kłopoty gospodarcze w przyszłości nie będą tak bolesne. Dobre perspektywy, ale... Rok 2005 budzi nadzieje i... obawy. Choćby z tego powodu, że Polska musi odprowadzić do budżetu UE składkę za cały rok. - Według prognoz i założeń Ministerstwa Finansów każda wpłacona złotówka składki powinna zaowocować trzema złotymi wykorzystanymi w regionach przez samorządy i sektor prywatny z programów unijnych - zastrzega Krzysztof Zdanowski, szef gabinetu ministra finansów, związany z Gdańską Akademią Bankową. - To bilans nad wyraz korzystny i opłacalny, tym bardziej, że środki unijne przeznaczone będą w znacznej mierze na inwestycje infrastrukturalne i edukację.

Przedsiębiorców niepokoi też umacniający się złoty - wprawdzie łatwiej spłacać kredyty zaciągane w walutach, ale zagrożona jest opłacalność eksportu - za uzyskane dolary i euro jest coraz mniej złotych... - Pozytywne odczucia budzi także spadek poziomu długu publicznego, który jest uznawany za największy hamulec gospodarki - dodaje Kazimierz Głowacki z Nordei. - Niepokoi jedynie powód, dla którego taki spadek uzyskano - umacniająca się w szybkim tempie polska waluta oraz polityka USA, które czerpią korzyści ze słabego dolara i nie podejmują interwencji w celu jego wzmocnienia. Przychylam się do głosu ekspertów, iż w dłuższym okresie czasu może mieć to wpływ na spadek opłacalności polskiego eksportu, a tym samym na spowolnienie, a raczej ustabilizowanie, wzrostu gospodarczego na poziomie 3-4 procent rocznie wciągu najbliższych 2-3 lat. Tutaj jednak przedsiębiorcom mogą przyjść z pomocą... politycy. W roku wyborczym nie brakuje nonsensownych pomysłów głoszonych ze śmiertelną powagą. Jeśli osłabią złotego - nonsensy mogą być pożyteczne. Byleby nie było ich zbyt wielu.


Plus Krzysztof Zdanowski szef gabinetu Ministra Finansów, doradca ministra - Rok 2004 kończy się w nad wyraz dobrej atmosferze gospodarczej: niższy od założonego deficyt budżetowy państwa, zrównoważony bilans płatniczy, silny wzrost gospodarczy przekraczający 5 proc. PKB, umacniający się kurs złotego, jak również pozycja netto Polski w rozliczeniach z Unią Europejską - dostajemy więcej niż wpłacamy do budżetu Unii. Dodatkowej satysfakcji dodaje fakt uchwalenia przez Sejm i podpisania przez prezydenta RP ustawy budżetowej na rok 2005 z rekordowym wyprzedzeniem tj. 23 grudnia br. Jest to drugi przypadek po ?89 roku, iż minister finansów umożliwi płynne realizowanie zadań rządowych od pierwszego dnia roboczego nowego roku budżetowego. Oczywiście obecne i prognozowane wskaźniki wciąż powodują wyczekiwanie - kiedy te wyniki przełożą się na budżety gospodarstw domowych oraz na polepszenie sytuacji w małych i średnich firmach. Jednak już teraz sygnały płynące zarówno z banków komercyjnych jak i Narodowego Banku Polskiego wykazują rosnące zainteresowanie finansowaniem inwestycji przez sektor przedsiębiorstw prywatnych. W ślad za tym dużo więcej osób odczuje pozytywne zmiany, które widać w gospodarce.

Minus Janusz Śniadek przewodniczący NSZZ Solidarność - Owszem, odnotowujemy wzrost gospodarczy, tyle że - niestety - rosną jedynie słupki w zestawieniach statystycznych. Ten wzrost nie ma wpływu na poprawę poziomu życia pracowników zatrudnionych w polskich przedsiębiorstwach. Co gorsza - nie powoduje też spadku bezrobocia. W tej sytuacji pracownicy i bezrobotni wcale lub niemal wcale nie korzystają z dobrodziejstw statystycznego wzrostu. Co więcej - często mamy wrażenie na podstawie kontaktów z pracownikami, że sytuacja pracowników nie tylko się nie poprawia, ale wręcz pogarsza. Nie ma - choćby symbolicznego - wzrostu płac, trwają zwolnienia. Odnotowywany wzrost wydajności oznacza w praktyce, że mniejsza grupa zatrudnionych wykonuje taką samą pracę jak wcześniej większa grupa. Czyli - pracuje więcej za tę samą płacę, często w bardzo ciężkich warunkach. Trzeba również zaznaczyć, że wzrost jest skutkiem ogólnoświatowych tendencji w gospodarce, a nie efektem działań rządu. I jeszcze jeden aspekt sprawy - rząd nie wykorzystuje dobrych wyników gospodarczych do rozwiązywania ważnych problemów gospodarczych, istotnych dla lokalnych społeczności, czy dla całych gałęzi gospodarki - mam tu na myśli np. przemysł stoczniowy.

Dziennik Bałtycki
Artur Kiełbasiński
Źródło:
Tematy

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki