REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

O przyszłości sektora bankowego

2009-07-27 06:00
publikacja
2009-07-27 06:00
Dodaj Bankier.pl w Google
Banki zaostrzają i będą zaostrzać dotychczasowe standardy działania z uwagi na potrzebę „delewarowania” swoich bilansów i redukcję rozdętych ponad miarę aktywów. Będą dążyć do pokrycia ujawnianego ryzyka dodatkowym kapitałem lub zabezpieczeniami. A także ograniczą aktywność na rynkach uznanych za zbyt ryzykowne bądź nie strategiczne dla ich działalności.

Kryzys zaufania do instytucji finansowych na rynkach międzynarodowych, a banków w szczególności destabilizuje ich normalne funkcjonowanie i dotychczasową rolę w transmisji pieniądza do gospodarki. Poszczególne rządy oraz banki centralne prowadzą niestandardowe działania, które jednak nie zmieniły systemowej awersji banków do ryzyka związanego z ich współpracą na rynku międzybankowym oraz postawy polegającej na zaostrzeniu ich polityki kredytowej wobec przedsiębiorstw i gospodarstw domowych.

Międzynarodowy Fundusz Walutowy szacuje poziom złych aktywów w księgach światowych banków na około 2,8 bln dolarów. Ponad połowa tych aktywów ma się znajdować w europejskich bankach, a tylko około 1 bln dolarów w bankach amerykańskich. Jak by tego było mało, dane Banku of International Settlements wskazują, że wartość globalnych instrumentów pochodnych wynosi blisko 700 bln dolarów. Dokonane przez MFW szacunki wskazują, że na pokrycie ryzyka aktywów bankowych spisano dotychczas 740 mld dolarów, z czego 70 proc. w USA i 14 proc. w Europie. Fundusz szacuje, że do osiągnięcia wskaźników kapitałowych z lat 90 banki europejskie potrzebują 500 mld dolarów, a banki amerykańskie 275 mld.

Gorzej i gorzej

Prezentowane wcześniej opinie na temat głębokości obecnego kryzysu zmieniały się na coraz to gorsze. Również szacowany poziom strat instytucji finansowych rósł, poczynając od 400 mld dolarów w 2007 r. przez 1 bln dolarów w kwietniu 2008 r. aż po obecny poziom, tj. 2,8 bln dolarów. W Stanach Zjednoczonych, pomimo podejmowanych działań od początku roku, upadło już 36 banków, a amerykańska Federalna Agencja Ubezpieczenia Depozytów (FDIC) ocenia, że takiego stanu nie było od 15 lat. Miesiąc temu były szef FED, Alan Greenspan przestrzegł przed nadmiernym optymizmem i ocenił, że w celu ratowania banków należy udostępnić zdecydowanie więcej funduszy.

Powyższa teza wydaje się być prawdziwa w świetle powszechnie wiadomego faktu, że globalne grupy finansowe realizowały strategie biznesowe prowadzące w znacznym stopniu do ich „przelewarowana”. Z danych Centre for European Policy Studies (CFEPS), że proces lewarowania banków europejskich jest blisko dwukrotnie, a w niektórych przypadkach nawet trzykrotnie wyższy niż w bankach amerykańskich. Dla przykładu warto przytoczyć, że leverage ratio na koniec czerwca 2008 r. w Hypo Real Esteta Holding wynosił 83, w Dexi 64,4, a w Berclays Bank 61,3. Jeżeli udział w aktywach systemu bankowego wysoko lewarowanych banków jest decydujący, nie może nikogo dziwić aktualna sytuacja na rynku finansowym. Gwałtowny rozwój sektora bankowego wobec skali zadłużania się przedsiębiorstw, jak i gospodarstw domowych spowodował, że relacja aktywów sektora bankowego do PKB wiodących gospodarek urosła do niebotycznych rozmiarów, tj. w USA do 349 proc., a w całej UE przeciętnie do poziomu 334 proc. Jednocześnie w UE w znacznej grupie państw te relacje są jeszcze gorsze, np. w Irlandii 714 proc., co oznacza aktywa na poziomie około 1337 mld euro, w Wielkiej Brytanii 500 proc. z aktywami 10093 mld euro.

Nadzory nie są w stanie ocenić ryzyka

Stan ten przez ostatnie lata był tolerowany przez władze nadzorcze opierające swoje strategie na nadmiernym zaufaniu do samoregulacji nadzorowanych instytucji, do ich wewnętrznych modeli szacowania ryzyka, do wiary w nadawane ratingi oraz do opinii firm audytorskich. Już Niccolo Machiavelli mawiał, że najczęstszym ludzkim błędem jest nieprzewidzenie burzy w piękny czas. Dlatego dzisiaj te nadzory – z uwagi na ich brak potencjału nadzorczego – nie są w stanie podać rzetelnej oceny poziomu ryzyka występującego w nadzorowanych przez nie instytucjach, a to pogłębia dodatkowo brak zaufania.

Zagrożenie potęguje świadomość utraty zaufania w równym stopniu do banków i ich władz, do ocen agencji ratingowych, opinii audytorów badających sprawozdania banków, a w szczególności do władz nadzorczych. Ta sytuacja tworzy wysoką niepewność co do rzeczywistej wartości aktywów bankowych. Jak twierdzi prof. Shelagh Heffernan, w sytuacji dekoniunktury problem dodatkowo pogłębia spadek wartości aktywów bankowych i dalsze poszukiwanie dna, kiedy to uczestnicy rynku nie uświadomią sobie, że ceny tych aktywów stają się już niedoszacowane.

Dlatego też w warunkach kryzysowych całkowita utrata wartości silnie lewarowanych aktywów bankowych na poziomie od 10 do 30 proc. ich wartości przy jednoczesnej gwałtownej utracie wartości posiadanych przez banki zabezpieczeń lub ich braku nie jest niczym nadzwyczajnym ani też nieznanym w historii dotychczasowych kryzysów. Mając świadomość, że brak jest możliwości realnego wsparcia tych instytucji ze strony ich rozdrobnionego akcjonariatu oraz mając na uwadze znaczenie „normalnego” funkcjonowania tych instytucji dla utrzymania stabilności rynku finansowego, władze publiczne reprezentowane przez rządy narodowe i banki centralne podejmują niestandardowe interwencje na rynku. Dzieje się tak, pomimo że często banki wykazują współczynniki wypłacalności na wysokim poziomie, a nawet zyski. Wszyscy, łącznie z władzami publicznymi, mają świadomość potrzeby odpowiednio szybkiej reakcji, ale i świadomość ciężarów finansowych dla bieżącego budżetu, jak i przyszłych budżetów państw dotkniętych kryzysem. Dodatkowym ciężarem jest świadomość aktualnej, jak i przyszłej krytyki w związku z przyjmowanymi metodami walki z kryzysem, a w szczególności za koszty obciążające podatników. Zapewne stresująca jest też świadomość wpływu aktualnie podejmowanych działań nie tylko na zachowanie instytucji finansowych dzisiaj, ale i w przyszłości (poziom moral hazard ).

W konsekwencji oznacza to wysoki poziom deficytów budżetowych zarówno w USA, jak i w największych gospodarkach Unii Europejskiej – w tym ogromne zapotrzebowanie na dostęp do ich z finansowania przez rynek. Oznacza również wejście gospodarek UE, które są znacznie mniej elastyczne i konkurencyjne niż gospodarka amerykańska, w okres dłuższej niż w USA recesji. Nie można wykluczyć, że łączne koszty przezwyciężania tego kryzysu w największych gospodarkach świata testować będą poziomy, które dotychczas obrazowały koszty restrukturyzacji systemów bankowych w państwach rozwijających się – czyli powyżej 15 proc. PKB.

Nie koniec strat

Należy zakładać, że instytucje finansowe w USA i UE, a banki w szczególności, ujawniać będą w najbliższych 2 latach dalsze straty na posiadanych aktywach. Łączne aktywa systemu bankowego w USA stanowią blisko 49 bln dolarów, a Unii - około 35 mld euro. Dlatego też całkowita utrata wartości tylko 10 proc. aktywów oznacza przy lawinowo tracących wartość zabezpieczeniach posiadanych przez banki konieczność odpisów w koszty/straty w okresie 2–3 lat na poziomie 4,9 bln dolarów w USA i 3,5 bln euro w Unii. Oznacza również, że dotychczas zaangażowane środki publiczne nie są ostatnimi, które trzeba będzie ponieść na utrzymanie stabilności systemu finansowego. Koszty te, finansowane przez poszczególne państwa długiem publicznym, powodują, że agencje ratingowe obniżają oceny zaufania kolejnym państwom. Tylko w tym roku spotkało to 10 z coraz mocniej zadłużających się państw, w tym ostatnio Wielką Brytanię. Dramatyczna sytuacja dla rynków finansowych może powstać jeżeli spotka to również USA.

Banki zaostrzają i będą zaostrzać dotychczasowe standardy działania z uwagi na potrzebę „delewarowania” swoich bilansów i redukcję rozdętych ponad miarę aktywów. Będą dążyć do pokrycia ujawnianego ryzyka dodatkowym kapitałem lub zabezpieczeniami (najlepiej publicznymi) oraz ograniczą aktywność na rynkach uznanych za zbyt ryzykowne bądź niestrategiczne dla ich działalności. W Unii Europejskiej stan ten dodatkowo wzmacniany jest praktycznym brakiem możliwości transferowania pomocy publicznej w ujęciu transgranicznym oraz decyzjami Komisji Europejskiej limitującej skalę działalności na jednolitym rynku unijnym grup bankowych korzystających z bezpośredniego publicznego wsparcia kapitałowego.

W Polsce, podobnie jak w innych państwach regionu Europy Środkowej i Wschodniej, inwestorzy zagraniczni kontrolują krajowe systemy finansowe i bankowe. Według stanu na koniec 2008 r. w Polsce są to 42 banki komercyjne oraz 18 oddziałów instytucji kredytowych, które razem stanowią około 72,3 proc. aktywów systemu bankowego (z czego inwestorzy z obszaru UE kontrolują około 65 proc.). Zachowanie tych grup finansowych ma kluczowe znaczenie dla stabilności, jak i dalszego rozwoju polskiego systemu bankowego. Dodatkowo, mając na uwadze, że banki pochodzące z 5 państw UE oraz USA (Włochy, Holandia, Niemcy, Belgia, Irlandia) kontrolują ponad 50 proc. aktywów polskiego sektora bankowego, oznacza, że kluczowe znaczenie ma sytuacja finansowa nie tylko tych banków, ale i gospodarek oraz zachowanie regulatorów na rynku dla nich macierzystym.

Wielkość całego systemu bankowego nowych państw członkowskich UE pomimo dynamicznego rozwoju jest nadal niska i stanowi łącznie około 2,5 proc. rynku finansowego UE, co świadczy o jego marginalnym znaczeniu w obecnej sytuacji. Większość nowych państw członkowskich UE posiada systemy bankowe, które w ostatnich latach odnotowywały bum kredytowy. Jego źródłem stał się znaczny udział kredytów walutowych na rozwój mieszkalnictwa, finansowanych z wykorzystaniem międzynarodowego rynku międzybankowego. Dlatego szczególne znaczenie dla stabilności finansowej tych rynków ma stabilność kursu ich narodowych walut oraz ocena rynku działań podejmowanych przez władze publiczne. W tym kontekście grupa państw o niepłynnym kursie walutowym, takich jak Estonia, Litwa, Łotwa czy Bułgaria, sytuowała się w ostatnich miesiącach najsłabiej spośród państw regionu.

„Dobrzy” i „źli” bankierzy

Na tym tle Polska wypada dobrze – ze swoim płynnym kursem walutowym, pakietem płynności NBP oraz nałożonymi na banki restrykcjami regulacyjnymi w odniesieniu do portfela kredytów walutowych, jak „Rekomendacją S” czy wyższymi wagami ryzyka do wyliczania adekwatności kapitałowej banków. Jednak pomimo szybkiego rozwoju banków relacja aktywów systemu bankowego do PKB w nowych państwach członkowskich jest na poziomie znacznie niższym niż w pozostałych państwach UE i wynosi przeciętnie około 110 proc. PKB. W Polsce relacja ta wynosi 82,2 proc. PKB, co w powiązaniu z niskim poziomem lewarowania działalności, tj. leverage ratio na poziomie około 13 oznacza potencjalnie znacznie niższe koszty dostosowywania się systemu bankowego do zmienionej sytuacji.

Wysoki poziom kontroli systemów bankowych przez międzynarodowe instytucje finansowe na rynkach nowych państw członkowskich powoduje, że dokonywany jest również za pośrednictwem kanału regulacyjnego oraz stosowanych praktyk transfer standardów szacowania ryzyka, zabezpieczania tego ryzyka, jak i zasad mierzenia efektywności działania. Właśnie te czynniki powodowały, że w latach 2005 i 2006, tj. w początkach koniunktury na krajowym rynku kredytowym przestrzegałem banki przed przyjmowaniem ryzykownych strategii działania nakierowanych na krótkoterminowe cele, które w warunkach dekoniunktury spowodują to, co Aristobulo de Juan nazwał sytuacją, w której „dobrzy” bankierzy stają się „złymi” bankierami.

Dlatego też w obecnej kryzysowej sytuacji nadzory państw Europy Środkowej i Wschodniej powinny koncentrować się na aspektach ostrożnościowych w działalności nadzorowanych banków i egzekwowaniu obowiązków ciążących na każdym posiadaczu znaczącego pakietu akcji banku, a w szczególności na posiadaczu pakietu dominującego. Wymagania wobec nadzorowanych banków i ich dominujących właścicieli powinny być egzekwowane przy istniejących już regulacjach bankowych i kierowaniu do banków jasnych formalnych zaleceń i nakazów, a nie miękkich sugestii i rekomendacji.

Kryzys finansowy poddał polski sektor bankowy realnej terapii szokowej związanej z wystąpieniem nieoczekiwanego dla rynku bankowego szoku płynności i związanych z tym kosztów jej utrzymania. Szok związany jest z deprecjacją kursu złotego, z szokiem nieoczekiwanego spowolnienia gospodarczego w Polsce, jak i u jej głównych partnerów gospodarczych. Dolegliwości w obszarze płynności łagodzi bankom pakiet zaufania dostarczony przez NBP, co nie zmienia chęci ucieczki banków w inwestycje w bezpieczne instrumenty finansowe rządu i banku centralnego. Utrzymujący się kryzys powoduje też nasilający się spadek wartości posiadanych przez banki zabezpieczeń – w tym wartości kredytowanych przez nie nieruchomości, co nie pozostaje bez wpływu na ich obciążenia kapitałowe. Dodatkowo banki odnotowują ze strony przedsiębiorstw gwałtowny spadek popytu na kredyt inwestycyjny oraz w obliczu niepewności oraz rosnącego bezrobocia spadek popytu na kredyt ze strony gospodarstw domowych... (...)

Wojciech Kwaśniak

Autor jest doradcą prezesa NBP, ale prezentowane w tym artykule opinie mają charakter wyłącznie prywatny i nie powinny być utożsamiane ze stanowiskiem instytucji, w której jest zatrudniony.

Pełna wersja artykułu, bez skrótów opublikowana została w Raporcie „50 największych banków w Polsce 2009” do czerwcowego wydania Miesięcznika Finansowego BANK

Zaprenumeruj BANK
Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
W portfelu ma 200 mln zł. „Najwięcej pieniędzy można zarobić tam, gdzie rynek się myli"
Tematy

Komentarze (2)

dodaj komentarz
~Don
Rzetelny tekst, pokazujący, że w bankach nie jest taka bajka, jak się niektórym wydaje i same muszą uporać sie z wieloma problemami. Gratulacje.

Powiązane: Sektor bankowy

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki