Joachim Wasilewski, student filozofii Uniwersytetu Łódzkiego, znalazł wakacyjną pracę w ogródku Zapiecka. - Do Anglii wyjadę, ale tylko turystycznie. Do pracy? Nigdy w życiu! Tu mam rodzinę, znajomych, dziewczynę i fajną pracę, w której zarabiam tyle, ile mi potrzeba - tłumaczy.
Podobnie myśli wielu młodych ludzi. - Nie chce mi się nigdzie jechać. Może to lenistwo, ale jeśli będę szukał pracy, to tylko na miejscu - mówi Artur Czajka, student informatyki Politechniki Łódzkiej.
Atrakcyjne stawki sprawiają, że coraz częściej spotkać można w Łodzi przybyszów z różnych części świata. Wiktoria Iwanowa pochodzi z Estonii i uczy się w Łodzi języka polskiego. - Po co mam jechać do Anglii? - dziwi się. - Tu mieszkam i tu uczę się. Mam trochę czasu wolnego, więc pracuję. Choć w Estonii pewnie zarobiłabym więcej - przyznaje. Wiktoria ma zamiar zarobić parę groszy, by spokojnie odpocząć w rodzinnej Estonii.
Ulubione miejsca pracy to ogródki piwne, ale wiele osób próbuje swoich sił w handlu. Do sklepu obuwniczego przy ul. Piotrkowskej przychodzą dziennie po dwie, trzy młode kandydatki. - To najczęściej maturzystki, szukające pracy na lato. Chętnych jest sporo, ale znalezienie pracownicy o odpowiednich predyspozycjach nie jest takie proste - mówi sprzedawczyni. Dlatego ogłoszenie na drzwiach wisi nieprzerwanie już od dwóch tygodni.
Oferty pracy w handlu mają też łódzkie urzędy pracy. - Od ręki mogę dać pracę stu sprzedawcom - informuje Bogusław Dąbrowski, zastępca kierownika wydziału usług rynku pracy w PUP nr 1. Niestety, sporo ofert dotyczy jednak supermarketów, które większość łodzian traktuje jako ostateczność. - Stawki są tam niskie, a markety zazwyczaj zatrudniają na 3/4 etatu. W sumie zarobki są bardzo mizerne - tłumaczy Dąbrowski.
Sporo ofert mają agencje pośrednictwa pracy. - W sklepie czy w pubie trzeba kontaktować się z ludźmi. Nie każdy to lubi - tłumaczy Marek Światły, kierownik Akademickiej Spółdzielni Pracy Puchatek. Dlatego dla swoich studentów ma głównie prace w fabrykach, magazynach i drobne prace biurowe. Stawki zaczynają się około 8 złotych za godzinę.
Są też branże omijane przez młodych pracowników. Mało który student chce pracować w sklepie z używaną odzieżą. - Zgłaszają się tam same panie na emeryturze, choć w ciągu ostatnich lat płace bardzo wzrosły - mówi Joanna Górna, kierowniczka sklepu.
Znalezienie dobrego pracownika w takich warunkach jest trudne, toteż przedsiębiorcy chwytają się najdziwniejszych metod. W sklepach odzieżowych Zara ulotki z propozycją pracy dołączane są klientom do zakupów. - O dobrego pracownika jest trudno, a nasi klienci mają rodziny, dzieci, które szukają pracy - tłumaczy kierowniczka sklepu w Galerii Łódzkiej.
Większość młodych ludzi chce popracować miesiąc czy dwa, a zarobione pieniądze wydać na wyjazd na resztę wakacji. - Teraz chętnych do pracy jest sporo. Problemy zaczną się w połowie lipca, gdy studenci zarobią i wyjadą na wakacje. Wtedy dopiero trzeba będzie szukać nowych pracowników - mówi Oliwier Kopaczel, syn właścicielki Quick Baru przy ul. Piotrkowskiej.
Ile można zarobić w Łodzi? - Sklep z ubraniami używanymi w centrum - 1200 zł netto plus 50 - 100 zł premii - Ogródek przy ul. Piotrkowskiej - 6 zł/godz. - Sklep z obuwiem - 1200 zł plus 300 zł premii - Praca w magazynie bądź fabryce, Spółdzielnia Pracy Puchatek około 8 zł/godz.
POLSKA Dziennik Łódzki
Matylda Witkowska






























































