Zarabiaj z nami | Logowanie | Newsletter | Forum | Blogi

2007-12-15 12:26 Źródło: Noble Bank

Nieśmiały optymizm


Nerwowa końcówka 2007 r. może nieco pesymistycznie nastrajać inwestorów. Według coraz większej grupy analityków następny rok zapowiada się znacznie gorzej niż obecny, a w szczególności jego pierwsza połowa. Minorowe nastroje inwestorów wynikają z kilku podstawowych tez, które mówią, że nastąpi spowolnienie gospodarki światowej, przy czym w USA może dojść nawet do recesji, a kryzys na rynku amerykańskich nieruchomości nie skończy się szybciej niż w 2009 r. Straty instytucji finansowych w wielu krajach, związane z finansowaniem kredytów hipotecznych w USA, będą jeszcze przez pewien czas powodem dużych odpisów bilansowych.


Słaby dolar, drogie surowce i mocny jen będą powodowały jeszcze przez kilka miesięcy turbulencje na światowych rynkach finansowych. Ze względu na zwiększony koszt pieniądza i ograniczoną płynność na rynku międzybankowym, zmniejszy się atrakcyjność ryzykownych inwestycji, a zwiększy popyt na bezpieczne instrumenty finansowe.

Trudno odmówić tym wszystkim założeniom racjonalnych podstaw. Ostatnie cztery lata przyniosły imponujący wzrost na rynkach surowców, akcji i nieruchomości. Miało to związek z bardzo niskim poziomem stóp procentowych. Ten czynnik z kolei określał koszt pieniądza na wyjątkowo atrakcyjnym − dla pożyczkobiorców − poziomie. Nic więc dziwnego, że takie parametry przyniosły efekt dużej nadpłynności na rynkach finansowych. A przyszły rok najprawdopodobniej będzie cechował się głównie obniżoną płynnością na światowych rynkach. To z kolei zdeterminuje zachowanie cen wielu rodzajów aktywów.

Jeśli spełniłby się ten scenariusz, to jego następstwa najprawdopodobniej przejawiałyby się w opisanych dalej zachowaniach rynku. Zmniejszona płynność na światowych rynkach spowodowałaby, że koszt pieniądza byłby i tak relatywnie wysoki, nawet bez podwyżek stóp procentowych. Można więc spodziewać się zakończenia cykli podwyżek stóp procentowych w wielu krajach, a w niektórych nawet obniżek. Niestety wcale nie oznaczałoby to okiełznania inflacji, która zaczęła się już teraz zbliżać w poszczególnych regionach do niebezpiecznych poziomów. Jednak oznaki spowolnienia gospodarczego i obniżonego popytu konsumentów powstrzymałyby banki centralne przed zacieśnianiem polityki monetarnej.

Mogłoby masowo wystąpić zjawisko „odwróconego carry trade”, czyli pozbywania się przez inwestorów bardziej ryzykownych aktywów, nabywanych wcześniej na kredyt zaciągnięty w walutach, które charakteryzują się niskimi stopami procentowymi (jen, frank szwajcarski). Przecena aktywów doprowadziłaby ich ceny do atrakcyjnych poziomów. Byłyby one jednak atrakcyjne jedynie pod warunkiem ponownego przyspieszenia wzrostu gospodarczego w kolejnych kwartałach.

Obecnie trudno mówić o skrajnym przewartościowaniu różnych rodzajów majątku. W niektórych krajach (np. w USA, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii czy Indiach) doszło jedynie do powstania bąbla spekulacyjnego na rynku nieruchomości. Podobne przegrzanie koniunktury można zauważyć na rynku akcji w Chinach, w szczególności na rynku wewnętrznym, dostępnym jedynie obywatelom Państwa Środka. Ale już na rynku surowców raczej trudno mówić o nadmiernie wysokich cenach. Nawet ceny ropy naftowej, bijące światowe rekordy, w dużo większej mierze są spowodowane realnym zapotrzebowaniem na ten surowiec, ograniczoną podażą i słabością dolara amerykańskiego niż działaniami spekulantów.

Wiele wskazuje na to, że obecne zawirowania na światowych rynkach będą miały jedynie skutek ostrzegawczy i uświadamiający. Będą ostrzegać przed poważnym załamaniem gospodarczym, a uświadamiać rozmiar ryzyka ponoszonego przez inwestorów. W ostatnich 4−6 kwartałach inwestorzy jakby nie zauważali ryzyka, nie doceniali go i niemal zupełnie ignorowali sygnały ostrzegawcze. Końcówka 2007 r. i początek przyszłego roku najprawdopodobniej pozwolą ponownie przyjąć większości inwestorów właściwe proporcje między potencjałem wzrostu a ponoszonym ryzykiem. Przecena, czyli inaczej urealnienie cen, pozwoli zapewne światowym rynkom ponownie nabrać wigoru.

Perspektywy dla drugiej połowy przyszłego roku wyglądają już znacznie bardziej optymistycznie. Swoiste katharsis, które zapewne przejdzie niejeden rynek na świecie na przełomie roku, pozwoli na budowanie wartości aktywów na trwałych fundamentach. Obecne czyszczenie bilansów ze strat radykalnie obniża ryzyko nieprzyjemnych niespodzianek w przyszłości. Wycofywanie się ryzykantów z rynku, z jakim mamy teraz do czynienia, zmniejszy zagrożenie falą podaży za kilka miesięcy. Już prawdopodobnie w I kwartale przyszłego roku zaistnieją warunki do spokojnego akumulowania akcji czy jednostek funduszy inwestycyjnych.

Zapewne podobnie będzie z surowcami. Powyższe prognozy opierają się na założeniu, że mamy obecnie do czynienia jedynie z przejściowym przyhamowaniem światowej gospodarki i rozchwianiem światowego systemu finansowego. A najbliższe kilka miesięcy będą służyć odzyskaniu równowagi i zbudowaniu potencjału do kolejnego kilkuletniego okresu prosperity. Jeśli rozważalibyśmy jakieś odchylenia od tego najbardziej prawdopodobnego scenariusza, to raczej większe szanse ma odchylenie na plus (mniejsze negatywne konsekwencje obecnych kłopotów rynkowych i lepsze perspektywy na drugą połowę roku) niż na minus.

Alfred Adamiec, Główny Ekonomista Noble Bank




Komentarze do artykułu