2009-07-21 06:00 Źródło: Gazeta Ubezpieczeniowa
Najlepiej żyć na cudzy koszt
Darmowa służba zdrowia? Nie ma nic przyjemniejszego. Najlepiej korzystać i nie płacić. I jeszcze lepiej, jak korzystać i nie płacić za usługi. Czyż nie ma nic przyjemniejszego? Oczywiście, że jest. Darmowe szkolnictwo. Oczywiście, że przyjemnie jest czerpać wiedzę i za nią nie płacić. Przecież to takie oczywiste, że nawet nie ma sensu przekonywać. A po co komuś płacić za przekazaną wiedzę. To może jeszcze nie płacić nauczycielom za ich wkład w budowanie PKB? To jeszcze można do tego dorzucić policję i wojsko i pomysłodawca ma już opanowane główne nurty życia gospodarczego takiego wymyślonego państwa. Nawet nie będę się zastanawiał, jak długo takie państwo mogłoby istnieć na mapie świata.
Kiedy przeczytałem o planach polskiego Ministerstwa Skarbu w sprawie osiągnięcia wpływów z dywidend z podległych spółek, to już uszami wyobraźni usłyszałem o drenażu, o wypompowywaniu środków pieniężnych, o braku pieniędzy na inwestycje. Najgłośniej protestowali zwłaszcza ci, którzy mienią się obrońcami klasy robotniczej. Powstaje wobec tego pytanie, po co szermują hasłami o obronie praw pracowniczych? Czyżby zapomniał wół, jak cielęciem był? A może posiadanie ciepłej państwowej posadki pozwala na wypowiadanie takich niedorzeczności o tym, że Skarb Państwa nie powinien pobierać dywidend ze swoich spółek? O obronie praw pracowniczych to pewne osoby najgłośniej krzyczą wtedy, gdy do czynienia mamy z chęcią zaistnienia w mediach albo z kampanią wyborczą. Na tematy polityczne to ja się wypowiadać nie będę, bo nie mam w zwyczaju wypowiadać się tam, gdzie nie mam nic do powiedzenia. Najczęściej sensownego. Zatem po co mam komuś odbierać wynagrodzenie za ciężką pracę. Nie moje małpy i nie mój cyrk. Natomiast tam, gdzie widzę pewne niedorzeczności ze strony polityków albo ich pomocników szermujących hasłami o obronie praw pracowniczych, to wtedy zwracam delikatnie uwagę, że mamy gospodarkę rynkową. Tak to już jest w gospodarce rynkowej, że istnieją przedsiębiorstwa. Jedną z zasad gospodarki finansowej przedsiębiorstw jest to, że swoje wydatki, czyli koszty, pokrywa z własnych przychodów. Jeśli nie ma przychodów, to nie ma wydatków, a gdy koszty przewyższają wpływy, to długo w gospodarce rynkowej takie przedsiębiorstwo funkcjonować nie będzie.
Nie tak dawno pewien polski urzędnik państwowy, którego wynagrodzenie zależy od wpływów do budżetu od podatków z dochodów kapitałowych, przekonywał, że niektóre instytucje finansowe notowane na warszawskiej giełdzie akcji nie powinny wypłacać dywidend. Jeszcze nawet nie dobiegło końca pierwsze półrocze 2009 r., a ten sam polski urzędnik państwowy zapowiada, że nie będzie się upierać o to, aby np. banki z zysku za 2009 r. nie wypłacały dywidend. Czyżby jakiś ważniejszy rangą i dostępem do najważniejszych osób w państwie urzędnik państwowy wyjaśnił mu w dobitnych słowach, co daje brak wpływu z opodatkowania dywidend do wspólnej skarbonki? Nie było mnie przy tym przekazywaniu argumentów, ale widzę pewną poprawę w systemie myślenia. Wobec powyższego, że wypłacanie dywidend może zaszkodzić polityce inwestycyjnej wypłacającego, niedługo będzie można traktować jako przedni dowcip. Przecież jeśli jakaś firma wypłaca dywidendę, to jej hipotetyczna wartość rośnie. Jeśli wysokość tej dywidendy spełnia pewne warunki (o których niejednokrotnie wspominałem zarówno dla firm notowanych w Polsce, jak i na zagranicznych rynkach), to inwestorzy chętniej nabywają takie akcje. Zatem rośnie popyt, co może mieć przełożenie na poziom ceny. A jak rośnie cena, to wtedy trudniej o wrogie przejęcie ze strony konkurencji.
Natomiast jeśli taka firma potrzebuje środków na inwestycje, niech wyemituje nową emisję akcji. Jeśli płaci regularną dywidendę (spełniającą określone warunki), to zapewne znajdą się chętni, którzy powierzą jej poprzez zakup akcji swoje środki pieniężne. Tylko niektórym, krzyczącym o drenażu firm ze środków pieniężnych, trochę brakuje wyobraźni, aby pomyśleć, co by się stało z ich ciepłymi posadkami, gdyby ich pracodawca nie wypłacał dywidend. Zapewne pojawiłby się jakiś zagraniczny inwestor (dajmy na to np. chiński albo rosyjski) i bardzo szybko rozwiązałby problem. Dopiero wtedy powstałby krzyk, że państwo nie broni swoich obywateli, że państwo nic nie robi w obronie praw pracowniczych. A ciekawe, czy przypomnieliby sobie, co wieszczyli i zapowiadali ci, którzy produkują się z poglądami, że ich pracodawcy nie powinni wypłacać dywidend. Za co państwo miałoby ich bronić przed wrogim przejęciem? Tego to już obrońcy praw pracowniczych wyjaśnić nie potrafią.
A co najciekawsze, że niektórzy przedstawiciele aktualnej amerykańskiej administracji rządowej chętnie koszty kryzysu przerzuciliby na innych. Wobec takich planów zebrało się kilku ważniejszych i możniejszych tego świata i wysłali odpowiedni sygnał. Albo zrezygnujecie z takich planów i zamiarów, albo dojdzie do rezygnacji z dolara amerykańskiego jako waluty światowej. Pomysły o życiu cudzym kosztem natychmiast poszły w zapomnienie. I niech polski Skarb Państwa się nie przejmuje okrzykami i wezwaniami. Tam, skąd może, niech czerpie dywidendy. Oczywiście niech robi to z należytym umiarem, bo w gospodarce rynkowej przedsiębiorstwo ma działać po to, aby przynosić zysk. A gdy ucichnie ujadanie, to karawana pojedzie dalej.
Andrzej Filipek
Treść powyższej analizy jest tylko i wyłącznie wyrazem osobistych poglądów jej autora i nie stanowi „rekomendacji" w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, lub ich emitentów (Dz.U. z 2005 r. Nr 206, poz. 1715). Zgodnie z powyższym autor nie ponosi jakiejkolwiek odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podejmowane na podstawie niniejszego komentarza.
Kiedy przeczytałem o planach polskiego Ministerstwa Skarbu w sprawie osiągnięcia wpływów z dywidend z podległych spółek, to już uszami wyobraźni usłyszałem o drenażu, o wypompowywaniu środków pieniężnych, o braku pieniędzy na inwestycje. Najgłośniej protestowali zwłaszcza ci, którzy mienią się obrońcami klasy robotniczej. Powstaje wobec tego pytanie, po co szermują hasłami o obronie praw pracowniczych? Czyżby zapomniał wół, jak cielęciem był? A może posiadanie ciepłej państwowej posadki pozwala na wypowiadanie takich niedorzeczności o tym, że Skarb Państwa nie powinien pobierać dywidend ze swoich spółek? O obronie praw pracowniczych to pewne osoby najgłośniej krzyczą wtedy, gdy do czynienia mamy z chęcią zaistnienia w mediach albo z kampanią wyborczą. Na tematy polityczne to ja się wypowiadać nie będę, bo nie mam w zwyczaju wypowiadać się tam, gdzie nie mam nic do powiedzenia. Najczęściej sensownego. Zatem po co mam komuś odbierać wynagrodzenie za ciężką pracę. Nie moje małpy i nie mój cyrk. Natomiast tam, gdzie widzę pewne niedorzeczności ze strony polityków albo ich pomocników szermujących hasłami o obronie praw pracowniczych, to wtedy zwracam delikatnie uwagę, że mamy gospodarkę rynkową. Tak to już jest w gospodarce rynkowej, że istnieją przedsiębiorstwa. Jedną z zasad gospodarki finansowej przedsiębiorstw jest to, że swoje wydatki, czyli koszty, pokrywa z własnych przychodów. Jeśli nie ma przychodów, to nie ma wydatków, a gdy koszty przewyższają wpływy, to długo w gospodarce rynkowej takie przedsiębiorstwo funkcjonować nie będzie.
Nie tak dawno pewien polski urzędnik państwowy, którego wynagrodzenie zależy od wpływów do budżetu od podatków z dochodów kapitałowych, przekonywał, że niektóre instytucje finansowe notowane na warszawskiej giełdzie akcji nie powinny wypłacać dywidend. Jeszcze nawet nie dobiegło końca pierwsze półrocze 2009 r., a ten sam polski urzędnik państwowy zapowiada, że nie będzie się upierać o to, aby np. banki z zysku za 2009 r. nie wypłacały dywidend. Czyżby jakiś ważniejszy rangą i dostępem do najważniejszych osób w państwie urzędnik państwowy wyjaśnił mu w dobitnych słowach, co daje brak wpływu z opodatkowania dywidend do wspólnej skarbonki? Nie było mnie przy tym przekazywaniu argumentów, ale widzę pewną poprawę w systemie myślenia. Wobec powyższego, że wypłacanie dywidend może zaszkodzić polityce inwestycyjnej wypłacającego, niedługo będzie można traktować jako przedni dowcip. Przecież jeśli jakaś firma wypłaca dywidendę, to jej hipotetyczna wartość rośnie. Jeśli wysokość tej dywidendy spełnia pewne warunki (o których niejednokrotnie wspominałem zarówno dla firm notowanych w Polsce, jak i na zagranicznych rynkach), to inwestorzy chętniej nabywają takie akcje. Zatem rośnie popyt, co może mieć przełożenie na poziom ceny. A jak rośnie cena, to wtedy trudniej o wrogie przejęcie ze strony konkurencji.
Natomiast jeśli taka firma potrzebuje środków na inwestycje, niech wyemituje nową emisję akcji. Jeśli płaci regularną dywidendę (spełniającą określone warunki), to zapewne znajdą się chętni, którzy powierzą jej poprzez zakup akcji swoje środki pieniężne. Tylko niektórym, krzyczącym o drenażu firm ze środków pieniężnych, trochę brakuje wyobraźni, aby pomyśleć, co by się stało z ich ciepłymi posadkami, gdyby ich pracodawca nie wypłacał dywidend. Zapewne pojawiłby się jakiś zagraniczny inwestor (dajmy na to np. chiński albo rosyjski) i bardzo szybko rozwiązałby problem. Dopiero wtedy powstałby krzyk, że państwo nie broni swoich obywateli, że państwo nic nie robi w obronie praw pracowniczych. A ciekawe, czy przypomnieliby sobie, co wieszczyli i zapowiadali ci, którzy produkują się z poglądami, że ich pracodawcy nie powinni wypłacać dywidend. Za co państwo miałoby ich bronić przed wrogim przejęciem? Tego to już obrońcy praw pracowniczych wyjaśnić nie potrafią.
A co najciekawsze, że niektórzy przedstawiciele aktualnej amerykańskiej administracji rządowej chętnie koszty kryzysu przerzuciliby na innych. Wobec takich planów zebrało się kilku ważniejszych i możniejszych tego świata i wysłali odpowiedni sygnał. Albo zrezygnujecie z takich planów i zamiarów, albo dojdzie do rezygnacji z dolara amerykańskiego jako waluty światowej. Pomysły o życiu cudzym kosztem natychmiast poszły w zapomnienie. I niech polski Skarb Państwa się nie przejmuje okrzykami i wezwaniami. Tam, skąd może, niech czerpie dywidendy. Oczywiście niech robi to z należytym umiarem, bo w gospodarce rynkowej przedsiębiorstwo ma działać po to, aby przynosić zysk. A gdy ucichnie ujadanie, to karawana pojedzie dalej.
Andrzej Filipek
Treść powyższej analizy jest tylko i wyłącznie wyrazem osobistych poglądów jej autora i nie stanowi „rekomendacji" w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, lub ich emitentów (Dz.U. z 2005 r. Nr 206, poz. 1715). Zgodnie z powyższym autor nie ponosi jakiejkolwiek odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podejmowane na podstawie niniejszego komentarza.








Dodaj komentarz