Zarabiaj z nami | Logowanie | Newsletter | Forum | Blogi | Konkurs

2009-05-07 06:00 Źródło: Świat Konsumenta

Świat Konsumenta

Mieć czy być?


Kiedy przemierzamy przepastne przestrzenie hipemarketów czy centrów handlowych, coraz częściej możemy napotkać osoby nieco bezwiednie przesuwające wzrokiem po półkach. To nowy gatunek klientów – ludzi, dla których zakupy nie są jedynie rutynową czynnością gwarantującą właściwe zaopatrzenie domostw, ale… emocjonalnym ratunkiem.

Kiedy nasze życie zaczyna nabierać niebezpiecznego tempa – coraz później wracamy z pracy, rzadziej spędzamy czas z rodziną i przyjaciółmi, coraz więcej odbieramy reklam, w których rysuje się przed nami szczęśliwy, idealny świat, wówczas często nasz sposób postrzegania rzeczywistości zaczyna się zmieniać. Z braku czasu, sił, chęci oraz wyobraźni coraz łatwiej rezygnujemy z wartości nadrzędnych, a na ich miejsce pozwalamy wejść łatwym i szybkim przyjemnościom. Przestajemy jednocześnie mobilizować się do pracy nad sobą, nad swoimi marzeniami, swoją kreatywnością, co w efekcie sprawia, że zaczynamy zadowalać się innymi wartościami niż dotąd. Kiedy zaś mamy pieniądze, zyskujemy też złudną świadomość, że są one kluczem do realizacji wszelkich pomysłów i pragnień. Zaczynamy po prostu kupować plany, marzenia, poglądy i emocje. Wpadamy w zakupoholizm – nowy nałóg XXI wieku.

Uzależnienie nowych czasów

Znani zakupoholicy

Na zakupoholizm cierpią również osoby z pierwszych stron gazet. Tyle że one mogą sobie pozwolić na taki nałóg, podczas gdy zwykły zakupoholik szybko popadnie w długi.

Elton John wydał ponoć w ciągu 20 miesięcy 20 mln euro, z czego 150 tys. na... same kwiaty. Na przyjęcie z okazji swoich 50 urodzin założył natomiast kostium, który kupił za 80 tys. dolarów. Oprócz nałogu kupowania piosenkarz cierpi też na manię kolekcjonowania. Słynna na cały świat jest jego kolekcja okularów.

Michael Jackson znany jest z tego, że kiedy odwiedza swój ulubiony sklep, wykupuje go niemal doszczętnie. 50 tys. dolarów mniej czy więcej na jego koncie to przecież dla gwiazdy bez znaczenia...

Victoria Beckham, była członkini zespołu Spice Girls i żona gwiazdy futbolu Davida Beckhama, też jest uważana za zakupoholiczkę. W każdym nowym miejscu zamieszkania swoje pierwsze kroki kieruje do butików znanych kreatorów mody, gdzie zostawia pokaźne kwoty.

Mania kupowania to nie tylko problem naszych czasów. Na przypadłość tę cierpiało i wiele postaci historycznych. Na przykład pierwszy prezydent stanów Zjednoczonych, Jerzy Waszyngton kupował pasjami. W szczególności lubił nabywać ubrania. Najczęściej kupował na kredyt, w związku z czym miał wiecznie długi. Z kolei król bawarski, Ludwig II, który panował w drugiej połowie XIX w., niemal opróżnił skarbiec państwa, kiedy budował swój wymarzony zamek Neuschwanstein. Spośród znanych osobistości XX w. wśród zakupoholików wymienia się Jacqueline Kennedy Onassis i księżną Dianę.
Obserwowana w naszej cywilizacji degradacja pewnych fundamentalnych wartości rodzi w kolejnych pokoleniach coraz głębszą depresję. Niezależnie od wieku, płci, statusu materialnego czy wykształcenia ludzie pragną być szczęśliwi i żyć w poczuciu spełnienia i akceptacji. Często wyzbyci tych emocji w otaczającym świecie zaczynają poszukiwać ich „na własną rękę”. Zastępowanie rzeczywistych uczuć emocjami, które preparujemy właśnie w zastępstwie to jeden z najwyraźniejszych syndromów uzależnienia. Kupowanie traktowane jako lek na wszelkie życiowe smutki i problemy nie ma nic wspólnego z rozrzutnością czy nieumiejętnością oszczędnego trybu życia. Zakupoholik to nie jest człowiek, który kupuje kolejny produkt dlatego, że potrzebuje lub chce go mieć, ale dlatego, że potrzebuje samego procesu kupowania. Wbrew pozorom zakupoholizm nie jest trywializowaną zazwyczaj cechą przypisywaną kobietom wynikająca z ich próżności i chęci posiadania (choć, co ciekawe, z badań wynika, że problem uzależnienia od zakupów dotyczy dziewięć razy częściej kobiet niż mężczyzn). Człowiek uzależniony od zakupów, kupuje nie po to, by mieć, ale by być. Kolejne produkty nabywane przez niego stają się momentalnie źródłem pozytywnych emocji, dzięki czemu podnoszą poziom samoakceptacji kupującego. Wzmacnia to poczucie własnej wartości i przekonanie o wzroście akceptacji i poważania wśród innych.

Karmieni reklamami i przekonaniem, że mieć to być, często podatni na tego typu manipulacje klienci „pociągają” za sobą w to uzależnienie również całe rodziny. Wielokroć można spotkać w centrach handlowych rodziny spędzające całe weekendy w atmosferze obiecanego w reklamach luksusu i dobrobytu. Często wielogodzinne wędrówki po sklepach kończą się jedynie symbolicznym zakupem, jednak same intencje takich „potencjalnych klientów” pozwalają zaliczyć ich również do ludzi uzależnionych od zakupów.

W Anglii około 15% dorosłych ma problem z zakupoholizmem, w Stanach Zjednoczonych – około 6%. Problem istnieje również w Polsce. – Zauważamy osoby przychodzące nawet codziennie i spędzające w markecie kilka godzin. Wystarczy im choćby oglądanie. Znamy ich z widzenia, oni też nam się kłaniają jak znajomym – opowiadają kasjerki jednego z lubelskich sklepów.

Dużo hałasu o nic?

Wielu sceptyków, szczególnie ludzi pracujących w branży reklamowej, kreującej przecież właśnie ten świat, bagatelizuje zjawisko zakupoholizmu, tłumacząc je obecnym może jeszcze w mniejszych miejscowościach „zachłyśnięciem” się nową kolorową i ogólnie dostępną różnorodnością towarów. Jednak chyba wystarczająco dawno minęły czasy Peweksu i Baltony (symbolów luksusu) i dzisiejsi klienci już dawno zrozumieli, że praktycznie wszystko jest w zasięgu ich ręki. Zatem zakupoholizm nie jest problemem „zaściankowości” mentalnej, ale czysto psychologiczną metodą na polepszenie sobie nastroju.

Niewystarczające zainteresowanie problemem uzależnienia od zakupów można również widzieć w tym, iż jest to uzależnienie przynoszące najmniej i najpóźniej zauważalne symptomy zagrożenia. Jest to swego rodzaju „czysty nałóg”. Czasem nawet bez szkody dla budżetu domowego. Należy przecież pamiętać, że nabywane przez zakupoholików towary nie muszą wcale być niepotrzebne, horrendalnie drogie czy tandetne. Niejednokrotnie są to przecież rzeczy solidne i praktyczne – istota problemu tkwi przecież w intencjach klienta w chwili dokonywania zakupu, a nie w tym, co tak naprawdę kupuje.

Jak nie wpaść w zakupoholizm?

Na co zwracać uwagę, by nie kupować za dużo i nie nabywać niepotrzebnych rzeczy?

Zdrowy rozsądek. Podczas zakupów myślmy nad tym, co robimy, świadomość jest najważniejsza.

Niezbędne zakupy. Do sklepu idźmy, by przynieść to, co jest niezbędne. Nie spędzajmy w sklepie dużo czasu, bo to nie jest drugi dom ani miejsce rozrywki. Sklep to po prostu sklep, a miejsca rozrywki to: kino, teatr, lodowisko, filharmonia.

Lista zakupów. Pomocna może okazać się lista zakupów i niewielka ilość gotówki w portfelu. I nie idźmy do sklepu głodni, bo wtedy zapewne nakupimy cały kosz żywności.

Płać gotówką. Płacenie kartą ułatwia wydawanie pieniędzy. Gotówka, którą symbolizuje karta płatnicza, jest poza zasięgiem naszych zmysłów, dlatego nie odczuwamy ubywania pieniędzy. Lepiej więc płacić gotówką.

Promocje i wyprzedaże – one pomagają w trwaniu w nałogu. Kupując okazyjnie towary tłumaczymy sobie, że zaoszczędziliśmy i taniej zrobiliśmy zapasy. Tym sposobem nasze poczucie winy jest mniejsze.
Kupowanie dla poprawienia humoru czy wzmocnienia poczucia własnej wartości to właśnie zachowania typowe dla tego „czystego nałogu”. Nałogu, którego konsekwencje może czasem trudno określić, ale pojawiają się one głównie w psychice i mentalności nie tylko samego uzależnionego, ale i jego bliskich. Systematyczne oszukiwanie własnych potrzeb przez zaspokajanie ich fałszywymi wrażeniami, jakie dostarczają zakupy robione pod wpływem impulsu to powolne aczkolwiek bardzo precyzyjne zamykanie się na prawdziwe emocje.

Choć to banalne – jednak o banałach najłatwiej się zapomina – radości, szczęścia i dobrego samopoczucia nie da się kupić w sklepie. Owszem, kupowane przez nas produkty mogą pomóc nam w realizacji marzeń czy w osiągnięciu upragnionego celu, ale nigdy nie mogą ich zastąpić. Nie znaczy to jednak, że zakupy trzeba traktować jako zło konieczne i podchodzić do nich całkowicie bez emocji – trzeba po prostu umieć wyznaczyć sobie pewne granice poddawania się euforii, jaką niesie ze sobą nabywanie coraz to nowszych rzeczy. Żaden psycholog nie chce kwestionować radości, jaką niesie ze sobą kupno nowego samochodu, telewizora czy nawet kolejnej pary butów, trzeba po prostu znaleźć złoty środek. Nie kupować po to, by być, by wzmocnić swoją pozycję społeczną czy dowartościować się, ale by po prostu z radością podróżować nowym samochodem, oglądać filmy w nowym telewizorze czy z wygodą chodzić w nowych butach.

AB

Więcej na: www.swiatkonsumenta.pl

Przeczytaj więcej w sekcji Domowe finanse.

Zobacz też:
» Konkurs na najlepszą pracę dyplomową z farmacji
» Studenci kontra ministerstwo - akcja "Stop płatnym studiom"
» Paszporty biometryczne zagrożone




Nowość na polskim rynku butów klasycznych
Salon LODING w warszawskiej Galerii Mokotów
to pierwszy w Europie Środkowo-Wschodniej
salon z ekskluzywnym francuskim obuwiem i odzieżą
dla mężczyzn

Komentarze do artykułu
Mieć czy być? Autor: ~Romi;)   2009-05-07 07:50
Jest Tysiąc ciekawszych rzeczy do zrobienia niż zakupy w szumiącym i oświetlonym jażeniówkami markecie;D osobiście nie lubie mieć nadmiaru rzeczy, bo zauważyłem, że ich "obsługa" pochłania z (..)