2008-09-30 16:00 Źródło: Gazeta Ubezpieczeniowa
Majątek plus życie równa się…
Wśród porad, jakie „Gazeta Ubezpieczeniowa” nr 34 miała dla przyszłych emerytów, była również uwaga o tym, że warto wiedzieć dużo o regułach rządzących światem finansów prywatnych. Im więcej wiemy o możliwościach gromadzenia oszczędności na starość, tym bardziej świadomie i jednocześnie korzystnie kreujemy wartość własnej emerytury. Racja.
W przypadku ubezpieczeń ta wiedza, jeśli ma być kompleksowa, musi odnosić się do ochrony wszelakiej maści, zarówno tej z działu I, jak i tej z działu II. I wtedy wychodzi klientom zwykle na dobre.
Stawiamy na…
W świetle wciąż niskiego poziomu zaradności ekonomicznej Polaków porada „Gazety Ubezpieczeniowej” jest tym cenniejsza, że niewiedza zaczyna ich coraz więcej kosztować, np. skargi konsumenckie, pętle zadłużeniowe. W przypadku zabezpieczenia emerytalnego żartów zaś nie ma, a na dziś pytanie brzmi: jak rozkłada się praktyczny wymiar naszej wiedzy o ubezpieczeniowych działach I i II?
Życie jest bezcenne. Jak bardzo Polacy są natomiast świadomi stanu swego majątku? Potrzebę jego tworzenia widać po rosnącej liczbie… długo pracujących. Generalnie w ekonomii panuje pogląd, że każdy z nas ma pewną krzywą podaży pracy, zaś wzrost zarobków zachęca nas do bogacenia się, np. do kupna domu, lepszego samochodu. Silnie działa też presja rosnących płac, która nas napędza do bardziej intensywnej pracy. Jednak od pewnego poziomu dobrobytu zaczyna się ograniczanie aktywności, wynikające także z posiadanego majątku, dorobku, spadków. Widać to w społeczeństwach zachodnich – my jednak nie mamy jeszcze tak dużych majątków, nadal więc musimy się dorabiać.
Chętniej ubezpieczamy życie czy majątek? Wydaje się, że jest za wcześnie na jednoznaczną odpowiedź w tak szybko zmieniającym się, rozwijającym kraju, jak Polska. Liczby oddają tylko stan rzeczy, a ten w pierwszej połowie br. był taki: o 34% wzrósł rynek ubezpieczeń na życie i 10% – ubezpieczeń majątkowych, co oznacza, że ubezpieczyciele zebrali w I półroczu br. łącznie ponad 27 mld zł składek. Jednak gdyby nie około 4 mld przychodów z działalności bancassurance PZU Życie, rynek polis na życie wykazałby tylko 6% wzrost składek (nie wspominając o dekoniunkturze giełdowej, która skutecznie nadal obniża zyski inwestycyjne firm). Podobnie w dziale II: ponad 10% wzrost składek z polis majątkowych to z kolei efekt napływu aut z zagranicy (które trzeba ubezpieczyć).
Jak trwoga, to do…
Autentycznej ochrony ubezpieczeniowej, jak widać, nie ma u nas dużo, stąd występowanie niekorzystnego zjawiska niedoubezpieczenia w społeczeństwie. O jego konsekwencjach przekonujemy się – a jakże! – w sytuacjach zajścia zdarzenia ubezpieczeniowego, a tym jest zwykle sytuacja niecodzienna, kumulująca skutki ryzyka (np. skutki zniszczeń pogodowych, wypadki w trakcie wyjazdów wakacyjnych). Najświeższy przykład to huraganowe opady deszczu, które tego lata zniszczyły setki domów Polaków – w większości – niestety – domów nieubezpieczonych.
Tymczasem dobrze wiemy, że firmy ubezpieczeniowe wypłacają odszkodowania w wypadku takich klęsk, jak pożar, uderzenie pioruna, zalanie, gradobicie czy huragan. Odnieść można wrażenie, że ludziom się wydaje, że ubezpieczenie domu kosztuje majątek. Rzeczywisty wydatek, jak przekonują fachowcy, jest jednak do zaakceptowania.
Ci sami fachowcy dopowiedzą, że wybierając polisę nie warto kierować się wyłącznie ceną. To już ponowny apel o wykazanie się wiedzą, zaradnością ekonomiczną, tutaj ukrytą w analizie tzw. OWU, czyli ogólnych warunków ubezpieczenia. Pamiętajmy, że możemy wykupić tańszą polisę, lecz potem często okazuje się, że nie obejmuje ona jakiegoś zagrożenia.
Przykład? Firmy ubezpieczeniowe oferują po kilka wariantów tańszych i droższych polis majątkowych. W jednej ubezpieczymy się od pożaru, uderzenia pioruna, eksplozji, gradu, huraganu, przepięć instalacji elektrycznej, dewastacji, a w innej – wymienionych jest 21 zagrożeń, w tym silny wiatr, deszcz nawalny, upadek drzewa. Nie wszędzie natomiast jest już takie ryzyko, jak zamach przestępczy, atak terrorystyczny, trzęsienie ziemi, zalanie, pęknięcie instalacji na skutek mrozu.
Tak naprawdę to chodzi nam o majętne życie
Gromadzony majątek ma określoną wartość także dla… emeryta. O tej grupie społecznej mówi się, że posiada znaczne zasoby materialne z wyjątkiem… gotówki. Największym jej zasobem jest zwykle posiadana nieruchomość (dom, mieszkanie). Czy ludzie ci mogą zostać klientami również ubezpieczycieli?
Okazuje się, że da się wskazać i zastosować schematy ubezpieczeniowe oparte na finansowaniu składki ubezpieczeniowej z… wartości nieruchomości. Takie instrumenty dają rzeczywiste tzw. wygładzenie funkcji konsumpcji w czasie, można wręcz rzecz – pełne zużytkowanie oszczędności życiowych. Oczekiwanie każdego emeryta.
Pierwsze takie produkty – oparte na majątku ludzi – opracowała Wielka Brytania, i to stosunkowo niedawno. Obecnie na tym i innych rynkach zachodnich najbardziej popularne są trzy, każdy będący pewnym połączeniem dwóch odrębnych instrumentów: hipoteki i renty płatnej natychmiast. Oferowane produkty to:
- renta hipoteczna (wypłata tzw. renty wieczystej z funduszu hipoteki),
- odwrócona renta hipoteczna (wypłata świadczenia ze środków pochodzących z odroczonej umowy kupna-sprzedaży nieruchomości),
- hipoteka uwzględniająca wzrost wartości nieruchomości.
Czy takie sposoby kapitalizacji majątku przyjmą się w Polsce? Dyskusja teraz toczy się wokół wprowadzenia w życie idei odwróconej hipoteki. Jak widać, to popularny na Zachodzie sposób na uzyskanie dodatkowych pieniędzy przez osoby, które mają już własne mieszkanie i są gotowe po swej śmierci oddać je instytucji finansowej. Pod zastaw zamieszkiwanej przez klienta nieruchomości np. bank wypłaca mu comiesięczną rentę (cała transakcja jest odwrotnością zwykłego kredytu hipotecznego).
W krajach, w których banki oferują odwróconą hipotekę, klient może zwykle otrzymać w formie comiesięcznych wypłat do 30–40% wartości mieszkania. Gdyby taka oferta była dostępna w Polsce, to osoba, która zadeklarowałaby, że przekaże bankowi mieszkanie warte np. 250 tys. zł, mogłaby do końca życia co miesiąc otrzymywać po 400–600 zł. Po śmierci klienta bank przejmuje nieruchomość, sprzedaje ją i odzyskuje pieniądze. To, co zostanie po odjęciu wypłaconych już rat i ich oprocentowania, trafia do masy spadkowej.
Na Zachodzie banki oferują odwróconą hipotekę tylko osobom mającym co najmniej 60–62 lata. W niektórych krajach odwrócona hipoteka jest bardzo popularna: z danych Deloitte wynika, że w Wielkiej Brytanii w 2006 banki wypłaciły 6 mld funtów, a liczba klientów, którzy skorzystali z odwróconej hipoteki, przekroczyła 120 tys., zaś według danych amerykańskiego urzędu do spraw rozwoju urbanizacji w pierwszej połowie 2008 zawarto w USA prawie 84 tys. takich umów.
Zdaniem P. Łyszczaka z wrocławskiej Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu odwróconą hipoteką może być zainteresowanych u nas nawet kilka milionów osób. „W najbliższych dziesięciu latach w wiek emerytalny, czyli 60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn, wejdą przynajmniej dwa miliony Polaków. Duża część z nich otrzyma niskie emerytury, nieprzekraczające 45–60% obecnych zarobków. Do tego dodajmy jeszcze emigrantów, singli, wdowy...” – argumentuje on za tym produktem dalej.
Odwrócona hipoteka, zauważmy, to jednak znacznie bardziej ryzykowne przedsięwzięcie niż zwykły kredyt. Nie tylko dlatego, że bank nie wie, kiedy odzyska pieniądze (może to być zarówno 5, jak i 20 lat), albowiem ważniejszy powód to kłopoty z oszacowaniem, ile będzie warte dane mieszkanie w przyszłości i czy będzie łatwo je sprzedać. W Polsce mieszkaniami handluje się przecież raptem od kilkunastu lat, podczas gdy na Zachodzie banki dysponują danymi o zmianach cen nieruchomości obejmującymi dziesiątki lat, dzięki czemu łatwiej im oszacować, jak będą zmieniały się ceny w przyszłości.
Jeśli pojawia się dodatkowe ryzyko w pracach nad odwróconą hipoteką, to może sami ubezpieczyciele zaczną je brać na siebie? W świecie taka oferta możliwa jest głównie dzięki przejęciu ryzyka związanego z nimi przez organizacje rządowe lub prywatne firmy ubezpieczeniowe. Ryzyko dodatkowo podnosi się w kontekście uwarunkowań młodego polskiego rynku. Do potencjalnych zainteresowanych odwróconą hipoteką w grę wchodzą tylko starsze osoby, które mają na własność atrakcyjną, niezadłużoną i nie zamierzają przekazać jej w spadku dzieciom lub wnukom. Liczba takich potencjalnych klientów może być jeszcze mała.
W miarę upływu czasu, trzeba mieć nadzieję, że szybko dojrzewać będą u nas i rynek, i klienci, a tym samym wybory tych ostatnich. W przypadku ubezpieczeń te wybory, podbudowane szerszą wiedzą o świecie finansów, powinny zaowocować bardziej racjonalnym rozkładem popytu Polaków na ochronę z działów I i II. Sumowanie tytułowych haseł „życia” i „majątku” powinno wówczas dać „majętne życie”. I wtedy nie pozostaje już nic innego, jak tylko móc jak najdłużej cieszyć się takim rozwiązaniem.
dr Marek Śliperski
W przypadku ubezpieczeń ta wiedza, jeśli ma być kompleksowa, musi odnosić się do ochrony wszelakiej maści, zarówno tej z działu I, jak i tej z działu II. I wtedy wychodzi klientom zwykle na dobre.
Stawiamy na…
W świetle wciąż niskiego poziomu zaradności ekonomicznej Polaków porada „Gazety Ubezpieczeniowej” jest tym cenniejsza, że niewiedza zaczyna ich coraz więcej kosztować, np. skargi konsumenckie, pętle zadłużeniowe. W przypadku zabezpieczenia emerytalnego żartów zaś nie ma, a na dziś pytanie brzmi: jak rozkłada się praktyczny wymiar naszej wiedzy o ubezpieczeniowych działach I i II?
Życie jest bezcenne. Jak bardzo Polacy są natomiast świadomi stanu swego majątku? Potrzebę jego tworzenia widać po rosnącej liczbie… długo pracujących. Generalnie w ekonomii panuje pogląd, że każdy z nas ma pewną krzywą podaży pracy, zaś wzrost zarobków zachęca nas do bogacenia się, np. do kupna domu, lepszego samochodu. Silnie działa też presja rosnących płac, która nas napędza do bardziej intensywnej pracy. Jednak od pewnego poziomu dobrobytu zaczyna się ograniczanie aktywności, wynikające także z posiadanego majątku, dorobku, spadków. Widać to w społeczeństwach zachodnich – my jednak nie mamy jeszcze tak dużych majątków, nadal więc musimy się dorabiać.
Chętniej ubezpieczamy życie czy majątek? Wydaje się, że jest za wcześnie na jednoznaczną odpowiedź w tak szybko zmieniającym się, rozwijającym kraju, jak Polska. Liczby oddają tylko stan rzeczy, a ten w pierwszej połowie br. był taki: o 34% wzrósł rynek ubezpieczeń na życie i 10% – ubezpieczeń majątkowych, co oznacza, że ubezpieczyciele zebrali w I półroczu br. łącznie ponad 27 mld zł składek. Jednak gdyby nie około 4 mld przychodów z działalności bancassurance PZU Życie, rynek polis na życie wykazałby tylko 6% wzrost składek (nie wspominając o dekoniunkturze giełdowej, która skutecznie nadal obniża zyski inwestycyjne firm). Podobnie w dziale II: ponad 10% wzrost składek z polis majątkowych to z kolei efekt napływu aut z zagranicy (które trzeba ubezpieczyć).
Jak trwoga, to do…
Autentycznej ochrony ubezpieczeniowej, jak widać, nie ma u nas dużo, stąd występowanie niekorzystnego zjawiska niedoubezpieczenia w społeczeństwie. O jego konsekwencjach przekonujemy się – a jakże! – w sytuacjach zajścia zdarzenia ubezpieczeniowego, a tym jest zwykle sytuacja niecodzienna, kumulująca skutki ryzyka (np. skutki zniszczeń pogodowych, wypadki w trakcie wyjazdów wakacyjnych). Najświeższy przykład to huraganowe opady deszczu, które tego lata zniszczyły setki domów Polaków – w większości – niestety – domów nieubezpieczonych.
Tymczasem dobrze wiemy, że firmy ubezpieczeniowe wypłacają odszkodowania w wypadku takich klęsk, jak pożar, uderzenie pioruna, zalanie, gradobicie czy huragan. Odnieść można wrażenie, że ludziom się wydaje, że ubezpieczenie domu kosztuje majątek. Rzeczywisty wydatek, jak przekonują fachowcy, jest jednak do zaakceptowania.
Ci sami fachowcy dopowiedzą, że wybierając polisę nie warto kierować się wyłącznie ceną. To już ponowny apel o wykazanie się wiedzą, zaradnością ekonomiczną, tutaj ukrytą w analizie tzw. OWU, czyli ogólnych warunków ubezpieczenia. Pamiętajmy, że możemy wykupić tańszą polisę, lecz potem często okazuje się, że nie obejmuje ona jakiegoś zagrożenia.
Przykład? Firmy ubezpieczeniowe oferują po kilka wariantów tańszych i droższych polis majątkowych. W jednej ubezpieczymy się od pożaru, uderzenia pioruna, eksplozji, gradu, huraganu, przepięć instalacji elektrycznej, dewastacji, a w innej – wymienionych jest 21 zagrożeń, w tym silny wiatr, deszcz nawalny, upadek drzewa. Nie wszędzie natomiast jest już takie ryzyko, jak zamach przestępczy, atak terrorystyczny, trzęsienie ziemi, zalanie, pęknięcie instalacji na skutek mrozu.
Tak naprawdę to chodzi nam o majętne życie
Gromadzony majątek ma określoną wartość także dla… emeryta. O tej grupie społecznej mówi się, że posiada znaczne zasoby materialne z wyjątkiem… gotówki. Największym jej zasobem jest zwykle posiadana nieruchomość (dom, mieszkanie). Czy ludzie ci mogą zostać klientami również ubezpieczycieli?
Okazuje się, że da się wskazać i zastosować schematy ubezpieczeniowe oparte na finansowaniu składki ubezpieczeniowej z… wartości nieruchomości. Takie instrumenty dają rzeczywiste tzw. wygładzenie funkcji konsumpcji w czasie, można wręcz rzecz – pełne zużytkowanie oszczędności życiowych. Oczekiwanie każdego emeryta.
Pierwsze takie produkty – oparte na majątku ludzi – opracowała Wielka Brytania, i to stosunkowo niedawno. Obecnie na tym i innych rynkach zachodnich najbardziej popularne są trzy, każdy będący pewnym połączeniem dwóch odrębnych instrumentów: hipoteki i renty płatnej natychmiast. Oferowane produkty to:
- renta hipoteczna (wypłata tzw. renty wieczystej z funduszu hipoteki),
- odwrócona renta hipoteczna (wypłata świadczenia ze środków pochodzących z odroczonej umowy kupna-sprzedaży nieruchomości),
- hipoteka uwzględniająca wzrost wartości nieruchomości.
Czy takie sposoby kapitalizacji majątku przyjmą się w Polsce? Dyskusja teraz toczy się wokół wprowadzenia w życie idei odwróconej hipoteki. Jak widać, to popularny na Zachodzie sposób na uzyskanie dodatkowych pieniędzy przez osoby, które mają już własne mieszkanie i są gotowe po swej śmierci oddać je instytucji finansowej. Pod zastaw zamieszkiwanej przez klienta nieruchomości np. bank wypłaca mu comiesięczną rentę (cała transakcja jest odwrotnością zwykłego kredytu hipotecznego).
W krajach, w których banki oferują odwróconą hipotekę, klient może zwykle otrzymać w formie comiesięcznych wypłat do 30–40% wartości mieszkania. Gdyby taka oferta była dostępna w Polsce, to osoba, która zadeklarowałaby, że przekaże bankowi mieszkanie warte np. 250 tys. zł, mogłaby do końca życia co miesiąc otrzymywać po 400–600 zł. Po śmierci klienta bank przejmuje nieruchomość, sprzedaje ją i odzyskuje pieniądze. To, co zostanie po odjęciu wypłaconych już rat i ich oprocentowania, trafia do masy spadkowej.
Na Zachodzie banki oferują odwróconą hipotekę tylko osobom mającym co najmniej 60–62 lata. W niektórych krajach odwrócona hipoteka jest bardzo popularna: z danych Deloitte wynika, że w Wielkiej Brytanii w 2006 banki wypłaciły 6 mld funtów, a liczba klientów, którzy skorzystali z odwróconej hipoteki, przekroczyła 120 tys., zaś według danych amerykańskiego urzędu do spraw rozwoju urbanizacji w pierwszej połowie 2008 zawarto w USA prawie 84 tys. takich umów.
Zdaniem P. Łyszczaka z wrocławskiej Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu odwróconą hipoteką może być zainteresowanych u nas nawet kilka milionów osób. „W najbliższych dziesięciu latach w wiek emerytalny, czyli 60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn, wejdą przynajmniej dwa miliony Polaków. Duża część z nich otrzyma niskie emerytury, nieprzekraczające 45–60% obecnych zarobków. Do tego dodajmy jeszcze emigrantów, singli, wdowy...” – argumentuje on za tym produktem dalej.
Odwrócona hipoteka, zauważmy, to jednak znacznie bardziej ryzykowne przedsięwzięcie niż zwykły kredyt. Nie tylko dlatego, że bank nie wie, kiedy odzyska pieniądze (może to być zarówno 5, jak i 20 lat), albowiem ważniejszy powód to kłopoty z oszacowaniem, ile będzie warte dane mieszkanie w przyszłości i czy będzie łatwo je sprzedać. W Polsce mieszkaniami handluje się przecież raptem od kilkunastu lat, podczas gdy na Zachodzie banki dysponują danymi o zmianach cen nieruchomości obejmującymi dziesiątki lat, dzięki czemu łatwiej im oszacować, jak będą zmieniały się ceny w przyszłości.
Jeśli pojawia się dodatkowe ryzyko w pracach nad odwróconą hipoteką, to może sami ubezpieczyciele zaczną je brać na siebie? W świecie taka oferta możliwa jest głównie dzięki przejęciu ryzyka związanego z nimi przez organizacje rządowe lub prywatne firmy ubezpieczeniowe. Ryzyko dodatkowo podnosi się w kontekście uwarunkowań młodego polskiego rynku. Do potencjalnych zainteresowanych odwróconą hipoteką w grę wchodzą tylko starsze osoby, które mają na własność atrakcyjną, niezadłużoną i nie zamierzają przekazać jej w spadku dzieciom lub wnukom. Liczba takich potencjalnych klientów może być jeszcze mała.
W miarę upływu czasu, trzeba mieć nadzieję, że szybko dojrzewać będą u nas i rynek, i klienci, a tym samym wybory tych ostatnich. W przypadku ubezpieczeń te wybory, podbudowane szerszą wiedzą o świecie finansów, powinny zaowocować bardziej racjonalnym rozkładem popytu Polaków na ochronę z działów I i II. Sumowanie tytułowych haseł „życia” i „majątku” powinno wówczas dać „majętne życie”. I wtedy nie pozostaje już nic innego, jak tylko móc jak najdłużej cieszyć się takim rozwiązaniem.
dr Marek Śliperski



Dodaj komentarz