Leszek Balcerowicz ostrzega przed rosnącym długiem publicznym. W wywiadzie dla "Pulsu Biznesu" ekonomista podkreśla, że jeśli społeczeństwo dostrzeże problem narastającego długu, trudno będzie zdobyć popularność - jak się wyraził - "różnym fałszywym świętym mikołajom". Leszek Balcerowicz zwraca uwagę, że rozdęte wydatki budżetu, około 43-44 procent PKB, są dużo większe, niż w krajach rozwiniętych w czasach, gdy miały nasz poziom dochodu na głowę.To skutek ogromnych wydatków socjalnych - dodaje były minister finansów. Zwraca uwagę, że w tej sytuacji ważna jest postawa opinii publicznej. Przypomina, że w Stanach Zjednoczonych większość społeczeństwa zaczyna się bać narastającego długu publicznego, co jest przyczyną spadku popularności prezydenta Baracka Obamy.
Leszek Balcerowicz wyraził też nadzieję, że prezydent Lech Kaczyński ogłosi publicznie, że rozumie, jakim niebezpieczeństwem jest zbyt duży dług i że nie będzie wetował ustaw reformujących finanse.
Wywiad publikuje "Puls Biznesu".
Puls Biznesu/IAR adb/kry
.
Komentarz Głównego Ekonomisty Bankier.pl, dr. Bogusława Półtoraka:Finansowanie długiem publicznym w czasach kryzysu finansowego staje się wręcz modne. W Stanach Zjednoczonych deficyt budżetowy zbliża się do niewyobrażalnego poziomu 10 proc. Produktu Krajowego Brutto. Amerykanie są zadłużeni najbardziej od czasów wojny. Polska nie ma oczywiści takich możliwości finansowania długu, jak USA, stąd pójście drogą ekspansji fiskalnej jest drogą donikąd. Dla budżetu naszego kraju kluczowy będzie przyszły rok. Wszystko tak naprawdę będzie zależeć od koniunktury gospodarczej w Europie. Ewentualne ożywienie gospodarcze u naszych podstawowych partnerów handlowych może przełożyć się na wzrost eksportu i wzmocnienie słabnącego impulsu ze strony popytu wewnętrznego. Po części ratują nas dziś inwestycje infrastrukturalne, ale nie ma co liczyć na szybki wzrost bez eksportu i popytu wewnętrznego. A wzrost gospodarczy jest z kolei warunkiem dla trwałego zbilansowania budżetu po stronie dochodów. Po stronie wydatków natomiast coraz bardziej konieczne są reformy strukturalne, które jeśli nie poprawi się strona dochodowa, staną się po prostu przymusowe.




























































