2005-03-18 06:35 Źródło: Inwestor Finansowy
Kto zapłaci za euro?
Na zaproszenie Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej ponad sto osób dyskutowało w warszawskim hotelu The Westin o kosztach wprowadzenia w Polsce euro. Słowa prelegentów poruszyły nie tylko uczestników seminarium i media. Miały także znaczący wpływ na rynek finansowy.
Wszystko zapowiadało się niewinnie. Seminarium zorganizowane przez Warszawską Grupę Inwestycyjną 15 lutego 2005 r. na temat „Kto poniesie koszty wprowadzenia euro” miało być spokojną debatą na temat europejskiej waluty i jej znaczenia dla Polski. Z drugiej strony wiadomo było, że podczas spotkania padnie wiele ważnych deklaracji i wniosków wybitnych ekonomistów. Jednak słowa Dariusza Filara, członka Rady Polityki Pieniężnej, poruszyły wszystkich. Profesor Filar zapowiedział, że RPP zmieni swoje nastawienie na neutralne. Te słowa odbiły się szerokim echem w mediach i wpłynęły na zachowania rynków finansowych. Witold Orłowski, doradca Prezydenta RP, podkreślił, że w przyszłości powinniśmy spodziewać się jeszcze większego wzmocnienia złotego. Jego zdaniem wpłynie to na zmianę struktury polskiej gospodarki, ale nie będzie w istotnym stopniu hamować wzrostu gospodarczego.
Odpowiedzi na główne pytanie debaty „Kto poniesie koszty wprowadzenia euro?” udzielił między innymi Ryszard Petru, główny ekonomista Banku BPH. Stwierdził on, że jeżeli chcemy wejść (a wygląda na to, że chcemy) do systemu ERM II z silnym złotym, to koszty takiej decyzji spadną przede wszystkim na polskie społeczeństwo. Jego zdaniem zwiększy się liczba bezrobotnych. Już teraz, przy znacznym umocnieniu się naszej waluty, przedsiębiorcy planują kilkakrotnie większe redukcje zatrudnienia niż jeszcze pół roku temu. Jednocześnie Petru wskazał na inne zagrożenie. Gdyby nasi sąsiedzi przyjęli wcześniej euro niż my, oznaczałoby to odpływ inwestycji z Polski na rzecz tych państw, co również wpłynęłoby na zwiększenie bezrobocia.
Zdaniem Richarda Mbewe, głównego ekonomisty WGI, na wprowadzeniu euro z pewnością stracą również niektórzy politycy. — Starsze osoby, które częściej biorą udział w wyborach niż młodsi, w szczególności odczują zmianę waluty. To między innymi emeryci i renciści korzystają z ochrony socjalnej państwa, a przed wprowadzeniem euro musimy ograniczyć deficyt budżetowy, co z kolei oznacza cięcie wydatków socjalnych — tłumaczył Mbewe. — Pośrednią przyczyną wprowadzenia euro może być również podział społeczeństwa na starsze osoby, które korzystają z pomocy państwa i młodych, którzy nie chcą za to płacić — stwierdził główny ekonomista WGI. Tym samym emeryci będą przeciwni wprowadzeniu euro, natomiast młodzież z pewnością będzie popierała ideę wspólnej waluty. Z Richardem Mbewe zgodził się Rafał Antczak z Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych. Jego zdaniem to już najwyższy czas, aby państwo zrobiło również coś dla młodych ludzi, by zachęcić ich do większej przedsiębiorczości. W porównaniu z młodymi status emeryta i rencisty jest w Polsce stosunkowo dobry. Termin konferencji zorganizowanej przez WGI nie był przypadkowy. Poprzedziło ją spotkanie przedstawicieli rządu i banku centralnego na temat przystąpienia Polski do strefy euro. Z komunikatów prasowych wynika, że obie strony są zgodne, że powinno to nastąpić jak najszybciej. Jednakże ich zdaniem Polska dopiero w 2007 r. będzie w stanie spełnić kryteria z Maastricht. Dla Henryki Bochniarz, prezydent Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych bardzo istotną kwestią jest ścisłe określenie daty przystąpienia Polski do strefy euro. Jej zdaniem będzie to miało wpływ na programy naprawcze Polski. Dariusz Filar podkreślał, że Polska musi być bardzo dobrze przygotowana do wejścia do systemu ERM II, by nie przekroczyć obowiązkowych dwóch lat przebywania w tym mechanizmie. Każdy dodatkowy rok będzie wiązał się z ogromnymi obciążeniami finansowymi dla naszego kraju.
Pozostaje mieć nadzieję, że zorganizowana przez WGI debata otworzyła drogę do publicznej dyskusji na temat zastąpienia złotego przez euro. Należy w niej ukazywać tak pozytywne, jak i negatywne aspekty wprowadzenia wspólnej waluty.
ERM II
European Exchange Rate wszedł w życie 1 stycznia 1999 r. i jest podstawowym narzędziem niezbędnym dla utrzymania stałego kursu walutowego. Jest to system, w którym kurs waluty krajowej jest ściśle powiązany z euro i może się wahać wobec euro o ±15 proc. W momencie kiedy kurs osiąga któryś ze skrajnych poziomów korytarza, musi interweniować bank centralny danego kraju, za zgodą EBC, aby ustabilizować wartość waluty. Każde państwo, które chce przyjąć euro musi przebywać w ERM II przez okres dwóch lat.
WIOLETA BIAŁOWĄS
Warszawska Grupa Inwestycyjna SA
Wszystko zapowiadało się niewinnie. Seminarium zorganizowane przez Warszawską Grupę Inwestycyjną 15 lutego 2005 r. na temat „Kto poniesie koszty wprowadzenia euro” miało być spokojną debatą na temat europejskiej waluty i jej znaczenia dla Polski. Z drugiej strony wiadomo było, że podczas spotkania padnie wiele ważnych deklaracji i wniosków wybitnych ekonomistów. Jednak słowa Dariusza Filara, członka Rady Polityki Pieniężnej, poruszyły wszystkich. Profesor Filar zapowiedział, że RPP zmieni swoje nastawienie na neutralne. Te słowa odbiły się szerokim echem w mediach i wpłynęły na zachowania rynków finansowych. Witold Orłowski, doradca Prezydenta RP, podkreślił, że w przyszłości powinniśmy spodziewać się jeszcze większego wzmocnienia złotego. Jego zdaniem wpłynie to na zmianę struktury polskiej gospodarki, ale nie będzie w istotnym stopniu hamować wzrostu gospodarczego.
Odpowiedzi na główne pytanie debaty „Kto poniesie koszty wprowadzenia euro?” udzielił między innymi Ryszard Petru, główny ekonomista Banku BPH. Stwierdził on, że jeżeli chcemy wejść (a wygląda na to, że chcemy) do systemu ERM II z silnym złotym, to koszty takiej decyzji spadną przede wszystkim na polskie społeczeństwo. Jego zdaniem zwiększy się liczba bezrobotnych. Już teraz, przy znacznym umocnieniu się naszej waluty, przedsiębiorcy planują kilkakrotnie większe redukcje zatrudnienia niż jeszcze pół roku temu. Jednocześnie Petru wskazał na inne zagrożenie. Gdyby nasi sąsiedzi przyjęli wcześniej euro niż my, oznaczałoby to odpływ inwestycji z Polski na rzecz tych państw, co również wpłynęłoby na zwiększenie bezrobocia.
Zdaniem Richarda Mbewe, głównego ekonomisty WGI, na wprowadzeniu euro z pewnością stracą również niektórzy politycy. — Starsze osoby, które częściej biorą udział w wyborach niż młodsi, w szczególności odczują zmianę waluty. To między innymi emeryci i renciści korzystają z ochrony socjalnej państwa, a przed wprowadzeniem euro musimy ograniczyć deficyt budżetowy, co z kolei oznacza cięcie wydatków socjalnych — tłumaczył Mbewe. — Pośrednią przyczyną wprowadzenia euro może być również podział społeczeństwa na starsze osoby, które korzystają z pomocy państwa i młodych, którzy nie chcą za to płacić — stwierdził główny ekonomista WGI. Tym samym emeryci będą przeciwni wprowadzeniu euro, natomiast młodzież z pewnością będzie popierała ideę wspólnej waluty. Z Richardem Mbewe zgodził się Rafał Antczak z Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych. Jego zdaniem to już najwyższy czas, aby państwo zrobiło również coś dla młodych ludzi, by zachęcić ich do większej przedsiębiorczości. W porównaniu z młodymi status emeryta i rencisty jest w Polsce stosunkowo dobry. Termin konferencji zorganizowanej przez WGI nie był przypadkowy. Poprzedziło ją spotkanie przedstawicieli rządu i banku centralnego na temat przystąpienia Polski do strefy euro. Z komunikatów prasowych wynika, że obie strony są zgodne, że powinno to nastąpić jak najszybciej. Jednakże ich zdaniem Polska dopiero w 2007 r. będzie w stanie spełnić kryteria z Maastricht. Dla Henryki Bochniarz, prezydent Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych bardzo istotną kwestią jest ścisłe określenie daty przystąpienia Polski do strefy euro. Jej zdaniem będzie to miało wpływ na programy naprawcze Polski. Dariusz Filar podkreślał, że Polska musi być bardzo dobrze przygotowana do wejścia do systemu ERM II, by nie przekroczyć obowiązkowych dwóch lat przebywania w tym mechanizmie. Każdy dodatkowy rok będzie wiązał się z ogromnymi obciążeniami finansowymi dla naszego kraju.
Pozostaje mieć nadzieję, że zorganizowana przez WGI debata otworzyła drogę do publicznej dyskusji na temat zastąpienia złotego przez euro. Należy w niej ukazywać tak pozytywne, jak i negatywne aspekty wprowadzenia wspólnej waluty.
ERM II
European Exchange Rate wszedł w życie 1 stycznia 1999 r. i jest podstawowym narzędziem niezbędnym dla utrzymania stałego kursu walutowego. Jest to system, w którym kurs waluty krajowej jest ściśle powiązany z euro i może się wahać wobec euro o ±15 proc. W momencie kiedy kurs osiąga któryś ze skrajnych poziomów korytarza, musi interweniować bank centralny danego kraju, za zgodą EBC, aby ustabilizować wartość waluty. Każde państwo, które chce przyjąć euro musi przebywać w ERM II przez okres dwóch lat.
WIOLETA BIAŁOWĄS
Warszawska Grupa Inwestycyjna SA


Dodaj komentarz