2009-05-19 07:00 Źródło: Informacyjna Agencja Radiowa
Kto kazał ścigać Blidę?
Prokurator Jarosław Wilczyński przyznał, że w zastępstwie Jacka Krawczyka podpisał postanowienie o wszczęciu śledztwa w sprawie Barbary Blidy. O sprawie pisze gazeta "Gazeta Wyborcza".
Dziennik przypomina, że Krawczyk zeznał, iż datowane na 3 marca 2006 roku i sygnowane jego nazwiskiem postanowienie o wszczęciu śledztwa w sprawie Blidy zostało sfałszowane. To maszynowo napisany dokument, w którym jego nazwisko pojawia się w nagłówku oraz tuż pod treścią postanowienia. Krawczyk zapewnił śledczych, że nie sporządzał takiego dokumentu. Zakwestionował nieczytelny podpis złożony na napisanym na maszynie swoim nazwisku, podważył też autentyczność brudnopisu z projektem postanowienia.
"Gazeta" ustaliła, że po ujawnieniu zeznań Krawczyka do sporządzenia odręcznego projektu postanowienia oraz do podpisania się własnym nazwiskiem na oryginale przyznał się prokurator Jarosław Wilczyński, były kolega Krawczyka z prokuratury rejonowej.
Jego oświadczenie dostała 14 maja prokuratura warszawska, która bada, kto był rzeczywistym autorem postanowienia w sprawie Blidy.
Wilczyński napisał, że nie pamiętał, iż podpisywał taki dokument. Po publikacji "Gazety" członkowie sejmowej komisji śledczej pokazali kopię i brudnopis dokumentu dziennikarzom. Dopiero wtedy rozpoznał własny podpis i poprzedzające go literki WZ ("w zastępstwie"). Dziennik podkreśla, że Wilczyński nie pamięta okoliczności powstania dokumentu. Twierdzi, że w nawale pracy wiele razy z Krawczykiem podpisywali się "w zastępstwie" na różnych pismach.
Prokuratura wyjaśnia, że podpisywanie dokumentów "w zastępstwie" to dopuszczalna przepisami i często stosowana praktyka.
W opinii ekspertów w tej sytuacji nie ma mowy o sfałszowaniu postanowienia o wszczęciu śledztwa w sprawie Blidy. Należy jednak zbadać, czy w tym przypadku nie doszło jednak do przestępstwa przekroczenia uprawnień przez prokuratora Wilczyńskiego.
Więcej - w "Gazecie Wyborczej"
"Gazeta Wyborcza"/IAR/kw/lm
Dziennik przypomina, że Krawczyk zeznał, iż datowane na 3 marca 2006 roku i sygnowane jego nazwiskiem postanowienie o wszczęciu śledztwa w sprawie Blidy zostało sfałszowane. To maszynowo napisany dokument, w którym jego nazwisko pojawia się w nagłówku oraz tuż pod treścią postanowienia. Krawczyk zapewnił śledczych, że nie sporządzał takiego dokumentu. Zakwestionował nieczytelny podpis złożony na napisanym na maszynie swoim nazwisku, podważył też autentyczność brudnopisu z projektem postanowienia.
"Gazeta" ustaliła, że po ujawnieniu zeznań Krawczyka do sporządzenia odręcznego projektu postanowienia oraz do podpisania się własnym nazwiskiem na oryginale przyznał się prokurator Jarosław Wilczyński, były kolega Krawczyka z prokuratury rejonowej.
Jego oświadczenie dostała 14 maja prokuratura warszawska, która bada, kto był rzeczywistym autorem postanowienia w sprawie Blidy.
Wilczyński napisał, że nie pamiętał, iż podpisywał taki dokument. Po publikacji "Gazety" członkowie sejmowej komisji śledczej pokazali kopię i brudnopis dokumentu dziennikarzom. Dopiero wtedy rozpoznał własny podpis i poprzedzające go literki WZ ("w zastępstwie"). Dziennik podkreśla, że Wilczyński nie pamięta okoliczności powstania dokumentu. Twierdzi, że w nawale pracy wiele razy z Krawczykiem podpisywali się "w zastępstwie" na różnych pismach.
Prokuratura wyjaśnia, że podpisywanie dokumentów "w zastępstwie" to dopuszczalna przepisami i często stosowana praktyka.
W opinii ekspertów w tej sytuacji nie ma mowy o sfałszowaniu postanowienia o wszczęciu śledztwa w sprawie Blidy. Należy jednak zbadać, czy w tym przypadku nie doszło jednak do przestępstwa przekroczenia uprawnień przez prokuratora Wilczyńskiego.
Więcej - w "Gazecie Wyborczej"
"Gazeta Wyborcza"/IAR/kw/lm









Dodaj komentarz