Na szczęście izba stwierdziła, że to świece są dla ludzi, a nie odwrotnie. Okazuje się, że lekka zima jest przyczyną załamania się interesów wielu przedsiębiorstw. Na razie tylko narzekają. Pozostaje pytanie, kiedy poproszą rząd o interwencję?

W zimie tracą dostawcy energii oraz taksówkarze
Polska słynie z klęsk niespotykanych w innych krajach. Klęski urodzaju są tak samo niebezpieczne jak susze i gradobicia. Mroźne zimy dają się we znaki każdemu, kto opłaca rachunki za ogrzewanie. Obywatel czuje obciążenia, które w znacznej części trafiają na konta firm odśnieżających ulice. Ile to osób spóźniało się do pracy z powodu zbyt obfitych opadów śniegu. Zimą łatwiej psuje się prawie wszystko. Do tego ludzie są bardziej narażeni na przeziębienia, a choroba pracownika potrafi być bardzo kosztowna dla firmy. Innymi słowy, lekka zima chociaż przeraża ekologów, większości przynosi same korzyści.
Niezadowolona mniejszość to głównie dostawcy energii i ciepła. Do tego dochodzą producenci odzieży zimowej, firmy odśnieżające ulice oraz ośrodki wczasowe nastawione na fanów sportów zimowych. To niestety nie wszyscy niezadowoleni. Ostatnio powody do narzekań mieli taksówkarze, którzy stwierdzili, że z powodu nadzwyczaj ciepłego Sylwestra część potencjalnych klientów wolała spacer niż skorzystać z ich usług.
Straty można liczyć w setkach milionów złotych
Straty firm „żerujących na zimie” liczyć można w setkach milionów złotych. Jednak to, co dla nich jest niekorzystne, większości przynosi zyski. W samej Warszawie na odśnieżaniu miasto zaoszczędziło ponad 30 milionów złotych. Do tego warto zauważyć, że nieoblodzone ulice to mniejsza liczba stłuczek. To z kolei oszczędności na ubezpieczeniu i mechanikach samochodowych.
Eksperci szacują, że zużycie gazu i węgla w gospodarstwach domowych w grudniu 2011 roku było niższe niż w tym samym okresie rok wcześniej. Dużo niższe rachunki cieszą przeciętnego Kowalskiego, który dzięki lekkiej zimie może zaoszczędzić nawet kilkaset złotych więcej w miesiącu. To, że nie spalimy pieniędzy w piecu, to dobra wiadomość dla większości.
Wbrew pozorom może to być korzystne dla dostawców energii. Od 1 stycznia wzrasta cena prądu - średnio o 4,9%. Z kolei dostawcy gazu żądają kilkunastoprocentowej podwyżki. Lekka zima może spowodować, że Urząd Regulacji Energetyki przychyli się do wyższych podwyżek. Te nie zostaną oprotestowane przez konsumentów, którzy nawet nie zauważą, że ich rachunki mogłyby być jeszcze niższe. Niestety pewne jest, że będzie podwyżka. Pozostaje mieć nadzieję, że nowy prezes URE Maciej Bando nie zgodzi się na zbyt wysoki wzrost cen gazu.
Kto zyska na ciepłej zimie?
Pewnych rzeczy nie da się przewidzieć – tak niestety jest z pogodą. Można odczuwać empatię do osób, które potencjalnie mogą stracić pracę. Jednak należy pamiętać, że ludzie kupują np. gaz nie po to, by zapewnić zyski dostawcy tego surowca, tylko po to, by się ogrzać w zimie. Nigdy na odwrót. Stąd, jeżeli nie musimy wydawać pieniędzy na zakup podstawowych dóbr i usług, to wydamy je na inne rzeczy.
Ręce zacierać mogą producenci dóbr luksusowych, biura podróży oferujące zagraniczne wycieczki, zwiększy się sprzedaż lokat bankowych czy markowej odzieży. Dzięki lekkiej zimie, większość Polaków po prostu się wzbogaci o dobra, na które normalnie nie stać ich o tej porze roku.
Lament poszkodowanych przedsiębiorców daje wiele do myślenia. Trudno powiedzieć, czy ciepła zima powtórzy się w przyszłym roku. Nie jest także do końca pewne, czy za tydzień nie nastąpi radykalne załamanie pogody i w zasadzie wszystko wróci do normy. To wszystko sprawia, że coraz częściej powstaje pokusa uznania ciepłej zimy za klęskę żywiołową. Pozostaje mieć nadzieję, że politycy zachowają zdrowy rozsądek. Nadzieja bardzo ryzykowna.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
l.piechowiak@bankier.pl
www.ZłotyBankier.pl
































































