2009-07-06 07:31 Źródło: Polska
Kłopoty Barroso nie ruszą Buzka
Problemy José Manuela Barroso z reelekcją na szefa Komisji Europejskiej nie powinny zaszkodzić kandydaturze Jerzego Buzka na przewodniczącego europarlamentu. Tym bardziej że rywal Polaka włoski polityk Mario Mauro zrezygnował z ubiegania się o to stanowisko. Tymczasem, jak dowiedziała się „Polska”, kandydatura Buzka jest już praktycznie klepnięta.
Wszystko wskazuje na to, że 9 lipca zaakceptuje ją Europejska Partia Ludowa, a tydzień później Parlament Europejski na swoim pierwszym posiedzeniu.
Pod wielkim znakiem zapytania stają za to losy polskiego komisarza: nie wiadomo, która z tek miałaby mu przypaść, a nawet kto miałby tym komisarzem zostać. Ale, byśmy w te kłopoty komisaryczne wpadli, Barroso musiałby faktycznie przegrać. A póki co wygląda na to, że socjaliści i liberałowie w PE stroszą tylko piórka, by utrzeć nosa zwycięskim chadekom, a Barroso i tak zostanie przewodniczącym Komisji Europejskiej. I to on będzie rozdawał karty, w tym jedną ważną dla Janusza Lewandowskiego.
Amerykański prezydent Roosevelt mawiał, że jedyne dwie pewne rzeczy na tym świecie to nasza śmierć i to, że musimy płacić podatki. Pozornie wydaje się, że José Manuel Barroso właśnie przekonuje się, że to prawda.
Podczas kiedy nazwiska kandydatów do objęcia poszczególnych funkcji w Parlamencie Europejskim czy administracji europejskiej przewijały się jak w kalejdoskopie, wydawało się, że pozycja Portugalczyka jako kandydata na szefa Komisji Europejskiej jest niezagrożona. Szczególnie, gdy dwa tygodnie temu przywódcy europejskich państw jednogłośnie zaakceptowali jego kandydaturę. Dziś okazuje się, że było zdecydowanie za wcześnie, aby strzelać z szampanów. Barroso ma kłopoty z akceptacją europarlamentu. Jego wybór na europejskiego premiera blokują w PE socjaliści i liberałowie, którzy do tej pory byli względnie zgodnym elementem układanki europejskiej. Tak więc wydaje się, że Barroso nie zostanie przyklepany przez Parlament Europejski w lipcu, a dopiero po wakacjach.
W związku z pojawiającymi się na horyzoncie problemami polskie media już w zeszłym tygodni zaczęły alarmować, iż wraz z klęską Barroso posypie się polska reprezentacja w Brukseli, której gwarantem miał być Portugalczyk, a jedną z najważniejszych osób Jerzy Buzek jako szef europarlamentu. Tyle że na los Buzka kłopoty Barroso będą miały prawdopodobnie wpływ znikomy. Bo chadecy dysponują dziś ponad 35 proc. miejsc w PE. Mikołaj Dowgielewicz, szef UKiE, jest niemal przekonany, że Buzek zostanie jednak szefem europarlamentu. – Buzek to zdecydowanie najmocniejszy kandydat – tłumaczy Dowgielewicz. A jeżeli chadecy ostatecznie wystawią Buzka, to Mario Mauro będzie wiceprzewodniczącym.
– Trudno sobie wyobrazić przyszłą koalicję w Parlamencie Europejskim bez frakcji chadeckiej – mówi inny wysoki urzędnik polskiej dyplomacji. – A wybór kandydata na przewodniczącego jest sprawą wewnętrzną partii. Potem to już tylko kwestia klepnięcia go przez partnerów.
Tak więc o przyszłości Jerzego Buzka zadecyduje de facto sama frakcja chadecka, a nie europejscy socjaliści czy liberałowie. Fotel szefa PE dla polityka EPP jest niezbędnym elementem przyszłej koalicji z chadekami, a co za tym idzie koniecznym gwarantem stabilnej większości.
Gorzej może być z teką dla polskiego komisarza w Komisji Europejskiej – sprawie może nie aż tak medialnie nagłośnionej jak walka o szefostwo w PE, ale dużo ważniejszej. Tu faktycznie pojawia się aż nader wiele niewiadomych. Po pierwsze, to od przyszłego szefa Komisji zależy później rozkład resortów. Zarówno to, jak będą się nazywały poszczególne teki, jak i to, co faktycznie się w nich znajdzie. Polska podkreślała do tej pory, że zależy jej na sprawach związanych z konkurencją, przepływem towarów i energetyką. Nowy szef Komisji może więc dla Polaka stworzyć pozornie niezbyt atrakcyjną tekę, ale włożyć do niej wszystko, co nas interesuje. I na odwrót. Barroso dawał takie nadzieje.
Ale czy faktycznie, te nie najlepsze dla Polski scenariusze się spełnią? Jeden z deputowanych EPP przekonuje nas, że brak poparcia ze strony socjalistów dla Barroso to tylko przeciąganie struny. – Trudno sobie wyobrazić, żeby na tym etapie przedstawili dla Barroso jakiegoś konkurenta – mówi nam wysoki urzędnik polskiej dyplomacji.
To gra, która ma sprowadzić triumfujących w ostatnich wyborach chadeków na ziemię. A zarazem zapewnić w przyszłym Parlamencie Europejskim lepsze miejsca w ważnych komisjach PE socjalistom, a w przyszłej Komisji Europejskiej dobre teczki politykom, na których z przychylnością patrzą europejscy socjaliści.
Wiktor Świetlik
Wszystko wskazuje na to, że 9 lipca zaakceptuje ją Europejska Partia Ludowa, a tydzień później Parlament Europejski na swoim pierwszym posiedzeniu.
Pod wielkim znakiem zapytania stają za to losy polskiego komisarza: nie wiadomo, która z tek miałaby mu przypaść, a nawet kto miałby tym komisarzem zostać. Ale, byśmy w te kłopoty komisaryczne wpadli, Barroso musiałby faktycznie przegrać. A póki co wygląda na to, że socjaliści i liberałowie w PE stroszą tylko piórka, by utrzeć nosa zwycięskim chadekom, a Barroso i tak zostanie przewodniczącym Komisji Europejskiej. I to on będzie rozdawał karty, w tym jedną ważną dla Janusza Lewandowskiego.
Amerykański prezydent Roosevelt mawiał, że jedyne dwie pewne rzeczy na tym świecie to nasza śmierć i to, że musimy płacić podatki. Pozornie wydaje się, że José Manuel Barroso właśnie przekonuje się, że to prawda.
Podczas kiedy nazwiska kandydatów do objęcia poszczególnych funkcji w Parlamencie Europejskim czy administracji europejskiej przewijały się jak w kalejdoskopie, wydawało się, że pozycja Portugalczyka jako kandydata na szefa Komisji Europejskiej jest niezagrożona. Szczególnie, gdy dwa tygodnie temu przywódcy europejskich państw jednogłośnie zaakceptowali jego kandydaturę. Dziś okazuje się, że było zdecydowanie za wcześnie, aby strzelać z szampanów. Barroso ma kłopoty z akceptacją europarlamentu. Jego wybór na europejskiego premiera blokują w PE socjaliści i liberałowie, którzy do tej pory byli względnie zgodnym elementem układanki europejskiej. Tak więc wydaje się, że Barroso nie zostanie przyklepany przez Parlament Europejski w lipcu, a dopiero po wakacjach.
W związku z pojawiającymi się na horyzoncie problemami polskie media już w zeszłym tygodni zaczęły alarmować, iż wraz z klęską Barroso posypie się polska reprezentacja w Brukseli, której gwarantem miał być Portugalczyk, a jedną z najważniejszych osób Jerzy Buzek jako szef europarlamentu. Tyle że na los Buzka kłopoty Barroso będą miały prawdopodobnie wpływ znikomy. Bo chadecy dysponują dziś ponad 35 proc. miejsc w PE. Mikołaj Dowgielewicz, szef UKiE, jest niemal przekonany, że Buzek zostanie jednak szefem europarlamentu. – Buzek to zdecydowanie najmocniejszy kandydat – tłumaczy Dowgielewicz. A jeżeli chadecy ostatecznie wystawią Buzka, to Mario Mauro będzie wiceprzewodniczącym.
– Trudno sobie wyobrazić przyszłą koalicję w Parlamencie Europejskim bez frakcji chadeckiej – mówi inny wysoki urzędnik polskiej dyplomacji. – A wybór kandydata na przewodniczącego jest sprawą wewnętrzną partii. Potem to już tylko kwestia klepnięcia go przez partnerów.
Tak więc o przyszłości Jerzego Buzka zadecyduje de facto sama frakcja chadecka, a nie europejscy socjaliści czy liberałowie. Fotel szefa PE dla polityka EPP jest niezbędnym elementem przyszłej koalicji z chadekami, a co za tym idzie koniecznym gwarantem stabilnej większości.
Gorzej może być z teką dla polskiego komisarza w Komisji Europejskiej – sprawie może nie aż tak medialnie nagłośnionej jak walka o szefostwo w PE, ale dużo ważniejszej. Tu faktycznie pojawia się aż nader wiele niewiadomych. Po pierwsze, to od przyszłego szefa Komisji zależy później rozkład resortów. Zarówno to, jak będą się nazywały poszczególne teki, jak i to, co faktycznie się w nich znajdzie. Polska podkreślała do tej pory, że zależy jej na sprawach związanych z konkurencją, przepływem towarów i energetyką. Nowy szef Komisji może więc dla Polaka stworzyć pozornie niezbyt atrakcyjną tekę, ale włożyć do niej wszystko, co nas interesuje. I na odwrót. Barroso dawał takie nadzieje.
Ale czy faktycznie, te nie najlepsze dla Polski scenariusze się spełnią? Jeden z deputowanych EPP przekonuje nas, że brak poparcia ze strony socjalistów dla Barroso to tylko przeciąganie struny. – Trudno sobie wyobrazić, żeby na tym etapie przedstawili dla Barroso jakiegoś konkurenta – mówi nam wysoki urzędnik polskiej dyplomacji.
To gra, która ma sprowadzić triumfujących w ostatnich wyborach chadeków na ziemię. A zarazem zapewnić w przyszłym Parlamencie Europejskim lepsze miejsca w ważnych komisjach PE socjalistom, a w przyszłej Komisji Europejskiej dobre teczki politykom, na których z przychylnością patrzą europejscy socjaliści.
Wiktor Świetlik








Dodaj komentarz