REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Ile rynku w ochronie zdrowia?

2008-04-24 06:00
publikacja
2008-04-24 06:00
Dodaj Bankier.pl w Google
Ogólnopolska dyskusja nad reformą ochrony zdrowia nie przyniosła na razie efektów w postaci wdrożenia konkretnych rozwiązań. Pomysły przedstawione przez "liberalny" rząd PO i PSL nie są na razie imponujące. Może zatem warto dzisiaj jeszcze rozważyć wprowadzenie nieco więcej rynku do sektora ochrony zdrowia? Są już bowiem w Polsce przykłady pozytywnych skutków funkcjonowania rynkowych reguł w zakresie świadczenia usług opieki zdrowotnej dla ludności.

Odwieczne dążenie człowieka do szybkiego i trwałego zwalczenia wszystkiego co jest chorobą, w dobie dzisiejszych osiągnięć medycyny, paradoksalnie stało się jednym z głównych problemów każdego systemu ochrony zdrowia na świecie. Nauka daje coraz więcej możliwości, ale te cudowne niekiedy środki bywają niejednokrotnie niezwykle kosztowne. Realne podstawy finansowania wszystkiego, co mogłoby nas wyleczyć od dawna pozostają daleko w tyle za możliwościami, które w medycynie przyniosły postęp techniczny. A jak już wiadomo, że są granice możliwości, trzeba zwrócić baczniejszą uwagę na zasady, które regulować powinny wydawanie tychże ograniczonych środków.

Najbardziej aktualny plan finansowy Narodowego Funduszu Zdrowia zatwierdzony przez Ministra Zdrowia w porozumieniu z Ministrem Finansów w lutym br. zakłada przychody NFZ w 2008 roku na poziomie ok. 49 mld złotych. Jeśli przyjrzymy się tej kwocie, nie jest to mały budżet, choć nie wszyscy w naszym kraju podzielą taki pogląd. Większość zabierających głos na ten temat zaznacza też od razu, że w ramach tych środków muszą się znaleźć pieniądze na godziwą zapłatę za usługę, którą jest przecież leczenie oraz… na zapewnienie pacjentom komfortowego dostępu do służby zdrowia. Choć wypada, może nieco złośliwie wytknąć, że w debacie publicznej ten ostatni postulat bywa niekiedy słabiej akcentowany…

Opieka zdrowotna to usługa, która podobnie jak inne powinna kierować się prawami ekonomii - uważa Jerzy Miller. Doświadczenia pokazują, że w gospodarce lepiej funkcjonują podmioty prywatne niż publiczne - dodaje były szef NFZ.


______________________________


Obejrzyj wywiad Bankier.pl


Obecnie polski system finansowania świadczeń medycznych oparty jest na zasadzie obowiązkowego ubezpieczenia zdrowotnego i gwarantowanej ustawą solidarności w rozdzielaniu składki gromadzonej przez Narodowy Fundusz Zdrowia. W praktyce oznacza to, iż wszystko co wpłynie od tych, którzy płacą jest wydawane na leczenie wszystkich ubezpieczonych i pozostałych uprawnionych do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. I, jak na razie, nikt nie zamierza dokonać żadnego zamachu na te aksjomaty systemu, jakimi są jego powszechność i solidaryzm.

Tyle, że niestety pomimo trwałych zasad, na których został oparty, system ten po prostu słabo funkcjonuje. Lekarze zbyt mało zarabiają, pacjenci ustawiani są w kolejkach do specjalistów, ceny leków w Polsce należą do najwyższych w Europie.

Po wyborach zapanowało raczej powszechne przekonanie, że teraz wszystko się zmieni na NOWE. NOWE czyli na pewno LEPSZE. Także w ochronie zdrowia. I wyborcom nie chodziło raczej o zwiększenie przychodów NFZ poprzez proste zwiększenie wysokości składki na ubezpieczenie zdrowotne, bo obywatele nigdy nie chcą oddawać państwu więcej, niż oddają w chwili obecnej. Chodziło chyba jednak w pierwszej kolejności o LEPSZE zasady, które miały na NOWO ustawić cały system.

I choć – biorąc pod uwagę liberalne podstawy ideologiczne obecnej większości parlamentarnej – można się było po projekcie reformy służby zdrowia spodziewać wszystkiego, co w stronę częściowego choćby urynkowienia sektora podąża, jak zawsze w podobnych przypadkach pojawiła się pokusa, żeby coś od razu jednak zlikwidować albo chociażby przekształcić. Oczywiście jak zlikwidować - to obecnego ubezpieczyciela (NFZ), a jak przekształcać - to dzisiejszych głównych usługodawców (ZOZ-y). Zbyt słabo zostało niestety zaakcentowane, że zmiany takie jak podział NFZ na kilka konkurujących ze sobą o składki ubezpieczonych podmiotów i przekształcenie ZOZ-ów w spółki prawa handlowego służyć mają w pierwszej kolejności poprawie konkurencyjności w systemie ochrony zdrowia, która jest mu po prostu najbardziej potrzebna.

Na chwilę obecną propozycje resortu zdrowia nie imponują rozmachem ani ilością przygotowanych projektów. Na stronie internetowej Ministerstwa Zdrowia uwagę zwracają nie projekty nowych „reformatorskich” ustaw, ale w pierwszej kolejności dokumenty, które zmieniają regulacje już funkcjonujące. Nie ma niestety, jak na razie, kompleksowej spójnej propozycji, która nie będąc kolejną rewolucją służyłaby pożądanym zmianom.

Czekając zatem na dalsze szczegóły rządowych propozycji reformowania systemu i efekt ich „poprawiania” przez władzę ustawodawczą zastanówmy się chwilę nad tym, ile w Polsce XXI wieku, która przestała być już krajem planowania odgórnego, reguł wolnego rynku powinno zaistnieć w systemie ochrony zdrowia, aby przestał tak bardzo odbiegać od naszych wyobrażeń.

Transformacja gospodarcza lat 90-ych ukierunkowała rozwój sektora zdrowia w stronę rynku. Powstało wiele podmiotów prywatnych, które nie dość, że pokrywają koszty swojej działalności, to generują pokaźne zyski. Na dzień dzisiejszy największy poziom rynkowej konkurencji zaistniał wśród podmiotów świadczącymi usługi ambulatoryjne i specjalistyczne. Dla przykładu – skądinąd naganny - śladowy poziom finansowania świadczeń stomatologicznych przez NFZ spowodował, że w praktyce usług tych nie kontraktuje się prawie w publicznych ZOZ-ach.

Są w Polsce województwa takie jak Podlaskie, gdzie prywatnych gabinetów stomatologicznych, mających niewielki niekiedy kontrakt z płatnikiem jest już tak dużo, że walcząc o pacjenta istotnie obniżyły ceny swoich świadczonych odpłatnie usług, tak, że stały się one przystępne (a więc konkurencyjne) dla pacjentów, których wcześniej nie było na nie stać i zawsze korzystali jedynie z gabinetu z podpisaną umową z NFZ. Dziś trzeba sobie postawić pytanie, czy przywołany przykład stomatologii nie powinien dać impulsu do takich działań, które dadzą zbliżony efekt w wybranych zakresach świadczeń specjalistycznych, a które w wielu krajach zupełnie eliminują etap kosztowniejszego niż świadczenia specjalistyczne leczenia szpitalnego.

Niemniej warto podkreślić, że brak wystarczającej „na wszystko” kwoty środków zgromadzonych w NFZ nie może zostać w prosty sposób wypełniony takim ustawieniem poziomu finansowania poszczególnych świadczeń przez ubezpieczyciela, aby podmioty działające w danym rodzaju świadczeń zdrowotnych zaczęły pozycjonować się konkurencyjnie wobec płatnika i wobec pacjentów. Co trzeba powiedzieć uczciwie i wprost to to, iż sektor ochrony zdrowia nigdy nie powinien zostać w 100% zdominowany przez elementy rynkowe. Tyle, że mogłoby być ich na tyle, żeby ten system sam się doregulował, bo w obecnej postaci jest nie tylko w powszechnym przekonaniu zdecydowanie niewydolny, ale nic nie wskazuje na to, że w najbliższej przyszłości wydarzy się coś, co to zmieni.

Magdalena Dulińska

Autorka jest prawnikiem w portalu Bankier.pl, wcześniej pracowała m.in. w Centrali NFZ
Źródło:
Tematy

Komentarze (6)

dodaj komentarz
~Cezary
Socjaliści (z lewej i prawej strony!) nigdy nie doprowadzą do dobrze działającej ochrony zdrowia. Ideologia lub/i wyrachowanie przeważa nad rozsądkiem. Dla placówki prywatnej pacjent jest zawsze pożądanym gościem. Dla placówki publicznej, świadczącej tzw. usługi "bezpłatne", pacjent jest na ogół zawadą. Tak było w PRL Socjaliści (z lewej i prawej strony!) nigdy nie doprowadzą do dobrze działającej ochrony zdrowia. Ideologia lub/i wyrachowanie przeważa nad rozsądkiem. Dla placówki prywatnej pacjent jest zawsze pożądanym gościem. Dla placówki publicznej, świadczącej tzw. usługi "bezpłatne", pacjent jest na ogół zawadą. Tak było w PRL i tak jest dotąd. Żadne dodatkowe pieniądze tego nie zmienią. Dzisiaj widzimy o co chodzi lekarzom: o pieniądze. O co chodzi politykom? - o wdzięczność wyborców za "bezpłatną" ochronę zdrowia i trzymanie dużej kasy w swoich rękach. Pacjentów nikt nie słucha. Lepiej ich indoktrynować. Z racji ich wieku i poziomu świadomości jest to łatwe. Połowiczne reformy nie wiele zmienią na lepsze . Starzy i schorowani ludzie będą się nadal tłoczyć przed poradniami publicznymi w przekonaniu, że trzeba odcierpieć , bo tu mają pomoc za darmo. Przy innym prezydencie trzeba się zabrać za prywatyzację. A propos stanowiska w tej sprawie pana Prezydenta - jest ono tak samo szkodliwe, jak Jego sprawcza rola w sprawie prezesa NBP i wielu innych „świetnych” nominacji. Czas pokazuje to, co dla innych było wiadome od początku.
~Cezary
Przecież temu można zapobiec, a za wykrycie oszustwa nakładać kary pieniężne i zrywać kontrakty. Wpływy z tego tytułu przeznaczyć na kontrole. Mogą być różne kontrole, Honda co roku zbiera szczegółowe ankietę do osób korzystających z sewisu tej firmy. Nie zdarzyło mi się, abym był niezadowolony z obsługi. Kiedyś, gdy jeździłem Skodą Przecież temu można zapobiec, a za wykrycie oszustwa nakładać kary pieniężne i zrywać kontrakty. Wpływy z tego tytułu przeznaczyć na kontrole. Mogą być różne kontrole, Honda co roku zbiera szczegółowe ankietę do osób korzystających z sewisu tej firmy. Nie zdarzyło mi się, abym był niezadowolony z obsługi. Kiedyś, gdy jeździłem Skodą czy Fiatem to owszem, zdarzały się incydenty. To pacjent powienien płacić np. 30% kosztów i potem zgłaszać się po częściową refundacji. Będzie pilnował lekarza, a lekarz jego. Jak to jest, że do dzisiaj lekarze nie wystawiają na ogól rachunków ani paragonów. Jeżeli będzie istniał NFZ w obecnej postaci, zawsze będą nadużycia. Tak jak w socjalizmie. Na pieniądze publiczne zawsze wielu poluje.
~Konrad
Nazywanie PO liberalną siłą polityczną jest błędem. To partia prawicowa. Jej decydenci sami się do tego przyznają. Nie nazywajmy też liberałami PSL z oczywistych powodów. To może klucz do sytuacji nie tylko w służbie zdrowia. Nie ma w tym kraju realnych politycznych sił liberalnych. Grupy walczące o władzę luźno traktują ideologię,Nazywanie PO liberalną siłą polityczną jest błędem. To partia prawicowa. Jej decydenci sami się do tego przyznają. Nie nazywajmy też liberałami PSL z oczywistych powodów. To może klucz do sytuacji nie tylko w służbie zdrowia. Nie ma w tym kraju realnych politycznych sił liberalnych. Grupy walczące o władzę luźno traktują ideologię, pod którą sie podpisują.. i działają w zależności od poparcia społecznego i partykularnych krótkoterminowych potrzeb-by nie przegrać z kretesem następnych wyborów. Służba zdrowia jest o tyle chora, że ktoś, kto zarabia 10 tysięcy złotych (wśród specjalistów i menedżerów to nie jest rzadkość) przekazuje na ochronę zdrowia 1 000 zł miesięcznie!! Co ma za to?? ..ano, gdy idzie do specjalisty w lutym-recepcjonistka mówi mu, że nie ma miejsc i ma przyjść w sierpniu, bo wznowią zapisy na grudzień. Sam doświadczyłem takiego traktowania.
W związku z tym:
1. Dodatkowe ubezpiecznia są fajne, ale nie wszyscy muszą z nich korzystać;
2. Wielkość składki zdrowotnej powinna mieć swoje maksimum - dziś na poziomie ok. 500 zł/mies. niezależnie od zarobków-tyle kosztuje pełne ubezpieczenie miesięcznie prywatnie-wraz z leczeniem szpitalnym;
3. Osoby płacące większe składki powinny mieć pierwszeństwo w dostępie do specjalistów;
4. Płacąc składkę powinniśmy mieć wybór: płacę za całość usług/płacę w ograniczonym zakresie/nie płacę-to moja sprawa-jestem dorosły; tak jest np. w Niemczech;
5. Muszą być mechanizmy rynkowe!! Monopol NFZ jest źródłem wszelkich problemów; urzędasy tam pracujące nie mają żadnej motywacji do poprawy systemu..
Dopiero liberalne zasady rządzące usługami medycznymi i wciągnięcie w nie publicznej słuzby zdrowia poprawią sytuację. Jakoś nie zauważamy, że to relikt przeszłości, która obróciła gospodarkę w perzynę..
(usunięty)
(wiadomość usunięta przez moderatora)
~kp
Wypowiedź była na temat - dziwna decyzja :/
~pacjent
Od dawna wiadomo, że w gabinetach prywatnych majacych umowy z NFZ leczy sie "martwe dusze" za które NFZ płaci. Idż tylko raz do prywatnego gabinetu mającego umowę z NFZ a będą ci dopisywać fikcyjne wizyty choćbyś nigdy więcej tam już nie poszedł.
Znam to z autopsji. Wydało się, jak wziąłem swoją kartę na komisję wypadkowa do PZU.

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki