Poza opozycją polityczną, która z powodów oczywistych plan skrytykował, analitycy piali z zachwytu. Z wyjątkiem Pana Profesora SGH Krzysztofa Rybińskiego, który słusznie zauważył, że to „PR bez żadnego praktycznego znaczenia”.
Plan został stworzony metodą „kopiuj”, „wklej” bo nie ma w nim niczego, co nie znalazłoby się we wcześniejszych propozycjach rządowych (głownie w przygotowanej przez Zespół Doradców Strategicznych Premiera strategii „Polska 2030”) lub w dokumentach resortowych.
Miarą wagi tego rzekomo „rewolucyjnego” Planu jest punkt 3.3.2. poświęcony „Ograniczeniu odliczeń podatku VAT przy nabyciu samochodów z tzw. kratką oraz paliwa do tych samochodów”
W „Planie Rozwoju i Konsolidacji Finansów” rząd się zajmuje duperelami. Oszczędność budżetu ma wynieść w 2010 roku 588 mln zł (!!!) Przypomnę tylko, że deficyt planowany jest na 52 mld zł!!! Ale skoro już mamy dzielić samochody pod względem podatkowym (choć to fiskalny absurd), to należy je podzielić na potrzebne do działalności gospodarczej i nie potrzebne, a nie na „z kratką” i „bez kratki”. Jeżeli ktoś postanowi rozpocząć działalność gospodarczą w zakresie, na przykład, rozwożenia pieczywa z osiedlowej piekarni do okolicznych sklepików, to po jaki gwint ma sobie wstawiać kratkę do Berlingo, czy choćby Seicento??? Ale skąd biedaki z Ministerstwa Finansów, czy Kancelarii Premiera mają to wiedzieć? Przecież oni w życiu nie przepracowali a realnej gospodarce ani godziny. A jak z kolei ja jadę do klienta, któremu wystawiam fakturę za usługę (razem z dojazdem) z VAT, to co Pana Premiera obchodzi jakim samochodem ja jadę? (Żeby nie było niedomówień: mam terenówkę bez kratki, choć mogłem mieć z kratką, ale przyjemność naigrywania się z Ministra Finansów i niektórych jego podwładnych – bezcenna).




























































