Zarabiaj z nami | Logowanie | Newsletter | Forum | Blogi | Konkurs

2009-09-15 09:34 Źródło: Poznaj Świat

Poznaj Świat

Dubaj: żywa fatamorgana


W Emiratach Arabskich architekci mają realizować najbardziej szalone fantazje. Do tego nie muszą zabiegać o tysiące pozwoleń. Budynki stawia się tam, gdzie życzy sobie tego szejk i tak, jak sobie zażyczy.

Ile jest tu Orientu i wspomnień Baśni z 1001 nocy, a ile blichtru i najnowszej technologii, które rzucają wyzwanie nieujarzmionej przez wieki pustyni? Nadszedł czas konfrontacji ze stereotypami.

Sheikh Zayed Road to główna ulica i wizytówka Dubaju. Zazwyczaj oświetlona przez całą noc, w dobie kryzysu prezentuje się nieco skromniej. Nawet w Dubaju oszczędza się dziś na elektryczności


Słyszałem wiele opowieści o Dubaju. Głównie od znajomych, których do Zjednoczonych Emiratów Arabskich rzuciły zawodowe kontrakty. W ich relacjach opanowana przez międzynarodowe koncerny metropolia jawiła się oazą bogactwa i dobrobytu. Zapewniali, że czegoś takiego nie ma w żadnym innym miejscu na świecie, a oglądane zdjęcia faktycznie robiły wrażenie. Ale nawet one nie rozpaliły mojej ciekawości. Bardziej cenię w arabskich krajach tradycję, niż nowoczesność. Wolę zakurzony świat starych medyn od technologicznego zgiełku współczesnych miast. W końcu jednak... uległem pokusie.

Jeepsafari to jedna z głównych rozrywek dla turystów. Kierowcy najchętniej prowadzą boso, bo – jak twierdzą – wtedy najlepiej panują nad samochodem


Zdumienie nie ustępuje

Już pierwsza chwila w Dubaju przyprawia o zawrót głowy. Całe miasto wygląda jak nieziemski bajkowy las. Wyrastające dosłownie spod ziemi drapacze chmur zdają się drwić z grawitacji. Zupełnie nierealnie odcinają się od błękitnego do bólu oczu, bezchmurnego nieba. Ponad wszystkim ogłuszające słońce. Jest więcej niż gorąco, a unoszący się dokoła zapach bogactwa nie pozostawia wątpliwości, że jesteśmy w samym sercu arabskiego sezamu. A to co nas otacza, przerasta najbardziej fantastyczne sny. Wszystko jest najwyższe, największe i najdroższe. Tu lokują swoje inwestycje najbogatsze firmy świata. Pod sklepy i galerie podjeżdżają maybachy, hummery, lincolny. Nawet przeciętny mieszkaniec Emiratów ma trzy samochody: jeden do pracy, drugi do wożenia rodziny, trzeci dla szpanu. Szejkowie idą na całość, ich limuzyny pokryte są czasem złotem. Nieważne, że coś takiego waży tyle, ile ciężarówka. Liczy się efekt. Od samego początku mam zresztą wrażenie, że właśnie ten efekt jest najważniejszy.

Suk w „Nowej Medynie”, czyli nowe Stare Miasto. Miasto nie ma prawdziwej starówki, więc szejk kazał ją stworzyć od podstaw.


Wszystko zaczęło się przed dwudziestu kilku laty za sprawą wizjonerskiego pomysłu szejka Rashida bin Saeed al-Maktoum. Jego doradca powiedział: Kiedyś ropa się skończy, a wraz z nią pieniądze. Wszystko dookoła będzie jak ogród bez wody. Co wtedy? – zapytał. Choć ropa ciągle jeszcze płynie szerokim strumieniem, szejk nie pozostawił pytania bez odpowiedzi. Jest nią obecny Dubaj, który był kiedyś małą, pustynną wioską nad brzegiem morza. Wykorzystał swój majątek, by stworzyć raj na ziemi. I nie ma wątpliwości, że wizja szejka zmaterializowała się. I zaczęła przyciągać ludzi z całego świata. Jeszcze w 1822 roku mieszkało tu zaledwie 1200 osób, dziś Dubaj jest prawie dwumilionowym miastem. Jego rdzenni mieszkańcy to zaledwie 20 procent. Pozostali to robotnicy, przyjechali tu z różnych krajów. Kiedyś wrócą do siebie, nigdy nie będą obywatelami Emiratów. Prawo nie daje takiej możliwości. Obywatelstwa tego kraju nie można uzyskać nawet poprzez małżeństwo. W ten sposób wyrosły naftowe fortuny, a pieniądz ciągle pozostaje w rękach zaledwie kilku rodzin. Pieniądz zaś rodzi pieniądz.

Starą i nową część Dubaju dzieli kanał. Regularnie od brzegu do brzegu kursują kolorowe łodzie z pasażerami z całego świata, bo w Emiratach pracują głównie obcokrajowcy


Pustynna metamorfoza

Wystarczy spojrzeć na wieczorną panoramę głównej arterii miasta. Sheikh Zayed Road wygląda jak kadr z filmu, którego akcja rozgrywa się w odległej przyszłości. Przecinające zmierzch wieże Emirates Towers wydają się sięgać gwiazd. W doskonałej symetrii wyraźnie rysują się na tle purpury zachodzącego słońca. Ich ostre zwieńczenia są symbolem miasta. Jak ono pną się w górę, ku doskonałości. Dookoła mży rozświetlona milionami świateł metropolia.
Czyżby tak wyglądały sny szejka?

Burj al-Arab – hotel w kształcie żagla jest ikoną Emiratów. Apartamenty mają tu powierzchnię kilku domków jednorodzinnych i nie można sobie tutaj po prostu wejść. Samo zwiedzanie zaledwie lobby i piętra kosztuje 170 USD


Drapaczy chmur jest tu zresztą znacznie więcej, bledną przy nich najznamienitsze wieżowce świata. Już dziś wiadomo, że ponadośmiusetmetrowy Burj Dubaj jest najwyższym budynkiem na Ziemi. Aż trudno uwierzyć, że jeszcze kilka lat temu była tu jałowa pustynia. Stoję pod tą kosmiczną szpilką z betonu, szkła i metalu i nie mogę uwierzyć, że to coś trzyma pion. Wydaje się, wraz z obrotem Ziemi, kroić międzyplanetarną przestrzeń. Czegoś tu jednak brakuje… Z początku trudno określić to uczucie pustki, ale za chwilę uświadamiam sobie, że surowej szarości wszechobecnego betonu nie łagodzi prawie zieleń. Niewiele tu rabat i trawników, fontanny otacza marmur a nie parkowe aleje. Trudno się dziwić, koszt utrzymania roślin należy tu do najwyższych na świecie. Może dlatego pięciogwiazdkowy Sheraton chwali się w folderach tym, że ma na plaży kilkadziesiąt drzew palmowych.

Takie wyspy, usypane na morzu, powstają w Dubaju w ciągu kilku miesięcy. Hotele buduje się jeszcze krócej


Szejkowie zdają sobie sprawę, ze ropa kiedyś się skończy. Może też skończyć się kiedyś na ropę zapotrzebowanie. Właśnie dlatego są tu luksusowe hotele, wielkie galerie, centra handlowe, sztuczne lodowiska i tory narciarskie. To gigantyczny plan awaryjny. Gdy już wszystkie marzenia się urzeczywistnią, będzie trzeba je z czegoś utrzymywać. Jeśli ziemia nie da czarnego złota, zarabiać będzie można tylko na turystach.

Praca dla imigrantów

Hotele w Emiratach przypominają więc małe, luksusowe miasteczka rozrywki. Nocuję w Rotana Fujirah koło Dubaju. Dwa baseny, kilka restauracji, kawiarni, pubów plus bar na środku basenu, klub odnowy, siłownia, dyskoteka. Obsługa z Indii, Kenii, Pakistanu, Korei. Na plaży spotykam chłopaka z Tanzanii. Pracuje tu w kuchni i dla niego Dubaj jest rajem. W swoim kraju nie zarobiłby nawet ułamka tutejszych dochodów. Nie chce mi się wierzyć, kiedy się przedstawia: rodzice dali mu na imię Napoleon. Prosi, żeby zrobić mu zdjęcie. Fotografuję go na leżaku, z widokiem na zatokę, przed hotelem, koło basenu. Wygląda jak turysta. Rozumiem jego rozmarzony wzrok. – Rodzice będą szczęśliwi, że mi się tak udało – cieszy się i zaraz dodaje – Długo tu nie będę. Za gorąco...

Co najlepiej przywieźć z Emiratów? Oczywiście tatuaż z henny, który bezpiecznie zniknie po tygodniu, jak blask miasta na pustyni


Beznadziejna próba spaceru

Cóż, gorąco jest rzeczywiście. Termometr wskazuje 48°C. Do południa nawet nie ma po co wychodzić do miasta. Nie ma nawet czasami jak. Mój kolejny hotel, Media Rotana, leży niecały kilometr od The Palm Jumeira, sztucznej wyspy w kształcie palmy, która jest niemal symbolem Dubaju. Hotel jest tak położony, że trudno wyjść z niego na spacer. Dookoła budują się dziesiątki, nie… setki nowych budynków. Znając tempo tego miasta już za trzy miesiące będzie tam stała kolejna enklawa luksusu. Przecięta wstęgami gładkiego jak szkło asfaltu ulic. Nie ma chodników. Po co, nie są potrzebne. Nikt normalny nie chodzi po Dubaju na piechotę. Robię ten błąd i próbuję. Jest samo południe, na ulicach ani żywej duszy. Obok przejeżdżają tylko sznury klimatyzowanych samochodów.

Zbudowany w 1900 roku meczet Jumeirah jest najokazalszy w mieście


Zmęczony widokiem ociekających złotem witryn i pełnych luksusowych towarów sklepów usiłuję odnaleźć odrobinę arabskiej egzotyki. Coś co potwierdzi, że ten świat powstał nie tylko z pieniędzy, że istniała tu już wcześniej starożytna kultura. Nie da się dalej iść. Ten świat jest zbyt rozległy i zbyt gorący, by się z nim zmierzyć. Pomimo gąszczu budynków to jednak środek pustyni, na niewiele się zdaje nieśmiało wiejący od morza wiatr. O dziwo wciąż nie ma sposobu, aby klimatyzować ulice. Szybko znajduję chłód we wnętrzu taksówki. Moim celem jest położona nad kanałem Creek dzielnica Bastakia. W niej odnajduję przeszłość. Tu rozpoczęła się historia Dubaju. Tu osiedlili się pierwsi handlujący z Persami kupcy. Do dziś jest kulturowym centrum miasta. Miejscem, gdzie można odetchnąć od męczącej na dłuższą metę nowoczesności. W stojących tu budynkach nie ma nawet klimatyzacji, chłodzi je powietrze, którego przepływ wymuszają charakterystyczne dla starych arabskich miast wietrzne wieże. Pośród pełnych handlarzy zaułków odnajduję Muzeum Dubaju. Mieści się w starym forcie Al Fahidi, który powstał na początku XIX w. i jest najbardziej znanym zabytkiem w mieście. I jednym z nielicznych. Choć liczy sobie niewiele ponad 200 lat kontrastuje wyraźnie z lśniącym szkłem fasad luksusowych hoteli. Wydaje się jakby dzieliły go od nich całe epoki.

Międzynarodowe lotnisko w Dubaju, to pierwszy krok w świat dzisiejszych arabskich baśni


Pytania bez odpowiedzi

W oddali widać las dźwigów, prawie słychać zgiełk wielkiej budowy, która jest już chyba trwałym symbolem miasta. Jest jego przyczyną i skutkiem. I nie mam już złudzeń, że w końcu zabraknie pieniędzy. Miasto napędza się samo. Jest w tym coś fascynującego. W gigantycznym młynie budowy nie sposób pozbyć się wrażenia, że to właśnie on jest prawdziwym celem Dubaju. Ludzie są tylko dającym mu energię paliwem. Chyba, że kiedyś zabraknie pustyni... A wszystko zaczęło się od jednego pytania: Co będzie, gdy skończy się ropa?

Tekst: Piotr Kałuża





Nowość na polskim rynku butów klasycznych
Salon LODING w warszawskiej Galerii Mokotów
to pierwszy w Europie Środkowo-Wschodniej
salon z ekskluzywnym francuskim obuwiem i odzieżą
dla mężczyzn

Komentarze do artykułu
Dubaj: żywa fatamorgana Autor: ~dariaviajera   2012-02-07 12:55
Bardzo dobrze mi się czytało, a zdjęcia niewiarygodne. Kocham arabskie kraje ale ten wydaje się taki "mało arabski". Choć i tak chciałabym zobaczyć to wszystko na własne oczy. www.dariaviaj (..)
Dubaj: żywa fatamorgana Autor: ~jolka   2010-12-19 15:58
rzeczywiście wydaje się wszystko fatamorganą, bo trudno uwierzyć ,że na pustyni powstała tak wspaniała architektura. Ja osobiście zakochałam się w tym kraju ,pomimo panującej tam temperatury.
Dubaj: żywa fatamorgana Autor: ~Mirta   2009-09-16 08:51
Współczesny Babilon,wystarczy jeden zamach ALKaidy i zostanie z tego tyle co ze starożytniego Babilonu