W poniedziałek po godz. 17.00 za dolara należało momentami płacić nawet 4 zł. Takiej sytuacji na rynku walutowym nie było od jedenastu lat.


Tuż po godzinie 17.00 kurs pary USD/PLN kształtował się na poziomie 4,0074. Po raz ostatni więcej niż 4 zł za dolara trzeba było płacić w 2004 roku. Później bywały nawet miesiące, że amerykańska waluta ocierała się o poziom 2 zł (w 2008 roku), jednak kryzys finansowy wyraźnie osłabił złotego.
Ostatnie ruchy na tej parze wiązać należy z różnicą w podejściu do polityki monetarnej w obu krajach. Amerykanie po latach pompowania gospodarki niskimi stopami procentowymi i programem luzowania ilościowego są bliscy rozpoczęcia procesu normalizacji tej polityki. Pierwszej od dekady podwyżki stóp inwestorzy wprawdzie wypatrują bez sukcesu już od kilku dobrych miesięcy, grudniowe posiedzenie Fed według większości obserwatorów ma być jednak w tej kwestii przełomowe.
W Polsce z kolei wybory parlamentarne wygrała partia, której przedstawiciele sugerują, że poziom stóp procentowych w Polsce jest zbyt wysoki. Mówi się nawet o uruchomieniu rodzimego odpowiednika LTRO. W przyszłym roku ruszy także karuzela zmian w RPP, która w związku z pomysłami nowych władz przyniesie najprawdopodobniej zwiększenie siły gołębi. Podobne nastroje panują strefie euro, gdzie także dyskutuje się o luzowaniu polityki. Dziś euro wyznaczyło półroczne minimum wobec dolara - przez chwilę kosztowało mniej niż 1,06 USD.

Adam Torchała































































