2009-09-04 06:08 Źródło: Sława Cwalińska-Weychert, Link4
Dlaczego się nie ubezpieczamy?
Przezorny w imię świętego spokoju
Nawałnice, niespodziewane pożary i inne katastrofy, o których ostatnio dowiadujemy się z pierwszych stron gazet, zdają się po raz kolejny potwierdzać tezę, że przezorny zawsze ubezpieczony. Niestety, ta prawda nie jest tak powszechna, jak być powinna. Szczególnie widać to choćby na przykładzie dramatycznych historii osób, które w ciągu kilku chwil straciły swój dobytek. Do tego nie mają realnych szans na jego szybkie odtworzenie, bo się po prostu nie ubezpieczyły. I to pomimo wielu podobnych przypadków, o których tak często było, jest i będzie w mediach.
Dlaczego? Dlatego, że silniejszy był „wrodzony optymizm” , że „mnie się to nie zdarzy” albo że następna „powódź, nawałnica czy huragan stulecia” wystąpią za…następne sto lat. Niestety, rzeczywistość pokazuje, że optymizm ten jest mocno na wyrost.
Drugim, bardzo częstym powodem nieubezpieczania się jest mit wysokich kosztów polisy. Utarło się bowiem przekonanie, że ubezpieczenia są albo obowiązkowe (z oczywistą skłonnością do maksymalnego uniknięcia tego obowiązku, bo, jak obowiązkowe to „ja nic z tego nie będę miał”) albo dla… bogatych. A w najlepszym wypadku dla tych, których na ubezpieczenia stać, a to na pewno nie jestem ja. Otóż, nic bardziej mylnego.
Koszt ubezpieczenia mieszkania, mierzony średnią składką dla całego rynku, to zaledwie kilkadziesiąt, bo około 30 – 50, złotych miesięcznie. Czy to dużo? Możemy to przeliczyć na 5 paczek papierosów (dla palących), 7 piw lub 2 butelki wina (dla sympatyków trunków) albo jedno rodzinne wyjście do kina (dla miłośników kinematografii). Co w zamian? W razie szkody - uzyskanie pieniędzy na odbudowę lub remont domu czy mieszkania oraz gwarancja, że uda nam się odtworzyć mienie ruchome. I to nie tylko w wyniku huraganu, powodzi czy innej katastrofy, ale także wtedy, gdy np. zaleje nas sąsiad, zarwie się nam dach, zawali komin czy ktoś zdewastuje nam mieszkanie.
A wszystko to dzięki kilkudziesięciu złotym miesięcznie. Tylko tyle wystarcza, by spać spokojnie! Dlaczego więc tylko 25% Polaków korzysta z ochrony ubezpieczeniowej? Czy 75% z nas to bogacze, którym „wszystko lotto” i o jutro martwić się nie muszą? Bo w każdej chwili stać ich na bezproblemowe wyłożenie grubych tysięcy na remonty czy ponowne zakupienie zniszczonych dóbr.
Szczerze to wątpię. Dane dotyczące zawartości portfela przeciętnego Polaka zdają się przeczyć tej tezie. Wskazują nawet, że należy ją uznać za cokolwiek odważną. Szczególnie w czasach kryzysu. Cały czas jesteśmy społeczeństwem bogacącym się, którego nie stać na samodzielne odtworzenie utraconego dobytku. Co więc takiego się dzieje, że w sytuacji realnych zagrożeń, częściej zastosowanie ma zupełni inne powiedzenie: mądry Polak po szkodzie?
Naturalną odpowiedzią wydaje się brak zrozumienia, czym jest ubezpieczanie się. Cały czas pokutuje w nas bowiem przekonanie, że kupno polisy jest albo niepotrzebnym wydatkiem, fanaberią albo, z czym mamy do czynienia przy ubezpieczeniach obowiązkowych, para podatkiem. Rzadko myślimy o tym, jako o wykazaniu się przezornością, czy o zapewnieniu sobie finansowego bezpieczeństwa. Co powinno być szczególnie istotne dla ludzi ”dorabiających się” – w pozytywnym znaczeniu tego określenia. A bez wątpienia to właśnie im szczególnie dedykowane są ubezpieczenia.
Jeśli będziemy mieć ubezpieczenie to ubezpieczyciel zdejmie z nas finansowy ciężar nieprzewidzianych skutków. Jeśli nie będziemy mieć ubezpieczenia…no cóż, tutaj niestety sami sobie będziemy winni. Bo o ile na wystąpienie powodzi, huraganu czy pożaru absolutnie nie mieliśmy wpływu, to już na decyzję o wydaniu lub nie wydaniu kilkudziesięciu złotych miesięcznie na ubezpieczenie już tak. I to w wyniku tej wyłącznie naszej własnej decyzji albo mamy po prostu ŚWIĘTY SPOKÓJ albo… będzie jak zwykle po szkodzie - rozpaczliwe pytanie, kto mi pomoże po utracie dorobku całego życia?
Odpowiadając więc na pytanie, dla kogo są ubezpieczenia powinnam powiedzieć: dla Pani, dla Pana, dla mnie, dla ciebie … dla wszystkich Przezornych i Zaradnych, miłujących poczucie bezpieczeństwa i przed szkodą, i po szkodzie – po prostu zawsze!. W imię świętego spokoju, którego i Państwu i sobie serdecznie życzę.
Sława Cwalińska-Weychert, Wiceprezes Link4
A na koniec ”przypowieść” o przezornym w humorystycznej odsłonie.
Nawałnice, niespodziewane pożary i inne katastrofy, o których ostatnio dowiadujemy się z pierwszych stron gazet, zdają się po raz kolejny potwierdzać tezę, że przezorny zawsze ubezpieczony. Niestety, ta prawda nie jest tak powszechna, jak być powinna. Szczególnie widać to choćby na przykładzie dramatycznych historii osób, które w ciągu kilku chwil straciły swój dobytek. Do tego nie mają realnych szans na jego szybkie odtworzenie, bo się po prostu nie ubezpieczyły. I to pomimo wielu podobnych przypadków, o których tak często było, jest i będzie w mediach.
Dlaczego? Dlatego, że silniejszy był „wrodzony optymizm” , że „mnie się to nie zdarzy” albo że następna „powódź, nawałnica czy huragan stulecia” wystąpią za…następne sto lat. Niestety, rzeczywistość pokazuje, że optymizm ten jest mocno na wyrost.
Drugim, bardzo częstym powodem nieubezpieczania się jest mit wysokich kosztów polisy. Utarło się bowiem przekonanie, że ubezpieczenia są albo obowiązkowe (z oczywistą skłonnością do maksymalnego uniknięcia tego obowiązku, bo, jak obowiązkowe to „ja nic z tego nie będę miał”) albo dla… bogatych. A w najlepszym wypadku dla tych, których na ubezpieczenia stać, a to na pewno nie jestem ja. Otóż, nic bardziej mylnego.
Koszt ubezpieczenia mieszkania, mierzony średnią składką dla całego rynku, to zaledwie kilkadziesiąt, bo około 30 – 50, złotych miesięcznie. Czy to dużo? Możemy to przeliczyć na 5 paczek papierosów (dla palących), 7 piw lub 2 butelki wina (dla sympatyków trunków) albo jedno rodzinne wyjście do kina (dla miłośników kinematografii). Co w zamian? W razie szkody - uzyskanie pieniędzy na odbudowę lub remont domu czy mieszkania oraz gwarancja, że uda nam się odtworzyć mienie ruchome. I to nie tylko w wyniku huraganu, powodzi czy innej katastrofy, ale także wtedy, gdy np. zaleje nas sąsiad, zarwie się nam dach, zawali komin czy ktoś zdewastuje nam mieszkanie.
A wszystko to dzięki kilkudziesięciu złotym miesięcznie. Tylko tyle wystarcza, by spać spokojnie! Dlaczego więc tylko 25% Polaków korzysta z ochrony ubezpieczeniowej? Czy 75% z nas to bogacze, którym „wszystko lotto” i o jutro martwić się nie muszą? Bo w każdej chwili stać ich na bezproblemowe wyłożenie grubych tysięcy na remonty czy ponowne zakupienie zniszczonych dóbr.
Szczerze to wątpię. Dane dotyczące zawartości portfela przeciętnego Polaka zdają się przeczyć tej tezie. Wskazują nawet, że należy ją uznać za cokolwiek odważną. Szczególnie w czasach kryzysu. Cały czas jesteśmy społeczeństwem bogacącym się, którego nie stać na samodzielne odtworzenie utraconego dobytku. Co więc takiego się dzieje, że w sytuacji realnych zagrożeń, częściej zastosowanie ma zupełni inne powiedzenie: mądry Polak po szkodzie?
Naturalną odpowiedzią wydaje się brak zrozumienia, czym jest ubezpieczanie się. Cały czas pokutuje w nas bowiem przekonanie, że kupno polisy jest albo niepotrzebnym wydatkiem, fanaberią albo, z czym mamy do czynienia przy ubezpieczeniach obowiązkowych, para podatkiem. Rzadko myślimy o tym, jako o wykazaniu się przezornością, czy o zapewnieniu sobie finansowego bezpieczeństwa. Co powinno być szczególnie istotne dla ludzi ”dorabiających się” – w pozytywnym znaczeniu tego określenia. A bez wątpienia to właśnie im szczególnie dedykowane są ubezpieczenia.
Jeśli będziemy mieć ubezpieczenie to ubezpieczyciel zdejmie z nas finansowy ciężar nieprzewidzianych skutków. Jeśli nie będziemy mieć ubezpieczenia…no cóż, tutaj niestety sami sobie będziemy winni. Bo o ile na wystąpienie powodzi, huraganu czy pożaru absolutnie nie mieliśmy wpływu, to już na decyzję o wydaniu lub nie wydaniu kilkudziesięciu złotych miesięcznie na ubezpieczenie już tak. I to w wyniku tej wyłącznie naszej własnej decyzji albo mamy po prostu ŚWIĘTY SPOKÓJ albo… będzie jak zwykle po szkodzie - rozpaczliwe pytanie, kto mi pomoże po utracie dorobku całego życia?
Odpowiadając więc na pytanie, dla kogo są ubezpieczenia powinnam powiedzieć: dla Pani, dla Pana, dla mnie, dla ciebie … dla wszystkich Przezornych i Zaradnych, miłujących poczucie bezpieczeństwa i przed szkodą, i po szkodzie – po prostu zawsze!. W imię świętego spokoju, którego i Państwu i sobie serdecznie życzę.
Sława Cwalińska-Weychert, Wiceprezes Link4
A na koniec ”przypowieść” o przezornym w humorystycznej odsłonie.



Dodaj komentarz