Poniedziałkowy poranek przyniósł korektę niedawnych spadków kursu euro. Zdaniem analityków w najbliższych dniach nie ma co liczyć na spadek notowań euro poniżej 4,25 zł.


W poniedziałek rano za jedno euro płacono 4,2567 zł, czyli nieznacznie więcej niż przed weekendem. Pod koniec ubiegłego tygodnia kurs spadł nawet do 4,25 zł, osiągając najniższą wartość od 10 miesięcy.
- Złoty utrzymuje część zysków z ostatnich sesji pomimo solidnego umocnienia dolara, co zwykle podbija presję na osłabienie walut na rynkach wschodzących. Kurs kieruje się powyżej 4,2550/EUR i może poddać się podwyższonej zmienności przy ograniczonej, w związku z długim weekendem, aktywności krajowych inwestorów - napisali w poniedziałkowym raporcie ekonomiści Banku Pekao.
Rynek walutowy oczekuje teraz na rezultaty rozpoczynającego się we wtorek posiedzenia władz Rezerwy Federalnej. Wielu inwestorów i analityków sądzi, że komunikat FOMC w jakiś sposób uchyli drzwi do obniżki stopy funduszy federalnych już w lipcu. Takie rozstrzygnięcie potencjalnie sprzyjałoby popytowi na waluty rynków wschodzących, w tym także na złotego. Decyzja FOMC zostanie opublikowana w środę o 20:00 czasu polskiego.
Tymczasem straty z początku miesiąca odrabia dolar, za którego w poniedziałek rano płacimy prawie 3,80 zł. To o pięć groszy więcej niż tydzień temu. Amerykańskiej walucie bardzo pomógł piątkowy raport o sprzedaży detalicznej w USA, której wyniki za kwiecień zostały sensacyjnie zrewidowane w górę.

Ponad 3,80 zł trzeba za to zapłacić za franka szwajcarskiego, który jest o prawie jeden grosz droższy niż przed weekendem. Kurs funta brytyjskiego utrzymywał się bez większych zmian tuż poniżej 4,80 zł.
KK/PAP





























































