2008-03-13 07:30 Źródło: POLSKA Dziennik Łódzki
Budowlańcy wciskają kit nieświadomym klientom
Już nie tylko koncerny farmaceutyczne kaptują do współpracy lekarzy, nie
tylko wydawnictwa czynią nauczycieli akwizytorami. Epidemia opanowała
właśnie branżę budowlaną. Producenci cegieł, klejów, farb i tynków
namawiają fachowców, by wciskali klientom ich wyroby. Oczywiście za
odpowiednią prowizję. Nawet 20-procentową.
Anna Jabłońska z Łodzi kończy budowę domu pod miastem. - Murarze na wejściu zaznaczyli, że zgadzają się tylko na cegłę z Kozłowic. Przekonywali, że inne się kruszą. Zaskoczyło mnie to, bo nigdy nie słyszałam, żeby w jakości cegieł były aż takie różnice, ale zgodziłam się na ich propozycję - opowiada pani Anna. Na wybór nie narzeka, w odróżnieniu od sąsiadki. Ta zdała się na opinię inwestora zastępczego w sprawie izolacji fundamentów domu. - Fachowcy kupili preparaty trzykrotnie droższe od innych dostępnych na rynku. Zorientowałam się dopiero, gdy izolacja była już zastosowana i przyszło do zapłaty. Nie potrzebowałam aż tak drogiego produktu. Skontaktowałam się z innymi inwestorami i zrobiliśmy prywatne dochodzenie. Okazało się, że "nasi" fachowcy mieli od 10 do 15 procent prowizji od każdej puszki produktu. Jeśli mieli wyjątkowo dobry miesiąc, dostawali od dystrybutora preparatu ekstrawizytę w... agencji towarzyskiej - denerwuje się kobieta.
W jaki sposób producenci materiałów budowlanych docierają do majstrów? Do niedawna stosowali "miękki marketing". Organizowali tzw. akademie umiejętności, w których bezpłatnie wprowadzano w tajniki malowania czy gładzenia ścian. Na zajęciach używane były oczywiście wyroby konkretnego producenta. Bez formalnych zobowiązań i lojalek, jednak z wyraźną intencją przyzwyczajenia budowlańców do marki. Akademii powstało bez liku i przestały spełniać funkcje. Firmy zaczęły więc rekrutować fachowców do pracy w roli nieformalnych przedstawicieli handlowych. Chętnych szukają korzystając z baz danych w regionalnych izbach budowlanych oraz na portalach internetowych. - Coraz częściej dzwonią przedstawiciele producentów i chcą żebyśmy brali od nich towar - potwierdza Krzysztof Cioroch, właściciel firmy budowlanej Onyks z Wrocławia.
Henryk Benkowski, dyrektor branżowego portalu KurierBudowlany.pl dodaje: - Tak robią już wszyscy znaczący gracze na polskim rynku. Dają nam zlecenia typu: proszę zadzwonić do dwóch tysięcy firm z Małopolski i złożyć w naszym imieniu ofertę współpracy. Większość ekip remontowych korzysta, bo to okazja do dodatkowego zarobku. Prowizje sięgają czasem 20 procent. Ostrożnie oceniam, że przy budowie 150-metrowego domu fachowcy mogą dorobić u producentów co najmniej 3 tysiące złotych ekstra.
Niektórzy, tak jak znany producent zapraw budowlanych Atlas, uruchamiają też atrakcyjne programy lojalnościowe. Nie przyznają się jednak do wręczania prowizji w gotówce.
Adam Masiulanis, dyrektor ds. komunikacji branżowej Atlasa: - Nie proponujemy pieniędzy. Ekipom, które z nami współpracują, dajemy kombinezony, narzędzia, siatki ochronne i oferujemy szkolenia. Wkrótce chcemy uruchomić program lojalnościowy. Na workach z naszymi produktami umieścimy kupony. Ekipy będą je wycinać i wklejać do specjalnych albumów. Potem będą się rozliczać i zbierać nagrody - mówi Masiulanis.
O ile nieetyczne zachowania koncernów farmaceutycznych i lekarzy przepisujących recepty za pieniądze mogą zainteresować prokuratorów, to "wciskacze" materiałów budowlanych są bezkarni.
- Takie praktyki nie naruszają prawa ani interesów konsumentów. Ekipa budowlana może pracować na materiałach wybranego producenta, a do inwestora należy świadoma decyzja: albo się na to godzi, albo nie. Zawsze można poszukać innych ludzi - mówi Konrad Gruner z Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
Problem w tym, że mało kto może sobie dziś pozwolić na rezygnację z ekipy. Na wolny termin kolejnych fachowców można czekać nawet pół roku. Mało kto, przystępując do budowy domu, zna się na materiałach. Producenci dobrze wiedzą, że w tych kwestiach fachowcy pozostają dla inwestorów najwyższą wyrocznią i starają się ich do maksimum wykorzystać.
POLSKA Dziennik Łódzki
Piotr Brzózka
Anna Jabłońska z Łodzi kończy budowę domu pod miastem. - Murarze na wejściu zaznaczyli, że zgadzają się tylko na cegłę z Kozłowic. Przekonywali, że inne się kruszą. Zaskoczyło mnie to, bo nigdy nie słyszałam, żeby w jakości cegieł były aż takie różnice, ale zgodziłam się na ich propozycję - opowiada pani Anna. Na wybór nie narzeka, w odróżnieniu od sąsiadki. Ta zdała się na opinię inwestora zastępczego w sprawie izolacji fundamentów domu. - Fachowcy kupili preparaty trzykrotnie droższe od innych dostępnych na rynku. Zorientowałam się dopiero, gdy izolacja była już zastosowana i przyszło do zapłaty. Nie potrzebowałam aż tak drogiego produktu. Skontaktowałam się z innymi inwestorami i zrobiliśmy prywatne dochodzenie. Okazało się, że "nasi" fachowcy mieli od 10 do 15 procent prowizji od każdej puszki produktu. Jeśli mieli wyjątkowo dobry miesiąc, dostawali od dystrybutora preparatu ekstrawizytę w... agencji towarzyskiej - denerwuje się kobieta.
W jaki sposób producenci materiałów budowlanych docierają do majstrów? Do niedawna stosowali "miękki marketing". Organizowali tzw. akademie umiejętności, w których bezpłatnie wprowadzano w tajniki malowania czy gładzenia ścian. Na zajęciach używane były oczywiście wyroby konkretnego producenta. Bez formalnych zobowiązań i lojalek, jednak z wyraźną intencją przyzwyczajenia budowlańców do marki. Akademii powstało bez liku i przestały spełniać funkcje. Firmy zaczęły więc rekrutować fachowców do pracy w roli nieformalnych przedstawicieli handlowych. Chętnych szukają korzystając z baz danych w regionalnych izbach budowlanych oraz na portalach internetowych. - Coraz częściej dzwonią przedstawiciele producentów i chcą żebyśmy brali od nich towar - potwierdza Krzysztof Cioroch, właściciel firmy budowlanej Onyks z Wrocławia.
Henryk Benkowski, dyrektor branżowego portalu KurierBudowlany.pl dodaje: - Tak robią już wszyscy znaczący gracze na polskim rynku. Dają nam zlecenia typu: proszę zadzwonić do dwóch tysięcy firm z Małopolski i złożyć w naszym imieniu ofertę współpracy. Większość ekip remontowych korzysta, bo to okazja do dodatkowego zarobku. Prowizje sięgają czasem 20 procent. Ostrożnie oceniam, że przy budowie 150-metrowego domu fachowcy mogą dorobić u producentów co najmniej 3 tysiące złotych ekstra.
Niektórzy, tak jak znany producent zapraw budowlanych Atlas, uruchamiają też atrakcyjne programy lojalnościowe. Nie przyznają się jednak do wręczania prowizji w gotówce.
Adam Masiulanis, dyrektor ds. komunikacji branżowej Atlasa: - Nie proponujemy pieniędzy. Ekipom, które z nami współpracują, dajemy kombinezony, narzędzia, siatki ochronne i oferujemy szkolenia. Wkrótce chcemy uruchomić program lojalnościowy. Na workach z naszymi produktami umieścimy kupony. Ekipy będą je wycinać i wklejać do specjalnych albumów. Potem będą się rozliczać i zbierać nagrody - mówi Masiulanis.
O ile nieetyczne zachowania koncernów farmaceutycznych i lekarzy przepisujących recepty za pieniądze mogą zainteresować prokuratorów, to "wciskacze" materiałów budowlanych są bezkarni.
- Takie praktyki nie naruszają prawa ani interesów konsumentów. Ekipa budowlana może pracować na materiałach wybranego producenta, a do inwestora należy świadoma decyzja: albo się na to godzi, albo nie. Zawsze można poszukać innych ludzi - mówi Konrad Gruner z Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
Problem w tym, że mało kto może sobie dziś pozwolić na rezygnację z ekipy. Na wolny termin kolejnych fachowców można czekać nawet pół roku. Mało kto, przystępując do budowy domu, zna się na materiałach. Producenci dobrze wiedzą, że w tych kwestiach fachowcy pozostają dla inwestorów najwyższą wyrocznią i starają się ich do maksimum wykorzystać.
POLSKA Dziennik Łódzki
Piotr Brzózka








Dodaj komentarz