2009-05-21 07:30 Źródło: POLSKA Dziennik Łódzki
Boją się dwutlenku węgla wtłoczonego pod ziemię
Za cztery miesiące w okolicach Tomaszowa i Lutomierska ruszają badania
geologów, szukających miejsc podziemnego składowania dwutlenku węgla,
emitowanego przez Elektrownię Bełchatów. Mieszkańcy boją się gazu, który -
ich zdaniem - może być zagrożeniem.
Prawdopodobna lokalizacja dla magazynów to gminy Lutomiersk oraz Budziszewice na północ od Tomaszowa. Jacek Michel, rzecznik Elektrowni Bełchatów, nie potwierdza i nie zaprzecza: - Wytypowano dwa miejsca w odległości 60 km od Bełchatowa i jedno zapasowe, 115 km od elektrowni. Decyzja w 2010 roku.
Obie wspomniane gminy leżą w promieniu 60 km od elektrowni.
- Jestem zaniepokojony doniesieniami na ten temat, nie wiem czy to jest bezpieczne dla ludzi. Nikt z elektrowni jeszcze nie kontaktował się ze mną w tej sprawie - mówi Marian Holak, wójt Budziszewic. Jego odpowiednik z Lutomierska, Tadeusz Borkowski, dodaje: - Nie mamy żadnych oficjalnych wiadomości. Dziś jestem na "nie". Przed ewentualną inwestycją trzeba o zdanie zapytać mieszkańców gminy. Podejrzewam, że podeszliby do sprawy niechętnie - stwierdza wójt.
Elektrownia Bełchatów dostała z Unii Europejskiej 180 mln euro na budowę instalacji wychwytującej dwutlenek węgla. Zamiast ulatywać kominami do atmosfery, byłby on pod ciśnieniem sprowadzany do postaci płynnej i wielokilometrowym systemem rur odprowadzany do naturalnych zbiorników (np. solanek), znajdujących się od 0,5 km do 1 km pod ziemię. Czy jest bezpieczne? Nie wszyscy są tego pewni.
Profesor Władysław Mielczarski z Politechniki Łódzkiej, europejski koordynator ds. rozwoju systemów elektroenergetycznych Niemiec, Polski i Litwy, przyznaje: -Tlenki węgla są trujące nawet w 3-procentowym stężeniu. - Instalacja w Bełchatowie ma wychwytywać 300 ton CO2 na godzinę, ponad 7 tys. ton dziennie. Dla porównania, wagon kolejowy to zaledwie 20 ton. Dwutlenek jest niewidoczny, nie ma zapachu, gromadzi się w zagłębieniach blisko ziemi. Ewentualne rozszczelnienie instalacji stanowi ogromne zagrożenie - dodaje profesor Władysław Mielczarski.
Profesor przypomina tragedię z 1986 roku, do której doszło w okolicach afrykańskiego jeziora Nyos. Niekontrolowane ulotnienie naturalnych pokładów CO2 spod ziemi doprowadziło do śmierci 1700 osób.
POLSKA Dziennik Łódzki
Piotr Brzózka
Prawdopodobna lokalizacja dla magazynów to gminy Lutomiersk oraz Budziszewice na północ od Tomaszowa. Jacek Michel, rzecznik Elektrowni Bełchatów, nie potwierdza i nie zaprzecza: - Wytypowano dwa miejsca w odległości 60 km od Bełchatowa i jedno zapasowe, 115 km od elektrowni. Decyzja w 2010 roku.
Obie wspomniane gminy leżą w promieniu 60 km od elektrowni.
- Jestem zaniepokojony doniesieniami na ten temat, nie wiem czy to jest bezpieczne dla ludzi. Nikt z elektrowni jeszcze nie kontaktował się ze mną w tej sprawie - mówi Marian Holak, wójt Budziszewic. Jego odpowiednik z Lutomierska, Tadeusz Borkowski, dodaje: - Nie mamy żadnych oficjalnych wiadomości. Dziś jestem na "nie". Przed ewentualną inwestycją trzeba o zdanie zapytać mieszkańców gminy. Podejrzewam, że podeszliby do sprawy niechętnie - stwierdza wójt.
Elektrownia Bełchatów dostała z Unii Europejskiej 180 mln euro na budowę instalacji wychwytującej dwutlenek węgla. Zamiast ulatywać kominami do atmosfery, byłby on pod ciśnieniem sprowadzany do postaci płynnej i wielokilometrowym systemem rur odprowadzany do naturalnych zbiorników (np. solanek), znajdujących się od 0,5 km do 1 km pod ziemię. Czy jest bezpieczne? Nie wszyscy są tego pewni.
Profesor Władysław Mielczarski z Politechniki Łódzkiej, europejski koordynator ds. rozwoju systemów elektroenergetycznych Niemiec, Polski i Litwy, przyznaje: -Tlenki węgla są trujące nawet w 3-procentowym stężeniu. - Instalacja w Bełchatowie ma wychwytywać 300 ton CO2 na godzinę, ponad 7 tys. ton dziennie. Dla porównania, wagon kolejowy to zaledwie 20 ton. Dwutlenek jest niewidoczny, nie ma zapachu, gromadzi się w zagłębieniach blisko ziemi. Ewentualne rozszczelnienie instalacji stanowi ogromne zagrożenie - dodaje profesor Władysław Mielczarski.
Profesor przypomina tragedię z 1986 roku, do której doszło w okolicach afrykańskiego jeziora Nyos. Niekontrolowane ulotnienie naturalnych pokładów CO2 spod ziemi doprowadziło do śmierci 1700 osób.
POLSKA Dziennik Łódzki
Piotr Brzózka









Dodaj komentarz