Zarabiaj z nami | Logowanie | Newsletter | Forum | Blogi

Słownik - Private Banking


Wpisz szukane słowo

Oferta zindywidualizowana:


Niepowtarzalna oferta, na jaką może liczyć klient banków prywatnych.Oprócz tego klient ...

zobacz pozostałe hasła...

2007-12-15 14:43 Źródło: Noble Bank

Blask złota znów przyciąga inwestorów


Od kilku miesięcy znów mamy na rynku „gorączkę złota”. Inwestorzy rzucili się do ostrych zakupów, windując cenę tego surowca do rekordowych poziomów, a złoto stało się jednym z najciekawszych narzędzi inwestycyjnych. Czy na tym kruszcu będzie można jeszcze zarobić, czy też największe wzrosty mamy już za sobą?

Charakter obecnej gorączki złota jest trochę inny niż w romantycznych pionierskich czasach XIX w. Wtedy poszukiwacze majątku i przygód wydzierali przyrodzie, czasem z narażeniem własnego życia, ten cenny kruszec. Obecnie o majątek związany z cenami złota walczy się głównie na giełdowych parkietach. Nie brakuje wprawdzie emocji, ale na szczęście nie ryzykuje się już życiem.

Skąd taki wzrost?

Ostatnie zwyżki cen złota zawdzięczamy kilku czynnikom. Pierwszym jest atmosfera niepewności i poczucie niestabilności rynków finansowych. Ma to związek z załamaniem rynku nieruchomości w USA i kłopotami instytucji finansowych zaangażowanych w obsługę tran-sakcji na tamtym rynku. Kilka dużych instytucji popadło w poważne tarapaty, a inne – będące ich wierzycielami – obawiają się podobnych kłopotów. Co chyba najważniejsze − system finansowania i zabezpieczania amerykańskich kredytów hipotecznych był na tyle lukratywny, że wzięło w nim udział wiele firm z różnych krajów. I teraz niejeden bankowy menedżer obawia się rozprzestrzenienia „hipotecznej zarazy” na cały świat. Naturalną reakcją na taki stan rzeczy jest ucieczka do bezpiecznych aktywów, a za takie uważa się między innymi złoto.


Kolejną przyczyną ostrego wzrostu cen złota jest spadek kursu dolara amerykańskiego względem innych walut. Ponieważ na światowych giełdach ceny surowców podaje się w dolarach, to każde osłabienie tej waluty działa wzrostowo na ceny surowców. Gdyby ich ceny nie rosły przy osłabieniu się dolara, to oznaczałoby, że cena kruszcu spada np. w rozliczeniu w euro.

Obecne zwyżki cen złota przyciągają uwagę wielu inwestorów. Tym bardziej, że w okresie ostatnich pięciu lat zyski z inwestycji w złoto dwukrotnie przekroczyły zyski osiągnięte z portfela akcji opartego na indeksie pięciuset największych spółek amerykańskich S&P500. Jeśli jednak porównamy wzrost ceny złota do wzrostu ceny np. indeksu brytyjskiej giełdy FTSE250, to okaże się, że wielkości te są bardzo podobne. Analogicznie wygląda sytuacja z większością innych indeksów giełdowych w krajach rozwiniętych. Można przyjąć ten fakt za poparcie tezy o dominującym wpływie siły dolara amerykańskiego na cenę złota.

Zrozumieć magię złota

Złoto przez wieki pełniło rolę waluty. Ale w wyniku wydarzeń w ubiegłym stuleciu straciło w zasadzie ten status. Aby zrozumieć obecne ruchy cen złota i spróbować przewidzieć dalsze ich zachowanie, warto cofnąć się w rozważaniach do pierwszej połowy XX w. Lata 30. to okres chaosu walutowego, związanego z Wielkim Kryzysem. Chaos ten był zwielokrotniany przez tzw. konkurencyjne dewaluacje, które miały miejsce wtedy, gdy dany kraj chciał zwiększyć konkurencyjność swojego eksportu, obniżając aktem administracyjnym wartość swojej waluty. Partnerzy handlowi zwykle w odpowiedzi także obniżali wartość swoich własnych walut. Handel i inwestycje międzynarodowe stawały się mocno niepewne.

Doświadczenia z lat 30. sprawiły, że po wojnie politycy postanowili przywrócić stabilne kursy walutowe. Układ z Bretton Woods stworzył nowy system walutowy, w którym centralną walutą stał się dolar amerykański. W ramach tego systemu banki centralne poza USA musiały utrzymywać kurs, kupując i sprzedając swoje waluty po ustalonym w Bretton Woods kursie. Bank centralny USA (FED) miał tylko obowiązek kupować i sprzedawać złoto od banków centralnych po sztywnej cenie − 35 dolarów za uncję. Dopuszczalne były wahania kursowe do 1 proc. od ustalonego parytetu.

System z Bretton Woods był systemem kursów stałych, gdyż ceny walut były sztywno ustalone i bronione na danym poziomie przez banki centralne. W tak skonstruowanym mechanizmie zakładano (jak się później okazało – niesłusznie), że dolar amerykański nie będzie podlegał procesowi utraty wartości, czyli siły nabywczej. W szczególności utraty siły nabywczej wobec złota. Dlatego kurs złota był wówczas sztucznie utrzymywany na nieracjonalnie niskim poziomie − 35 dolarów za uncję.

W latach 60. XX w. pojawiła się w USA dwucyfrowa inflacja, wywołana przez wysoki deficyt budżetowy i handlowy. Jednocześnie Niemcy i Szwajcarzy starali się powstrzymać wzrost ogólnego poziomu cen w swoich krajach. Ten cel stał jednak w sprzeczności z chęcią utrzymania sztywnego kursu walutowego. Niemiecki bank centralny (Bundesbank) musiał kupować coraz więcej dolarów, w celu utrzymania stałego kursu marki względem dolara. Zwiększał tym samym podaż marki, co prowadziło właśnie do inflacji w Niemczech. W ten sposób Stany Zjednoczone „eksportowały inflację” do innych krajów. Różnice w celach polityki pieniężnej (Niemcy − niska inflacja, USA − pobudzenie gospodarki) doprowadziły do napięć, które w konsekwencji zniszczyły system Bretton Woods.

Upłynnienie kursów

Pod koniec lat 60. coraz więcej krajów chciało wymieniać swoje dolary na złoto, które przy uwzględnieniu spadku siły nabywczej amerykańskiej waluty było bardzo tanie. FED nie był w stanie sprostać tym wyzwaniom i w 1971 r. Stany Zjednoczone ostatecznie zniosły wymienialność dolara na złoto, a inne kraje przestały podtrzymywać stały kurs swoich walut do dolara. Ostatecznie system z Bretton Woods został zastąpiony systemem kursów płynnych, czyli takich, w których kurs jest ustalany przez rynkowe siły podaży i popytu.

Po raz pierwszy w dziejach pieniądze nie miały nawet pośredniego i ograniczonego oparcia w złocie (lub srebrze). Naturalną reakcją cen złota w stosunku do dolara (po ich uwolnieniu z mechanizmu sztywnej ceny – 35 USD za uncję) był gwałtowny wzrost. Pod koniec lat 70. cena złota liczona w amerykańskich dolarach była ponad dwudziestokrotnie wyższa niż na początku dekady. System płynnych kursów walutowych sprawdził się na tyle dobrze przez kilka następnych dziesięcioleci, że wiele banków centralnych na świecie uwierzyło w jego niezawodność. Nie w sensie zupełnego braku wstrząsów na rynkach walutowych, ale jako skutecznej ochrony przed załamaniem gospodarczym w wyniku nagłych zmian cen walut.

Lata 80. przyniosły jeszcze jedną istotną zmianę: triumfalny powrót liberalizmu (w wydaniu neoliberalnym) do doktryny ekonomicznej w największych gospodarkach świata. Przykładami świeciły tu kraje anglosaskie, gdzie te doktryny doczekały się własnych nazw: reaganomiki i thatcheryzmu. W efekcie odejścia od utopijnej wizji państwa powszechnego dobrobytu (welfare state) i wprowadzenia polityki pobudzenia aktywności biznesowej oraz zawodowej społeczeństw zachodnich, świat przeżył dwie dekady bardzo szybkiego rozwoju gospodarczego. W takiej sytuacji złoto, będące rodzajem zabezpieczenia w trudnych czasach, popadło w niełaskę wśród inwestorów. Nie bez znaczenia pozostawał fakt wkroczenia globalnej gospodarki na ścieżkę stopniowego spadku inflacji.

Złoto nową walutą?

Obecnie złoto zaczyna być nieco inaczej postrzegane niż kilkadziesiąt lat temu. Częściowo jest to narzędzie tezauryzacji, czyli bezpiecznego przechowywania swojego majątku. Ale coraz bardziej złoto staje się metalem technicznym, wykorzystywanym np. w nowoczesnej elektronice. W efekcie zmiany cen złota często podążają w tym samym kierunku co zmiany cen innych surowców. Są tylko nieco mniejsze, ze względu na wspomniany właśnie tezauryzacyjny charakter tego kruszcu. Najlepiej oddaje te zależności wykres cen złota w stosunku do kontraktów terminowych (futures) na miedź, czyli jednego z najważniejszych metali technicznych.


Pojawiają się już jednak głosy sugerujące zupełnie nową w obecnych czasach rolę złota – rolę nowej waluty. Waluty o zmiennej wartości w stosunku do innych walut, ale stanowiącej niejako punkt odniesienia dla poszczególnych kursów krzyżowych par walut. Ma to związek z postępującą detronizacją dolara amerykańskiego jako dominującej waluty międzynarodowej wymiany gospodarczej. W okresie, kiedy żadna inna światowa waluta nie jest w stanie skutecznie zastąpić dolara w tej roli, złoto wydaje najlepszym światowym odnośnikiem wartości. Być może nie na stałe, a tylko na okres przejściowy.

Do czasu, gdy wyłoni się jakaś nowa dominująca światowa waluta (może euro, a może jakaś waluta azjatycka), albo do czasu odzyskania przez dolara swej pozycji. Może to teorie nieco na wyrost. Rosnące zainteresowanie złotem jest jednak faktem. Od dłuższego już czasu azjatyckie banki centralne skupują złoto w celu dywersyfikacji swoich rezerw walutowych, dotychczas lokowanych głównie w amerykańskich obligacjach rządowych. Złoto jest nadal postrzegane jako lokata może niezbyt dochodowa (tej tezie przeczy okres ostatnich 2 lat), ale bardzo bezpieczna.

Nie ma sensu porównywać zysków z inwestycji w złoto z zyskami z akcji na rynkach rozwijających się. To zupełnie inna skala ryzyka, więc i inna skala zysków. Ale już porównanie profitów z inwestycji w złoto z zyskami na rozwiniętych rynkach akcji wydaje się zasadne. Sytuacja, gdy można mieć duże poczucie bezpieczeństwa w razie światowych zawirowań (wtedy zazwyczaj złoto mocno drożeje), a jednocześnie przyzwoitą skalę zysków w czasie prosperity, dodaje temu kruszcowi dodatkowego blasku. Jest to obecnie jedno z ciekawszych narzędzi inwestycyjnych.

Alfred Adamiec, główny Ekonomista Noble Bank





Komentarze do artykułu
Blask złota znów przyciąga inwestorów Autor: ~chester   2011-02-06 16:23
Bisnesmeni przemijaja srebro zloto diamenty zostaja AMARI USQUE ADMARE