2004-03-02 06:16 Źródło: Nowy Przemysł
Biopaliwa na afiszu
Kto zyska, a kto straci na biopaliwach? Podpisanie przez prezydenta ustawy oznacza dla jednych zielone światło dla inwestycji, dla drugich - zepchnięcie Polski do roli zaścianka Europy. Antagoniści są znani, a argumenty padające między stronami sporu naprawdę dużej wagi.
Legislacyjne półprawdy
Prawda jak zwykle leży pośrodku - wydaje się, że na nowym prawie w umiarkowanym stopniu skorzystają rolnicy, raczej nie nastąpi boom inwestycyjny w przetwórstwie spożywczym, a koncerny paliwowe i samochodowe nie muszą się specjalnie obawiać wpływu ustawy na kształt rynku. Pozostaje natomiast wiele pytań, co do zasadności wprowadzenia takiego rozwiązania. Nawet w ostrożnych szacunkach Ministerstwa Rolnictwa mówi się bowiem, że konieczne ulgi podatkowe będą kosztowały budżet ponad 280 mln zł, a zamiast obiecanych 70 tysięcy nowych miejsc pracy, będzie ich niewiele ponad tysiąc. O intencjach ustawodawców niezbyt dobrze świadczy też zaskarżenie ich dzieła przez Rzecznika Praw Obywatelskich do Trybunału Konstytucyjnego.
Prace nad ustawą o biopaliwach od wielu miesięcy wzbudzają gorące polemiki. Z jednej strony rolnicy i lobby przemysłu gorzelnianego, z drugiej sektor paliwowy i samochodowy wymieniają argumenty jak… bokserzy na ringu. "Posłowie zaserwowali kolejny bubel legislacyjny, w Polsce rządzi lobby spirytusowe i rolnicze" - mówią uczestnicy rynku paliwowego. "W imię wąskiej grupy przedsiębiorców hamuje się możliwość inwestycji w przetwórstwo rolnicze, skazuje się na bezrobocie rzeszę rolników, i tak przymierających już głodem" - odparowuje lobby rolnicze.
Między młotem a kowadłem znaleźli się natomiast kierowcy, z niepokojem czekający na wynik tego legislacyjnego eksperymentu. Koncerny paliwowe ostrzegają bowiem, że obowiązek dodawania biokomponentów odbije się na ostatnim ogniwie w łańcuchu, czyli właścicielach pojazdów, którzy w efekcie będą zmuszeni tankować droższe paliwa. - Polski rynek nie jest przygotowany do wprowadzenia do obrotu detalicznego paliw o zawartości biokomponentów powyżej 5 proc. - uważa Jacek Wróblewski, dyrektor Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego, zrzeszającej zagraniczne koncerny paliwowe. - Zwracaliśmy na to uwagę podczas prac nad ustawą. Nowe przepisy oznaczają dodatkowe koszty dla producentów i dystrybutorów paliw. Mechanizm ich generowania jest w tym wypadku prosty. Dodatki będą serwowane do paliw na bazach paliwowych, w trakcie załadunku cystern, co oznacza konieczność inwestycji w nowe zbiorniki, instalacje, pracowników. Będzie to miało przełożenie na cenę oferowanego w hurcie paliwa. Również właściciele stacji benzynowych muszą się zastanowić nad nowymi wydatkami. Jeżeli chodzi o paliwa o zawartości do 5 proc. biododatków, to nie ma problemu, już teraz na większości stacji sprzedawana jest taka benzyna, i nie trzeba w tym wypadku przeprowadzać żadnych dodatkowych modernizacji czy inwestycji. Natomiast jeżeli przedsiębiorca zdecyduje się na sprzedaż biopaliw o zawartości dodatków powyżej 5 proc., to musi zakupić odpowiednio oznakowany dystrybutor, nowe zbiorniki. A to przełoży się na cenę oferowanego paliwa.
Zaścianek Europy?
Praktycznie wszyscy eksperci rynkowi zgadzają się, że obowiązek dodawania biokomponentów do paliw najprawdopodobniej spowoduje wzrost ich cen. W pewnym stopniu przyszłą podwyżkę może złagodzić uchwalenie obniżki akcyzy na paliwa z biododatkami. Z tym jednak rząd specjalnie się nie spieszy jak. I nie ma mu się co dziwić, w obecnej sytuacji budżetu liczy się każdy dodatkowy grosz. Poza tym wiadomo, że ulga akcyzowa raczej nie zrekompensuje dodatkowych wydatków poniesionych w związku z biopaliwowymi inwestycjami.
Bardziej jednak od kolejnego skoku na kieszeń użytkowników samochodów niepokoić może wpływ, jaki ustawa wywrze na rynek paliwowy. A jest o co walczyć - według szacunków, jego roczne obroty kształtują się na poziomie 20 mld zł. Ta ogromna suma konsumowana jest w znacznym stopniu przez dominujący podmiot - płocki Orlen.
- Trzeba jasno powiedzieć, że wprowadzenie ustawy o biopaliwach czyni z polskiego rynku paliwowego europejską niszę, skazuje nas na izolację - mówi Andrzej Szczęśniak, ekspert Centrum im. Adama Smitha. - Przepisy te powodują bowiem, że w znacznym stopniu ograniczony zostanie import paliw. Co przy dominującej roli, jaką odgrywa w Polsce Orlen, powoduje, że rynek staje się jeszcze mniej konkurencyjny. Oddajemy w ręce płockiego koncernu kolejny instrument, umożliwiający mu dosyć swobodne kreowanie cen. Import paliw, co prawda niezbyt duży, jest bowiem jednym z ważniejszych instrumentów, powodujących, że Orlen zmuszony jest do stosowania zasad gry rynkowej.
Płocki gigant tymczasem wykorzystał zamieszanie wokół kolejnych wersji ustawy i zamiast czekać na prawo, które zmusi go do korzystania z usług producentów biododatków, zdecydował się na inwestycje, gwarantujące mu zachowanie samowystarczalności. Przykładem może być budowa instalacji do produkcji biodiesla na terenie należącej do grupy Orlen Rafinerii Trzebinia. Podobna instalacja szykowana jest do uruchomienia w Rafinerii Jedlicze. Wyjaśniałoby to ostatnie milczenie Orlena, który był przecież jednym z najgłośniejszych krytyków poprzednich wersji ustawy.
Czym to się je?
Protestom branży paliwowej nie należy się jednak dziwić, wszak ustawa w założeniu miała wspierać rolników i sektor przetwórstwa spożywczego, a nie nafciarzy. Problem w tym, że jak na razie nie widać, aby sytuacja rolników miała się specjalnie poprawić - zamiast promocji rodzimych upraw, będziemy mieli najprawdopodobniej protesty unijnych urzędników i w efekcie paliwowe baki zasili produkcja ościennych konkurentów. Również co do gorzelnianego lobby efekty bioustawy wydają się co najmniej dyskusyjne. Miało być wsparcie upadających jedna po drugiej gorzelni, na razie jest przejmowanie mniejszych podmiotów przez potężnych inwestorów.
Warto w tym miejscu wskazać na pewne nieścisłości, które co i rusz pojawiają się, jeżeli chodzi o biopaliwa. Ustawa mówi o trzech podstawowych biododatkach - są to: bioetanol i eter etylotertbutylowy (EETB) dodawane do benzyn oraz estr oleju rzepakowego. Bioetanol jest odwodnionym spirytusem pochodzenia roślinnego, natomiast EETB jest pochodną etanolu. Bioetanol mieszany był z paliwami od co najmniej kilku lat, z czego większość kierowców nie zdawała sobie sprawy. Obie największe rafinerie w Polsce - w Płocku i Gdańsku - oferowały paliwa z domieszką etanolu, który poprawiał jakość benzyn ołowiowych. Jednak Orlen w końcu postawił na jakość i zrezygnował z produkcji tego rodzaju benzyn, co oznaczało zmniejszenie popytu na ofertę wielu gorzelni i w efekcie kryzys całej branży. Płocki koncern zdecydował się jedynie na dodawanie do benzyn eteru, a to tylko z tego powodu, że na paliwo takie wprowadzono atrakcyjnie ulgi podatkowe. Szybko odbiło się to na sektorze gorzelniczym. Najwięksi producenci, w tym leszczyński Akwawit, stanęli na krawędzi bankructwa. Jednak prawdziwy kryzys nastąpił wśród mniejszych rolniczych gorzelni, z których blisko 60 proc. zaprzestało produkcji. Nic więc dziwnego, że lobby rolnicze i producenckie podjęło usilne starania, aby ten stan rzeczy odwrócić. Stąd kolejne propozycje ustawowego zmuszenia koncernów do dodawania bioetanolu do paliw, mające rozruszać ledwo dyszące rodzime gorzelnictwo. Efekt jest taki, że upadające, przestarzałe gorzelnie już raczej się nie podniosą, a te, które jeszcze mogły coś znaczyć na rynku, przejmowane są przez dużych inwestorów, mogących wyłożyć niemałe pieniądze na ich modernizację. Przykładem może być chociażby Bartimpex, który za 126 mln zł zakupił leszczyński Akwawit i Polmos Wrocław, a przymierzał się również do wybudowania od podstaw sporej gorzelni w rejonie Dolnego Śląska i zakupu Warszawskich Zakładów Przemysłu Tłuszczowego.
Nieco inaczej przedstawia się sprawa produkcji estrów oleju rzepakowego. W tym wypadku jest więcej niejasności i kontrowersji. Inwestorzy, którzy przy okazji poprzednich wersji ustawy deklarowali spore nakłady na budowy biorafinerii, nie ukrywają rozczarowania z powodu opóźnienia wejścia w życie nowych przepisów. Nie potwierdzają się też prognozy na temat zwiększenia upraw rzepaku. Rolnicy, zawiedzeni przeciągającymi się parlamentarnymi przepychankami, ograniczyli uprawy i wydaje się, że nieprędko zaspokoją zapotrzebowanie rynku. Zresztą, jak na razie inwestycje w przetwórstwo rzepaku jest niewielkie, a rozpoczęte projekty można policzyć na palcach jednej ręki. Poza Orlenem, który zainwestował w instalację w Rafinerii Trzebinia, o pewnych postępach może mówić spółka Wielkopolskie Biopaliwa. - Jako jedni z niewielu w Polsce ruszyliśmy z inwestycją - mówi Zbigniew Chrzanowski, prezes Wielkopolskich Biopaliw. - Do tej pory wybudowaliśmy od podstaw pierwszy etap zakładu, czyli bazę skupowo-magazynową. Jej koszt to 16,6 mln zł, z czego 5 mln było naszym wkładem. Zakontraktowaliśmy i zakupiliśmy już rzepak. Wkrótce wybierzemy dostawcę i wykonawcę instalacji estryfikacji. Będzie to wydatek 8-10 mln euro. Planujemy zakupić linię o wydajności 50-70 tys. ton na rok. W lipcu 2005 r. chcemy zakończyć ten etap inwestycji.
Spore inwestycje zapowiada również firma Kuchcik z Jasła. Zajmujący się do tej pory przetwórstwem spożywczym inwestor planuje wybudować biorafinerię za 70 mln zł. - Na wiosnę powinniśmy rozpocząć budowę, zakupiliśmy już ponad 7 ha terenu w Gorlicach, zarezerwowaliśmy również linię technologiczną do produkcji estrów rzepakowych - mówi Sylwester Moranida z firmy Kuchcik. - Inwestycję mamy przygotowaną już od dłuższego czasu, jednak wstrzymaliśmy się z jej rozpoczęciem w związku z zamieszaniem wokół ustawy. Teraz, po jej uchwaleniu, sprawa się wyjaśniła.
Optymizm inwestorów gaśnie jednak, gdy zaczynamy mówić o możliwości pokrycia zapotrzebowania na rzepak. - Tak naprawdę pierwsza produkcja ruszy po zbiorach 2005 r. - uważa prezes Chrzanowski. - Niestety, musimy nadrobić dwa lata zaległości związanych z zamieszaniem wokół ustawy o biopaliwach. Dopiero w 2005 r. zbiory rzepaku osiągną poziom z 2000 r. Straciliśmy więc 5-6 lat na politycznych przepychankach, a w tym czasie zdezorientowani rolnicy po prostu zmniejszyli zasiew. Aby to odrobić, potrzeba kilku lat.
Rolniku, czy ci nie żal?
Ustawowe chęci rozbijają się więc po raz kolejny o rodzimą rzeczywistość. Wygląda na to, że podobnie jak w wypadku bioetanolu, którego produkcja oparta jest głównie na pszenicy, życie i ziemniakach, tak i jeżeli chodzi o estry oleju rzepakowego może zabraknąć surowca. Nawet Ministerstwo Rolnictwa, szykujące rozporządzenie o minimalnych ilościach biokomponentów dodawanych do paliw, zwraca uwagę, że rzepak prawdopodobnie będzie w najbliższym czasie pochodził z importu. I na nic zdadzą się zapewniania, że surowce stosowane do produkcji biokomponentów powinny pochodzić z polskich pól. Tymczasowość takiego rozwiązania jest tak samo pewna, jak reakcja urzędników Brukseli na tego typu prawniczy kiks. - Nie wyobrażam sobie funkcjonowania ustawy w obecnym kształcie po wejściu Polski do Unii Europejskiej - uważa Andrzej Szczęśniak, ekspert Centrum im. Adama Smitha. - Jest to prawo tymczasowe, które będzie musiało zostać zweryfikowane, nie jest bowiem zgodne z ustawodawstwem unijnym. Dlatego trudno jest uwierzyć, że przepisy były konstruowane z myślą o polskich rolnikach. Przecież po wejściu w struktury piętnastki, będziemy musieli otworzyć się na konkurencyjne cenowo surowce z tamtejszego rynku. Ostatecznie to gra rynkowa zweryfikuje, które źródło zaopatrzenia wybiorą producenci biokomponentów. Proszę również pamiętać o rynkach wschodnich, stanowiących potencjalne źródło surowca. Żeby daleko nie szukać, rzepak na Ukrainie jest dwa razy tańszy, niż u nas.
Do momentu ustalenia przez rząd procentowego udziału biododatków w paliwach trudno również określić, jakie pozytywne skutki przyniesie ustawa dla rolników. Pomimo, że zapisano, iż dostawy dla producentów biokomponentów muszą być zakontraktowane na co najmniej 5 lat, tak naprawdę dopiero rozporządzenia wykonawcze do ustawy dadzą jasną odpowiedź, w jakim stopniu rodzimi producenci rolni zyskają na nowym prawie.
Nie należy się też raczej spodziewać szczególnego boomu inwestycyjnego, jeżeli chodzi o budowę biorafinerii. O ile w wypadku bioetanolu, tak naprawdę inwestycje oparte są w większości o funkcjonujące gorzelnie, o tyle linie do produkcji estrów olejów rzepakowych, czyli biodiesla, trzeba budować od podstaw. A na to naprawdę niewielu stać. Co potwierdza Marek Śladowski, prezes firmy Agro Energia, oferującej linie technologiczne do produkcji biopaliw z rzepaku. - Zainteresowanie naszą ofertą odzwierciedla barometr nastrojów wokół debaty sejmowej o biopaliwach, czyli wzrasta, gdy w parlamencie dyskusja robi się gorąca i przybliża się do podjęcia konkretnych decyzji. I tak też jest w tej chwili. Zakupem instalacji interesuje się wielu inwestorów. Niestety, tego typu linie są bardzo drogie, i za tym zainteresowaniem jak na razie nie idą w parze decyzje o wyłożeniu pieniędzy.
Co nie dziwi, gdy uświadomimy sobie, że podstawowa instalacja, na którą składa się linia pras, rafineria oleju rzepakowego, baza magazynowo-przyjęciowa, baza magazynowa na produkty oraz magazyn wytłoków to, z zależności od wydajności, wydatek rzędu minimum 1,5-7 mln euro. Suma ta nie obejmuje oczywiście kosztów budowy obiektów, uzbrojenia terenu, doprowadzania mediów czy transportu i montażu. Nic dziwnego, że do tej pory w Polsce tego typu instalacje raczej nie są powszechnie spotykane.
autor: Jarosław Maślanek
Legislacyjne półprawdy
Prawda jak zwykle leży pośrodku - wydaje się, że na nowym prawie w umiarkowanym stopniu skorzystają rolnicy, raczej nie nastąpi boom inwestycyjny w przetwórstwie spożywczym, a koncerny paliwowe i samochodowe nie muszą się specjalnie obawiać wpływu ustawy na kształt rynku. Pozostaje natomiast wiele pytań, co do zasadności wprowadzenia takiego rozwiązania. Nawet w ostrożnych szacunkach Ministerstwa Rolnictwa mówi się bowiem, że konieczne ulgi podatkowe będą kosztowały budżet ponad 280 mln zł, a zamiast obiecanych 70 tysięcy nowych miejsc pracy, będzie ich niewiele ponad tysiąc. O intencjach ustawodawców niezbyt dobrze świadczy też zaskarżenie ich dzieła przez Rzecznika Praw Obywatelskich do Trybunału Konstytucyjnego.
Prace nad ustawą o biopaliwach od wielu miesięcy wzbudzają gorące polemiki. Z jednej strony rolnicy i lobby przemysłu gorzelnianego, z drugiej sektor paliwowy i samochodowy wymieniają argumenty jak… bokserzy na ringu. "Posłowie zaserwowali kolejny bubel legislacyjny, w Polsce rządzi lobby spirytusowe i rolnicze" - mówią uczestnicy rynku paliwowego. "W imię wąskiej grupy przedsiębiorców hamuje się możliwość inwestycji w przetwórstwo rolnicze, skazuje się na bezrobocie rzeszę rolników, i tak przymierających już głodem" - odparowuje lobby rolnicze.
Między młotem a kowadłem znaleźli się natomiast kierowcy, z niepokojem czekający na wynik tego legislacyjnego eksperymentu. Koncerny paliwowe ostrzegają bowiem, że obowiązek dodawania biokomponentów odbije się na ostatnim ogniwie w łańcuchu, czyli właścicielach pojazdów, którzy w efekcie będą zmuszeni tankować droższe paliwa. - Polski rynek nie jest przygotowany do wprowadzenia do obrotu detalicznego paliw o zawartości biokomponentów powyżej 5 proc. - uważa Jacek Wróblewski, dyrektor Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego, zrzeszającej zagraniczne koncerny paliwowe. - Zwracaliśmy na to uwagę podczas prac nad ustawą. Nowe przepisy oznaczają dodatkowe koszty dla producentów i dystrybutorów paliw. Mechanizm ich generowania jest w tym wypadku prosty. Dodatki będą serwowane do paliw na bazach paliwowych, w trakcie załadunku cystern, co oznacza konieczność inwestycji w nowe zbiorniki, instalacje, pracowników. Będzie to miało przełożenie na cenę oferowanego w hurcie paliwa. Również właściciele stacji benzynowych muszą się zastanowić nad nowymi wydatkami. Jeżeli chodzi o paliwa o zawartości do 5 proc. biododatków, to nie ma problemu, już teraz na większości stacji sprzedawana jest taka benzyna, i nie trzeba w tym wypadku przeprowadzać żadnych dodatkowych modernizacji czy inwestycji. Natomiast jeżeli przedsiębiorca zdecyduje się na sprzedaż biopaliw o zawartości dodatków powyżej 5 proc., to musi zakupić odpowiednio oznakowany dystrybutor, nowe zbiorniki. A to przełoży się na cenę oferowanego paliwa.
Zaścianek Europy?
Praktycznie wszyscy eksperci rynkowi zgadzają się, że obowiązek dodawania biokomponentów do paliw najprawdopodobniej spowoduje wzrost ich cen. W pewnym stopniu przyszłą podwyżkę może złagodzić uchwalenie obniżki akcyzy na paliwa z biododatkami. Z tym jednak rząd specjalnie się nie spieszy jak. I nie ma mu się co dziwić, w obecnej sytuacji budżetu liczy się każdy dodatkowy grosz. Poza tym wiadomo, że ulga akcyzowa raczej nie zrekompensuje dodatkowych wydatków poniesionych w związku z biopaliwowymi inwestycjami.
Bardziej jednak od kolejnego skoku na kieszeń użytkowników samochodów niepokoić może wpływ, jaki ustawa wywrze na rynek paliwowy. A jest o co walczyć - według szacunków, jego roczne obroty kształtują się na poziomie 20 mld zł. Ta ogromna suma konsumowana jest w znacznym stopniu przez dominujący podmiot - płocki Orlen.
- Trzeba jasno powiedzieć, że wprowadzenie ustawy o biopaliwach czyni z polskiego rynku paliwowego europejską niszę, skazuje nas na izolację - mówi Andrzej Szczęśniak, ekspert Centrum im. Adama Smitha. - Przepisy te powodują bowiem, że w znacznym stopniu ograniczony zostanie import paliw. Co przy dominującej roli, jaką odgrywa w Polsce Orlen, powoduje, że rynek staje się jeszcze mniej konkurencyjny. Oddajemy w ręce płockiego koncernu kolejny instrument, umożliwiający mu dosyć swobodne kreowanie cen. Import paliw, co prawda niezbyt duży, jest bowiem jednym z ważniejszych instrumentów, powodujących, że Orlen zmuszony jest do stosowania zasad gry rynkowej.
Płocki gigant tymczasem wykorzystał zamieszanie wokół kolejnych wersji ustawy i zamiast czekać na prawo, które zmusi go do korzystania z usług producentów biododatków, zdecydował się na inwestycje, gwarantujące mu zachowanie samowystarczalności. Przykładem może być budowa instalacji do produkcji biodiesla na terenie należącej do grupy Orlen Rafinerii Trzebinia. Podobna instalacja szykowana jest do uruchomienia w Rafinerii Jedlicze. Wyjaśniałoby to ostatnie milczenie Orlena, który był przecież jednym z najgłośniejszych krytyków poprzednich wersji ustawy.
Czym to się je?
Protestom branży paliwowej nie należy się jednak dziwić, wszak ustawa w założeniu miała wspierać rolników i sektor przetwórstwa spożywczego, a nie nafciarzy. Problem w tym, że jak na razie nie widać, aby sytuacja rolników miała się specjalnie poprawić - zamiast promocji rodzimych upraw, będziemy mieli najprawdopodobniej protesty unijnych urzędników i w efekcie paliwowe baki zasili produkcja ościennych konkurentów. Również co do gorzelnianego lobby efekty bioustawy wydają się co najmniej dyskusyjne. Miało być wsparcie upadających jedna po drugiej gorzelni, na razie jest przejmowanie mniejszych podmiotów przez potężnych inwestorów.
Warto w tym miejscu wskazać na pewne nieścisłości, które co i rusz pojawiają się, jeżeli chodzi o biopaliwa. Ustawa mówi o trzech podstawowych biododatkach - są to: bioetanol i eter etylotertbutylowy (EETB) dodawane do benzyn oraz estr oleju rzepakowego. Bioetanol jest odwodnionym spirytusem pochodzenia roślinnego, natomiast EETB jest pochodną etanolu. Bioetanol mieszany był z paliwami od co najmniej kilku lat, z czego większość kierowców nie zdawała sobie sprawy. Obie największe rafinerie w Polsce - w Płocku i Gdańsku - oferowały paliwa z domieszką etanolu, który poprawiał jakość benzyn ołowiowych. Jednak Orlen w końcu postawił na jakość i zrezygnował z produkcji tego rodzaju benzyn, co oznaczało zmniejszenie popytu na ofertę wielu gorzelni i w efekcie kryzys całej branży. Płocki koncern zdecydował się jedynie na dodawanie do benzyn eteru, a to tylko z tego powodu, że na paliwo takie wprowadzono atrakcyjnie ulgi podatkowe. Szybko odbiło się to na sektorze gorzelniczym. Najwięksi producenci, w tym leszczyński Akwawit, stanęli na krawędzi bankructwa. Jednak prawdziwy kryzys nastąpił wśród mniejszych rolniczych gorzelni, z których blisko 60 proc. zaprzestało produkcji. Nic więc dziwnego, że lobby rolnicze i producenckie podjęło usilne starania, aby ten stan rzeczy odwrócić. Stąd kolejne propozycje ustawowego zmuszenia koncernów do dodawania bioetanolu do paliw, mające rozruszać ledwo dyszące rodzime gorzelnictwo. Efekt jest taki, że upadające, przestarzałe gorzelnie już raczej się nie podniosą, a te, które jeszcze mogły coś znaczyć na rynku, przejmowane są przez dużych inwestorów, mogących wyłożyć niemałe pieniądze na ich modernizację. Przykładem może być chociażby Bartimpex, który za 126 mln zł zakupił leszczyński Akwawit i Polmos Wrocław, a przymierzał się również do wybudowania od podstaw sporej gorzelni w rejonie Dolnego Śląska i zakupu Warszawskich Zakładów Przemysłu Tłuszczowego.
Nieco inaczej przedstawia się sprawa produkcji estrów oleju rzepakowego. W tym wypadku jest więcej niejasności i kontrowersji. Inwestorzy, którzy przy okazji poprzednich wersji ustawy deklarowali spore nakłady na budowy biorafinerii, nie ukrywają rozczarowania z powodu opóźnienia wejścia w życie nowych przepisów. Nie potwierdzają się też prognozy na temat zwiększenia upraw rzepaku. Rolnicy, zawiedzeni przeciągającymi się parlamentarnymi przepychankami, ograniczyli uprawy i wydaje się, że nieprędko zaspokoją zapotrzebowanie rynku. Zresztą, jak na razie inwestycje w przetwórstwo rzepaku jest niewielkie, a rozpoczęte projekty można policzyć na palcach jednej ręki. Poza Orlenem, który zainwestował w instalację w Rafinerii Trzebinia, o pewnych postępach może mówić spółka Wielkopolskie Biopaliwa. - Jako jedni z niewielu w Polsce ruszyliśmy z inwestycją - mówi Zbigniew Chrzanowski, prezes Wielkopolskich Biopaliw. - Do tej pory wybudowaliśmy od podstaw pierwszy etap zakładu, czyli bazę skupowo-magazynową. Jej koszt to 16,6 mln zł, z czego 5 mln było naszym wkładem. Zakontraktowaliśmy i zakupiliśmy już rzepak. Wkrótce wybierzemy dostawcę i wykonawcę instalacji estryfikacji. Będzie to wydatek 8-10 mln euro. Planujemy zakupić linię o wydajności 50-70 tys. ton na rok. W lipcu 2005 r. chcemy zakończyć ten etap inwestycji.
Spore inwestycje zapowiada również firma Kuchcik z Jasła. Zajmujący się do tej pory przetwórstwem spożywczym inwestor planuje wybudować biorafinerię za 70 mln zł. - Na wiosnę powinniśmy rozpocząć budowę, zakupiliśmy już ponad 7 ha terenu w Gorlicach, zarezerwowaliśmy również linię technologiczną do produkcji estrów rzepakowych - mówi Sylwester Moranida z firmy Kuchcik. - Inwestycję mamy przygotowaną już od dłuższego czasu, jednak wstrzymaliśmy się z jej rozpoczęciem w związku z zamieszaniem wokół ustawy. Teraz, po jej uchwaleniu, sprawa się wyjaśniła.
Optymizm inwestorów gaśnie jednak, gdy zaczynamy mówić o możliwości pokrycia zapotrzebowania na rzepak. - Tak naprawdę pierwsza produkcja ruszy po zbiorach 2005 r. - uważa prezes Chrzanowski. - Niestety, musimy nadrobić dwa lata zaległości związanych z zamieszaniem wokół ustawy o biopaliwach. Dopiero w 2005 r. zbiory rzepaku osiągną poziom z 2000 r. Straciliśmy więc 5-6 lat na politycznych przepychankach, a w tym czasie zdezorientowani rolnicy po prostu zmniejszyli zasiew. Aby to odrobić, potrzeba kilku lat.
Rolniku, czy ci nie żal?
Ustawowe chęci rozbijają się więc po raz kolejny o rodzimą rzeczywistość. Wygląda na to, że podobnie jak w wypadku bioetanolu, którego produkcja oparta jest głównie na pszenicy, życie i ziemniakach, tak i jeżeli chodzi o estry oleju rzepakowego może zabraknąć surowca. Nawet Ministerstwo Rolnictwa, szykujące rozporządzenie o minimalnych ilościach biokomponentów dodawanych do paliw, zwraca uwagę, że rzepak prawdopodobnie będzie w najbliższym czasie pochodził z importu. I na nic zdadzą się zapewniania, że surowce stosowane do produkcji biokomponentów powinny pochodzić z polskich pól. Tymczasowość takiego rozwiązania jest tak samo pewna, jak reakcja urzędników Brukseli na tego typu prawniczy kiks. - Nie wyobrażam sobie funkcjonowania ustawy w obecnym kształcie po wejściu Polski do Unii Europejskiej - uważa Andrzej Szczęśniak, ekspert Centrum im. Adama Smitha. - Jest to prawo tymczasowe, które będzie musiało zostać zweryfikowane, nie jest bowiem zgodne z ustawodawstwem unijnym. Dlatego trudno jest uwierzyć, że przepisy były konstruowane z myślą o polskich rolnikach. Przecież po wejściu w struktury piętnastki, będziemy musieli otworzyć się na konkurencyjne cenowo surowce z tamtejszego rynku. Ostatecznie to gra rynkowa zweryfikuje, które źródło zaopatrzenia wybiorą producenci biokomponentów. Proszę również pamiętać o rynkach wschodnich, stanowiących potencjalne źródło surowca. Żeby daleko nie szukać, rzepak na Ukrainie jest dwa razy tańszy, niż u nas.
Do momentu ustalenia przez rząd procentowego udziału biododatków w paliwach trudno również określić, jakie pozytywne skutki przyniesie ustawa dla rolników. Pomimo, że zapisano, iż dostawy dla producentów biokomponentów muszą być zakontraktowane na co najmniej 5 lat, tak naprawdę dopiero rozporządzenia wykonawcze do ustawy dadzą jasną odpowiedź, w jakim stopniu rodzimi producenci rolni zyskają na nowym prawie.
Nie należy się też raczej spodziewać szczególnego boomu inwestycyjnego, jeżeli chodzi o budowę biorafinerii. O ile w wypadku bioetanolu, tak naprawdę inwestycje oparte są w większości o funkcjonujące gorzelnie, o tyle linie do produkcji estrów olejów rzepakowych, czyli biodiesla, trzeba budować od podstaw. A na to naprawdę niewielu stać. Co potwierdza Marek Śladowski, prezes firmy Agro Energia, oferującej linie technologiczne do produkcji biopaliw z rzepaku. - Zainteresowanie naszą ofertą odzwierciedla barometr nastrojów wokół debaty sejmowej o biopaliwach, czyli wzrasta, gdy w parlamencie dyskusja robi się gorąca i przybliża się do podjęcia konkretnych decyzji. I tak też jest w tej chwili. Zakupem instalacji interesuje się wielu inwestorów. Niestety, tego typu linie są bardzo drogie, i za tym zainteresowaniem jak na razie nie idą w parze decyzje o wyłożeniu pieniędzy.
Co nie dziwi, gdy uświadomimy sobie, że podstawowa instalacja, na którą składa się linia pras, rafineria oleju rzepakowego, baza magazynowo-przyjęciowa, baza magazynowa na produkty oraz magazyn wytłoków to, z zależności od wydajności, wydatek rzędu minimum 1,5-7 mln euro. Suma ta nie obejmuje oczywiście kosztów budowy obiektów, uzbrojenia terenu, doprowadzania mediów czy transportu i montażu. Nic dziwnego, że do tej pory w Polsce tego typu instalacje raczej nie są powszechnie spotykane.
autor: Jarosław Maślanek








Dodaj komentarz