2008-03-26 14:21 Źródło: Noble Bank
Bankowa przecena
Zaledwie rok, dwa lata temu w Polsce toczyła się dyskusja dotycząca tego, czy usługi polskich banków są drogie. Jedni powoływali się na raporty pokazujące, że ceny są niewiele niższe niż w krajach Europy Zachodniej, a zważywszy na siłę nabywczą złotego, oznaczało to, że usługi bankowe są stosunkowo drogie. Inni zwracali uwagę na wysoką ich jakość, uzasadniającą cenę. Tu sztandarowym argumentem było porównanie tego jak szybko idzie przelew w Polsce, a o ile dłużej dzieje się to na przykład w Wielkiej Brytanii.
Teraz szala przechyliła się na korzyć tych drugich, bo można oceniać, że bankowe produkty, stają się względnie tańsze. Po pierwsze jeszcze trzy lata temu marże na kredytach hipotecznych sięgały trzy i więcej punktów procentowych w przypadku kredytów we frankach szwajcarskich, czy dwa punkty przy pożyczkach w złotych. Teraz te marże są przynajmniej o połowę niższe, choć trzeba sobie zdawać sprawę, że ta promocja może się kiedyś skończyć. Szczególnie jeśli doczekamy się obniżek stóp procentowych, to da bankom możliwość podnoszenia swoich marż, bez odczuwalnych przez klientów konsekwencji.
Kolejnym obszarem, gdzie sytuacja klientów się zdecydowanie poprawiła jest rynek depozytów. Polskie banki nie mają już problemu z nadpłynnością, zaczynają się raczej borykać z brakiem kapitału na dynamicznie rosnącą akcję kredytową. A pieniądze pożyczane na rynku wraz ze wzrostem stóp procentowych stały się coraz droższe. Banki schyliły się więc po środki klientów kusząc ich coraz bardziej atrakcyjnymi lokatami.
Najpierw małe banki wywindowały stawki do poziomu 6-7 proc. W Noble Bank oprocentowanie 3-letniej lokaty sięgnęło nawet 7,2 proc., a jeden ze SKOK-ów poszedł jeszcze dalej oferując 7,5 proc. W tyle starają się nie zostawać również duzi gracze, a zaoferowana przez PKO BP roczna lokata z odsetkami na poziomie 6-proc. narobiła sporo zamieszania na rynku. Z punktu widzenia klientów takie propozycje to okazja na zagwarantowanie sobie przyzwoitych i pewnych zysków i to nawet przez najbliższe trzy lata. W tym czasie inflacja powinna spadać, więc realna stopa zwrotu z takich lokat będzie nawet rosła.
Jeśli zaś chodzi o kredyty, to w przypadku hipotecznych, powiązanych z rynkowymi stopami, nie udało się uniknąć podwyżek miesięcznych rat. Jednak w innych segmentach kredytów: jak na przykład kredyty gotówkowe, czy karty kredytowe nie widać tak wyraźnego wzrostu oprocentowania. Na przykład wśród 20-u największych banków detalicznych zaledwie trzy podniosły oprocentowanie podstawowej karty kredytowej, reszta stawek nie zmieniła, a jeden z banków zdecydował się nawet na obniżkę. Zważywszy na rosnące stopy procentowe i inflację, można nawet powiedzieć, że oprocentowanie kart realnie spadło.
Wzmożoną walkę o klienta widać również na rynku rachunków oszczędnościowo- rozliczeniowych. Banki coraz powszechniej wprowadzają internetowe konta (ostatnio ING Bank , a po nim Eurobank), z darmowymi kartami, przelewami, czy brakiem opłat za prowadzenie rachunku. Oczywiście o tę „darmowość” klient często musi sam zadbać odpowiednio korzystając z konta (np. zapominając o istnieniu placówek), ale tego typu oferta daje mu szansę na obniżenie kosztów korzystania z bankowości. Na ruchy dużych banków z oddziałami patrzą też wirtualni konkurenci. I reagują, bo mBank po kilku latach znów wprowadził darmowe przelewy. Konkurencja nie kończy się jednak na rynku kont internetowych, bo jakiś czas temu Nordea Bank nie dość, że praktycznie zniósł opłatę za prowadzenie konta, to jeszcze udostępnił klientom bez prowizji wszystkie bankomaty w Polsce.
Cenowe atrakcje zapewniają też nowe banki, dopiero wchodzące na polski rynek. Te muszą walczyć o klientów i próbować przeciągnąć ich z innych banków. Jeśli spojrzymy na tabele opłat Polbanku, czy Toyota Banku, to widać, że dość mocno różni się ona na korzyść klienta od tego co proponują „stare” banki. A, że na bankowym rynku szykuje się kilka kolejnych debiutów, to można być spokojnym o konkurencję i jej zbawienny wpływ na kieszenie klientów.
Mateusz Ostrowski, analityk Open Finance
Teraz szala przechyliła się na korzyć tych drugich, bo można oceniać, że bankowe produkty, stają się względnie tańsze. Po pierwsze jeszcze trzy lata temu marże na kredytach hipotecznych sięgały trzy i więcej punktów procentowych w przypadku kredytów we frankach szwajcarskich, czy dwa punkty przy pożyczkach w złotych. Teraz te marże są przynajmniej o połowę niższe, choć trzeba sobie zdawać sprawę, że ta promocja może się kiedyś skończyć. Szczególnie jeśli doczekamy się obniżek stóp procentowych, to da bankom możliwość podnoszenia swoich marż, bez odczuwalnych przez klientów konsekwencji.
Kolejnym obszarem, gdzie sytuacja klientów się zdecydowanie poprawiła jest rynek depozytów. Polskie banki nie mają już problemu z nadpłynnością, zaczynają się raczej borykać z brakiem kapitału na dynamicznie rosnącą akcję kredytową. A pieniądze pożyczane na rynku wraz ze wzrostem stóp procentowych stały się coraz droższe. Banki schyliły się więc po środki klientów kusząc ich coraz bardziej atrakcyjnymi lokatami.
Najpierw małe banki wywindowały stawki do poziomu 6-7 proc. W Noble Bank oprocentowanie 3-letniej lokaty sięgnęło nawet 7,2 proc., a jeden ze SKOK-ów poszedł jeszcze dalej oferując 7,5 proc. W tyle starają się nie zostawać również duzi gracze, a zaoferowana przez PKO BP roczna lokata z odsetkami na poziomie 6-proc. narobiła sporo zamieszania na rynku. Z punktu widzenia klientów takie propozycje to okazja na zagwarantowanie sobie przyzwoitych i pewnych zysków i to nawet przez najbliższe trzy lata. W tym czasie inflacja powinna spadać, więc realna stopa zwrotu z takich lokat będzie nawet rosła.
Jeśli zaś chodzi o kredyty, to w przypadku hipotecznych, powiązanych z rynkowymi stopami, nie udało się uniknąć podwyżek miesięcznych rat. Jednak w innych segmentach kredytów: jak na przykład kredyty gotówkowe, czy karty kredytowe nie widać tak wyraźnego wzrostu oprocentowania. Na przykład wśród 20-u największych banków detalicznych zaledwie trzy podniosły oprocentowanie podstawowej karty kredytowej, reszta stawek nie zmieniła, a jeden z banków zdecydował się nawet na obniżkę. Zważywszy na rosnące stopy procentowe i inflację, można nawet powiedzieć, że oprocentowanie kart realnie spadło.
Wzmożoną walkę o klienta widać również na rynku rachunków oszczędnościowo- rozliczeniowych. Banki coraz powszechniej wprowadzają internetowe konta (ostatnio ING Bank , a po nim Eurobank), z darmowymi kartami, przelewami, czy brakiem opłat za prowadzenie rachunku. Oczywiście o tę „darmowość” klient często musi sam zadbać odpowiednio korzystając z konta (np. zapominając o istnieniu placówek), ale tego typu oferta daje mu szansę na obniżenie kosztów korzystania z bankowości. Na ruchy dużych banków z oddziałami patrzą też wirtualni konkurenci. I reagują, bo mBank po kilku latach znów wprowadził darmowe przelewy. Konkurencja nie kończy się jednak na rynku kont internetowych, bo jakiś czas temu Nordea Bank nie dość, że praktycznie zniósł opłatę za prowadzenie konta, to jeszcze udostępnił klientom bez prowizji wszystkie bankomaty w Polsce.
Cenowe atrakcje zapewniają też nowe banki, dopiero wchodzące na polski rynek. Te muszą walczyć o klientów i próbować przeciągnąć ich z innych banków. Jeśli spojrzymy na tabele opłat Polbanku, czy Toyota Banku, to widać, że dość mocno różni się ona na korzyść klienta od tego co proponują „stare” banki. A, że na bankowym rynku szykuje się kilka kolejnych debiutów, to można być spokojnym o konkurencję i jej zbawienny wpływ na kieszenie klientów.
Mateusz Ostrowski, analityk Open Finance


Dodaj komentarz