2009-04-16 07:06 Źródło: Polska
Angielskie Bath śmieje się z kryzysu
Jest jedno miejsce w Wielkiej Brytanii, którego kryzys nie dotknął. To uzdrowisko Bath, dwie godziny drogi na zachód od Londynu.
Georgiańskie place i zaułki wciąż są pełne turystów, których liczba utrzymuje się na stałym poziomie 3,8 miliona rocznie. Zostawiają ponad 400 milionów funtów.
Goście wysiadający z dworca w Bath witani są widokiem w dzisiejszej Anglii zadziwiającym - gąszczem dźwigów i armią robotników budowlanych, którzy kosztem 360 milionów funtów wznoszą nowe centrum handlowe. W każdym innym miejscu SouthGate wydawałby się monumentalnym pomnikiem głupoty, biorąc pod uwagę kiepski klimat gospodarczy. Jednak w Bath deweloperzy mogą o tym po prostu zapomnieć.
Na niemal unikalną w Wielkiej Brytanii skalę to miasteczko jak z obrazka zdaje się niemal nie odczuwać załamania gospodarczego. Otoczone wzgórzami Somerset wydaje się egzystować we własnym świecie, odcięte od problemów całego kraju. Stada turystów wciąż oblegają jego cudowne, pomalowane na miodowy kolor place, zaułki i skwery. Na ulicach handlowych niemal nie widać szpecących pustych witryn, ogłoszeń o likwidacyjnych wyprzedażach i sklepów typu wszystko za funta. Bath okazało się również zbyt wyrafinowane, by wpuścić do centrum miasta Woolworthsa.
"Bath to bańka" - mówi Jeremy Carr, turysta z Bicester, gdy kelnerka w fartuszku z falbankami serwuje jego rodzinie herbatę i ciastka w urządzonej w stylu regencji herbaciarni w Jane Austen Centre. "Jest odporne na recesję. Wprost trudno w to uwierzyć".
Jamie's Italia, restauracja Jamiego Olivera, otwarta w październiku ubiegłego roku, co wieczór jest pełna, a w soboty na stolik czeka się dwie godziny. Na ostatni festiwal literacki w Bath sprzedano o 30 procent więcej biletów niż w ubiegłym roku. Bilety na cztery kolejne sztuki wystawiane wiosną tego roku na deskach cudownego, starego Theatre Royal zostały wyprzedane - 875 miejsc na każde z 32 przedstawień - choć niewątpliwie nie bez znaczenia jest fakt, że występują w nich tacy aktorzy jak Ian McKellen, Anthony Sher i Lenny Henry.
Błędem byłoby jednak sądzić, że kryzys w ogóle nie dotknął Bath. Kilka sklepów i pubów zostało zamkniętych, a inne walczą o przetrwanie. Liczba poszukujących pracy wzrosła z 1005 w lutym ubiegłego roku do 2107 w tym, ale to wciąż zaledwie 1,9 procent siły roboczej. Wśród trzydziestu kilku lokatorów schroniska dla bezdomnych znajduje się obecnie pół tuzina półprofesjonalistów, którzy nie mogą znaleźć pracy.
Bath oczekuje znaczącego wzrostu liczby turystów z Europy i Ameryki. Languages United, jedna z sześciu szkół językowych z Bath, ma tyle zgłoszeń od zagranicznych studentów, którzy latem tego roku chcą się tu uczyć angielskiego, że wynajmuje dodatkowe pomieszczenia i zatrudnia kolejnych nauczycieli.
Słabość funta zachęca cudzoziemców do odwiedzania Wielkiej Brytanii, a Brytyjczyków do pozostania w ojczyźnie. W czasie gdy wskaźniki wszelkiej maści spadają na łeb na szyję, liczba turystów odwiedzających Bath - prawie cztery miliony rocznie - utrzymuje się na stałym poziomie.
- Kilka miesięcy temu trudno byłoby mi w to uwierzy - powiedział Robin Bischert, prezes Bath Tourism Plus, organizacji reprezentującej branżę, która w 2007 roku przyniosła miastu 432 miliony funtów.
Tłum. TK
Polska: Martin Fletcher "The Times"
Georgiańskie place i zaułki wciąż są pełne turystów, których liczba utrzymuje się na stałym poziomie 3,8 miliona rocznie. Zostawiają ponad 400 milionów funtów.
Goście wysiadający z dworca w Bath witani są widokiem w dzisiejszej Anglii zadziwiającym - gąszczem dźwigów i armią robotników budowlanych, którzy kosztem 360 milionów funtów wznoszą nowe centrum handlowe. W każdym innym miejscu SouthGate wydawałby się monumentalnym pomnikiem głupoty, biorąc pod uwagę kiepski klimat gospodarczy. Jednak w Bath deweloperzy mogą o tym po prostu zapomnieć.
Na niemal unikalną w Wielkiej Brytanii skalę to miasteczko jak z obrazka zdaje się niemal nie odczuwać załamania gospodarczego. Otoczone wzgórzami Somerset wydaje się egzystować we własnym świecie, odcięte od problemów całego kraju. Stada turystów wciąż oblegają jego cudowne, pomalowane na miodowy kolor place, zaułki i skwery. Na ulicach handlowych niemal nie widać szpecących pustych witryn, ogłoszeń o likwidacyjnych wyprzedażach i sklepów typu wszystko za funta. Bath okazało się również zbyt wyrafinowane, by wpuścić do centrum miasta Woolworthsa.
"Bath to bańka" - mówi Jeremy Carr, turysta z Bicester, gdy kelnerka w fartuszku z falbankami serwuje jego rodzinie herbatę i ciastka w urządzonej w stylu regencji herbaciarni w Jane Austen Centre. "Jest odporne na recesję. Wprost trudno w to uwierzyć".
Jamie's Italia, restauracja Jamiego Olivera, otwarta w październiku ubiegłego roku, co wieczór jest pełna, a w soboty na stolik czeka się dwie godziny. Na ostatni festiwal literacki w Bath sprzedano o 30 procent więcej biletów niż w ubiegłym roku. Bilety na cztery kolejne sztuki wystawiane wiosną tego roku na deskach cudownego, starego Theatre Royal zostały wyprzedane - 875 miejsc na każde z 32 przedstawień - choć niewątpliwie nie bez znaczenia jest fakt, że występują w nich tacy aktorzy jak Ian McKellen, Anthony Sher i Lenny Henry.
Błędem byłoby jednak sądzić, że kryzys w ogóle nie dotknął Bath. Kilka sklepów i pubów zostało zamkniętych, a inne walczą o przetrwanie. Liczba poszukujących pracy wzrosła z 1005 w lutym ubiegłego roku do 2107 w tym, ale to wciąż zaledwie 1,9 procent siły roboczej. Wśród trzydziestu kilku lokatorów schroniska dla bezdomnych znajduje się obecnie pół tuzina półprofesjonalistów, którzy nie mogą znaleźć pracy.
Bath oczekuje znaczącego wzrostu liczby turystów z Europy i Ameryki. Languages United, jedna z sześciu szkół językowych z Bath, ma tyle zgłoszeń od zagranicznych studentów, którzy latem tego roku chcą się tu uczyć angielskiego, że wynajmuje dodatkowe pomieszczenia i zatrudnia kolejnych nauczycieli.
Słabość funta zachęca cudzoziemców do odwiedzania Wielkiej Brytanii, a Brytyjczyków do pozostania w ojczyźnie. W czasie gdy wskaźniki wszelkiej maści spadają na łeb na szyję, liczba turystów odwiedzających Bath - prawie cztery miliony rocznie - utrzymuje się na stałym poziomie.
- Kilka miesięcy temu trudno byłoby mi w to uwierzy - powiedział Robin Bischert, prezes Bath Tourism Plus, organizacji reprezentującej branżę, która w 2007 roku przyniosła miastu 432 miliony funtów.
Tłum. TK
Polska: Martin Fletcher "The Times"

Dodaj komentarz