2009-11-11 08:00 Źródło: Fakty - magazyn gospodarczy
Aksamitny kryzys
Rozmowa ze Sławomirem Majmanem, prezesem zarządu Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych SA
Jakie są główne cele działalności PAIiIZ?
– Agencja ma dwa strategiczne zadania: jednym jest ściąganie do Polski inwestycji zagranicznych, stwarzanie korzystnego klimatu wobec naszego kraju jako miejsca do inwestowania, a drugim promocja gospodarcza Polski.
Czym zachęca potencjalnych inwestorów, jakie stosuje instrumenty?
– W tym roku jesteśmy w szczególnie korzystnej sytuacji, ponieważ główną zachętą jest stan polskiej gospodarki na tle gospodarek innych krajów rozwiniętych, zwłaszcza europejskich. Polska przeżywa kryzys, ale jest to kryzys aksamitny. I można uznać polską gospodarkę za swojego rodzaju zwyciężczynię tego kryzysu. Otóż Polska w 2009 roku po raz pierwszy, jeśli chodzi o wartość dochodu narodowego brutto, przegoni dwie solidne gospodarki europejskie, czyli Szwecję i Belgię. Ponadto Polska przynosi teraz inwestorom słowo, które jest dla nich szczególnie cenne i ważne – stabilizacja. Odnosi się ono zarówno do sfery gospodarczej jak i politycznej. Ten stan rzeczy jest wielce cenny w europejskiej gospodarce chwili obecnej.
A w sferze prawnej?
– Jeśli chodzi o procedury prawne to zdziwiliby się polscy przedsiębiorcy. Analizowaliśmy niedawno badania przeprowadzone wśród potencjalnych inwestorów zagranicznych. Trzy grupy argumentów przemawiały za Polską. Po pierwsze: nasze członkostwo w Unii Europejskiej, a więc przynależność do pewnego klubu dżentelmenów. Po drugie: polskie zasoby kadrowe, ale nie taniość siły roboczej, bo to już się zdezaktualizowało, ich jakość, kwalifikacje pracowników. A po trzecie: stabilność prawa – tu zapewne ich polscy koledzy przedsiębiorcy – mają odmienne zdanie. Dopiero na kolejnych miejscach jest system pomocy publicznej.
Jeszcze niedawno mówiło się o częstych zmianach legislacyjnych, nowelizacjach ustaw. Czy tak jest nadal?
– Polskie prawo nie jest proste, ponieważ rzeczywiście ulegało zmianom dostosowawczym w okresie wstępowania Polski do UE. Natomiast z punktu widzenia inwestora zagranicznego jest to prawo stabilne.
Ale obcy kapitał był obecny w Polsce przed akcesją w 2004 roku. Inwestycje sięgały 10 mld dol. rocznie. Na jakim poziomie są obecnie?
– Mówimy głównie o 2009 roku. I też pamiętajmy z kim Polska w tej chwili konkuruje o inwestycje. Otóż przede wszystkim z nowymi członkami Unii oraz państwami, które absorbują coraz więcej inwestycji, takimi jak: Egipt, kraje Maghrebu czy Ameryki Łacińskiej. Zatem ta stabilność polskiego prawa jest ważkim argumentem. Kolejnym jest cały system pomocy publicznej, ponieważ mało który inwestor podejmuje decyzje o zainwestowaniu w danym kraju dlatego, że dostaje dużo pomocy publicznej. Decydują głównie argumenty ekonomiczne. Otóż polski system pomocy publicznej nie polega na tym, że nasz rząd dorzuca pieniądze przez okno po to, by ściągnąć za wszelką cenę inwestorów zagranicznych. Jego piramidalną zaletą jest to, że po latach prób, błędów, krytyki – działa! Składają się na niego: pomoc rządowa, w coraz większym stopniu pomoc regionalna i środki pomocy strukturalnej, obecnie najważniejsze źródło. A są to rozmaite fundusze unijne, które w sumie potrafią zapewnić wzrost inwestycji w granicach nawet 50 proc.
W jakim czasie?
– Realizacji inwestycji. Muszą być spełnione różne warunki czy parametry, przede wszystkim trwałość danej inwestycji, że na przykład przez 5 lat pozostanie w Polsce. Szalenie ważną kwestią w roku 2009 jest uruchomienie gigantycznych środków unijnych, w sumie na ponad 100 mld euro, w tym infrastrukturalnych na 67 mld euro, w ramach Perspektywy Finansowej 2007–2013. Z tego niektóre fundusze przeznaczone na wspieranie inwestycji zagranicznych są wykorzystane do tej pory w 15 proc.
Czy można oczekiwać, zgodnie z zapisem w umowach inwestycyjnych zawieranych w okresie koniunktury gospodarczej, że inwestorzy będą zwiększali zaangażowanie kapitałowe i zatrudnienie?
– To są sporadyczne przypadki, kiedy inwestorzy próbują negocjować zmniejszenie swoich zobowiązań deklarowanych w okresie prosperity. Margines negocjacji do tej pory był niewielki. Strona polska pracuje nad rozszerzeniem tego elementu elastyczności. Innymi słowy jest rozważna propozycja by było można do 25 proc. zredukować zapisane zobowiązania, oczywiście dotyczy to przyszłych umów, na przykład będzie można zmniejszyć zatrudnienie od pierwotnie deklarowanego w zależności od sytuacji gospodarczej czy kondycji danej firmy inwestującej. Niemniej renegocjowanie warunków umów jest naprawdę sporadyczne. Są dwa źródła finansowania inwestycji – pierwsze to środki na nowe inwestycje, drugie to reinwestycje, czyli pieniądze wkładane w dalszy rozwój przez firmy już obecne w Polsce. I z tym drugim źródłem finansowania jest pewien problem, ponieważ centrale wielu inwestorów, którzy funkcjonują w Polsce – a więc spółki-matki – domagają się przekazania dywidend uzyskanych w naszym kraju do swych macierzystych siedzib, by je zasilić w obliczu przeżywanych kłopotów związanych z istniejącym kryzysem.
W jakiej wysokości w bieżącym roku możemy oczekiwać tak zwanych bezpośrednich inwestycji zagranicznych?
– Nie wiadomo. Ktokolwiek twierdzi, że wie jaka będzie ich wartość na 31 grudnia 2009 roku to znaczy, że wróży z fusów. Nie ma żadnych punktów odniesienia. Nie ma żadnych danych porównawczych z którymi można by skonfrontować obecny kryzys globalny z jakąkolwiek inną sytuacją w historii Europy. Na pewno będzie spadek wartości inwestycji zagranicznych w stosunku do 2008 roku, w który to wyniosły 11 mld euro, a w 2007 roku – 16,6 mld euro, natomiast nie jestem pewien czy ulegnie zmniejszeniu liczba nowych miejsc pracy stworzonych przez inwestorów zagranicznych i nowych inwestycji. Obecnie prowadzimy 82 projekty na kwotę 2,8 mld euro, które dadzą łącznie 30 tys. miejsc pracy. Projekty będą realizowane systematycznie w latach 2009–2011.
Przebywał pan niedawno w Pekinie, jak zachęcał pan chińskich inwestorów do zaangażowania się w Polsce? Jak postrzegają polski rynek jeśli chodzi o inwestycje kapitałowe?
– Powiedzmy wpierw, że ponad 80 proc. inwestycji w Polsce pochodzi z Unii Europejskiej. Kluczowym obiektem naszych zabiegów są kraje członkowskie. Patrząc długofalowo, w perspektywie najbliższych 5-7 lat, takim potencjalnym źródłem pozyskania inwestycji są Chiny. Nie liczymy na jakiś spektakularny, natychmiastowy sukces, niemniej budowana jest długofalowa strategia podobna do tej jaką stosował PAIZ w latach 90., stawiając na Japonię. Teraz stawiamy na Chiny. Najistotniejszy argument jakiego używam wobec Chińczyków to jest stwierdzenie, że Polska jest dla nich ułatwioną bramą wjazdową do Europy. Że łatwiej dotrzeć na rynek europejski plasując swój zakład w Polsce niż Niemczech, Francji, Włoszech, Wielkiej Brytanii czy innych krajach starej Unii.
Dlaczego?
– Po pierwsze łączy nas wspólna przeszłość i wspólna mentalność. I Chiny i my wyszliśmy z systemu gospodarki planowej. Po drugie Polska nie ma tradycji protekcjonizmu, w polskiej mentalności nie ma odgradzania się od gospodarki zagranicznej, czyli tego co najbardziej doskwiera Chińczykom w krajach starej Unii. Wreszcie po trzecie Polska się dorobiła całkiem przyzwoitej infrastruktury biznesowej, takiej jak: doświadczenie w handlu z Europą Zachodnią, logistyka, cała tkanka przedsiębiorstw obsługujących firmy, które zamierzają handlować ze zjednoczoną Europą. Dlatego tłumaczymy Chińczykom, że najprostszą metodą stania się dla chińskiej firmy firmą europejską jest umiejscowienie swojego biznesu nad Wisłą. Słowem Polska jako wrota do Europy dla chińskiego biznesu. Mniej więcej to samo tłumaczyliśmy polskim przedsiębiorstwom zainteresowanym rynkiem chińskim: ułatwioną drogą prowadzącą do Chin kontynentalnych jest Hongkong. Powody to małe różnice dotyczące mentalności, infrastruktura biznesowa – firmy handlowe, firmy pośredniczące etc.
Jak reagowali na te argumenty?
– Z wielkim zainteresowaniem. Z punktu widzenia Chin i Chińczyków Polska jest krajem naprawdę mało znanym. Przy okazji przygotowań do Światowej Wystawy Expo 2010 w Szanghaju przeprowadziliśmy badania w największych ośrodkach tego kraju, czyli w Pekinie i Szanghaju, dotyczące percepcji Polski. I ona prawie nie istnieje. Otóż Polska to jest taki niewielki kraj położony gdzieś w okolicach Rosji. Polak to jest rodzaj Rosjanina, ale uboższego. Bardzo słabo funkcjonuje w Chinach świadomość, że jesteśmy krajem europejskim. Niemniej w przypadku Chin prowadzimy nieustannie kampanię. W ciągu ostatnich miesięcy, od października 2008 roku do dziś, wyekspediowaliśmy tam kilkanaście misji gospodarczych i politycznych. Widoczne są pierwsze efekty. Wiele poważnych chińskich firm jest zainteresowanych Polską, a Chiny w portfelu inwestycyjnym PAIiIZ, są w tej chwili na 6-7 miejscu.
Rozmawiał Andrzej Uznański
Sławomir Majman – prezes zarządu Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych SA. oraz komisarz generalny Sekcji Polskiej Światowej Wystawy Expo 2010 w Szanghaju. Wcześniej prezes zarządu Targów Warszawskich SA, przewodniczący Rady Stowarzyszenia Menedżerów w Polsce i prezydent Interexpo w Hadze. Ukończył Moskiewski Państwowy Instytut Stosunków Międzynarodowych oraz Studium Organizacji i Zarządzania. Autor około 800 artykułów w prasie ogólnej i fachowej. Zna trzy języki obce: angielski, rosyjski i czeski.
Jakie są główne cele działalności PAIiIZ?
– Agencja ma dwa strategiczne zadania: jednym jest ściąganie do Polski inwestycji zagranicznych, stwarzanie korzystnego klimatu wobec naszego kraju jako miejsca do inwestowania, a drugim promocja gospodarcza Polski.
Czym zachęca potencjalnych inwestorów, jakie stosuje instrumenty?
– W tym roku jesteśmy w szczególnie korzystnej sytuacji, ponieważ główną zachętą jest stan polskiej gospodarki na tle gospodarek innych krajów rozwiniętych, zwłaszcza europejskich. Polska przeżywa kryzys, ale jest to kryzys aksamitny. I można uznać polską gospodarkę za swojego rodzaju zwyciężczynię tego kryzysu. Otóż Polska w 2009 roku po raz pierwszy, jeśli chodzi o wartość dochodu narodowego brutto, przegoni dwie solidne gospodarki europejskie, czyli Szwecję i Belgię. Ponadto Polska przynosi teraz inwestorom słowo, które jest dla nich szczególnie cenne i ważne – stabilizacja. Odnosi się ono zarówno do sfery gospodarczej jak i politycznej. Ten stan rzeczy jest wielce cenny w europejskiej gospodarce chwili obecnej.
A w sferze prawnej?
– Jeśli chodzi o procedury prawne to zdziwiliby się polscy przedsiębiorcy. Analizowaliśmy niedawno badania przeprowadzone wśród potencjalnych inwestorów zagranicznych. Trzy grupy argumentów przemawiały za Polską. Po pierwsze: nasze członkostwo w Unii Europejskiej, a więc przynależność do pewnego klubu dżentelmenów. Po drugie: polskie zasoby kadrowe, ale nie taniość siły roboczej, bo to już się zdezaktualizowało, ich jakość, kwalifikacje pracowników. A po trzecie: stabilność prawa – tu zapewne ich polscy koledzy przedsiębiorcy – mają odmienne zdanie. Dopiero na kolejnych miejscach jest system pomocy publicznej.
Jeszcze niedawno mówiło się o częstych zmianach legislacyjnych, nowelizacjach ustaw. Czy tak jest nadal?
– Polskie prawo nie jest proste, ponieważ rzeczywiście ulegało zmianom dostosowawczym w okresie wstępowania Polski do UE. Natomiast z punktu widzenia inwestora zagranicznego jest to prawo stabilne.
Ale obcy kapitał był obecny w Polsce przed akcesją w 2004 roku. Inwestycje sięgały 10 mld dol. rocznie. Na jakim poziomie są obecnie?
– Mówimy głównie o 2009 roku. I też pamiętajmy z kim Polska w tej chwili konkuruje o inwestycje. Otóż przede wszystkim z nowymi członkami Unii oraz państwami, które absorbują coraz więcej inwestycji, takimi jak: Egipt, kraje Maghrebu czy Ameryki Łacińskiej. Zatem ta stabilność polskiego prawa jest ważkim argumentem. Kolejnym jest cały system pomocy publicznej, ponieważ mało który inwestor podejmuje decyzje o zainwestowaniu w danym kraju dlatego, że dostaje dużo pomocy publicznej. Decydują głównie argumenty ekonomiczne. Otóż polski system pomocy publicznej nie polega na tym, że nasz rząd dorzuca pieniądze przez okno po to, by ściągnąć za wszelką cenę inwestorów zagranicznych. Jego piramidalną zaletą jest to, że po latach prób, błędów, krytyki – działa! Składają się na niego: pomoc rządowa, w coraz większym stopniu pomoc regionalna i środki pomocy strukturalnej, obecnie najważniejsze źródło. A są to rozmaite fundusze unijne, które w sumie potrafią zapewnić wzrost inwestycji w granicach nawet 50 proc.
W jakim czasie?
– Realizacji inwestycji. Muszą być spełnione różne warunki czy parametry, przede wszystkim trwałość danej inwestycji, że na przykład przez 5 lat pozostanie w Polsce. Szalenie ważną kwestią w roku 2009 jest uruchomienie gigantycznych środków unijnych, w sumie na ponad 100 mld euro, w tym infrastrukturalnych na 67 mld euro, w ramach Perspektywy Finansowej 2007–2013. Z tego niektóre fundusze przeznaczone na wspieranie inwestycji zagranicznych są wykorzystane do tej pory w 15 proc.
Czy można oczekiwać, zgodnie z zapisem w umowach inwestycyjnych zawieranych w okresie koniunktury gospodarczej, że inwestorzy będą zwiększali zaangażowanie kapitałowe i zatrudnienie?
– To są sporadyczne przypadki, kiedy inwestorzy próbują negocjować zmniejszenie swoich zobowiązań deklarowanych w okresie prosperity. Margines negocjacji do tej pory był niewielki. Strona polska pracuje nad rozszerzeniem tego elementu elastyczności. Innymi słowy jest rozważna propozycja by było można do 25 proc. zredukować zapisane zobowiązania, oczywiście dotyczy to przyszłych umów, na przykład będzie można zmniejszyć zatrudnienie od pierwotnie deklarowanego w zależności od sytuacji gospodarczej czy kondycji danej firmy inwestującej. Niemniej renegocjowanie warunków umów jest naprawdę sporadyczne. Są dwa źródła finansowania inwestycji – pierwsze to środki na nowe inwestycje, drugie to reinwestycje, czyli pieniądze wkładane w dalszy rozwój przez firmy już obecne w Polsce. I z tym drugim źródłem finansowania jest pewien problem, ponieważ centrale wielu inwestorów, którzy funkcjonują w Polsce – a więc spółki-matki – domagają się przekazania dywidend uzyskanych w naszym kraju do swych macierzystych siedzib, by je zasilić w obliczu przeżywanych kłopotów związanych z istniejącym kryzysem.
W jakiej wysokości w bieżącym roku możemy oczekiwać tak zwanych bezpośrednich inwestycji zagranicznych?
– Nie wiadomo. Ktokolwiek twierdzi, że wie jaka będzie ich wartość na 31 grudnia 2009 roku to znaczy, że wróży z fusów. Nie ma żadnych punktów odniesienia. Nie ma żadnych danych porównawczych z którymi można by skonfrontować obecny kryzys globalny z jakąkolwiek inną sytuacją w historii Europy. Na pewno będzie spadek wartości inwestycji zagranicznych w stosunku do 2008 roku, w który to wyniosły 11 mld euro, a w 2007 roku – 16,6 mld euro, natomiast nie jestem pewien czy ulegnie zmniejszeniu liczba nowych miejsc pracy stworzonych przez inwestorów zagranicznych i nowych inwestycji. Obecnie prowadzimy 82 projekty na kwotę 2,8 mld euro, które dadzą łącznie 30 tys. miejsc pracy. Projekty będą realizowane systematycznie w latach 2009–2011.
Przebywał pan niedawno w Pekinie, jak zachęcał pan chińskich inwestorów do zaangażowania się w Polsce? Jak postrzegają polski rynek jeśli chodzi o inwestycje kapitałowe?
– Powiedzmy wpierw, że ponad 80 proc. inwestycji w Polsce pochodzi z Unii Europejskiej. Kluczowym obiektem naszych zabiegów są kraje członkowskie. Patrząc długofalowo, w perspektywie najbliższych 5-7 lat, takim potencjalnym źródłem pozyskania inwestycji są Chiny. Nie liczymy na jakiś spektakularny, natychmiastowy sukces, niemniej budowana jest długofalowa strategia podobna do tej jaką stosował PAIZ w latach 90., stawiając na Japonię. Teraz stawiamy na Chiny. Najistotniejszy argument jakiego używam wobec Chińczyków to jest stwierdzenie, że Polska jest dla nich ułatwioną bramą wjazdową do Europy. Że łatwiej dotrzeć na rynek europejski plasując swój zakład w Polsce niż Niemczech, Francji, Włoszech, Wielkiej Brytanii czy innych krajach starej Unii.
Dlaczego?
– Po pierwsze łączy nas wspólna przeszłość i wspólna mentalność. I Chiny i my wyszliśmy z systemu gospodarki planowej. Po drugie Polska nie ma tradycji protekcjonizmu, w polskiej mentalności nie ma odgradzania się od gospodarki zagranicznej, czyli tego co najbardziej doskwiera Chińczykom w krajach starej Unii. Wreszcie po trzecie Polska się dorobiła całkiem przyzwoitej infrastruktury biznesowej, takiej jak: doświadczenie w handlu z Europą Zachodnią, logistyka, cała tkanka przedsiębiorstw obsługujących firmy, które zamierzają handlować ze zjednoczoną Europą. Dlatego tłumaczymy Chińczykom, że najprostszą metodą stania się dla chińskiej firmy firmą europejską jest umiejscowienie swojego biznesu nad Wisłą. Słowem Polska jako wrota do Europy dla chińskiego biznesu. Mniej więcej to samo tłumaczyliśmy polskim przedsiębiorstwom zainteresowanym rynkiem chińskim: ułatwioną drogą prowadzącą do Chin kontynentalnych jest Hongkong. Powody to małe różnice dotyczące mentalności, infrastruktura biznesowa – firmy handlowe, firmy pośredniczące etc.
Jak reagowali na te argumenty?
– Z wielkim zainteresowaniem. Z punktu widzenia Chin i Chińczyków Polska jest krajem naprawdę mało znanym. Przy okazji przygotowań do Światowej Wystawy Expo 2010 w Szanghaju przeprowadziliśmy badania w największych ośrodkach tego kraju, czyli w Pekinie i Szanghaju, dotyczące percepcji Polski. I ona prawie nie istnieje. Otóż Polska to jest taki niewielki kraj położony gdzieś w okolicach Rosji. Polak to jest rodzaj Rosjanina, ale uboższego. Bardzo słabo funkcjonuje w Chinach świadomość, że jesteśmy krajem europejskim. Niemniej w przypadku Chin prowadzimy nieustannie kampanię. W ciągu ostatnich miesięcy, od października 2008 roku do dziś, wyekspediowaliśmy tam kilkanaście misji gospodarczych i politycznych. Widoczne są pierwsze efekty. Wiele poważnych chińskich firm jest zainteresowanych Polską, a Chiny w portfelu inwestycyjnym PAIiIZ, są w tej chwili na 6-7 miejscu.
Rozmawiał Andrzej Uznański
Sławomir Majman – prezes zarządu Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych SA. oraz komisarz generalny Sekcji Polskiej Światowej Wystawy Expo 2010 w Szanghaju. Wcześniej prezes zarządu Targów Warszawskich SA, przewodniczący Rady Stowarzyszenia Menedżerów w Polsce i prezydent Interexpo w Hadze. Ukończył Moskiewski Państwowy Instytut Stosunków Międzynarodowych oraz Studium Organizacji i Zarządzania. Autor około 800 artykułów w prasie ogólnej i fachowej. Zna trzy języki obce: angielski, rosyjski i czeski.
- Aksamitny kryzys Autor: ~Mosze 2009-12-15 13:21
- Majman to oryginalny Żyd uganiający się już od lat za politykami i liżacy im co trzeba. Jak SLD była u władzy to był zwolennikiem tej partii teraz PO jest na topie. Cały "polski" biznes jes (..)
- Aksamitny kryzys Autor: ~igort 2009-11-11 12:26
- Ta instytucja, od lat zeruje na budzecie / korytko dla kolesi/ i powinna byc zlikwidowana. Inwestycje nigdzie nie zaleza od klimatu lub folderow lecz od warunkow ekonomicznych i politycznych, np wid (..)
- Aksamitny kryzys Autor: ~myslący 2009-11-11 10:53
- niestabilne prawo zniechęca inwestorów
- Aksamitny kryzys Autor: ~l;djfglkdfjldk 2009-11-11 09:23
- inwestycje??? Obozy to szybciej się zgodzę









Dodaj komentarz