Piszesz : "Zakładając, że jest to jednak kwota przychodu..."
A na jakiej to podstawie czynisz takie założenie ????
Nie istnieje związek pomiędzy "zadeklarowaną kwotą" , a przychodem. Ustawa dopuszcza możliwość, że mając przychód 1,- zł możemy zadeklarować kwotę 10.000,- zł i z pewnym ograniczeniem na odwrót. Możemy więc zadeklarować "kwotę z nieba" , ale nie mniejszą, niż owe 60 %.
Twoje założenie jest moim zdaniem po prostu nieuprawnione, błędne. I z błędnego założenia wychodzi Ci błędny wniosek o deklarowaniu czegoś, czego nie ma.
Ja twierdzę, że nie jest to kwota przychodu i pomiędzy nią, a przychodem nie ma absolutnie żadnych korelacji , skutkiem czego brak przychodu nie eliminuje obowiązku ubezpieczeniowego.
Gdyby ustawodawca "zadeklarowaną kwotę" chciał uznać za przychód (nota bene też "z nieba")- uczyniłby to tak, jak w ustawie o emeryturach i rentach z FUS.
Gdyby ustawodawca chciał napisać tak by pasowało to do Twego wywodu napisałby tak:
Podstawę wymiaru składek na ubezpieczenia emerytalne
i rentowe ubezpieczonych, o których mowa
w art. 6 ust. 1 pkt 5, stanowi 60% przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w poprzednim kwartale, z zastrzeżeniem
ust. 9 i 10. Składka w nowej wysokości obowiązuje od
trzeciego miesiąca następnego kwartału.
Coś mi tu nie gra. Odnośnie wpisu to ustawa prawo gospodarcze z 1999 roku nie posiada takiego artykułu art. 7e, ust. 1 pkt. 1, .
Już sam ten fakt dyskwalifikuje odwołanie.
Czy Twoim zdaniem ZUS narusza ustawę o SUS żądając od prowadzącego DG owych 60 % przeciętnego wynagrodzenia za miesiące (okresy ?) w których przychód owego przedsiębiorcy wynosił zero złotych ? Dodaję, że mówiąc o przychodzie przedsiębiorcy musimy przyjąć, iż jest to przychód z DG, czyli w danym okresie przedsiębiorca PROWADZĄC (podkreślam wężykiem) DG osiągał przychód równy zeru.
Jeśli tak, to myślę, że gdzieś w tym kraju znajdzie się choć jeden sprawiedliwy skład sędziowski.
Jeśli nie, to domyślam się, że Twoim zdaniem ustawa o SUS jest sprzeczna z konstytucją.
Jeśli teraz ustawa jest sprzeczna z konstytucją, to mamy obowiązek przestrzegać taką ustawę, czy nie ?
Jeśli nie mamy obowiązku, to znów liczę, że w tym kraju znajdzie się choć jeden sprawiedliwy...
Jeśli natomiast mamy obowiązek ją przestrzegać - to wydaje mi się, że dalej sprawa należy do TK, który w takim razie od 7 lat śpi (wspólnie z RPO).
AR. Mniej więcej tak myślę.
Sama ustawa o ubezpieczeniach zawiera wzajemnie wykluczające się artykuły, że o Konstytucji nie wspomnę.
TK i BRPO śpią i będą spać. Nie ruszą tego tematu bo grozi to katastrofą.
Czytając art.18 doszedłem do wniosku, że potraktowano nas wyjątkowo.
Każdy podpunkt ma ręce i nogi, poza dotyczącym prowadzących działalność. Takie odniosłem wrażenie.
Tylko My przy tak brzmiącym przepisie, zostaliśmy wyjęci spod art.2a obojętne z której strony na to spojżeć.
"Ad. Obserwator.
Coś mi tu nie gra. Odnośnie wpisu to ustawa prawo gospodarcze z 1999 roku nie posiada takiego artykułu art. 7e, ust. 1 pkt. 1, .
Już sam ten fakt dyskwalifikuje odwołanie."
Marsh ! Nie tak szybko ! I mniej pochopnie !
Ustawy w tym kraju podlegają (niestety) częstym nowelizacjom. Także ta z 19 listopada 1999 r podlegała wielokrotnym zmianom. Zapewne wpadł Ci w rękę tekst pierwotny, który rzeczywiście nie zawierał art. 7e. Ale jeśli sięgniesz do kolejnych nowelizacji, albo do ostatniego tekstu jednolitego - to zapewniam Cię : ART. 7 e TAM ISTNIEJE ! Naprawdę ! Sprawdź ! www.sejm.gov.pl - tam prześledzisz wszystkie zmiany.
Ps. Jak oceniłbyś sędziego, który oddalając apelację napisaną przez Kol. Obserwatora stwierdziłby w uzasadnieniu : "Już sam ten fakt dyskwalifikuje odwołanie" ?
Marsh. Znowu mącisz forum. Twierdzisz: "Odnośnie wpisu, to ustawa prawo gospodarcze z 1999 roku nie posiada takiego artykułu art. 7e, ust. 1 pkt. 1. Już sam ten fakt dyskwalifikuje odwołanie".
Treść tej ustawy można znaleźć m. in. na stronie:
http://isip.sejm.gov.pl/PRAWO.nsf/4326b1a242fc14fd412563d20069fee3/30cbb89e2e76f3d5c1256858002c0bed/$FILE/D19991178Lj.pdf
Mamy dwa miniprzedsiębiorstwa i dwóch prowadzących je miniprzedsiębiorców. Dla uproszczenia niech obaj zajmują się usługami niematerialnymi (brak zakupu towarów i materiałów) oraz niech ich KUP w rozpatrywanym okresie wynoszą zero.
Wiemy, że w tymże rozpatrywanym okresie jeden prowadzi, wykonuje DG, zaś drugi czasowo zaprzestał wykonywania.
Patrzący na tych dwóch miniprzedsiębiorców dostał zadanie : wskazać który działalność prowadzi, a który działalność czasowo zaprzestał.
Jak ów patrzący ich odróżni ?
Mój znajomy nawiązał niegdyś współpracę z AMWAY. W związku z tym musiał podjąć działalność gospodarczą. Prawda była taka, że po kilku miesiącach, zaraz na początku działalności tej firmy wycofał się z działalności gospodarczej. Nie oznajmił jednak swej woli w ZUS. Mimo, że faktycznie zapomniał wręcz o działalności gospodarczej, ZUS zażądał od niego zaległych składek wraz z odsetkami. Inni, którzy w podobnej sytuacji, zgłosili wolę zaprzestania działalności w ZUS, są niewątpliwie w lepszej sytuacji, choć z powodu porażającej samowoli niektórych urzędników, nigdy nic nie wiadomo.
Mam nadzieję, że wybaczycie mi Drodzy Forumowicze wrzucenie do tegoż wątku szczypty polityki o deszczowym poranku. Ale Marsh mnie sprowokował wyrażając swoją dezaprobatę dla okrutnej dyskryminacji przez ustawodawcę osób prowadzących DG (w zakresie sposobu oskładkowania) w porównaniu z oskładkowaniem pracowniczym.
No to wyobraźmy sobie, że duch święty poprzez umysły intelektualnej elity z ul. Wiejskiej zrównał sposoby oskładkowania dostosowując je do pracowniczych.
No to ja o deszczowym poranku wziąwszy kartkę i ołówek liczyć zacząłem. No i w wyniku owej mozolnej pracy wyszło mi , że przy najniższej stopie podatkowej 19 % muszę temu państwu oddać nie mniej niż 46,14 % i nie więcej niż 49,03 % tego, co prowadząc w pocie czoła DG zarobię (różnica wynika z oceny ryzyka wypadkowego mojej działalności).
Jeśli natomiast moje przedsięwzięcie gospodarcze powiedzie się i wejdę w 40 % stopę podatkową - to państwu oddam odpowiednio od 64,6 % do 68,64 % swoich dochodów.
Założyłem też, iż ów duch święty zmienił w stosownej ustawie pojęcie "przychód" na "dochód" , bo inaczej dopłacanie do takiego interesu potężnych kwot byłoby nieuniknione.
No i jak teraz Kolego Marsh ? O takie coś Ci chodziło ?
"...zapomniał wręcz o działalności gospodarczej..."
To znaczy zapomniał też o wyrejestrowaniu jej w urzędzie skarbowym, statystycznym, EDG ?
No to czekają go jeszcze przyjemności z tej strony. Do tej pory nikt się nie upomniał o PIT-y 5 , które ot tak sobie przestały do fiskusa spływać ? A swoją drogą jak ów Twój znajomy wypełniał zeznania roczne ? Coś, panie, mi tu nie gra :-)
"..ZUS zażądał od niego zaległych składek wraz z odsetkami."
A skąd u licha ZUS miał wiedzieć, że klient dał sobie spokój z Amway'em ? Gdzie tutaj widzisz porażającą samowolę urzędników ?
Treba pójść, wyjaśnić, udowodnić, że w tym i tym dniu DG zaprzestano i będzie z głowy.
Nie polegaj na mnie, ani na autorytetach. Sprawdzaj wszystko, nie tylko kontrowersyjne zagadnienia prawne, lecz szczególnie te z dziedziny religijnej. Tu, bowiem stawka jest o wiele wyższa, a kontrowersji o wiele więcej.
Zawsze byłem zwolennikiem płacenia od tego co faktycznie się wykorzystało. Jestem wrogiem wszelkiego rodzaju "abonamentom".
A dlaczego to ludzie, którzy mają niskie przychody, maja płacić zdecydowanie więcej od tych co mają większe przychody ?
1) przy niskich przychodach ludzie płacą składki wysokości nieżadko 100% dochodów, lepiej prosperujący około 20%.
Wiem i znam odpowiedź: prosperuj lepiej!
Obojętnie co piszemy na forum dotyczy to przedewszystkim tych pierwszych.
2) A kto powiedział, że administracja ZUS musi pożerać aż tyle kasy?
Kto powiedział, że w państwie musi istnieć aż tykle grup społecznych o skróconym stażu pracy do emerytury lub tych, którzy z opłat na ZUS są zwolnieni?
Tu też znam odpowiedź: trzeba było się załapać do tej grupy.
3) A podatek liniowy by pasował? Dyć największy opór stawiają nie ci co mają mało ale ci co mają dużo. To samo miałoby miejsce przy ZUS.
Czy to, że ktoś dużo zarabia, zatem płaci wyższe opłaty jest czymś złym? Toż płaci od tego co zarobił. A kto powiedział, że procent musi być aż tak wysoki? Zresztą jaki by nie był to napotka na opór. Zawsze chce się mieć więcej.
A w całej mojej wypowiedzi chodziło nie o to ile kto płaci, ale o to że może w pewnych okresach nie płacić, a ja muszę bo ZUS tak chce, bo zapewne mają rację twierdząc, że opłata składki jest niezależna od faktu uzyskiwania lub nie dochodu lub przychodu. Niedość zostałem także wyróżniony "listem wewnętrznym", w stosunku do karty podatkowej.
Już w Sądzie orzekli, że przepisy podatkowe ZUS-u nie dotyczą i zawieszać w US sobie mogę.
I na koniec zostanę zbesztany. Ciągnąc dalej, mam płacić składki od dokonania wpisu do ewidencji, wraz z podaną datą rozpoczęcia wykonywania działalności. A jeżeli nie rozpocząłem to miałem obowiązek zgłosić ten fakt w urzędzie i dokonać zmiany wpisu. A jeśli tego nie zrobiłem to znaczy, że rozpocząłem działalność w podanym terminie. Dalej, przy przerwie zapewne winienem zrobić podobnie.
Uniezależniając właśnie ustawę o ubezpieczeniach od przychodu, pamiętamy, że ma być zadeklarowany nie zaś faktyczny, a wpisując tam niczym nie określoną(podmiotowo) kwotę, zwalniamy ZUS od zagłębiania się w problem zaistnienia przychodu. I w związku z tym dla ZUS obydwa przytoczone przez Ciebie przykłady tych dwuch panów, są dla ZUS bez znaczenia. Obaj zapłacą równo.
Czy przy innych jasnych, nie zawierających niedopowiedzeń w ustawach sytuacja wielu z nas byłaby inna? Zapewne tak. Przy takiej wykładni ZUS, bardzo niewielu z nas prowadziłoby działalność.
Czy gdyby kraj reprezentowałby jako taki poziom gospodarczy byłyby te problemy? Jakoś do 1999 roku zdecydowana większość dawała sobie radę bez większych problemów. Ale od tego czasu karta podatkowa i ZUS wzrosły o 300% (z 80 zł i 200 zł) ceny niektórych materiałów choćby benzyny czy ropy też w tej granicy a przychody np. z usług od tamtego czasu wręcz zmalały lub są w najlepszym wypadku na tym samym poziomie. Tylko nie pisz, że GUS twierdzi co innego.
Kilka godzin temu zacząłem też pracować nad pismem procesowym, w którym ustosunkowano się do odpowiedzi organu rentowego na odwołanie. Może komuś się niektóre argumenty przydadzą. Proszę też o konstruktywne sugestie.
Odpowiedź na pismo organu rentowego z […]
Zakład Ubezpieczeń Społecznych Oddział […], w dniu […] wniósł o oddalenie odwołania od decyzji z dnia […], znak […], stwierdzając brak podstaw prawnych do jego uwzględnienia. W odpowiedzi powtórzył swoją wcześniejszą argumentację, uzupełniając ją dodatkowymi informacjami niezwiązanymi bezpośrednio ze sprawą i nie próbując odnieść się do choć jednego z argumentów zawartych w odwołaniu. Pomimo wyraźnej prośby, Oddział zignorował też prośbę o dokonanie rzetelnej kontroli.
Udzielając odpowiedzi, Oddział stwierdził: „Biorąc pod uwagę powyższe wyjaśnienia oraz fakt, że przekazywane bieżąco do Zakładu dokumenty ubezpieczeniowe w części nie odpowiadają stanowi faktycznemu ubezpieczeń obowiązkowych ustalonemu niniejszą decyzją, jak również z uwagi na konieczność ustalenia prawidłowych okresów podlegania dobrowolnemu ubezpieczeniu chorobowemu wnioskodawca powinien złożyć korekty dokumentów zgłoszeniowych oraz zapłacić powstałą po korektach zaległość”. Oddział mówi tu o konieczności ustalenia prawidłowych okresów podlegania dobrowolnemu ubezpieczeniu chorobowemu. To stwierdzenie pokazuje, jak rzetelna była kontrola. Łatwo, bowiem jest sprawdzić, że w spornych okresach powód nigdy nie przystąpił do dobrowolnego ubezpieczenia chorobowego. Znaczna część argumentacji Oddziału nie ma więc żadnego związku ze sprawą.
Kolejnym faktem wskazującym na nierzetelność, jest odwołanie się do treści orzeczeń sądowych, które także nie mają związku ze sprawą. Postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 17.07.2003 r. sygn. II UK 111/03 dotyczy, bowiem osób, które w czasie, gdy oświadczały, że zaprzestały prowadzenia pozarolniczej działalności, oczekiwały na kolejne zamówienia, lub ich poszukiwały. Oddział nie próbował jednak nawet tego ustalić, a w odwołaniu powód wyraźnie oświadczył, że począwszy od dnia […], gdy po raz pierwszy zgłosił zaprzestanie działalności, nie miał zamiaru nadal jej prowadzić. Nie złożył jednak wniosku o wykreślenie z ewidencji, gdyż nie miał środków na opłatę za remanent likwidacyjny. Także postanowienie Sądu Apelacyjnego z dnia 17.12.2003 sygn. III Aua 1531/03 (OSAB 2004/1/51) nie ma żadnego związku ze sprawą, i także świadczy o nierzetelności. Powód, bowiem nie wykonywał także żadnych czynności związanych z działalnością, nie poszukiwał nowych klientów, nie zamieszczał żadnych ogłoszeń w prasie, itp. Ostatni ślad działalności gospodarczej wystąpił w […], kiedy to powód wpisał do księgi przychodów i rozchodów po raz ostatni symboliczny przychód i symboliczne koszty. Na dowód tego do odwołania od decyzji powód dołączył kopie PIT-5, wskazujące, że zaprzestanie, które zgłoszono po raz pierwszy w dniu […] miało charakter trwałego zaprzestania. Jedyną korzyścią, którą powód mógł osiągnąć, przystępując co miesiąc do ubezpieczeń, było ubezpieczenie zdrowotne, z którego powód i tak ani razu nie skorzystał.
W odpowiedzi na odwołanie Oddział ponownie odwołał się do treści ustawy z dnia 19.11.1999 r. – Prawo działalności gospodarczej, wskazując na treść definicji działalności gospodarczej. Jednakże treść tej definicji jednoznacznie wskazuje, że sam wpis do ewidencji nie oznacza prowadzenia działalności gospodarczej. Sam wpis do ewidencji nie jest, bowiem: "zarobkową działalnością wytwórczą, handlową, budowlaną, usługową, lub poszukiwaniem, rozpoznawaniem i eksploatacją zasobów naturalnych, wykonywaną w sposób zorganizowany i ciągły”. Nie można więc definicji działalności gospodarczej zastosować do samego wpisu do ewidencji. Nie można też twierdzić, że sam wpis jest równoznaczny z prowadzeniem działalności gospodarczej, i że w związku z tym jedynie wykreślenie z ewidencji oznacza zaprzestanie prowadzenia działalności gospodarczej.
Chcąc udowodnić, że „zaprzestanie”, o którym jest mowa w art. 13 pkt. 4 ustawy z dnia 13 października 1998 o systemie ubezpieczeń społecznych, dotyczy jedynie wykreślenia z ewidencji, Oddział ZUS powołuje się na przepisy ustawy z dnia 19.11.1999 – Prawo działalności gospodarczej, które określają w art. 7e, ust. 1 pkt. 1, iż wpis do ewidencji działalności gospodarczej podlega wykreśleniu w przypadku m. in. zaprzestania wykonywania działalności. W tym kontekście, termin „zaprzestanie” oznacza niewątpliwie trwałe zaprzestanie wykonywania działalności (likwidację działalności).
Być może Oddział nie zdaje sobie sprawy z tego, że twierdzenie, iż użyty w art. 13 punkcie 4 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych wieloznaczny termin „zaprzestanie”, ma takie samo znaczenie jak w art. 7d i 7e ustawy z dnia 19 listopada 1999 r. - Prawo działalności gospodarczej, i oznacza jedynie likwidację działalności, jest manipulacją, w której wykorzystano wieloznaczność pojęć, aby udowodnić fałszywą tezę, że niewyrejestrowanie działalności z ewidencji oznacza, że nadal istnieje obowiązek ubezpieczeń, nawet wówczas, gdy faktycznie zaprzestano prowadzenia działalności gospodarczej.
Jednakże z treści art. 7, punktu 2 ustawy - Prawo działalności gospodarczej jednoznacznie wynika, że sam wpis do ewidencji nie jest równoznaczny z prowadzeniem działalności gospodarczej. Na ten argument powołał się Sąd Najwyższy w wyroku z 06.09.2000 (SN II UKN 692/99 OSNP 2002/5/124), w którym przychylono się do decyzji Oddziału ZUS, o wyłączeniu Józefy S. z ubezpieczenia społecznego z datą wsteczną, która nie tylko figurowała w ewidencji, lecz także zgłosiła prowadzenie działalności w Urzędzie Skarbowym i w Oddziale ZUS. W uzasadnieniu wyroku stwierdzono: „Wpis do ewidencji działalności gospodarczej nie jest też wystarczającą przesłanką dla przyjęcia faktu prowadzenia działalności, ani - w konsekwencji - dla powstania obowiązku ubezpieczenia społecznego”. Oświadczono tu także: „Zarówno wpis, jak i jego wykreślenie nie mają znaczenia prawnego dla bytu przedsiębiorcy, gdyż jego istnienie zależy od prowadzenia działalności gospodarczej”. Treść tego orzeczenia oparto na solidnej podstawie prawnej. Sąd Najwyższy w uzasadnieniu powołał się właśnie na ustawę z dnia 19 listopada 1999 - Prawo o działalności gospodarczej, na art. 7, punkt 2, stwierdzający jednoznacznie: „Przedsiębiorca będący osobą fizyczną może podjąć działalność gospodarczą po uzyskaniu wpisu do ewidencji działalności gospodarczej”. Sam wpis nie oznacza więc prowadzenia działalności gospodarczej.
Art. 13 punkt 4 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych nie stwierdza, że: "obowiązkowo ubezpieczeniom emerytalnemu, rentowym, chorobowemu i wypadkowemu podlegają osoby prowadzące działalność pozarolniczą - od dnia, gdy uzyskają wpis do ewidencji działalności gospodarczej do dnia wykreślenia z ewidencji". Gdyby tak było, wtedy można by zgodzić się z zarzutem, że powód nie zaprzestał faktycznego prowadzenia działalności gospodarczej w spornych okresach.
Treść wydanych na podstawie delegacji ustawowej rozporządzeń (Ministra Pracy i Polityki Socjalnej z 4 grudnia 1998 r. i Ministra Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej z dnia 6 sierpnia 2003 r.) nie popiera stanowiska Oddziału, iż jedyną przyczyną zaprzestania działalności może być wykreślenie z ewidencji (trwałe zaprzestanie). Oddział dobrze o tym wie, dlatego w odpowiedzi na odwołanie nie odniósł się do tego argumentu. Powyższe przepisy wskazują jednoznacznie, że zaprzestanie to może mieć także charakter czasowy. Przepisy te nie precyzują też, jak często i w jakich odstępach czasu można zaprzestać prowadzenie działalności gospodarczej.
W odpowiedzi na odwołanie ponownie też stwierdzono, że przepisy ustawy - Prawo działalności gospodarczej nie wyróżniają czasowego zaprzestania wykonywania działalności. Jednakże przepisy tej ustawy nie wyróżniają także pojęcia śmierci i zgonu. Czy na tej podstawie można jednak wyciągnąć równie absurdalny wniosek, że wobec tego przedsiębiorca nie ma prawa umrzeć, lub, że ma obowiązek opłacania składek także po śmierci, jeśli nie wyrejestrował się z ewidencji? Czyż treść rozporządzenia Ministra Pracy i Polityki Socjalnej z 4 grudnia 1998 r., wśród przyczyn wyrejestrowania płatnika z ubezpieczeń, nie wymienia obok wykreślenia z ewidencji, także m.in. zgon płatnika składek, oraz zaprzestanie prowadzenia działalności? Czyżby Oddział ZUS nie znał treści zamieszczonej na stronie prawnej ZUS informacji: „Wyrejestrowanie z ubezpieczeń, a następnie zgłaszanie do nich, powinno następować także w przypadku, gdy zaprzestanie działalności ma charakter czasowy. Nie jest przy tym wymagane wyrejestrowanie w organie ewidencyjnym”? (PORADNIK UBEZPIECZENIA SPOŁECZNE I UBEZPIECZENIE ZDROWOTNE OSÓB PROWADZĄCYCH POZAROLNICZĄ DZIAŁALNOŚĆ I OSÓB Z NIMI WSPÓŁPRACUJĄCYCH).
Przypomnę też, że ustawa z dnia 2 lipca 2004 r. o swobodzie działalności gospodarczej, wyróżnia pojęcie trwałego zaprzestania wykonywania działalności gospodarczej. A jeśli zaprzestanie może być trwałe, to czyż logika nie wskazuje, że może mieć ono także charakter czasowy?
Zdziwiony jestem tym, że pomimo mojej prośby, Oddział ZUS obowiązek ubezpieczeń społecznych ustalił nie na podstawie rzetelnej kontroli, lecz na podstawie dat wskazanych we wpisie do ewidencji, nie mając nawet chęci przesłuchania mnie w tej sprawie.
Ponieważ kontrola nie była rzetelna, a treść wydanej decyzji narusza przepisy prawa materialnego, przez błędną jego wykładnię, dlatego wnoszę o jej uchylenie w całości.
Ponieważ z ustaw poznikał warunek prowadzenia działalności na rzecz wykonywania działalności, rozważył bym zamianę fragmentu:
....gdy faktycznie zaprzestano prowadzenia działalności gospodarczej.
....jedynie wykreślenie z ewidencji oznacza zaprzestanie prowadzenia działalności gospodarczej
......powód nie zaprzestał faktycznego prowadzenia działalności gospodarczej w spornych okresach.
Proszę o uwagi:
Uważam,że Sądy nie mają racji z tą " gotowością".
Gotowość do rozpoczęcia wykonywania działalności wystąpi w wyniku spełnienia wielu czynników,a jednym z ważniejszych jest zgłoszenie
w ZUS obowiązkowego ubezpieczenia "od dnia rozpoczęcia wykonywania działalności do dnia zaprzestania wykonywania tej działalności."(Art.13,pkt4.)
Obecność w Ewid. Dział. Gosp. nie świadczy o "gotowości" jeżeli nie ma
elementu ubezpieczenia.Nie możemy jeżdzić samochodem jak nie jesteśmy ubezpieczeni.
Dalej,jeżeli nie byliśmy ubezpieczeni,a czyniliśmy zapisy w KPiR
to nie koniecznie "wykonywaliśmy działalnośc".Bo nie zgłosiliśmy tej działalności do ubezpieczenia(nie chodzi o działalność pt.:zapisywanie w KPiR). A,Dlaczego nie zgłosiliśmy tej działalności
do ubezpieczenia?Bo ta działalność (zakupy materiałów,telefony,energia,
koszty samochodu itd. )nie miała znamion "zorganizowania i ciągłości" skoro nie było klienta,zamówienia czy zlecenia gwarantujących zarobek -
"zarobkową działalność."
Przy okazji jeżeli nie ma zlecenia,klienta czy zamówienia
nie może być mowy o "zorganizowaniu" działalności.Nie wiemy czego i ile kupić,ile zużyć energii,czy dziesięć litrów benzyny starczy na znalezienie zlecenia czy klienta.Możemy tylko "gdybać".
Proszę o uwagi,udoskonalenie i nowe myśli.A cha!Napisałem to wszystko zakładając oczywiście,ze sprawa "podejmowania i prowadzenia i wykonywania działalności" jest to co innego od "podejmowania,prowadzenia i wykonywania działalności" z zgłoszonym
obowiązkiem ubezpieczenia "od dnia rozpoczęcia wykonywania działalnosci do dnia zaprzestania wykonywania tej działalności".
Jadę na rybyyyyyyyyyy i pozdrawiam wszystkich.
Walter.
.
I jeszcze zapomniałem dodać:
Zapisy w KPiR nie mogą być więc dowodem na "rozpoczęcie i zaprzestanie" wykonywania działalnosci.
Jeżeli tak to jak są "rozliczani" na karcie podatk.?
Proszę także zauważyć,że zgłaszanie przerw w US przez kartowiczów nie musi mieć w ogóle miejsca.A,co zrobić jak przerwa jest mniejsza od dziesięciu dni?.
Walter
Ad. Walter:
Dzisiaj rano mój samochód dał się uruchomiłć, choć nie ma wykupionego obowiązkowego ubezpieczenia. I jeszcze pojechałem nim po ciepłe bułeczki (na sniadanie). Widzisz jakie zmyślne bydlę ?
Ps. Przemyśl jeszcze raz to, co napisałeś (najlepiej w spokoju, ciszy - może na rybach ?)
Witam.
Ja także uważam jak Walter (być może ze jest to zbyt subiektywny pogląd gdyż jak pisałem mam te wpisy w KPiR)
1) Jeśli wyrejestrowałem się w ZUSie nie prowadzę działalności,
2) więc szykuję się do zarejestrowania nowej. Robię WYDATKI – czyli organizuję się do nowej działalności. Jeśli w czasie tej nowej zarejestrowanej działalności nie uzyskam przychodu NIEMA KOSZTÓW z organizowania działalności, są nadal tylko wydatki bo tą nową działalność bez przychodu wyrejestrowałem.
3) jeśli w ciągu roku takie sytuacje się powtórzą będzie tak samo,
4) w przypadku gdy wreszcie nastąpi sytuacja gdy poniosę wydatki i nastąpi przychód w okresie zarejestrowanym wydatki przerodzą się w koszty możliwe do ich uznania. Rozliczenie jest roczne.
Jeśli ktoś wyjedzie tym nieubezpieczonym samochodem ARa po te ciepłe bułeczki to; JEŚLI GO ZŁAPIE policjant to zapłaci mandat to oczywiste i słuszne, noo mandat zapłacony ale kierowca lubieżnie syty.
Ja też 3 lata temu chciałem kupić te ciepłe bułeczki ale miałem nieubezpieczony samochód bo go wyrejestrowałem i pamiętam, że poszedłem na piechotę (żaden policjant wówczas po drodze mnie nie zatrzymywał) kupiłem po drodze w kanister benzynę do samochodu bo za miesiąc miałem go zarejestrować i ubezpieczyć, ale bułeczek nie było i cały dzień myślałem o tych bułeczkach. Choć minęło już od tego zdarzenia 3 lata w moje imieniny zjawili się; komornik żądając opłaty za ubezpieczenie samochodu z tamtego okresu gdy nie byłem zarejestrowany i policjant z mandatem za to że jechałem swoim nieubezpieczonym autem w dniu zakupu benzyny i wszystko to na podstawie rachunku ze stacji benzynowej ???
Pozdrawiam wszystkich serdecznie. Ciekawe co Walter złapie? czagor
Hmmm....AR,podziwiam,podziwiam to Twoje stare bydle,że mimo braku
uprawnień nie znarowiło się i pojechało.Głód jest nieobliczlny,a zarazem uskrzydla.
Ty mimo braku uprawnień wykonałeś dzieło - najadłeś się,spełniłeś się.
Ja z wszelkimi uprawnieniami pojechałem po ryby i nie złapałem - nie
spełniłem swego dzieła.Obydwoje czyniliśmy starania Ty z rezultatem
ja bez.Ty wykonałeś działalnośc ja nie.(Nie,nie,nie,że to jest na własną odpowiedzialność i ryzyko - tak oni mówią.)Możę w przyszłości...,poznałem takie miejsca że...jeszcze tam wrócę.
Teraz wsiądę w samochodód którego kilometrówkę rozliczam w KPiR
i pojadę kupić kilo gwożdzi które też tam umieszczam.Nie z zamiarem
wykonania jakiegoś dzieła bo nic nie mam na horyzoncie.Ale gdy przyjdzie czas,a przyjdzie czas na pewno...będę gotowy z chwilą otrzymania zamówienia i zgłoszenia obowiązku ubezpieczenia.
Urząd Skarbowy rozlicza wydatki umieszczone w KPiR z przyszłymi dochodami.
Zastanawiam się jak to było przed moim podjęciem działalności
gospodarczej przed wpisem do DG.Załatwiałem mnóstwo spraw związanych z przewidywaną DG:przyszłe zlecenia,materiały,uczyłem się tego co będę robił,zdawałem różne uprawnienia,jeżdziłem,oglądałem, wydałem mnóstwo pieniędzy.I nie zgłosiłem tego w ZUS - przestępstwo i jeszcze raz przestępstwo.To samo gdy już miałem wpis do DG,zawsze by być maxymalnie gotowym.Ale tak naprawdę byłem gotowy gdy otrzymywałem zlecenie,zamówienie (wtedy zawsze się okazywało,że tak naprawdę gotowy to nie jestem bo brakuje czegoś) i zgłaszałem się w ZUS.Gdybym wymienionych czynności przed otrzymaniem zlecenia,zamówienia, propozycji nie wykonał to nie zrealizował bym dzieła bo czas wykonania jest podstawowym warunkiem zarobku.
Apel:Walczmy z przesądami światło ćmiące(wyroki SN),
łammy czego rozum nie złamie,razem upokorzeni
przez zgraję urzędasów,przyszłych biorców naszych
składek - koprofagów.
2) daty powstania obowiązku ubezpieczeń emerytalnego i rentowych dla ubezpieczonych wyłącznie zobowiązanych do płacenia składek na własne ubezpieczenie albo składek na ubezpieczenie osób z nimi współpracujących.
Pokornie proszę o naukę:
Która to jest data powstania obowiązku?
Co w takim razie mieści się w pojęciu wykonywania działalności?
Boję się, że za chwilę dojdę do wniosku, że jeżeli w przeciągu pięciu lat udało mi się wykonać usługę i trwało to przez tydzień, to ZUS mam zapłacić za te siedem dni.
Na ZFA są także dwie daty, data wydania uprawnienia,w moim wypadku stała od lat, oraz data rozpoczęcia wykonywania działalności zmienna, tzn. data nowego okresu wykonywania działalności. Na druku tym nie ma daty dokonania wpisu do ewidencji. Jeżeli ZUS uznaje tylko datę wpisu to dlaczego jej tam nie ma? Jeżeli zaś data otrzymania zezwolenia jest jednocześnie datą wpisu do ewidencji to po co jest tam data rozpoczęcia wykonywania działalności? Wydaje się, że ZUS przeczy sam sobie!
W takim przypadku napewno data otrzymania zezwolenia nie może być datą powstania obowiązku ubezpieczeniowego.
Po co te wszystkie daty?
Idąc dalej, jeżeli data wskazana jako data wpisu lub otrzymania zezwolenia może zdaniem ZUS wystąpić tylko raz, bo zawiesić działalności zdaniem ZUS nie wolno, to złożenie kolejnego druku ZFA z tą samą datą oraz tym samym numerem zezwolenia WINNO BYĆ PRZEZ SYSTEM ODRZUCONE!!!!!!!!!!!
I nie ma takiej możliwości by ZUS sobie zgłoszenia przyjmował, bo jak twierdzą mają taki obowiązek, a potem mogą to zweryfikować.
SYSTEM który dopuszcza zabronione prawem zgłoszenia jest systemem delikatnie mówiąc złym. Albo wszystkie Nasze operacje są zgodne z przepisami, a ZUS to prawo łamie!!!
witam ZUS twierdzi że musi przyjąc nasze oświadczenia ale także twierdzi że niemają one znaczenia a co oznacza taki zapis na tych oświadczeniach: "oświadczam, że dane zawarte w formularzu są zgodne ze stanem prawnym i faktycznym. Jestem świadomy(a) odpowiedzialności karnej za zeznanie nieprawdy lub zatajenie prawdy." takie to papierki bez znaczenia ?
"Gotowość do rozpoczęcia wykonywania działalności wystąpi w wyniku spełnienia wielu czynników"
Re : Co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości
"a jednym z ważniejszych jest zgłoszenie w ZUS obowiązkowego ubezpieczenia"
Re : Uprzejmie protestuję. Zgłoszenie do ZUS jest WYNIKIEM spełnienia "wielu czynników". Nie ma przeszkód dla prowadzenia DG bez zgłoszenia do ZUS" - z tym, że później to trochę kosztuje, a w przypadku zatrudnienia pracowników również grozi wyrokiem.
Obecność w Ewid. Dział. Gosp. nie świadczy o "gotowości"
Re : Oczywiście .
"jeżeli nie ma elementu ubezpieczenia."
Re : Znów protest – patrz wyżej.
"Nie możemy jeżdzić samochodem jak nie jesteśmy ubezpieczeni."
Re : Ależ możemy "vide moje ranne bułeczki, ale jak złapią" to znów trzeba łapać się za portfel.
"jeżeli nie byliśmy ubezpieczeni,a czyniliśmy zapisy w KPiR to nie koniecznie "wykonywaliśmy działalnośc". Bo nie zgłosiliśmy tej działalności do ubezpieczenia"
Re : Znów protest. Działalność wykonywaliśmy "tylko przy okazji naruszaliśmy przepisy o SUS.
Jeśli mam na ścianie szyld, pod nim sklep, w sklepie towar, klientów multum itp. itd., ale miałem kaprys nie zgłoszenia się NIGDZIE (ani do EDG, ani do US, ani do GUS, ani do ZUS ani do") to Twoim zdaniem NIE PROWADZĘ DZIAŁALNOŚCI GOSPODARCZEJ ??? Prowadzę ją - tyle, że łamiąc obowiązujące mnie jako prowadzącego DG przepisy.
"nie chodzi o działalność pt.:zapisywanie w KPiR)."
Re : Zapisy w KPiR (KH) są spisem wykonanych w ramach DG operacji gospodarczych dokumentowanych dowodami źródłowymi, których spis - to właśnie KPiR, albo KH.
- A,Dlaczego nie zgłosiliśmy tej działalności do ubezpieczenia?Bo ta działalność (zakupy materiałów,telefony,energia,
koszty samochodu itd. )nie miała znamion "zorganizowania i ciągłości" skoro nie było klienta,zamówienia czy zlecenia gwarantujących zarobek - "zarobkową działalność."
Re : Wielokrotnie tę sprawę rozważaliśmy. Nie będę się więc powtarzał. Przypomnę tylko : jeśli na moją pietruszkę w moim sklepie wystawię cenę 100 krotnie przewyższającą jej cenę rynkową - to żaden klient jej u mnie nie kupi. Nie będę miał przychodu. Czy oznacza to, że nie prowadzę DG?
"Przy okazji jeżeli nie ma zlecenia,klienta czy zamówienia nie może być mowy o "zorganizowaniu" działalności."
Re : Nie jest to prawdą. Patrz wyżej. Na takim rozumowaniu wielu już się "przewiozło". Takiego rozumowania nie przyjmie Ci żaden, najbardziej Ci przyjazny ( a wrogi ZUS-owi) sąd. Zorganizowanie nie polega na tym, że masz klienta. Polega na tym, żę na jego przyjęcie i obsłużenie jesteś przygotowany. Nie wiesz jednak czy on przyjdzie i kiedy on przyjdzie. Czekasz na niego. I to jest owa kontrowersyjna GOTOWOŚC. Jeśli uruchamiasz sklep "kupujesz wyposażenie, środki trwałe, towar (jeszcze masz go w pojemnikach)" to jeszcze nie prowadzisz działalności, ponieważ nie jesteś jeszcze gotowy na przyjęcie klienta. Na temat późniejszego (jak myślisz, kiedy) uznania tych wydatków w ciężar kosztów była już mowa. Zauważ jednak, kiedy robisz spis kupionych towarów i wprowadzasz jego wartość do księgi jako remanent otwarcia ? Wtedy, kiedy stałeś się gotowy na przyjęcie klienta, wywiesiłeś na drzwiach Twojego sklepu kartkę "OTWARTE, ZAPRASZAMY"(na świeże bułeczki). I to jest właśnie początek działalności. A kiedy przyjdzie pierwszy klient, dzisiaj, jutro, za tydzień - to odrębna sprawa. Jak przyjdzie - będziesz miał pierwszy przychód.
"Nie wiemy czego i ile kupić,ile zużyć energii,czy dziesięć litrów benzyny starczy na znalezienie zlecenia czy klienta.Możemy tylko "gdybać"."
Re : Na tym polega ryzyko DG, które ograniczyć można racjonalnymi przewidywaniami. Ryzyka (a i to nie zawsze) nie ponosi tylko pracownik otrzymujący "swoje" każdego ostatniego dnia miesiąca. Ale mamy zawsze prawo wyboru.
"jest to co innego od "podejmowania,prowadzenia i wykonywania działalności" z zgłoszonym obowiązkiem ubezpieczenia "
Re : Absolutnie to samo.
Szanowni Koledzy ! Na tym forum wymieniamy swoje myśli, staramy się nawzajem sobie pomagać. Ale wierzajcie mi , karkołomna (czyniona w dobrej wierze) pseudoargumentacja może przed sądem tylko zniweczyć inne, rzetelne argumenty.
Dzięki Ryszardzie za dobre słowo.
Możemy psioczyć (i słusznie) na idiotyczne , stanowione przez tych (wstaw odpowiedni epitet) przepisy, na totalny bajzel, na arogancję i niekompetencję znacznej części urzędników, na marnotrawienie i rozkradanie naszych pieniędzy, na to, że to "państwo" przestało pełnić swoją funkcję.
Ale prawa jakie by ono nie było (no,może poza skrajnymi przypadkami nieposłuszeństwa obywatelskiego) musimy przestrzegać , a co najważniejsze ŻĄDAĆ jego przestrzegania przez wszelakiej maści urzędników. Aby jednak żądać przestrzegania prawa - musimy to prawo perfekcyjnie poznać tak, aby być lepszymi fachowcami od urzędników, dla których źródłem prawa często są ewidentnie z prawem tym sprzeczne wytyczne przełożonych (pisemne, ustne, naciski "bo dziura w budżecie").
I dobrze, że wątek ten stał się niezwykle interesującym dla wymiany doświadczeń, dla polemik , czasem sporów (jakże budujących) - ale dla potrzeb rzetelnego stosowania prawa. Bo jak je zmieniać - to już zupełnie odrębna i myślę wykraczająca poza temat rozważań sprawa.
Pamiętajmy : Naszą bronią jest wiedza, której zakres możemy mieć większy od (wstaw odpowiedni epitet) części urzędników uzurpujących sobie "władzę" nad nami.
Sam wpis nie oznacza prowadzenia działalności gospodarczej.
Wskazuje na to także treść art. 22 punkt 1 ustawy z dnia 19 listopada 1999 - Prawo o działalności gospodarczej. Stwierdzono tu, bowiem: „Organ koncesyjny cofa koncesję w przypadku, gdy: 2) przedsiębiorca nie podjął działalności objętej koncesją mimo wezwania organu koncesyjnego lub zaprzestał wykonywania działalności gospodarczej objętej koncesją”.
Z treści tego artykułu wynika, że można figurować w ewidencji i jednocześnie nie prowadzić działalności gospodarczej.
Jeszcze bardziej interesująco brzmi to w nowej ustawie z dnia 2 lipca 2004 r. - o swobodzie działalności gospodarczej.
W art. 58 pkt. 1 stwierdza się: „Organ koncesyjny cofa koncesję, w przypadku gdy: 2) przedsiębiorca nie podjął w wyznaczonym terminie działalności objętej koncesją, mimo wezwania organu koncesyjnego, lub trwale zaprzestał wykonywania działalności gospodarczej objętej koncesją”.
Działalność gospodarcza objęta koncesją jest niewątpliwie także działalnością gospodarczą. Można więc figurować w ewidencji i jednocześnie nie wykonywać działalności gospodarczej. Poza tym, na co wskazuje użyte tu pojęcie „trwałe zaprzestanie”? Skoro można trwale zaprzestać wykonywania takiej działalności, to czyż nie można zaprzestać wykonywania takiej działalności także na pewien okres czasu?
Już kiedyś poruszono ten argument na forum. Czy warto wpleść go do naszej argumentacji? Co dziś o tym sądzicie?
W jednej z odpowiedzi na odwołanie wrocławski Oddział ZUS, stwierdził:
"Zwraca się uwagę, że organ rentowy nie kwestionuje wyrejestrowań z ubezpieczeń społecznych, które nie są zgłaszane nagminnie, a wynikają z okresowego faktycznego zaprzestania prowadzenia działalności związanego np. z sezonowością prowadzonej pracy, zdarzeniami losowymi, pod warunkiem, że O/ZUS nie posiada informacji, że w tym okresie osoba prowadziła tę działalność".
Poniżej przytaczam zdanie z jednego z wyroków we Wrocławiu:
„Na marginesie Sąd zauważa, że obowiązujące przepisy nie przewidują możliwości zwolnienia z obowiązku opłacania składek na ubezpieczenie społeczne w czasie korzystania z urlopu wypoczynkowego, niezależnie czy z urlopu korzysta przedsiębiorca samodzielnie opłacający składki, czy pracownik, za którego składki na ubezpieczenie odprowadza zatrudniający go pracodawca. W obu przypadkach istnieje obowiązek ubezpieczeniowy pomimo braku lub zmniejszenia dochodów z powodu nie świadczenia pracy.”
To ja rozumiem, że we wrocławskim ZUS-ie :
1) Urzędnik w konkretnej sprawie decyduje co jest dozwolone, a co nie (co to znaczy "nagminne")
2) Udowodnienie czynu przez prawo zabronionego polega na tym, że urzędnik posiadł informację, że obywatel prawo to złamał.
W państwie prawa dyrektor wrocławskiego ZUS-u za takie stwierdzenie dnia następnego łajno spod moich krów by wybierał, ale ponieważ temu "państwu" trudno jest nadać przymiotnik "praworządne" - więc zdumiewać może tylko łatwość przyswojenia sobie zasad funkcjonowania Świętego Oficjum - kontynuowanych kilkaset lat później przez Andrieja Wyszyńskiego.
Budujące jest również zdanie wrocławskiego sędziego, który w szczodrobliwości swojej przeogromnej prowadzących DG jako OF prawem do urlopu wypoczynkowego obdarzyć raczył (pod warunkiem zapłaty składek ZUS). Dzięki Ci Panie, kwiecie sędziów z Wrocławia, za łaskawość Twoją.
Być może Oddział nie zdaje sobie sprawy z tego, że sugerowanie, iż użyty w art. 13 punkcie 4 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych wieloznaczny termin „zaprzestanie”, ma takie samo znaczenie jak w art. 7d i 7e ustawy z dnia 19 listopada 1999 r. - Prawo działalności gospodarczej, i oznacza jedynie likwidację działalności, jest manipulacją, w której wykorzystuje się wieloznaczność pojęć, aby udowodnić fałszywą tezę, że niewyrejestrowanie działalności z ewidencji oznacza, że nadal istnieje obowiązek ubezpieczeń, nawet wówczas, gdy faktycznie zaprzestano prowadzenia działalności gospodarczej.
Jednakże z ustawy z dnia 19 listopada 1999 r. - Prawo działalności gospodarczej, jednoznacznie wynika, że sam wpis do ewidencji nie jest równoznaczny z prowadzeniem działalności gospodarczej. Na ten argument powołał się Sąd Najwyższy w wyroku z 06.09.2000 (SN II UKN 692/99 OSNP 2002/5/124), w którym przychylono się do decyzji Oddziału ZUS, o wyłączeniu Józefy S. z ubezpieczenia społecznego z datą wsteczną, choć nie tylko figurowała w ewidencji, lecz także zgłosiła prowadzenie działalności w Urzędzie Skarbowym i w Oddziale ZUS. W uzasadnieniu wyroku stwierdzono: „Wpis do ewidencji działalności gospodarczej nie jest też wystarczającą przesłanką dla przyjęcia faktu prowadzenia działalności, ani - w konsekwencji - dla powstania obowiązku ubezpieczenia społecznego”. Oświadczono tu także: „Zarówno wpis, jak i jego wykreślenie nie mają znaczenia prawnego dla bytu przedsiębiorcy, gdyż jego istnienie zależy od prowadzenia działalności gospodarczej”.
Treść tego orzeczenia oparto na solidnej podstawie prawnej. Sąd Najwyższy w uzasadnieniu powołał się właśnie na ustawę z dnia 19 listopada 1999 - Prawo o działalności gospodarczej, na art. 7, punkt 2, stwierdzający jednoznacznie: „Przedsiębiorca będący osobą fizyczną może podjąć działalność gospodarczą po uzyskaniu wpisu do ewidencji działalności gospodarczej”. Sam wpis nie oznacza więc prowadzenia działalności gospodarczej.
Na marginesie dodam, że wskazuje na to także treść art. 22 punkt 1 ww. ustawy. Stwierdzono tu, bowiem: „Organ koncesyjny cofa koncesję w przypadku, gdy: 2) przedsiębiorca nie podjął działalności objętej koncesją mimo wezwania organu koncesyjnego lub zaprzestał wykonywania działalności gospodarczej objętej koncesją”.
Także więc z treści tego artykułu wynika, że można figurować w ewidencji, a nawet otrzymać koncesję i jednocześnie nie prowadzić działalności gospodarczej.
Jeszcze bardziej interesująco brzmi ten zapis w nowej ustawie z dnia 2 lipca 2004 r. - o swobodzie działalności gospodarczej.
W art. 58 punkcie 1 stwierdza się: „Organ koncesyjny cofa koncesję, w przypadku gdy: 2) przedsiębiorca nie podjął w wyznaczonym terminie działalności objętej koncesją, mimo wezwania organu koncesyjnego, lub trwale zaprzestał wykonywania działalności gospodarczej objętej koncesją”.
Z przytoczonych tu przykładów wynika, że istnieje możliwość figurowania w ewidencji, i nawet w sytuacji otrzymania koncesji nie wykonywania działalności gospodarczej. Poza tym posłużenie się pojęciem: „trwałego zaprzestania”, wyraźnie wskazuje, że istnieje możliwość zaprzestania wykonywania działalności gospodarczej także na pewien okres czasu, bez wykreślania jej z ewidencji. W takiej sytuacji nie grozi też cofnięcie koncesji.
Art. 13 punkt 4 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych nie stwierdza, że: "obowiązkowo ubezpieczeniom emerytalnemu, rentowym, chorobowemu i wypadkowemu podlegają osoby prowadzące działalność pozarolniczą - od dnia, gdy uzyskają wpis do ewidencji działalności gospodarczej do dnia wykreślenia z ewidencji". Gdyby tak było, wtedy można by zgodzić się z zarzutem, że powód nie zaprzestał faktycznego prowadzenia działalności gospodarczej w spornych okresach.
Poza tym, jeżeli o obowiązku ubezpieczenia faktycznie decyduje sam wpis do ewidencji, a nie fakt prowadzenia działalności, to dlaczego do dziś na stronie prawnej ZUS zamieszczona jest informacja: „Wyrejestrowanie z ubezpieczeń, a następnie zgłaszanie do nich, powinno następować także w przypadku, gdy zaprzestanie działalności ma charakter czasowy. Nie jest przy tym wymagane wyrejestrowanie w organie ewidencyjnym”? (PORADNIK UBEZPIECZENIA SPOŁECZNE I UBEZPIECZENIE ZDROWOTNE OSÓB PROWADZĄCYCH POZAROLNICZĄ DZIAŁALNOŚĆ I OSÓB Z NIMI WSPÓŁPRACUJĄCYCH).
Kolegom, którzy nie są do końca przekonani o aspekcie gotowości w prowadzeniu DG proponuję spojrzenie na tę sprawę w aspekcie rozróżnienia owej DG od umowy skutku, umowy starannego wykonania i od działalności wykonywanej osobiście.
Myślę, że warto na to spojrzeć posiłkując się nie tylko ustawami UoDG, PDG i SDG w powiązaniu z ustawą o SUS, ale także posiłkując się KC i UoPDoOF.
Być może jednym z elementów pewnego zamieszania jest nie do końca trafne określenie "prowadząc DG oczekuję na ZLECENIA".
Zwracam uwagę na ten aspekt sprawy, gdyż jak wspomniałem wcześniej opatrzna argumentacja w tej sprawie może znacznie zredukować nasze szanse przed sądem.
Ad. AR.
Patrzę jak sroka w kość na Twą ostatnią wypowiedź, a ponieważ jestem ciemny jak tabaka w rogu, to nic nie łapię.
Większość zamieszania to właśnie tezy Sądów, które powprowadzały na swoje i ZUS-u potrzeby pewne pojęcia, a w szczególności gotowość i przytoczone przez Ciebie oczekiwanie na zlecenia. Oba te pojęcia nie istnieją w interesujących Nas ustawach.
Może rozwiń ostatni post oraz spróbuj odpowiedzieć na dwa pytania:
1) Jakie warunki muszą być spełnione, by można stwierdzić możliwość wykonywania działalności?
2) Jakie warunki muszą być spełnione, by można stwierdzić wykonywanie działalności?
My nie chcemy podważać istnienia DG bo ona cały czas jest. My chcemy wykazać niewykonywanie działalności w okresach zgłoszonych w ZUS.
I zastanów się czy gotowość do wykonywania działalnośi jest jednoznaczna z wykonywaniem tejże, jak to stwierdza Sąd?
A także, czy można pominąć przychód przy obronie swego stanowiska w sprawie?
marsh z 14/06/2005 15:16
"Ad. AR.
Patrzę jak sroka w kość na Twą ostatnią wypowiedź..."
Wiem, że Waść jesteś stary kpiarz, ale jaj to sobie ze mnie starego nie rób :-)
I ad rem :
Przyczyną mojego ostatniego listu było przewijające się tu i ówdzie w tym wątku twierdzenie, że nie ma przychodu - to nie ma działalności gospodarczej. Uważając ew. użycie takiego twierdzenia za niebezpieczne zapragnąłem w próżności swojej zwrócić uwagę Szanownego Gremium na przypuszczalne źródła owego opatrznego moim zdaniem twierdzenia, jako że zrozumieć - znaczy wiedzieć.
Wyobraźmy sobie ostatnią zimę, śniegu kupa, przejść się nie da ...
No i przychodzi do mnie człek (dla prawnych pedantów - administrator) i mówi :
1) Ty, chcesz zarobić ? No to łopatę w garść i odśnież mi ten chodnik. Odśnieżyłem, pieniądze zainkasowałem.
2) Ty, chcesz zimą zarabiać ? No to trzymaj łopatę na podorędziu i kiedy biało, a grubo zrobi się na chodniku - to pomachaj owym skomplikowanym wielce przyrządem i od stycznia do marca grosz bedzie ci się sypał. No i przez trzy miesiące miaełm na zupę (i piwo)
3) Ty, całe miasto śniegiem zasypane, chodzić się nie da, a jeździć to na nartach tylko ! Chcesz grosz zarabiać ? To rozplakatuj miasto twoim numerem telefonu, chętnych będzie bez liku jako że naród gnuśny, a leniwy i do łopaty się nie ima. A forsy ci spłynie, że do worka nie zmieścisz.
Zauważmy teraz : ta sama łopata, to samo nią machanie , śnieg co prawda każdego dnia inny-nowy, ale tyz biały. Ale ZUS, fiskus i inni na naszym utrzymaniu bedący jakże odmiennie na owe trzy formy odśnieżania spoglądać będą.
Pierwsze - typowa umowa rezultatu (rezultatem jest odśnieżony chodnik), czyli inaczej umowa o dzieło. Fiskus rączkę wyciąga, ZUS - nie (są wyjątki)
Drugie - typowa umowa starannego wykonania (mam robić tak, co by ludziska na chodniku członków nie łamali), czyli inaczej umowa-zlecenie. Fiskus rączkę wyciąga, ZUS też, ale po części ode mnie, a po części od mojego pryncypała.
I teraz pytanie : Kiedy ową wyciągniętą rączkę szacownych instytucji wzrok nasz dostrzega ?
Trzecie - typowa działalność gospodarcza. Płaczę i płacę. I nie jest istotne, czy na moje miasta oplakatowanie ktoś zareagował, czy gnuśność i lenistwo ludziska precz wygonili nie dając mi zarobić.
Decydując się na DG decydujemy się na ową trzecią formę, przy której (odmiennie, niż w dwóch pierwszych) danina nie zależy od tego, czy mam czym ową daninę płacić, czy nie.
Jak wiemy jest jeszcze jedna forma, ale ograniczona przedmiotowo (rodzajowo). Jest nią działalność wykonywana osobiście (vide ustawa o PDoOF). Posiada ona cechy DG, ale nie jest nią i za sprawą tej odmienności daniny jakże inaczej wyglądają. Inaczej : najdzie mnie chcica - to pracuję. Nie najdzie - to w lenistwie czas spędzam (i daniny nie płacę).
No cóż, ostatni post mnie nie dotyczy. Zostałem wykluczony w UoDG z 1988 roku, a Ustawa z 1999 roku nie zawiera już takiego pojęcia.
I jeżeli dokonaliśmy wpisu ( musieliśmy ) to prowadzimy działalność gospodarczą i bez znaczenia jest fakt prowadzenia jej osobiście.
Wydaje się, że znowu można się oprzeć o ustawy podatkowe. Sprawa wydaje się prosta, gdyby akceptowano w Sądach ("oraz innych szczególnych ustaw") ustawy podatkowe, ale tak nie jest.
Odnoszę wrażenie, iż niektórzy Koledzy usiłują implantować pewne reguły charakterystyczne dla umowy rezultatu, umowy starannego wykonania, a także działalności wykonywanej osobiście do diametralnie innej postaci, jaką jest działalność gospodarcza. Skutkiem takiej (moim zdaniem błędnej) operacji myślowej jest błędny wniosek : nie mam przychodu - to nie prowadzę działalności gospodarczej. I jeśli na tym kanonie spróbujemy opierać swoje wywody, to oprócz natychmiastowego ich rozbicia przez sąd (bo jakże by inaczej) inne nasze argumenty (słuszne, logiczne) siłą rozpędu mogą przez niezbyt wnikliwych sędziów być różnie potraktowane. I skutek (przykry) wiadomy.
I teraz spójrzmy ponownie na zagadnienie :
1) Czym w DG jest oczekiwanie na klienta
2) Czym w DG jest gotowość na jego przyjęcie
Marsh ! Nie myl dwóch pojęć : działalność gospodarcza wykonywana jednoosobowo , a działalność wykonywana osobiście to DWA CAŁKOWICIE RÓŻNE POJĘCIA !
Sięgnij do ustawy o PDoOF.
I nie chodzi o "akceptowanie (bądź nie)" ustaw podatkowych w sądach. Tu nie ma nic do akceptacji : ustawy podatkowe po prostu są.
Chodzi o to, abyśmy nie używali argumentów trafnych przy umowie zleceniu, umowie o dzieło, czy też przy działalności wykonywanej osobiście - do spraw związanych z działalnością gospodarczą.
Chodzi o to, że jeśli zdecydowaliśmy się na DG (na grę w pokera), to nie możemy teraz używać argumentów, czy też reguł gry w oko.