BoomBit to jedyny „prawdziwy” debiut na Głównym Rynku GPW w 2019 roku. Od początku budził on jednak mieszane uczucia, a spółka podczas emisji przed debiutem musiała znacznie obniżać cenę sprzedawanych akcji. Aby cała emisja znalazła nabywców, dokonano wtedy cięcia z 33,5 zł (cena maksymalna) do zaledwie 19 zł. Na mocno optymistyczną poprzednią wycenę zwracał zresztą uwagę m.in. Adam Torchała w tekście „BoomBit idzie na GPW - czy warto kupić akcje?”.
Wyniki spółki nie zachwycają
Giełdowe spadki znajdują uzasadnienie w osiąganych przez spółkę wynikach finansowych. Już w pierwszym po debiucie raporcie kwartalnym BoomBit wykazał stratę. Tłumaczono się wtedy m.in. brakiem wydań istotnych nowych tytułów gier oraz znacząco wyższymi wydatkami na tak zwane User Acquisition. Kolejny kwartał okazał się jednak jeszcze gorszy, przez co spółka w całym I półroczu 2019 roku miała aż 1,3 mln zł straty netto. BoomBit miał ponadto w tym czasie ponad 1,2 mln zł ujemnych przepływów operacyjnych, co oznacza, że podstawowa działalność generowała także straty gotówkowe.
Mimo wszystko BoomBit zapewnia, że już rozpoczął realizację działań mających na celu optymalizację kosztów. Pierwsze efekty tych działań mają być widoczne w danych finansowych za III kwartał 2019 r. „Nasze duże, obiecujące tytuły są na zaawansowanym etapie produkcji, w związku z czym nie wymagają już tak licznych zespołów. Jednocześnie udaje nam się wykorzystywać nasze zasoby w sposób bardziej efektywny. Zakładamy, że optymalizacja kosztowa wraz ze wzrostem bazy przychodowej przyczynią się do istotnej poprawy naszych przepływów pieniężnych” – mówi Marek Pertkiewicz, członek zarządu BoomBit.