Wczesnym piątkowym popołudniem za uncję złota płacono 1.773 dolary, czyli o 0,1% więcej niż w czwartek oraz o 3,4% więcej niż na zamknięciu poprzedniego tygodnia. Od początku stycznia inwestujący w złoto zyskali 10%, a żółty metal z impetem odbił się od grudniowego dna.
Źródło: Bankier.pl
Aprecjacja złota zapewne nie byłaby tak spektakularna, gdyby nie Fed. Amerykański bank centralny w środę ogłosił, że przez najbliższe trzy lata chce utrzymać zerową stopę procentową. Ponadto Ben Bernanke zasugerował możliwość wznowienia dodruku pieniądza (operacja znana pod kryptonimem QE3), na co pozwala mu zmiana składu Komitetu Otwartego Rynku na zdecydowanie bardziej „gołębi”.
To przypomniało inwestorom, że z potęgą prasy drukarskiej trudno jest dyskutować. Widmo przyszłej inflacji wywołanej zbyt luźną polityką pieniężną znów zaczęło straszyć uczestników rynku i skłaniać ich do poszukiwania bezpiecznych i odpornych na inflację aktywów.
Dodatkowo złotu sprzyjała sytuacja na rynku walutowym, gdzie kurs EUR/USD w ciągu dwóch tygodni wzrósł z 1,26 do przeszło 1,31 USD. Wizja dalszej destrukcji siły nabywczej dolara przysłoniła kłopoty strefy euro, gdzie do ogłoszenia bankructwa (czyli restrukturyzacji długu) szykuje się Grecja a w jej ślady już podąża Portugalia.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl
























































