Rząd nie jedzie na wakacje, od wczesnego rana do nocy pracujemy do 12 października, niech będzie 11, bo cisza wyborcza, w sobotę można odpocząć - mówił na konwencji w Katowicach premier Mateusz Morawiecki.
Tym samym premier zdradził, że wybory odbędą się 13 października, czyli w najwcześniejszym możliwym terminie. Datę wyborów powinien oficjalnie ogłosić prezydent.
Podczas konwencji programowej PiS i Zjednoczonej Prawicy szef rządu podkreślał, że projekty, w sprawie których toczą się rozmowy, "będą na pewno dobrym, wartościowym zaczynem do wypracowania już wkrótce bardzo konkretnego programu na kolejne 4-8 lat, na kolejne lata zmiany Polski na lepsze".
Przyznał, że jest zbudowany tym, co do tej pory zostało wypracowane podczas rozmów.
"My się nie poddajemy, walczymy do końca i tak samo będzie teraz, a to jest bardzo ważne. Pokazaliśmy, że potrafimy wygrywać, że potrafimy zwyciężać. Tak jak w 2002 roku prezydent Lech Kaczyński pokazał, że w trudnych wyborach można zwyciężać, w 2005 również. Tak samo my teraz w wyborach do Parlamentu Europejskiego pokazaliśmy, że umiemy zwyciężać, ale żeby wygrać teraz jesienią i mieć ten mandat od wyborców do zmiany Polski na lepsze, musimy zachować pokorę, musimy nie wpadać w żaden triumfalizm, bo wcale nie jest tak dobrze, jakby się wydawało. Oczywiście jest nieźle i lepiej niż się by wydawało dwa miesiące temu, ale musimy być bardzo czujni i bardzo ciężko pracować, to mogę państwu obiecać" - mówił.
"Rząd nie jedzie na wakacje, od wczesnego rana do nocy pracujemy do 12 października, niech będzie 11, bo cisza wyborcza, w sobotę można odpocząć" - powiedział szef rządu.

- Nie sądzę, by prezydent poczuł się dotknięty; wszyscy wiemy, że zarządzenie wyborów to kompetencje prezydenta - mówił w niedzielę wicepremier Piotr Gliński odnosząc się do wypowiedzi szefa rządu.
Dopytywany o słowa premiera Morawieckiego, które mogły zasugerować termin, wicepremier stwierdził: „co w tym jest ważnego, no tak pan premier Morawiecki przewiduje, że najprawdopodobniej te wybory się odbędą w październiku". "No ale cóż to takiego atrakcyjnego" - dodał.
"Wszyscy wiemy o tym i każdy komitet musi się przygotować do wyborów, musi brać pod uwagę to, że mogą się one odbyć wcześniej albo później. Nie sądzę żeby pan prezydent poczuł się dotknięty; wszyscy wiemy, że to są kompetencje prezydenta" – dodał.
Pytany czy PiS woli by czasu na kampanię było więcej, czy mniej Gliński podkreślił: „Jesteśmy gotowi w każdej chwili na wybory”.
Zgodnie z konstytucją wybory do Sejmu i Senatu zarządza prezydent nie później niż na 90 dni przed upływem czterech lat od rozpoczęcia kadencji Sejmu i Senatu, wyznaczając wybory na dzień wolny od pracy, przypadający w ciągu 30 dni przed upływem czterech lat od rozpoczęcia kadencji Sejmu i Senatu.
W kontekście sobotniej wypowiedzi premiera, rzecznik prezydenta Błażej Spychalski mówił w niedzielę w Polsat News, że nie ma jeszcze decyzji Andrzeja Dudy co do daty wyborów, ani tego kiedy on tę datę ogłosi. Podkreślał, że zarządzenie wyborów do Sejmu i Senatu leży w gestii prezydenta. Byliśmy trochę zdziwieni słowami pana premiera - stwierdził Spychalski. (PAP)
autor: Rafał Białkowski
rbk/ mok/





























































