REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Wpadamy w spiralę długów

2008-04-08 06:00
publikacja
2008-04-08 06:00
– Mimo rosnących oszczędności Polaków, sięgających już ponad 700 mld zł, wskaźnik ich udziału w PKB w Polsce wynosi ok. 60 proc., a w krajach starej Unii ponad 220. Rosną PKB, dynamika zakupów, płace i ceny. Jednocześnie wzrasta zadłużenie obywateli i gospodarstw domowych. W sumie jesteśmy winni bankom ok. 210 mld zł. Na razie aż na 10 mld zadłużyli się Polacy tylko na kartach kredytowych.

Do końca 2008 r. dług ten może wzrosnąć nawet do 15 mld zł, a to jeden z najdroższych kredytów. Do tego mamy ok. 10 mld zadłużenia na rachunkach bankowych, nieco ponad 70 mld zł w kredytach konsumpcyjnych i ponad 121 mld w kredytach hipotecznych. Do końca 2008 r. kredyty hipoteczne mają wzrosnąć o kolejne 70 mld zł. Co łącznie dawałoby kwotę zadłużenia Polaków i gospodarstw domowych na koniec 2008 r. na poziomie blisko 300 mld zł.

Czy to dużo czy nie? Czy warto podnosić alarm, przecież wiele krajów świata, wiele nowoczesnych gospodarek jest znacznie bardziej zadłużonych. Anglicy tylko na samych kartach kredytowych mają zadłużenie blisko 270 mld zł, Amerykanie ponad 900 mld zł w przeliczeniu na polską walutę. Bardziej od nas zadłużeni są: Grecy, Włosi, Hiszpanie czy Portugalczycy.

Toniemy w długach. Pożyczamy nawet w internecie. Zadłużenie na kartach kredytowych rośnie w ostatnich latach o blisko 50 proc. rocznie. Podobnie rzecz się ma z kredytami hipotecznymi, a kredyty gotówkowe rosną o ok. 30 proc. rocznie. W 2007 r. wzięliśmy z banków ok. 60 mld zł. Obecnie mamy już ponad 1,1 mln zł kredytów. A rosnące jeszcze do niedawna lawinowo ceny mieszkań i rosnące koszty kredytów powodują, że musimy pożyczać coraz większe sumy.

Janusz Szewczak – Pożyczamy coraz więcej w walutach zagranicznych, zwłaszcza w coraz tańszym franku szwajcarskim. W 2007 r. w polskiej walucie pożyczyliśmy ok. 30 mld zł, w walutach obcych 24 mld zł. Ale w 2008 r. proporcje mogą być odwrotne. Trudno się dziwić młodym, dobrze zarabiającym Polakom, że chcą mieszkać w ładnym domku na przedmieściu i biorą kredyt na 40-50 lat i nie myślą dziś o widmie kryzysu, recesji i zdecydowanie wierzą reklamom.

Jednak blisko 1,2 mln Polaków ma bardzo poważne kłopoty ze spłatą zadłużenia i ta liczba stale rośnie. Ok. 7 mld zł to są zaległości Polaków wobec wierzycieli. Co będzie gdy stopy procentowe wzrosną po raz ósmy czy dziesiąty z rzędu w tym roku, do poziomu 8-9 proc.?

My dłużnicy

Jaka jest charakterystyka przeciętnego polskiego dłużnika? To mężczyzna w wieku ok. 45 lat, z wykształceniem zawodowym lub średnim, mieszkaniec miasta, żyjący w wieloosobowym gospodarstwie domowym, o dochodach poniżej średniej. To poważnie zagrożona grupa dłużników. Młodzi, którzy uwierzyli w cud drugiej Irlandii, mają dziś łatwiejszy dostęp do kredytów. Banki obniżają marże, pożyczają kwoty przewyższające wartość nieruchomości czy poszerzają katalog akceptowanych dochodów klienta.

Osoby beztrosko decydujące się na kredyt, nie zakładają choroby, utraty pracy, nie mówiąc już o tym, że RPP może wywindować cenę kredytu i to do niebotycznych rozmiarów. Wielu nie udźwignie tego ciężaru, zwłaszcza ci, którzy mają kredyt w złotych.

Drogie kredyty

Od kwietnia 2007 r. RPP już siedem razy zaostrzyła politykę monetarną i jak na razie wywindowała stopy procentowe do poziomu 5,85 proc. Na koniec roku podstawowa stopa redyskontowa może wynieść ok. 7 proc. a nawet więcej. W 2007 r. RPP dokonywała podwyżek stóp zwykle co dwa miesiące i jak na razie jak widać bez większego efektu antyinflacyjnego.

To nie najwyższe obciążenie polskich kredytobiorców, bowiem stopa redyskontowa weksli to już 6 proc., stopa lombardowa 7,25 proc., a kredyt na 13-16 proc. to też powszechne zjawisko. Od serii podwyżek stóp procentowych RPP przeciętna rata kredytu 30-letniego wzrosła o ponad 20 proc.

Do końca roku przy takiej tendencji koszt ten może wzrosnąć nawet do 30-35 proc., co znacząco pogorszy sytuację kredytobiorców. W 2008 r. banki podniosą marżę i zrekompensują sobie kryzys bankowy na zachodzie Europy i w USA, który do tej pory już kosztował świat blisko 430 mld dolarów.

Ważny WIBOR

W zaciszu bankowych gabinetów zapadają decyzje istotne dla kredytobiorców. Łączne zadłużenie polskich gospodarstw domowych i firm wynosi ponad 330 mld zł. Każda podwyżka stóp dokonana przez RPP w wysokości 0,25 pkt. proc. to blisko 1 mld zł dodatkowych odsetek rocznie. Ktoś musi ponieść koszt tego przedsięwzięcia. Banki podnoszą cenę kredytu znacznie szybciej i wyżej niż wynikałoby to z podwyżek stóp, często o 50, a nawet 100 proc.

Najważniejsze dla kredytobiorców nie są więc same stopy procentowe ustalane przez RPP, ale stawki WIBOR, czyli rynkowa stopa procentowa. Określa on po jakiej cenie banki pożyczają sobie nawzajem pieniądze. Do tej stawki doliczają jeszcze marżę i dopiero taki produkt oferują kredytobiorcy. Przeciętny kredyt jest oprocentowany na poziomie 1,5 proc. wyższym niż WIBOR, a pamiętajmy, że kredyt gotówkowy np. na zakup samochodu nadal waha się w granicach 19-20 proc.

Inflacja a stopy

W 2008 r. Polacy nie będą się tak szybko i znacząco zadłużać, jak choćby w 2006 czy 2007 r. Chyba, że kłopoty ze starymi długami wymuszą kolejne kredyty w tym tzw. kredyty konsolidacyjne. Niezbyt różowo rysuje się perspektywa tych, którzy zaciągnęli kredyty na grę giełdową czy zakup jednostek uczestnictwa w TFI.

Ostatnia podwyżka stóp procentowych niewiele rozwiąże w kwestii walki z inflacją. Chodzi o spodziewane podwyżki gazu, elektryczności (o 20-30 proc.), żywności (o 15-20 proc.). Średnie oprocentowanie złotowych kredytów hipotecznych wzrośnie na koniec 2008 r. z obecnych 7,05 proc. do 8-8,5 proc.

Zaufanie w reklamy

Stałe podnoszenie bez większej refleksji stóp, może spowodować stagnację, a nawet recesję przy utrzymującej się nadal wysokiej inflacji. To osłabi nasz wzrost gospodarczy. Jesteśmy więc w obliczu pęknięcia kolejnej bańki, tym razem bańki kredytowej, która obnaży iluzję osiągnięcia szybkiego dobrobytu płynącego z telewizyjnych reklam, mówiących o tym, jak to łatwo wpaść po szybki kredyt nawet na rowerze czy o tym że pieniądze są dla ludzi.

Czy kryzys hipoteczny uderzy też w polski rynek nieruchomości? Czy działania KNF wystarczą, by powstrzymać rosnące zadłużenie polskich kredytobiorców? Czy przeważą zasady amerykańskie, że kredyt można dostać na puls wtedy, kiedy się go ma, czy też raczej stara polska maksyma: dobry zwyczaj nie pożyczaj.

Janusz Szewczak

Autor jest niezależnym analitykiem gospodarczym
Źródło:
Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (4)

dodaj komentarz
~spiralkeWłoż
Sam jesteś motłoch pisżacy bzddduuuury!
~NIkt
Autor sam pisze: Zadłużenie Angli 10x większe... itp. I co? Kiedy byli na naszym poziomie był krach? bańka ma to do tego że może trwać naprawdę długo. I nie 3 lata :) Piszę z USA i codzień obserwuję Amerykanów; ich mentalność.... weekendy obowiązkowo za miastem lub w pubach, to nic że nie ma gotówki, otworzymy kolejną kartę kredytową Autor sam pisze: Zadłużenie Angli 10x większe... itp. I co? Kiedy byli na naszym poziomie był krach? bańka ma to do tego że może trwać naprawdę długo. I nie 3 lata :) Piszę z USA i codzień obserwuję Amerykanów; ich mentalność.... weekendy obowiązkowo za miastem lub w pubach, to nic że nie ma gotówki, otworzymy kolejną kartę kredytową - 10 kart to norma :) i jademy.

PS. naprawdę nie wiecie z czym macie do czynienia. ludzie będą żyli coraz wygodniej czy t ego chcemy czy nie. kiedyś bańka pęknie ale jeszcze nie teraz, nie z takim MARNYM zadłużeniem (w porównaniu do innych państw)
~Piotr
Jest też druga strona medalu, ceny zaczną spadać to skończą się też inwestycje i znowu przestaną budować.
~trendy
to prawda. kwestią czasu jest jak polskie domino zacznie się walić. przepłacone mieszkania, któe tanieją a motłoch wziął kredyty na 30 lat żeby je kupić na samej górce. (normalni kupowali 2-3 lata temu i ci co chcieli już sprzedali z zyskiem). teraz euforia na działkach i domach - też się to konczy. stają projekty deweloperskie bo to prawda. kwestią czasu jest jak polskie domino zacznie się walić. przepłacone mieszkania, któe tanieją a motłoch wziął kredyty na 30 lat żeby je kupić na samej górce. (normalni kupowali 2-3 lata temu i ci co chcieli już sprzedali z zyskiem). teraz euforia na działkach i domach - też się to konczy. stają projekty deweloperskie bo nie ma kto kupować. agencje nieruchomości i tak zwani "specjaliści" czy "analitycy" za łapówki kłamią że ceny "rosną wolniej" a naprawdę spadają (od roku już o 10-15%). działki stanieją o 30-50%. rosnące stopy% i mania lichwiarskich kredytów zacznie niedługo boleć bo mało kto wie że oprocentowanie szybkich pożyczek sięga nieraz 50-60%.
więc jest ciekawie a za jakieś 2 latka to sobie będziemy wybierać w mieszkankach że hohoo:) i to 30% taniej niż dziś, z pełnym wykonczeniem a nie szkieletami ścian i sfuszerowanymi wylewkami. czas na powrót do normalności i zejście z euforii na ziemie.

Powiązane: Karty

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki