2008-01-22 11:53 Źródło: Noble Bank
Wielkie nadzieje
Po noworocznych toastach, kiedy zewsząd płynie „wszystkiego najlepszego”, pora zastanowić się, czy rzeczywiście ten nowy rok może być lepszy od poprzedniego. Wchodzimy wszak – jak zawsze – z wielkimi nadziejami. Nadziejami, które tym razem wyjątkowo nadchodzą ze sceny politycznej. Że mniej będzie gadania, a więcej wysiłków, że mniej będzie państwa, a więcej gospodarki, że kraj będzie bogaty bogactwem swych obywateli, a nie Polacy bogaci(?) swoim(?) silnym(?) państwem.
Niezależnie jednak od nadziei pokładanych w politykach, którzy przecież, umówmy się, nawet przy najszczerszych chęciach nigdy nie grzeszą nadmiarem kompetencji, mamy przecież świadomość, że nie wszystko od nich zależy – całe szczęście zresztą. Owszem wygodnie jest zrzucić odpowiedzialność za wyższą inflację, wolniejszy wzrost, exodus pracowników, na kastę polityczną, ale przecież wszyscy mamy świadomość, że to nie tak.
Czego wypada zatem sobie życzyć? Ponieważ jesteśmy wciąż u szczytu wzrostu gospodarczego, który i tak rozwija się ponad potencjał, niewiele więcej można oczekiwać. Żeby nie było gorzej po prostu. Żeby inwestycje przedsiębiorstw przyniosły im zamierzony efekt w postaci i lepszych produktów i wyższej wydajności – to zapewni im konkurencyjność. Żeby wzrost wynagrodzeń trwał jak najdłużej z korzyścią dla pracowników i żeby jak najdłużej nie wpływał zanadto na utratę owej konkurencyjności.
Żeby udało się ten wzrost pensji zbilansować wyższą produkcją, przychodami, wydajnością. Żeby wyższa produkcja znalazła swoich odbiorców, a jej jakość zagrodziła drogę do rynku tańszym i słabej jakości wyrobom z importu. Żeby żywność nie drożała zanadto, abyśmy mogli ten wzrost wynagrodzeń wykorzystać zgodnie ze swoimi upodobaniami, a nie przymusem dnia codziennego. Żeby wzrost rynkowych stóp procentowych, obserwowany szczególnie w końcówce ubiegłego roku wyhamował najszybciej jak się da na początku 2008.
Żeby koszty kredytów hipotecznych okazały się do udźwignięcia dla wszystkich, którzy je zaciągnęli. Żeby ceny nieruchomości były adekwatne do kosztów poniesionych do ich powstania i naturalnie, żeby było ich wystarczająco dużo dla wszystkich chętnych. Żeby administracja państwowa nauczyła się wykorzystywać i wykorzystała do ostatniego centa fundusze unijne, byśmy mieli w tym roku więcej dobrych dróg, a mniej wypadków. Żeby przedsiębiorcy znów cieszyli się zaufaniem i prestiżem, na jaki zasługują.
Żeby nasze stosunki z sąsiadami były coraz lepsze, żebyśmy mogli powiedzieć wreszcie, że czujemy się w Polsce bezpiecznie pod względem energetycznym i każdym innym. Żeby świat, ale także i my sami, zrozumiał wreszcie jak ważna staje się ochrona środowiska i uczynił wszystko, co możliwe, żeby powstrzymać zmiany klimatyczne. Żeby konsekwencje tych zmian były jak najmniejsze – i dla nas i dla znacznie bardziej narażonych na to regionów świata. Ta lista życzeń mogłaby się nigdy nie skończyć.
Lecz spełnienie choć części z nich sprawi, że za rok o tej porze żegnać będziemy rok prawdziwie lepszy od poprzedniego i znów będziemy mieć nadzieję, na kolejny równie dobry. Aha. I żebyśmy mogli w wakacje cieszyć się z sukcesów naszych olimpijczyków i piłkarzy – niewiele spraw tak podnosi polskie morale, jak sukcesy Polaków za granicą. Oby więc było ich jak najwięcej.
Emil Szweda, analityk Open Finance
Niezależnie jednak od nadziei pokładanych w politykach, którzy przecież, umówmy się, nawet przy najszczerszych chęciach nigdy nie grzeszą nadmiarem kompetencji, mamy przecież świadomość, że nie wszystko od nich zależy – całe szczęście zresztą. Owszem wygodnie jest zrzucić odpowiedzialność za wyższą inflację, wolniejszy wzrost, exodus pracowników, na kastę polityczną, ale przecież wszyscy mamy świadomość, że to nie tak.
Czego wypada zatem sobie życzyć? Ponieważ jesteśmy wciąż u szczytu wzrostu gospodarczego, który i tak rozwija się ponad potencjał, niewiele więcej można oczekiwać. Żeby nie było gorzej po prostu. Żeby inwestycje przedsiębiorstw przyniosły im zamierzony efekt w postaci i lepszych produktów i wyższej wydajności – to zapewni im konkurencyjność. Żeby wzrost wynagrodzeń trwał jak najdłużej z korzyścią dla pracowników i żeby jak najdłużej nie wpływał zanadto na utratę owej konkurencyjności.
Żeby udało się ten wzrost pensji zbilansować wyższą produkcją, przychodami, wydajnością. Żeby wyższa produkcja znalazła swoich odbiorców, a jej jakość zagrodziła drogę do rynku tańszym i słabej jakości wyrobom z importu. Żeby żywność nie drożała zanadto, abyśmy mogli ten wzrost wynagrodzeń wykorzystać zgodnie ze swoimi upodobaniami, a nie przymusem dnia codziennego. Żeby wzrost rynkowych stóp procentowych, obserwowany szczególnie w końcówce ubiegłego roku wyhamował najszybciej jak się da na początku 2008.
Żeby koszty kredytów hipotecznych okazały się do udźwignięcia dla wszystkich, którzy je zaciągnęli. Żeby ceny nieruchomości były adekwatne do kosztów poniesionych do ich powstania i naturalnie, żeby było ich wystarczająco dużo dla wszystkich chętnych. Żeby administracja państwowa nauczyła się wykorzystywać i wykorzystała do ostatniego centa fundusze unijne, byśmy mieli w tym roku więcej dobrych dróg, a mniej wypadków. Żeby przedsiębiorcy znów cieszyli się zaufaniem i prestiżem, na jaki zasługują.
Żeby nasze stosunki z sąsiadami były coraz lepsze, żebyśmy mogli powiedzieć wreszcie, że czujemy się w Polsce bezpiecznie pod względem energetycznym i każdym innym. Żeby świat, ale także i my sami, zrozumiał wreszcie jak ważna staje się ochrona środowiska i uczynił wszystko, co możliwe, żeby powstrzymać zmiany klimatyczne. Żeby konsekwencje tych zmian były jak najmniejsze – i dla nas i dla znacznie bardziej narażonych na to regionów świata. Ta lista życzeń mogłaby się nigdy nie skończyć.
Lecz spełnienie choć części z nich sprawi, że za rok o tej porze żegnać będziemy rok prawdziwie lepszy od poprzedniego i znów będziemy mieć nadzieję, na kolejny równie dobry. Aha. I żebyśmy mogli w wakacje cieszyć się z sukcesów naszych olimpijczyków i piłkarzy – niewiele spraw tak podnosi polskie morale, jak sukcesy Polaków za granicą. Oby więc było ich jak najwięcej.
Emil Szweda, analityk Open Finance


Dodaj komentarz