2007-06-30 06:05 Źródło: Rynki Zagraniczne
Uniokraci na bananowym rauszu
Chociaż nikt nie krzyczał wcześniej „żytnia albo śmierć” – decyzja Parlamentu Europejskiego znacznie ubodła narodową dumę. W końcu dobra, markowa wódka to, czy komuś się to podoba czy nie, wizytówka Polski na świecie. A dla Polaka, Rosjanina, Fina czy Szweda wódka z bananów to jak dla Francuza szampan z ogórków. Zaczęło się więc szukanie winnych porażki. Dostało się już Andrzejowi Lepperowi i jego resortowi za to, że na czas nie podjął walki o korzystną dla Polski definicję, czyli taką, która jasno stwierdzałaby, że wódkę można robić tylko ze zboża, ziemniaków albo cukru. Minister rolnictwa broni się, mówiąc, że trzeba było załatwić to w Traktacie Akcesyjnym i że nie mógł nic zrobić.
To fakt – wiele nie mógł. Wszechobecni unijni lobbyści i parlamentarzyści za nic mieli kilkusetletnią tradycję produkcji gorzałki w Polsce. Tu w grę wchodziła nie tradycja, ale zyski – a na te liczą m.in. producenci win, którzy odpady po tłoczeniu winogron będą teraz mogli sprzedawać jako „wódkę”. I nie tylko oni, bo w Unii tym szlachetnym mianem będzie można określać również destylaty z kukurydzy, bananów, trzciny cukrowej, wytłoczyn po winogronach czy innych wynalazków.
Od tradycyjnych wódek z ziemniaków i zboża będzie odróżniać je tylko etykieta, na której będzie musiała się znaleźć informacja o rodzaju użytego surowca.
Krajobraz po bitwie
Czy rzeczywiście decyzja PE oznacza katastrofę dla polskich producentów i eksporterów wódek zbożowych i ziemniaczanych? Niekoniecznie.
– Markowe wódki mają wiernych i świadomych klientów, których niełatwo będzie przekonać do wódek np. z kukurydzy. Świadomy klient nie kupuje byle jakiej butelki z napisem „vodka”, ale Wyborową, Żubrówkę czy Żołądkową Gorzką. Silne marki nie powinny drastycznie odczuć negatywnych skutków nowej definicji – mówi Andrzej Szumowski, wiceprezes Wyborowej i prezes Polish Vodka Asosiation. Jego opinię potwierdza Waldemar Rudnik, wiceprezes Sobieskiego i prezes Krajowej Rady Przetwórców Spirytusu. Jest spokojny o pozycję Sobieskiego. – Wielcy producenci nie powinni odczuć problemów. Jeśli na rynku będzie zapotrzebowanie na tańszy alkohol, będą w stanie je zaspokoić – mówi Rudnik. – Konsumenci, którzy będą chcieli sprawdzić, czy tańszy alkohol np. z winogron jest tak samo dobry, będą żałować eksperymentu już po pierwszym kacu – żartuje.
Skoro wielcy sobie poradzą, kto straci? – Przede wszystkim polscy rolnicy, którzy dostarczają surowiec: zboże i ziemniaki – mówi Waldemar Rudnik. Jego zdaniem straty mogą sięgnąć nawet kilkuset milionów euro. Problemy mogą pojawić się również na rynkach eksportowych. – Polski konsument będzie wiedział, która wódka jest dobra. Za granicą klienci mogą się pogubić – mówi wiceprezes Sobieskiego. Dlaczego? M.in. z powodu modelu konsumpcji. W Polsce wódkę pije się bez domieszek. Na Zachodzie głównie w drinkach. – We Francji trudno jest znaleźć miejsce, w którym można dostać schłodzoną wódkę. Ewentualnie „na lodzie”. Ale nawet, jeśli jest podawana w drinkach, można oszukać smak, ale organizmu nie – przekonuje Rudnik.
Andrzej Szumowski dodaje, że kłopoty mogą mieć mniejsi producenci, którzy dopiero chcą wejść na rynek. – Wódka staje coraz bardziej modna w USA, Ameryce Południowej, w Azji. Dla niewyrobionego klienta z tych regionów nie będzie miało znaczenia, czy jest to destylat ze zboża czy z resztek owoców. To ogromny rynek i po wejściu definicji w życie pojawi się dużo pieniędzy na promocję i marketing. Mniejszym producentom będzie trudno konkurować z tańszymi produktami z owoców – mówi wiceprezes Wyborowej.
Wódka na billboardy
Producenci markowych wódek nie poddali się wódczanej histerii. Spór o definicję wódki trwa od wielu lat, a od niemal dwóch jest bardzo intensywny. I od dawna zdają sobie sprawę, że decyzja PE spowoduje pojawienie się na wartym około 10 mld dolarów światowym rynku wódki nowych graczy, z milionowymi budżetami reklamowymi. Na etykietkach większości markowych wódek już dziś można spotkać informacje o tym, że zrobione są ze zboża lub ziemniaków, według tradycyjnych metod. Ale producenci nie zamierzają na tym poprzestać i stać z założonymi rękami. – Pomimo wszystkich negatywnych skutków decyzji PE dobrze się stało, że w końcu zaczęto poważnie mówić o pozycji polskiej wódki na świecie i potrzebie jej promocji – mówi Szumowski. – Trzeba przekuć porażkę w sukces – dodaje. A jest co promować. 600 lat tradycji, specyficzne technologie wytwarzania, czyli wszystko to, co powoduje, że konsumenci wolą pić np. Wyborową czy Sobieskiego niż rozcieńczony spirytus kukurydziany.
Polscy spirytusowi potentaci zamierzają intensywniej promować model spożycia bezpośredniego – czyli butelka – kieliszek – gardło. Tak była promowana wódka Belwedere w USA. Hasłem kampanii było „Zbyt dobre, żeby mieszać”.
Jak przyznają polscy producenci wódek, liczą oni na promocyjne wsparcie. – Sama branża sobie nie poradzi. Chciałbym, żeby powstał wreszcie szeroki obóz ludzi i instytucji przyjaznych polskiej wódce i chcących ją promować – przekonuje Andrzej Szumowski.
Prezes Polish Vodka Association proponuje zacząć od własnego podwórka i znoszenia zakazów promocji wódki. – Chcemy mieć takie same możliwości promocji jak piwo – mówi.
Może więc warto uczynić wódkę oficjalnym napojem Euro 2012?
Michał Maltan
| 70% wódki produkowanej w UE wytwarza się ze zbóż i ziemniaków. Najwięcej w Polsce, potem w Szwecji, Finlandii, Litwie, Łotwie i Estonii. Kraje te odpowiadają za 83% unijnego eksportu i 64% konsumpcji. |
Krajobraz po bitwie
Czy daliśmy z siebie wszystko? |
|
| Spytaliśmy eurodeputowanego PO Bogusława Sonika, który od ponad roku walczył o korzystną dla polskich producentów definicję, czy strona polska zrobiła wszystko, by bronić swoich interesów. – Jako eurodeputowani zrobiliśmy wszystko, co się dało. Ale Ministerstwo Rolnictwa reprezentowało postawę kapitulancką i za późno zainteresowało się lobbingiem – mówi Sonik. Ma żal, że dopiero niedawno, poza gronem producentów, zdano sobie sprawę z konsekwencji nowej definicji dla polskiej gospodarki. Wcześniej problem traktowano z przymrużeniem oka – Zagraniczne media drwiły sobie z problemu nazywając go „barowym sporem” – wspomina poseł. Zdaniem Sonika, wpływ na decyzję PE mogła mieć również twarda postawa Polski w sprawie systemu podziału głosów w UE. Teoretycznie nie wszystko jeszcze skończone. Rozporządzenie wprowadzające nową definicję przeszło dopiero pierwsze czytanie. Teraz wróci do Rady UE, gdzie będzie dalej konsultowane. Ale Bogusław Sonik nie pozostawia wielu złudzeń. – Sprawa była dyskutowana już wcześniej w Radzi,e ale minister Lepper nie znalazł poparcia dla polskiego stanowiska – mówi europoseł. |
Skoro wielcy sobie poradzą, kto straci? – Przede wszystkim polscy rolnicy, którzy dostarczają surowiec: zboże i ziemniaki – mówi Waldemar Rudnik. Jego zdaniem straty mogą sięgnąć nawet kilkuset milionów euro. Problemy mogą pojawić się również na rynkach eksportowych. – Polski konsument będzie wiedział, która wódka jest dobra. Za granicą klienci mogą się pogubić – mówi wiceprezes Sobieskiego. Dlaczego? M.in. z powodu modelu konsumpcji. W Polsce wódkę pije się bez domieszek. Na Zachodzie głównie w drinkach. – We Francji trudno jest znaleźć miejsce, w którym można dostać schłodzoną wódkę. Ewentualnie „na lodzie”. Ale nawet, jeśli jest podawana w drinkach, można oszukać smak, ale organizmu nie – przekonuje Rudnik.
Andrzej Szumowski dodaje, że kłopoty mogą mieć mniejsi producenci, którzy dopiero chcą wejść na rynek. – Wódka staje coraz bardziej modna w USA, Ameryce Południowej, w Azji. Dla niewyrobionego klienta z tych regionów nie będzie miało znaczenia, czy jest to destylat ze zboża czy z resztek owoców. To ogromny rynek i po wejściu definicji w życie pojawi się dużo pieniędzy na promocję i marketing. Mniejszym producentom będzie trudno konkurować z tańszymi produktami z owoców – mówi wiceprezes Wyborowej.
Wódka na billboardy
Jak smakują unijne wynalazki |
|
| Paweł Jędrysiak, główny technolog Warszawskiej Wytwórni Wódek Koneser Alkohol wydestylowany ze zboża czy z bananów będzie miał ten sam skład chemiczny. Kiedy kilka lat temu testowałem kolumbijski spirytus z trzciny cukrowej, wydał się on wyraźnie słodki w porównaniu z ostrym smakiem spirytusu zbożowego. Moim zdaniem różnica będzie wyczuwalna dla każdej osoby, która od czasu do czasu pija wódkę. W tej branży liczą się wyrafinowanie smaku, tradycyjna receptura, dlatego świadomy klient wódkę przygotowaną w oparciu o jakiś tani surowiec zawsze będzie postrzegał jako coś gorszego. Mocne marki nie ucierpią. Pewnie pogorszy się sytuacja gorzelni i eksporterów spirytusu rektyfikowanego. To oni będą musieli sprostać konkurencji ze strony tańszych produktów. |
Polscy spirytusowi potentaci zamierzają intensywniej promować model spożycia bezpośredniego – czyli butelka – kieliszek – gardło. Tak była promowana wódka Belwedere w USA. Hasłem kampanii było „Zbyt dobre, żeby mieszać”.
Jak przyznają polscy producenci wódek, liczą oni na promocyjne wsparcie. – Sama branża sobie nie poradzi. Chciałbym, żeby powstał wreszcie szeroki obóz ludzi i instytucji przyjaznych polskiej wódce i chcących ją promować – przekonuje Andrzej Szumowski.
Prezes Polish Vodka Association proponuje zacząć od własnego podwórka i znoszenia zakazów promocji wódki. – Chcemy mieć takie same możliwości promocji jak piwo – mówi.
Może więc warto uczynić wódkę oficjalnym napojem Euro 2012?
Michał Maltan









Dodaj komentarz