2008-03-27 10:19 Źródło: Noble Bank
Terenówką w prawdziwy teren
Jazdy w terenie nie można się nauczyć czytając podręczniki. Trzeba jej spróbować, najlepiej z pomocą doświadczonego instruktora. Kilka wskazówek podajemy zawczasu.
Większość właścicieli samochodów terenowych porusza się nimi głównie po równych, asfaltowych drogach. W takich warunkach technika ich prowadzenia właściwie niczym nie różni się od prowadzenia auta osobowego. Z jednym zastrzeżeniem – są one wysokie i wyposażone w wysokie opony, przez co prowadzą się gorzej w zakrętach. Prawdziwą wartość auta terenowego poznamy dopiero wjeżdżając nim w trudny górzysty lub piaszczysty teren – pod warunkiem, że jest to prawdziwa terenówka, mogąca zagwarantować niezapomniane przygody na łonie dzikiej natury. Zanim rozpoczniemy eskapadę, powinniśmy poznać i uwzględnić podstawowe zasady bezpieczeństwa, szczególnie istotne przy jeździe w trudnym terenie.
Trener
Zanim je omówię, jeszcze jedna istotna rada: trener. Jeżdżąc na co dzień po drogach publicznych czasami decydujemy się wynająć instruktora, by podrasować technikę jazdy. Pozbywamy się zakorzenionych błędów, podnosimy poziom, ale i bez tego można sprawnie przemierzać tysiące kilometrów. Na asfalcie bez szkolenia da się pokonać prawie każdy odcinek, co najwyżej wolniej lub mniej bezpiecznie.
Z jazdą w trudnym terenie jest zgoła inaczej. Zawodnik, prawdziwy off-roadowiec, pokaże nam rzeczy, o których się nam nie śniło. Bez nauki nie mamy szans przejechać nawet średnio trudnej trasy. Nie jestem wybitnym ekspertem od wyczynowej jazdy w terenie, ale kilkanaście zasad i ciekawostek zasłyszanych u profesjonalistów na pewno warto znać.
Na początek podstawy
W ciężki teren nigdy nie wybierajmy się samotnie. Ta wysokogórska reguła jest naprawdę ważna. Pamiętajmy, że rzadko znajdujemy się na terenie niczyim. Na profesjonalny trening powinniśmy zdobyć pozwolenie, zanim wjedziemy na czyjąś własność. Zawsze zapinajmy pasy, pasażerowie nie powinni wstawać ani nie wychylać się poza obrys auta (dotyczy to samochodów bez dachu). Korzystajmy oczywiście z włączonego napędu na 4 koła i reduktora.
Oprócz obowiązkowego wyposażenia - łopata, lina, lewarek, klocek drewna, dobrze wyposażona apteczka - samochód powinien posiadać dwa solidne haki holownicze z przodu i z tyłu, zamontowane do ramy. W terenie lepiej nam będzie się podróżować bez ABS, dlatego należy wyjąć odpowiedni bezpiecznik.
W piachu
W Polsce jest niewiele terenów piaszczystych, a wydmy są pod ochroną, trudno więc znaleźć teren, na którym można się sprawdzić i przeżyć przygodę. Tysiące turystów wyjeżdża na północ Afryki, najczęściej do Tunezji, Egiptu lub Maroka. Czasami podczas pobytu zapuszczamy się na skraj pustyni, gdzie jedną z atrakcji jest dziki krajobraz, a jedynym środkiem lokomocji oprócz wielbłądów jest samochód – oczywiście terenowy. Z reguły jesteśmy wożeni, ale niekiedy sami możemy zasiąść za kierownicą. Przygoda jedyna w swoim rodzaju, ale aby była bezpieczna, trzeba coś wiedzieć na temat jazdy po podłożu sypkim.
Jeżeli teren jest miękki, bez twardych i ostrych elementów, ciśnienie w oponach należy zmniejszać do poniżej jednej atmosfery. Dzięki temu samochód nie będzie się zapadał. Trzeba jednak pamiętać o natychmiastowym dopompowaniu opon po wyjechaniu na twardą nawierzchnię.
W piachu, w przeciwieństwie do głębokiej wody czy kamieni, starajmy się jechać dość szybko. Jeżeli trzeba się zatrzymać, zróbmy to z głową: ustawiając samochód z górki lub na twardszym podłożu. W razie problemów z ruszeniem pomóc mogą specjalne aluminiowe podjazdy lub zwykłe dywaniki podłogowe. Czasami trzeba skorzystać z zapasów wody, aby zmoczyć piach pod kołami.
Pamiętajmy, że na pustyni piach jest wszechobecny, trzeba więc odpowiednio zabezpieczyć filtr powietrza i wszystkie przełączniki. I jeszcze klimatyzacja. Najlepiej jej nie używać, a jeśli już, to jak najsłabiej. W terenie nigdy nie ma gwarancji, że przez dłuższy czas nie będziemy wychodzić z samochodu, a nagła, duża różnica temperatur to pewne przeziębienie. Poza tym klimatyzacja silnie wysusza powietrze, źle wpływając na górne drogi oddechowe.
Podjazdy i zjazdy
Mając do pokonania dużą górę, warto najpierw upewnić się, co znajduje się za nią. Jeżeli wszystko jest porządku, najlepiej wycofać auto spory kawałek, wybrać odpowiedni bieg, włączyć skrzynię redukcyjną i rozpędem wjechać na górę. Przed szczytem należy przyhamować lub przynajmniej zdjąć nogę z gazu, aby zapobiec wyskoczeniu samochodu w górę – w przeciwnym razie może przekoziołkować.
Jeżeli na górkę nie możemy wjechać z rozpędu, wjeżdżajmy powoli jednym biegiem. Jeżeli w trakcie podjazdu koła zaczną się ślizgać i poczujemy, że nie damy rady koniecznie włączmy wsteczny bieg i bez zbędnego kręcenia kierownicą, poddając się, zjedźmy w dół. A teraz z górki. Też tylko jednym biegiem, aby hamować silnikiem i jak najmniej używać hamulca. Stosując te zasady można bez problemu pokonywać wzniesienia o kącie 45 stopni.
W głębokiej wodzie i po kamieniach
Gdy jedziemy np. w korycie rzeki, musimy pamiętać, żeby woda nie dostała się do silnika przez filtr powietrza, który powinien być umieszczony na dachu (tzw. komin). Niektórzy zawodowcy potrafią pokonywać tak głęboką wodę, że stosują następujące zasady: Jedzie się bez zapiętych pasów i z otwartymi oknami, aby w razie czego móc łatwiej wydostać się z pojazdu. Światła lepiej wyłączyć, żeby nie uszkodzić żarówek. Szczególnie w terenie o niewidocznym podłożu ukrytym pod wodą mogą się przydać zamontowane wcześniej grube, metalowe osłony miski olejowej, baku paliwa oraz elementów zawieszenia i układu napędowego.
Na podłożu kamienistym łatwo o uszkodzenie opony o ostry kamień; w terenie tego typu opony powinny być wyposażone w dętki. W takich warunkach dobrze sprawdza się skrzynia automatyczna, dzięki której można jechać bardzo powoli. Stuprocentowe blokady mechanizmów różnicowych umożliwią nam ruszenie po zawiśnięciu samochodu na dużym głazie. Wtedy wystarczy, że jedno koło ma przyczepność, pod drugie wkłada się mniejszy kamień i po kłopocie. Początkującym zalecam zasadę ogólną: uczyć się od zaawansowanych. Odbyć kilka wycieczek z kimś doświadczonym, wstąpić do klubu off-roadowego, stopniowo dawkować trudności, przez cały czas obserwując, jak jeżdżą lepsi.
Piotr Wróblewski
Właściciel szkoły rajdowej
Większość właścicieli samochodów terenowych porusza się nimi głównie po równych, asfaltowych drogach. W takich warunkach technika ich prowadzenia właściwie niczym nie różni się od prowadzenia auta osobowego. Z jednym zastrzeżeniem – są one wysokie i wyposażone w wysokie opony, przez co prowadzą się gorzej w zakrętach. Prawdziwą wartość auta terenowego poznamy dopiero wjeżdżając nim w trudny górzysty lub piaszczysty teren – pod warunkiem, że jest to prawdziwa terenówka, mogąca zagwarantować niezapomniane przygody na łonie dzikiej natury. Zanim rozpoczniemy eskapadę, powinniśmy poznać i uwzględnić podstawowe zasady bezpieczeństwa, szczególnie istotne przy jeździe w trudnym terenie.
Trener
Zanim je omówię, jeszcze jedna istotna rada: trener. Jeżdżąc na co dzień po drogach publicznych czasami decydujemy się wynająć instruktora, by podrasować technikę jazdy. Pozbywamy się zakorzenionych błędów, podnosimy poziom, ale i bez tego można sprawnie przemierzać tysiące kilometrów. Na asfalcie bez szkolenia da się pokonać prawie każdy odcinek, co najwyżej wolniej lub mniej bezpiecznie.
Z jazdą w trudnym terenie jest zgoła inaczej. Zawodnik, prawdziwy off-roadowiec, pokaże nam rzeczy, o których się nam nie śniło. Bez nauki nie mamy szans przejechać nawet średnio trudnej trasy. Nie jestem wybitnym ekspertem od wyczynowej jazdy w terenie, ale kilkanaście zasad i ciekawostek zasłyszanych u profesjonalistów na pewno warto znać.
Na początek podstawy
W ciężki teren nigdy nie wybierajmy się samotnie. Ta wysokogórska reguła jest naprawdę ważna. Pamiętajmy, że rzadko znajdujemy się na terenie niczyim. Na profesjonalny trening powinniśmy zdobyć pozwolenie, zanim wjedziemy na czyjąś własność. Zawsze zapinajmy pasy, pasażerowie nie powinni wstawać ani nie wychylać się poza obrys auta (dotyczy to samochodów bez dachu). Korzystajmy oczywiście z włączonego napędu na 4 koła i reduktora.
Oprócz obowiązkowego wyposażenia - łopata, lina, lewarek, klocek drewna, dobrze wyposażona apteczka - samochód powinien posiadać dwa solidne haki holownicze z przodu i z tyłu, zamontowane do ramy. W terenie lepiej nam będzie się podróżować bez ABS, dlatego należy wyjąć odpowiedni bezpiecznik.
W piachu
W Polsce jest niewiele terenów piaszczystych, a wydmy są pod ochroną, trudno więc znaleźć teren, na którym można się sprawdzić i przeżyć przygodę. Tysiące turystów wyjeżdża na północ Afryki, najczęściej do Tunezji, Egiptu lub Maroka. Czasami podczas pobytu zapuszczamy się na skraj pustyni, gdzie jedną z atrakcji jest dziki krajobraz, a jedynym środkiem lokomocji oprócz wielbłądów jest samochód – oczywiście terenowy. Z reguły jesteśmy wożeni, ale niekiedy sami możemy zasiąść za kierownicą. Przygoda jedyna w swoim rodzaju, ale aby była bezpieczna, trzeba coś wiedzieć na temat jazdy po podłożu sypkim.
Jeżeli teren jest miękki, bez twardych i ostrych elementów, ciśnienie w oponach należy zmniejszać do poniżej jednej atmosfery. Dzięki temu samochód nie będzie się zapadał. Trzeba jednak pamiętać o natychmiastowym dopompowaniu opon po wyjechaniu na twardą nawierzchnię.
W piachu, w przeciwieństwie do głębokiej wody czy kamieni, starajmy się jechać dość szybko. Jeżeli trzeba się zatrzymać, zróbmy to z głową: ustawiając samochód z górki lub na twardszym podłożu. W razie problemów z ruszeniem pomóc mogą specjalne aluminiowe podjazdy lub zwykłe dywaniki podłogowe. Czasami trzeba skorzystać z zapasów wody, aby zmoczyć piach pod kołami.
Pamiętajmy, że na pustyni piach jest wszechobecny, trzeba więc odpowiednio zabezpieczyć filtr powietrza i wszystkie przełączniki. I jeszcze klimatyzacja. Najlepiej jej nie używać, a jeśli już, to jak najsłabiej. W terenie nigdy nie ma gwarancji, że przez dłuższy czas nie będziemy wychodzić z samochodu, a nagła, duża różnica temperatur to pewne przeziębienie. Poza tym klimatyzacja silnie wysusza powietrze, źle wpływając na górne drogi oddechowe.
Podjazdy i zjazdy
Mając do pokonania dużą górę, warto najpierw upewnić się, co znajduje się za nią. Jeżeli wszystko jest porządku, najlepiej wycofać auto spory kawałek, wybrać odpowiedni bieg, włączyć skrzynię redukcyjną i rozpędem wjechać na górę. Przed szczytem należy przyhamować lub przynajmniej zdjąć nogę z gazu, aby zapobiec wyskoczeniu samochodu w górę – w przeciwnym razie może przekoziołkować.
Jeżeli na górkę nie możemy wjechać z rozpędu, wjeżdżajmy powoli jednym biegiem. Jeżeli w trakcie podjazdu koła zaczną się ślizgać i poczujemy, że nie damy rady koniecznie włączmy wsteczny bieg i bez zbędnego kręcenia kierownicą, poddając się, zjedźmy w dół. A teraz z górki. Też tylko jednym biegiem, aby hamować silnikiem i jak najmniej używać hamulca. Stosując te zasady można bez problemu pokonywać wzniesienia o kącie 45 stopni.
W głębokiej wodzie i po kamieniach
Gdy jedziemy np. w korycie rzeki, musimy pamiętać, żeby woda nie dostała się do silnika przez filtr powietrza, który powinien być umieszczony na dachu (tzw. komin). Niektórzy zawodowcy potrafią pokonywać tak głęboką wodę, że stosują następujące zasady: Jedzie się bez zapiętych pasów i z otwartymi oknami, aby w razie czego móc łatwiej wydostać się z pojazdu. Światła lepiej wyłączyć, żeby nie uszkodzić żarówek. Szczególnie w terenie o niewidocznym podłożu ukrytym pod wodą mogą się przydać zamontowane wcześniej grube, metalowe osłony miski olejowej, baku paliwa oraz elementów zawieszenia i układu napędowego.
Na podłożu kamienistym łatwo o uszkodzenie opony o ostry kamień; w terenie tego typu opony powinny być wyposażone w dętki. W takich warunkach dobrze sprawdza się skrzynia automatyczna, dzięki której można jechać bardzo powoli. Stuprocentowe blokady mechanizmów różnicowych umożliwią nam ruszenie po zawiśnięciu samochodu na dużym głazie. Wtedy wystarczy, że jedno koło ma przyczepność, pod drugie wkłada się mniejszy kamień i po kłopocie. Początkującym zalecam zasadę ogólną: uczyć się od zaawansowanych. Odbyć kilka wycieczek z kimś doświadczonym, wstąpić do klubu off-roadowego, stopniowo dawkować trudności, przez cały czas obserwując, jak jeżdżą lepsi.
Piotr Wróblewski
Właściciel szkoły rajdowej


Dodaj komentarz