REKLAMA
Początek gorący, a to dopiero rozgrzewka! Ruszyły Wakacje na giełdzie

    Ten sie cieszy...

    2009-08-14 06:00
    publikacja
    2009-08-14 06:00


    Część polskich ekonomistów, analityków oraz komentatorów w odpowiedzi na wspomnianą zapowiedź cieszy się i chwali słowa pan premiera. Nie wiem czy jest powód do okazywania radości, bo to jedynie zapowiedź. Z tego rodzaju stwierdzeniami jest tak, że albo się potwierdzą, albo się nie potwierdzą. Na dodatek nie widzę powodów do okazywania radości, bo to jedynie informacja, że nie będzie podwyższenia podatków. Gdyby aktualny premier polskiego rządu obiecał, że w 2010 r. dojdzie do obniżenia podatków, to ja bym widział powód do okazywania radości. Zatem niech radość okazują ci, którzy uwielbiają minimalizm a za coś takiego określam takie zapowiedzi. Ale nie będę psuł dobrego samopoczucia panu premierowi, bo od tego są inni. Przecież zawsze można coś zapowiedzieć, a polityk ma to do siebie, że zawsze wiele zapowiada, ale z realizacją zapowiedzi to już bywa nieco trudniej.



    Polski złoty

    Podobno polska gospodarka skutecznie odpiera ataki ze strony kryzysu. Polska waluta czyli złoty przez niektórych radujących się komentatorów już jest nazywana najsilniejszą walutą świata. Imiona i nazwiska autorów takich radosnych stwierdzeń pominę milczeniem bo nie jestem specjalistą od reklamy. Za to widzę pewne podobieństwa do sytuacji jaka miała miejsce przed rokiem. W lipcu 2008 r. polska waluta również biła rekordy umacniania względem głównych walut.



    W relacji z dolarem amerykańskim polska waluta potrafiła ocierać się o poziom 2 zł za dolara amerykańskiego. Radość z tego faktu jaka płynęła z niektórych komentarzy była tak wielka, że pół roku później wyszło na jaw, że na tej fali wzrostu kursu złotego bardzo wiele firm miało problemy z tzw. opcjami walutowymi. Czy tym razem będzie podobnie? Pozostaje mieć nadzieję, że wielu inwestorów w ciągu 12 miesięcy na tyle poprawiło swój poziom edukacji, że zdają sobie sprawę z faktu, że nic nie trwa wiecznie. Przypomnijmy zatem co wyprawiał złoty polski dokładnie rok temu. Umocnienie kursu złotego do poziomu 2,0250 zł za dolara amerykańskiego miało miejsce 21.07.2008 r. W tym dniu wskaźnik RSI14 dla dziennych notowań zamknięcia wynosił 21,52 pkt. I od tego momentu zaczął się rajd na osłabianie złotego. W efekcie w okresie do 17.02.2009 r. kurs dotarł do poziomu 3,9016 zł za dolara amerykańskiego, a RSI14 na tym poziomie wynosiło aż 77,82 pkt. Idąc dalej po notowaniach okazało się, że 27.07.2009 r. kurs dolara USA wynosił „zaledwie” 2,9214 zł przy RSI14 wynoszącym 30,47 pkt. Ile jeszcze złoty będzie w stanie wykorzystać słabą pozycję dolara amerykańskiego na światowym rynku? Nie sądzę, aby proces umacniania złotego nie zakończył się w najbliższym czasie.

    Czyja radość

    Silny złoty to niezbyt radosna wiadomość dla polskich eksporterów. Zapewne oni nie podzielają radości tych, którzy widzą polską walutę jako najsilniejszą na świecie. Za to radość z umacniania złotego mają inwestorzy, którzy potrafią go wymienić na „słabego” dolara i za uzyskane środki zajmować pozycje na nieco bardziej rozwiniętym rynku kapitałowym. A za taki należy uznać rynek amerykański z giełdą nowojorską wobec rynku polskiego z warszawską giełdą akcji. Tacy inwestorzy zamiast prowadzić nierówną walkę na warszawskiej giełdzie, gdzie wartość obrotów na niektórych sesjach nadal woła o pomstę do nieba, wybiorą rynek, na którym takich problemów nie ma. I nie wiem czy jest powód do zadowolenia z drożejącego złotego. Przy tak silnej walucie trudno sprowadzić do Polski kapitał inwestujący w akcje notowane na GPW. A jeśli do tego dodamy jeszcze zakończenie sezonu dywidendowego (nie biorę pod uwagę spółek, które nie spełniają warunku jakości dywidendy czyli div yield większego od inflacji netto za ostatnie 12 miesięcy annualizowanej o deprecjację/aprecjację kursu złotego względem kursu dolara USA), to doprawdy trudno znaleźć powody do radowania się z silnego złotego. A gdyby okazało się, że aktualny premier polskiego rządu ma popsute samopoczucie poprzez zachowanie koalicjanta (czyżby historia znowu się powtórzyła?), to nie trzeba być światowej klasy analitykiem, aby przewidzieć, że najgorzej na tym wyjdzie polska waluta. Oby tylko ponownie się nie okazało, że wystarczy 12 miesięcy notowań, aby złoty do głównych walut ponownie został zdewaluowany o ponad 40 proc. A także oby znowu nie okazało się, że spora grupa firm dała się nabrać na dalsze umacnianie złotego zajmując pozycje na opcjach walutowych, bo wtedy to nie będzie ani śmiesznie, ani strasznie. Tymczasem dla jednych radość a dla innych cierpliwe czekanie, a ten się cieszy kto się cieszy ostatni. l



    Treść powyższej analizy jest tylko i wyłącznie wyrazem osobistych poglądów jej autora i nie stanowi „rekomendacji” w rozumieniu przepisów rozporządzenia ministra finansów z 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych lub ich emitentów (DzU z 2005 r. nr 206, poz. 1715). Zgodnie z powyższym autor nie ponosi jakiejkolwiek odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podejmowane na podstawie niniejszego komentarza.

    ANDRZEJ FILIPEK
    Źródło:
    Tematy
    Ranking najtańszych kont firmowych dla JDG z premią dla aktywnych – czerwiec 2026 r.
    Ranking najtańszych kont firmowych dla JDG z premią dla aktywnych – czerwiec 2026 r.

    Komentarze (3)

    dodaj komentarz
    ~Egon
    W domu kolegi Przemysława z Krakowa dobrze się reasumuje ,ale w perspektywie kursu złotego 3.8 do 4.8 za euro.
    I całe rozważanie Przemka jest logiczne w tym przedziale kursu złotego.

    Własna waluta daje jednak mozliwość wybicia się kraju w wyższe okienko zdażeń społeczno-gospodarczych.(jak też i niższe,czyli upadek)
    Przy
    W domu kolegi Przemysława z Krakowa dobrze się reasumuje ,ale w perspektywie kursu złotego 3.8 do 4.8 za euro.
    I całe rozważanie Przemka jest logiczne w tym przedziale kursu złotego.

    Własna waluta daje jednak mozliwość wybicia się kraju w wyższe okienko zdażeń społeczno-gospodarczych.(jak też i niższe,czyli upadek)
    Przy dłuższym i w miarę stabilnym kursie ok. 5 złotych ,Polska weszłaby w taki bogatszy wyższy wymiar i jeszcze spłacała by kapitał długu w walucie obcej.
    Coś tak jak spółki wchodzą na wykresie w nowe lepsze kursy.
    Biedę zostawia się za sobą ,przez otwarcie się na stabilny biznes międzynarodowy,a nie tylko liżnięcia spekulacyjne.
    Mocarstwa nie są pod ścianą długu a stosują takie monetarne zagrywki,a Polska przyjmując obcych za 5-tkę z plusem zostałaby beneficjentem wielkich zysków.
    W nowym okienku kursowym dosyć szybko uniwersalny ,rozwiniety biznes zagościł by na długo w naszym kraju.
    Chętnie np. zarobiona Polonia z nowymi technologiami i ładem korporacyjnym by zaiwestowała na kupionych polskich gruntach.
    Utworzyły by się jednocześnie okazje do sowitych zarobków dla zdolnych osób ,co teraz wykonują zbedne prace w sferze budżetowej.

    Ale jak od wieków przez wielu piesków ogrodnika nasz kraj jest podgryzany i utrzymywany w grajdołku zacofania.
    Boroki różne robią długi ,nic nie mają a chcieliby przejmować dużo z gołymi kumplami a czas pędzi i tracimy resztki niepodległości.

    Kurs walut w regionach jest jedynym słabym punktem w realizacji podboju poszczególnych państw przez totalitarne światowe mega-kołchozownie.
    ~centurion z Galicji
    Polska produkuje :

    Misjonarzy i duchownych
    gorzałkę
    i... towar eksportowy, czyli ... POLITYKÓW-NIEUDACZNIKÓW

    Mając złotówkę... mamy jeszcze pole manewru. Mając euro... mamy dyktat silniejszych
    krajów Unii...
    ~Przemysław z Krakowa
    Trochę poszarpany ten artykuł, ale prosi się o dwa pytania i kilka uwag:
    Pytanie 1: Jaki procent PKB tworzą eksporterzy? Ostatnio głośno było w mediach o tym, że nasza gospodarka w miarę łagodnie przechodzi aktualny kryzys właśnie dzięki niewielkiej zależności od eksportu. Za to straszliwy płacz był w Niemczech i na Słowacji -
    Trochę poszarpany ten artykuł, ale prosi się o dwa pytania i kilka uwag:
    Pytanie 1: Jaki procent PKB tworzą eksporterzy? Ostatnio głośno było w mediach o tym, że nasza gospodarka w miarę łagodnie przechodzi aktualny kryzys właśnie dzięki niewielkiej zależności od eksportu. Za to straszliwy płacz był w Niemczech i na Słowacji - gdzie eksport stanowi podstawę bytu.
    Pytanie 2: Jaki kurs złotego stanowi aktualną granicę opłacalności eksportu? Swego czasu, jak złotówka była b. mocna, mówiło się, że jakieś 3,80-4zł za Euro, to już jest OK. Jeśli nadal to jest aktualne, to osłabienie Euro jeszcze o 15-20 groszy nie powinno stanowić problemu.
    No i uwagi:
    1. Wielu eksporterów produkuje swoje produkty z importowanych surowców. Mocna złotówka powoduje w prawdzie mniejsze przychody, ale i niższe koszty.
    2. Importujemy ropę i gaz, które to surowce są bardzo "inflacjotwórcze". Jak drożeje paliwo, drożeje wszystko, co jest wożone, czyli... Wszystko! W prawdzie w wyniku "polityki cenowej" właścicieli stacji paliwo nie tanieje zbyt szybko w wyniku umacniania złotówki, ale przynajmniej nie drożeje. Brak wzrostu cen paliwa powoduje niższą inflację, która powoduje mniejszą presję na wzrost płac i wolniejszy wzrost innych koztów - także eksporterów.
    3. Niestety, z przykrością musimy obie powiedzieć, że Polska niewiele produkuje, poza żywnością (samochody i telewizory są raczej montowane, więc ich nie liczę). Ceny elekroniki i samochopdów nie reagują może zbyt szybko na zmiany kursu złotówki, ale jednak w dłuższym okresie jest to widoczne. Związek pomiędzy silną złotówką, a niższymi cenami importowanego sprzętu jest oczywisty, a korzystają na nim wszyscy - także eksporterzy. To samo dotyczy wyjazdów za granicę, choćby na wakacje.
    Reasumując: u nas w domu mówi się tak: "Na osłabieniu złotówki korzystają eksporterzy, a na jej umocnieniu - wszyscy".
    Uwagi ukazują moje prywatne zdanie, ale jestem bardzo ciekaw odpowiedzi na postawione pytania.
    Pozdrawiam.

    Powiązane: Waluty

    Polecane

    Najnowsze

    Popularne

    Ważne linki