REKLAMA
Początek gorący, a to dopiero rozgrzewka! Ruszyły Wakacje na giełdzie

    Ten sam, ale nie taki sam

    2009-07-22 16:00
    publikacja
    2009-07-22 16:00
    Kryzys to nie tylko czas rozrachunków z błędnymi decyzjami z przeszłości. To również czas zadawania pytań. Także o rolę niewzruszonych instytucji, jakimi są banki centralne.

    Po kilku miesiącach od tego, co dziś uważamy za najgorszy moment w trwającym kryzysie, pojawiają się oceny polskiego banku centralnego. W sumie nie takie złe. Podział zadań między bank centralny a nadzór skutkuje zupełnie innymi oczekiwaniami wobec obu instytucji. Od Komisji Nadzoru Finansowego oczekuje się precyzyjnych działań „policjanta”, który pilnuje ruchu na drodze rynku i w razie czego – szybko interweniuje. Od NBP natomiast takich, które podtrzymują sprawny ruch na rynku finansowym. Trochę jak od sygnalizacji, która raz dłużej zapali zielone światło, raz krócej, raz da na wstrzymanie. To swoisty paradoks, że po pożegnaniu z systemem nakazowo-rozdzielczym kryzysy prowokują powrót do aktywnej rynkowej roli banku centralnego. Roli – być może tak należałoby to ująć – superarbitra.

    Urzędnik działa za wolno

    Polscy bankowcy mówią, że właściwie NBP działał tak, jak powinien był, choć – za wolno. Zarzuty o zbyt wolnym działaniu pojawiały się szczególnie po upadku Lehman Brothers i zamrożeniu rynku kredytowego. W istocie jest więc zasadne postawienie pytania o rolę i sposób działania Narodowego Banku Polskiego w czasach postkryzysowych. Co również oznacza – przed nieznanymi jeszcze nowymi problemami. Z jednej strony oczekuje się bowiem od NBP, tak samo jak od każdego banku centralnego, działań wzmacniających zaufanie i stabilność na rynku (o tym, że niemierzalne liczbowo zaufanie można wycenić, przekonaliśmy się w minionych miesiącach). Z drugiej zaś – nasz bank centralny stoi przed wyzwaniem w dużej części podobnym do wydarzeń z przełomu 2008 i 2009 r., czyli przed czasami szykowania się oraz wejścia do ERM2. Można więc postawić dodatkową tezę, że credit crunch stał się polem ćwiczeń dla polskiego banku centralnego w czasie destabilizacji i szansą przetestowania szybkości działań w okresach zagrożeń. O ile trudno dwa lata w ERM2 uznać za zagrożenie samo w sobie, to jednak konieczność wypełniania kryteriów związanych z tym okresem istnieje. A więc choćby zdolność do reakcji na – chociażby – zagrożenie niepożądaną zmianą kursu złotego (choć właściwie bank centralny nie zajmuje się rynkiem walutowym). Wykazanie zdolności szybkiego reagowania jest istotne z jeszcze jednego powodu: jeśli bowiem okazałoby się, że rynek jest w stanie – lepiej lub gorzej – ale sam sobie poradzić, bez wsparcia instytucji ostatecznej szansy, to pojawiłby się dowód na wyjątkową skuteczność niewidocznej ręki rynku. Politycznie to argument nie do zaakceptowania dla wielu.

    Jeremi Mordasewicz, ekspert PKPP Lewiatan, uważa, że od NBP w sytuacji kryzysowej oczekiwać należałoby większej aktywności i szybkości na rzecz przywrócenia zaufania na rynku, czyli pomocy w zapewnieniu płynności i wsparcia dla transakcji międzybankowych. – Trochę jak działania strażaka – dodaje.

    NBP nie zgadza się z uwagami środowiska bankowego w kwestii zbyt wolnego, czy „urzędniczego” sposobu działania: „Przypominamy decyzje podejmowane po wrześniu ubiegłego roku: początkowo działania w ramach Pakietu zaufania były skoncentrowane na zapewnieniu finansowania krótkoterminowego. Wynikało to z bieżących potrzeb płynnościowych banków, które w IV kwartale 2008 r. dotyczyły głównie terminów do 3 miesięcy. Potwierdzały to zarówno wyniki monitoringu dealerów NBP, jak również konsultacje przeprowadzane z przedstawicielami sektora bankowego. Jednocześnie sektor nie wykazywał wówczas zainteresowania zasilaniem się na terminy dłuższe” – takie stanowisko zajęło w tej kwestii Biuro Prasowe NBP.

    To już było

    W kontekście dyskusji o szybkości działania interesująco brzmią wspomnienia Alana Greenspana, który chwilę po objęciu funkcji szefa FED musiał zmierzyć się z kryzysem roku 1987. „Era zawirowań” jest ciekawa nie tylko ze względu na historię w niej zawartą, także ze względu na język. Greenspan przywołuje rozmowy z października 1987 r., wspominając, że jeden z jego rozmówców zapytał, podczas dyskusji nad przygotowywanym oświadczeniem FED, czy „przypadkiem nie przesadzamy? Może poczekajmy kilka dni, by przekonać się, co nastąpi”. Na to Greenspan odpowiada: „Nie musimy czekać, by przekonać się, co nastąpi. Wiemy, co nastąpi”. Po czym FED wydał oświadczenie o gotowości do zapewniania płynności, nastąpiły też działania FOMC. Niezależnie od tego, jak oceniać późniejsze działania Alana Greenspana, ten fragment jego wspomnień wskazuje na dwie rzeczy – szybkość podejmowanych działań i bardzo wnikliwą obserwację rynku. A zatem – nie tylko na to, co przeprowadzano, lecz także – w jaki sposób.

    Bank jako łącznik

    Bank centralny – nawet bez kompetencji nadzoru – za to ze względu na swoje uprawnienia do pozyskiwania informacji jest dobrym miejscem gromadzenia i twórczego analizowania danych o rynku. Na przykład o niezasadnie szybko rosnącej akcji kredytowej, która w dodatku trafia do osób niezdolnych do spłaty kredytu.

    – Mamy nauczkę, że pewne rzeczy nie mogą się dziać samopas, nie można zbyt ryzykownych działań prowadzić w bankach uniwersalnych, rozumianych jako banki przyjmujące depozyty – mówi Marek Zuber, główny ekonomista Dexus Partners, przypominając przyczyny kryzysu. Zwraca uwagę, że Greenspan przyznał się do pomyłki, pozwalając na rozbuchaną akcję kredytową. – Ale też powiedział, że wierzył, iż racjonalizm weźmie górę nad chciwością – dodaje Marek Zuber. Nauczka z lekcji amerykańskiej może być więc i taka, dla ewentualnego zdefiniowania zmienionej roli banku centralnego, że potrafi on z wyprzedzeniem zauważyć negatywne tendencje wynikające z wykraczania banków poza działania racjonalne. Profesor Robert Shiller z Yale University w wywiadzie dla MacLean's (przedruk w „Forum” 20/2009) zwraca uwagę – odnosząc się do Keynesa i „zwierzęcych instynktów” – że „myśl ekonomiczna tradycyjnie kładła zawsze nacisk na racjonalny aspekt ludzkiego zachowania. Zagadnienia z dziedziny psychologii społecznej i kultury na ogół leżą poza zakresem jej zainteresowań, a nawet wcale nie są przez nią dostrzegane. Ulubionym zajęciem ekonomistów jest gadanie o banku centralnym”. Shiller dodaje, że ekonomiści nie dostrzegają, że w społeczeństwie mogą zajść zmiany kulturowe, które zmieniają także gospodarkę. Można sobie wyobrazić, że takimi zagadnieniami zajmują się niezależne ośrodki badawcze. Dlaczego jednak nie założyć, że redefiniowanie roli banku centralnego, w tym NBP, i to wcale nie polegające na zmianach ustawowych, oznacza również zmianę podejścia do wykorzystania pozyskiwanych danych. Rzeczywiście wyprzedzającego.

    Działania banku centralnego można też potraktować jako lekcję dla polityków, bo zwiększanie płynności na rynku przy wykorzystaniu instrumentów dostępnych bankowi centralnemu jest (toutes proportions gardées) działaniem porównywalnym ze zwiększaniem deficytu budżetowego. Zuber podkreśla, że za drukowanie pieniędzy płaci się wyższą inflacją. W sferze płynnościowej alternatywą jest załamanie się systemu bankowego, bo przy wszystkich możliwościach pozyskiwania finansowania na giełdzie czy przez emisję długu korporacyjnego system bankowy zasila krwiobieg gospodarki. W tym miejscu pojawia się też aspekt niemierzalny w liczbach, czyli społeczny.

    Współpraca i przeciwwaga

    – Na pewno oczekujemy aktywności w okresie tak dużych zmian w warunkach gospodarowania i kiedy tak utrudniony jest dostęp do kredytu – oczekujemy działań skoordynowanych z KNF i MF – dodaje Jeremi Mordasewicz.

    Na ten sam aspekt zwraca uwagę Brunon Bartkiewicz, prezes ING Banku Śląskiego: – Jako środowisko przede wszystkim chcielibyśmy, żeby działania tych podmiotów, które są skupione w Komitecie Stabilności Finansowej, były wspólne, jednokierunkowe. Bez wątpienia szybsze, ale wspólne i jednorodne. Komitet jest postrzegany nadal jako trzy centra, a my wolelibyśmy, żeby to był jeden ośrodek, tak jak mówi ustawa – mówi.

    – Warunkiem sine qua non skutecznej kontroli nad siłami ekonomii jest działanie politycznych i gospodarczych instytucji na tym samym poziomie – co dziś nie ma miejsca – podsumowuje sprawę prof. Zygmunt Bauman, w wywiadzie dla Reset Doc (przedruk w „Forum” 28/2008). Profesor Bauman, co prawda, odnosi się do istotnego uniezależnienia się globalnych rynków od rządów narodowych. Jednak w tym kontekście można przyjąć, że tak jak międzynarodowe koncerny stały się równe rządom we władzy, jaką sprawują na „swoim” – międzynarodowym – terenie, tak też i władze, chcąc odzyskać większy wpływ na sytuację, muszą korzystać z tego wzoru, który oznacza tworzenie międzynarodowych i międzyinstytucjonalnych porozumień o współpracy. Można więc polemizować z pomysłami tworzenia chociażby europejskiego supernadzoru nad rynkami, ale też nie można nie zauważyć korzystnych skutków funkcjonowania Europejskiego Banku Centralnego. Być może zatem kwestia dotyczy nie tego, czy tworzyć nowe instytucje, ale jak organizować strukturę współpracy już istniejących tak, by były one więcej niż partnerem dla międzynarodowych koncernów.

    Od urzędnika do?

    Profesor Shiller podkreśla, mówiąc w cytowanym wyżej wywiadzie o amerykańskim pakiecie ratunkowym, że „najważniejszym sposobem wpływania na poziom zaufania są działania, a nie słowa. Dlatego potrzebne są pakiety stymulacyjne. Psychologia podpowiada, że najlepiej jest, jeśli pakiet stymulacyjny zostaje wprowadzony w życie, zanim wydarzy się coś naprawdę poważnego”. Krótko mówiąc – lepiej zapobiegać, niż leczyć. Jednak skoro tak, to należy wrócić do zarzutu stawianego przez rozmówców ze środowiska bankowego: NBP to urzędnicy. Oczywiście znowu toutes proportions gardées. I zadać pytanie, czy urzędnik może być uczestnikiem rynku? Może więc nie tylko zmiana w postkryzysowych czasach powinna dotyczyć banków komercyjnych. Być może wymóg twórczego, a nie urzędniczego, podejścia, powinien pojawić się w odniesieniu do banków centralnych.

    Skoro bowiem centralni bankierzy przyznają dziś, że od 3–4 lat spodziewali się czegoś złego na rynku kredytowym, to nie znaczy, że nie umieli tego przewidzieć (bo umieli), tylko nie podjęli działań. Oczywiście tak poważnego zarzutu (dlatego – toutes proportions gardées) nie należy stawiać NBP. Marek Zuber podkreśla, że „paradoksalnie polski system bankowy uważany za konserwatywny okazał się najbardziej odporny na kryzys. I zapewne w tym kierunku pójdzie świat. Banki, jeśli mają być instytucjami zaufania publicznego, nie mogą podejmować działań ryzykownych. Można się więc spodziewać zakazu inwestycji w instrumenty bardzo ryzykowne, a jeśli już będą takie inwestycje dopuszczalne, to pojawią się ograniczenia oraz kontrola, będzie to dotyczyło także inwestycji portfelowych. Można się więc spodziewać także większej kontroli nad akcją kredytową”. Oznacza to także redefinicję roli banku centralnego oraz jego modelu współpracy z nadzorem. Także w kontekście unijnych intencji powołania supernadzoru oraz przyszłego dopasowania się NBP do systemu, w którym rolę sternika stóp procentowych będzie pełnił już EBC.

    – Oczekiwania wobec NBP wzrosły, gdy okazało się, że nie ma płynności w sektorze bankowym – uważa Jeremi Mordasewicz. Ale ten działał odpowiedzialnie i racjonalnie w poprzednich latach, razem z nadzorem zapewniły, że sektor bankowy jest w dobrej kondycji. Inaczej zachowywał się FED, który popełnił błędy, próbując stymulować gospodarkę, gdy pieniądz stał się praktycznie darmowy, czego konsekwencje widzimy teraz. Czy potrzebna jest jednak redefinicja roli banku centralnego? Nie ma takiej potrzeby. Pojawi się ona raczej wówczas, gdy NBP będzie przygotowywał się do działania w strefie euro.

    Można sobie wyobrazić zwiększoną rolę NBP jako ośrodka intelektualnego z wyprzedzeniem reagującego nie tylko na zmiany ekonomiczne rozumiane jako zależności liczbowe, lecz także – społeczne. Można też przyjąć – idąc za tezą profesora Shillera – że informacja o zakresie zainteresowań banku centralnego (nie tylko monetarnych) jest także sygnałem dla rynku i staje się pobocznym rozwinięciem reguły Taylora. Przede wszystkim jednak nie należy zakładać, że rozpoczęcie dyskusji o ewentualnej zmianie roli NBP oznacza zamach na jego niezależność. Raczej może to być po prostu dopasowanie do zmieniających się warunków. W końcu, by wrócić do Alicji w Krainie Czarów: kto nie biegnie, ten się cofa.

    Anna Lach
    Autorka jest dziennikarka portalu Forsal.pl

    Więcej w Miesięcznik Finansowym BANK

    Zaprenumeruj BANK
    Źródło:
    Przeczytaj w Pulsie Biznesu
    Wielki transfer w polskich finansach. Byli wiceprezesi PKO TFI zbudują family office Dominiki Kulczyk
    Tematy
    Ranking najtańszych kont firmowych dla JDG z premią dla aktywnych – czerwiec 2026 r.
    Ranking najtańszych kont firmowych dla JDG z premią dla aktywnych – czerwiec 2026 r.

    Komentarze (0)

    dodaj komentarz

    Powiązane: Sektor bankowy

    Polecane

    Najnowsze

    Popularne

    Ważne linki