Tam mieszkam: Spitsbergen

zastępca redaktora naczelnego Bankier.pl

Arktyka - ziemia otaczająca biegun północny, a na niej największa wyspa Norwegii. Dziesięcioro Polaków spędza tu rok w ramach 35. ekspedycji polarnej. To rozmowa o codziennym życiu w stacji badawczej – dostępie do bieżącej wody, telewizji i internetu, ale też zmaganiach z nocą polarną i Święcie Kaszanki.

O warunkach panujących na Spitsbergenie opowiada mieszkające tam małżeństwo z Polski - Dagmara i Piotr Andryszczak.

Malwina Wrotniak, Bankier.pl: Daleko stąd do geograficznie najbliższych zabudowań mieszkalnych?

Dagmara Bożek-Andryszczak i Piotr Andryszczak: W okolicy Stacji znajduje się kilka drewnianych chat traperskich. Są one jednak wykorzystywane okresowo, głównie przez naukowców. Najbliższym siedliskiem ludzkim zaś jest miasteczko Longyearbyen, stolica Svalbardu, oddalone od Stacji o jakieś 130 km w linii prostej, w którym mieszka ok. 2000 osób.

Warunki, w jakich przyszło żyć pracownikom Stacji Polarnej na Spitsbergenie na pierwszy rzut oka… nie szokują. Taki budynek jest wystarczający na tutejsze warunki i potrzeby?

Jak najbardziej, ale właściwie jest to kilka budynków. W głównym budynku Stacji znajdują się pokoje zimowników (osób spędzających w Stacji cały rok), które są jednoosobowe i dość komfortowo wyposażone. W łazienkach i toaletach jest bieżąca, ciepła woda, która w okresie letnim jest dostarczana z pobliskiego jeziorka, a zimą pochodzi z roztopionego śniegu i lodu, którym regularnie uzupełnia się podgrzewany zbiornik. Mamy dużą kuchnię, w której wygodnie można przygotować obiad dla 30 osób, siłownię i dwie duże świetlice – mesy – w części zimowej i części letniej, gdzie mieszkają naukowcy w okresie wiosennym i letnim.

życie na biegunie
Polska Stacja Polarna latem (sierpień), fot. Piotr Andryszczak

W Stacji mieszczą się dobrze wyposażone laboratoria (m.in. meteorologiczne, magnetyzmu ziemskiego, sejsmologiczne czy badań jonosfery), w których opracowuje się wyniki badań i za pośrednictwem internetu przesyła dane do Instytutu Geofizyki PAN w Warszawie. W sąsiednim budynku znajdują się dwa pracujące na przemian dieslowskie agregaty prądotwórcze.

życie na biegunie
"Średnia wieloletnia temperatura w ciągu roku wynosi ok. -4°C", fot. Thinkstock

Nieopodal Stacji znajdują się cztery ogromne czasze anten satelitarnych, dzięki którym możemy korzystać z internetu (w tym też telefonii VoIP) i telewizji. Telefony komórkowe niestety (a może to i dobrze) nie działają.

Europa czeka wiosny, a na biegunie temperatura wciąż na minusie. Jak zimno – średnio, w skali roku – jest na Spitsbergenie?

Średnia wieloletnia w ciągu roku wynosi ok. -4°C. W zeszłym roku średnia temperatura wyniosła ok. -1°C, a jak będzie w tym, to już będą oceniać nasi następcy, którzy takie zestawienie roczne będą przygotowywać. Na razie za oknem jeszcze śnieg i temperatury lekko na minusie, ale maj to miesiąc, w którym zaczyna się arktyczna wiosna.

Czy mogłoby być jeszcze zimniej, to znaczy czy są inne polskie stacje badawcze ulokowane w jeszcze bardziej surowych warunkach?

Inną całoroczną polską placówką naukową jest Stacja Antarktyczna im. Henryka Arctowskiego na półkuli południowej. Tam jednak temperatury są zbliżone do tutejszych.

Jeden z postów na fanpage’u stacji: „Ciśnienie na dziś: 1054 hPa. Jak żyć?”. No właśnie – jak się żyje w takim klimacie i które aspekty tutejszej pogody są najbardziej dotkliwe dla Europejczyka – temperatura, wiatr, wspomniane ciśnienie? Jak zachowuje się organizm człowieka ze środkowej Europy w takich warunkach?

Akurat tego dnia, kiedy opublikowano wspomniany post, ciśnienie było rekordowe. Na szczęście takie rekordy rzadko występują i potem wszystko wróciło do normy. Warunki pogodowe są całkiem znośne – trzeba tylko pamiętać o odpowiednim ubieraniu się i regularnym sprawdzaniu prognozy pogody, kiedy wybieramy się w teren, bo pogoda w tej części świata bywa wyjątkowo kapryśna. Najbardziej dokuczliwym czynnikiem jest wiatr, który znacznie obniża temperaturę odczuwalną i potrafi osiągnąć nawet 150 km/h.

Za Wami noc polarna. Jak długo trwała i czy to faktycznie była ciemność totalna?

Ponad 3 miesiące. Trudno mówić, żeby w tym okresie panowały przez cały czas egipskie ciemności. Przez pierwszy i ostatni miesiąc nocy polarnej na linii horyzontu (przy bezchmurnym niebie) widać było przez parę godzin dziennie słoneczną poświatę, co powodowało, że można było przez część dnia zrezygnować ze sztucznych źródeł światła. Całodobowe ciemności rekompensowały nam niesamowite zorze polarne. To jedno ze zjawisk, dla których warto tu przyjechać.

Zakres obowiązków zmienia się wtedy ze względu na ciemność? Co trzeba było sobie odpuścić?

Oczywiście, z części badań i pomiarów rezygnuje się w czasie nocy polarnej ze względu na brak Słońca (np. meteorolodzy nie korzystają z heliografów, geofizycy z urządzeń, które do pomiarów atmosfery potrzebują światła słonecznego), ale podstawowy zakres obowiązków osób pracujących w Stacji nie zmienia się. Trzeba walczyć z ogarniającą nas sennością, ale ze swoich obowiązków musimy się wywiązywać.

Prowadzicie życie z dala od cywilizacji, w samym sercu dziewiczej wciąż natury. Umysł broni się i wyrywa do takich warunków, w których więcej się dzieje, a zmysły mogą odbierać więcej zewnętrznych sygnałów?

Wydaje nam się, że to jest kwestia indywidualna. Są osoby, które właśnie tutaj szukają wyciszenia, chcą przemyśleć pewne sprawy. Są też tacy, którzy traktują pobyt tutaj w kategorii przygody, pracy w ciekawym miejscu.

życie na biegunie
Źródło: Thinkstock
Podobnie jest z chęcią „powrotu do cywilizacji” – u jednych taka chęć budzi się wcześniej, u innych później lub wcale i wtedy z ciężkim sercem opuszczają to miejsce. Duże znaczenie ma też tutaj techniczne zaplecze Stacji – dostęp do internetu umożliwia stały kontakt z bliskimi.

Standardowo w Stacji dzień zaczyna się o której godzinie?

Śniadanie jest o godzinie 8:30 – część osób wstaje wcześniej, część nieco później. Praca w Stacji różni się od typowych „8 godzin za biurkiem”, grafik obowiązków jest bardziej elastyczny – liczy się efekt końcowy, czyli wykonanie przypisanego zadania.

Co zwykle jest do zrobienia? Czy od początku pobytu w Arktyce wiedzieliście precyzyjnie, jakie będą Wasze zadania?

Tak, każdy z nas przed wyjazdem wiedział, czym się będzie zajmował. Zadania zależą od charakteru pracy – ja pracuję jako dydaktyk w projekcie EduScience, przygotowuję materiały edukacyjne dla uczniów w Polsce i prowadzę lekcje przez internet, mąż zaś pracuje jako geofizyk (prowadzi pomiary z zakresu magnetyzmu ziemskiego, fizyki i elektryczności atmosfery) i elektronik.

Codzienną pracę często przerywa pojawianie się w Stacji gości?

Tak, ale to głównie w okresie wiosennym i letnim, kiedy do Stacji można dostać się drogą morską. W pozostałych częściach roku pozostaje transport powietrzny (śmigłowiec) i lądowy (skutery, psie zaprzęgi), co też wpływa na ilość odwiedzin. Oczywiście możliwość przyjazdu do Stacji w okresie zimowym zależy też od warunków pogodowych, co w tej części świata jest szczególnie istotne. Inną kwestią pozostaje konieczność uzyskania wymaganego pozwolenia od Gubernatora Svalbardu na przebywanie w Hornsundzie.

Jak sami tu przybyliście?

Przybyliśmy do Hornsundu w lipcu na statku Horyzont II; rejs z Polski trwa tydzień.

Tą samą drogą dostarcza się Wam zaopatrzenie i żywność?

Zaopatrzenie jest dostarczane drogą morską, wspomnianym statkiem. Zazwyczaj są organizowane dwa rejsy w ciągu lata (w lipcu i sierpniu).

Na jaki okres gromadzicie zapasy? Jak wygląda dieta na Spitsbergenie?

Dieta niczym się nie różni od tej, do której przywykliśmy w domu. Każdy znajdzie coś dla siebie. Jedynym problemem są szybko kończące się zapasy świeżych warzyw i owoców w okresie nocy polarnej, kiedy wizyt jest najmniej, ale tu ratuje nas duży wybór mrożonek owocowych i warzywnych.

życie na biegunie
"Zorze polarne to jedno ze zjawisk, dla których warto tu przyjechać", fot. Thinkstock

Pewnym przełomem w tym roku było wyhodowanie w jednym z pomieszczeń Stacji pomidorów, dzięki zapewnieniu odpowiedniego oświetlenia - lampą sodową, wilgotności i temperatury. Co roku zamawiane są nowe zapasy dla Stacji, które przypływają w lecie wraz z członkami kolejnej wyprawy.

Przed przyjazdem konieczne były pewnie badania zdrowotne, ale podobno również kurs posługiwania się bronią. Jakie jeszcze wymagania postawiono przed członkami zespołu?

Prócz wspomnianych badań lekarskich i kursu posługiwania się bronią, braliśmy też udział w szkoleniach z zakresu pierwszej pomocy, podjęcia odpowiednich czynności w przypadku pożaru, korzystania ze sprzętu motorowodnego i urządzeń służących do łączności (radiotelefony, radioboje, telefony satelitarne).

Są tutaj nie tylko fascynaci przyrody, prawda? Z jakich specjalistów składa się obecny team?

W grupie mamy glacjologa, geofizyka, mechanika, informatyka, elektronika, geodetę, geografa, dwóch meteorologów i… tłumacza.

Ile ważą bagaże tych ludzi przed wyprawą w takie miejsce? (śmiech) O czym nie wolno zapomnieć, a w co da się tu zaopatrzyć bez większego problemu?

Bagaż właściwy, w który zapakowaliśmy z mężem rzeczy potrzebne na cały rok, to były dwie plastikowe beczki o pojemności 180l oraz po dwa plecaki po 70 i 45l. Łącznie to wszystko mogło ważyć jakieś 150 kg. Przed wyjazdem staraliśmy się oszacować, ile opakowań szamponu czy pasty do zębów zużyjemy (śmiech), robiliśmy dokładne listy rzeczy, które powinniśmy zabrać. W odpowiednie elementy ubioru zostaliśmy wyposażeni przed wyprawą, wystarczyło tylko zadbać o zabranie potrzebnych rzeczy osobistych.

życie na biegunie
"Zabudowania Svalbardu - norweskiej prowincji w Arktyce", fot. Thinkstock

Natomiast w przypadku nagłej konieczności dokupienia brakującej rzeczy, zawsze można poprosić którąś z osób odwiedzających Stację o zrobienie zakupów w Longyearbyen lub odebranie czekającej nawet 2-3 miesiące paczki z poczty. Po prostu trzeba uzbroić się w cierpliwość…

Wbrew ogólnym przypuszczeniom, ów bagaż zawiera też pozycje nieoczywiste. W internecie zdjęcia ze Stacji, z miniobchodów świąt, a na nich nieliczne pracujące tu kobiety w… eleganckich sukienkach. Takich zaskakujących elementów wyposażenia okazało się być więcej?

Tak, ale to już zależało od kreatywności poszczególnych członków grupy. Przed wyjazdem zrobiliśmy listę najważniejszych świąt w roku i zaczęliśmy się zastanawiać, co można ubrać czy przygotować na Andrzejki, Wigilię czy… Święto Kaszanki (tu też obchodzi się święta nieoczywiste) - stąd się wzięła np. elegancka sukienka na Sylwestra. Oczywiście skład tej listy przewidywał drobne upominki dla pozostałych osób, np. z okazji urodzin.

Uczestniczycie w 35. polskiej ekspedycji polarnej. Potrwa rok. Jest szansa, że jeszcze tu wrócicie? A może wyzwaniem jest badanie innych, bardziej ekstremalnych miejsc?

Taka szansa zawsze istnieje (śmiech), chociaż trudno nam powiedzieć, co będzie dalej. Na razie przed nami jeszcze dwa miesiące w tym pięknym i niesamowitym miejscu, a potem powrót do cywilizacji.

Dziękuję za rozmowę.

Malwina Wrotniak

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
5 5 ~juno

do"real"!!Dobrze,ze POsrańców tam nie wysyłaja bo wszystko by ukradli!!!

! Odpowiedz
3 1 ~jadwi1

Wystarczy dwóch : kłamce Tusku i najgorszego z możliwych niszczyciela wszystkiego co możliwe wincentego, ale by ten kraj odpoczął

! Odpowiedz
0 2 ~Tracha

Mój opiekun z praktyk był tam na ekspedycji, mąż nauczycielki także... Jaki ten świat mały :D

! Odpowiedz
3 0 (usunięty)

(wiadomość usunięta przez moderatora)

! Odpowiedz
3 3 ~ztrzech

Chętnie bym tam pojechał na miesiąc, ale fakt,PO-srańców wokół siebie nie chciał bym mieć:)

! Odpowiedz
0 1 ~współczuję

to musi być straszne ciągle zimno i zimno :/

! Odpowiedz
3 4 ~YxY

Wysłać tam wszystkich PO-srańców bez gaci, żeby zamarzali jeden po drugim!!!!!!!!!!!

!
Zapisz się na bezpłatny newsletter Bankier.pl