Propozycję zgłosiła konserwatywna Szwajcarska Partia Ludowa (SVP), czyli największe ugrupowanie w helweckim parlamencie. Złota moneta miałaby mieć nominał 5 franków (ok. 18,15 zł). Przy obecnym kursie złota musiałby zawierać około 0,1 grama złotego kruszcu. Przy czym frank pozostałby oficjalną walutą Szwajcarii.
Cena uncji (31,1 gram) złota wyrażona w szwajcarskim franku (CHF)
Źródło: stooq.pl
Inicjatywa SVP ma na celu wprowadzenie pieniądza, w którym Szwajcarzy mogliby w bezpiecznie przechowywać swoje oszczędności poza systemem bankowym. Złota pięciofrankówka już została okrzyknięta mianem „zdrowej waluty”, która ma ochronić oszczędności przed erozją siły nabywczej papierowego pieniądza.
Nieprzypadkowo debata w Szwajcarii toczy się w cieniu kryzysu w strefie euro. Groźba upadku europejskiego sektora bankowego i rozpadu strefy euro zwiększa ryzyko silnie inflacyjnego dodruku pieniądza przez Europejski Bank Centralny. Posiadacze złotych pięciofrankówek spaliby wówczas spokojnie w przeciwieństwie do osób trzymających oszczędności na bankowych lokatach bądź w papierowym pieniądzu.
Byłby to też pierwszy taki przypadek w Europie, aby władze państwowe wznowiły emisję złotego pieniądza na masową skalę. Ze względu na niski nominał monety te byłyby powszechnie dostępne i w dłuższej perspektywie mogłyby się stać legalnym środkiem wymiany stanowiącym konkurencję dla krajowych walut emitowanych bez żadnego pokrycia. W tym także szwajcarskiego franka, który podobnie jak dolar, euro, funt szterling czy polski złoty, nie jest w żaden sposób zabezpieczony złotem.
Szwajcaria stałaby się więc pierwszym krajem w Europie zezwalającym na regulowanie zobowiązań w złocie, co stanowiłoby istotne poluzowanie przymusu korzystania z „prawnego środka płatniczego”. Wcześniej złoto zostało przywrócone jako pełnoprawny pieniądz w niektórych stanach Ameryki. Legalnie można płacić złotymi i srebrnymi monetami w m.in. Utah i Idaho.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl






























































