REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Skutki obecnej polityki banków centralnych mogą być zgubne

2016-03-18 13:08
publikacja
2016-03-18 13:08
Dodaj Bankier.pl w Google

Banki centralne odpowiadają na oczekiwania rynków finansowych korzystając z nieszablonowych rozwiązań i w dłuższym okresie może to doprowadzić do niebezpiecznej sytuacji - uważają uczestnicy debaty PAP Biznes "Strategie rynkowe TFI 2016". W ich ocenie, trudno mówić o wpływie działań banków centralnych na realną gospodarkę.

fot. / / FORUM

W piątkowej debacie poświęconej aktualnej sytuacji makroekonomicznej i jej przełożeniu na rynki finansowe udział wzięli przedstawiciele Union Investment TFI, TFI PZU, Skarbiec TFI, BPH TFI, KBC TFI oraz PKO TFI. Partnerem merytorycznym cyklu są Analizy Online.

Wakacje na giełdzie

W zeszłym tygodniu EBC obniżył stopy procentowe oraz zwiększył wartość skupowanych aktywów w ramach luzowania ilościowego do 80 mld euro miesięcznie. Ponadto, rozszerzono ten program o obligacje korporacyjne oraz zapowiedziano nową rundę operacji TLTRO. W tym tygodniu Fed pozostawił stopy procentowe na niezmienionym poziomie, ale zrewidował prognozę kolejnych podwyżek w 2016 roku na dwie z czterech wcześniej.

Piotr Bień, dyrektor biura rynku akcji TFI PZU, jest zdania, że EBC wyjątkowo dobrze odpowiedział na oczekiwania rynkowe, zwłaszcza jeśli chodzi o eksperyment bankowy.

"Poprzednie decyzje bardziej szkodziły sektorowi bankowemu, bo działał na coraz niższych stopach, a teraz dzięki temu, że ECB zapewnił finansowanie bankom na 4 lata po stopie procentowej wynoszącej zero, oczekiwania zostały spełnione. Jeżeli spojrzymy na rynek od początku roku, to widać, że sektor bankowy, np. Deutsche Bank, miał najsłabszy performance. Do decyzji EBC trudno się przyczepić - było to rozwiązanie skrojone na miarę" - powiedział.

Bardziej ostrożnie działania EBC ocenia Tomasz Matras, zastępca dyrektora inwestycyjnego ds. akcji Union Investment TFI.

"Jestem sceptycznie nastawiony do efektu działań EBC na realną gospodarkę. Niewątpliwie ma to pozytywny wpływ na rynek akcji, chociaż ostatnia hossa, zwłaszcza na rynkach wschodzących, to bardziej pokłosie polityki Fed i słabego dolara" - powiedział.

"EBC jest w o tyle lepszej sytuacji, że może patrzeć, co w przeszłości robił Fed. Jest jednak znaczna różnica, bo celem Fedu było pobudzenie realnej gospodarki i to się udało, bo USA przeszły suchą nogą przez gorszy okres. EBC przyświecał inny cel niż Fedowi przy QE - ratowanie jednego sektora, bankowego. Pytanie, czy banki odpowiedzą na oczekiwania EBC i wpompują pieniądze w gospodarkę" - dodał.

Mocno zaniepokojony działaniami banków centralnych jest Grzegorz Zatryb, główny strateg i zarządzający funduszem Skarbiec TFI, który ocenia, że rynki przyzwyczaiły się do zasilania w gotówkę jak narkoman do narkotyków.

"Z coraz większym zaniepokojeniem patrzę na zachowanie banków centralnych. Niektóre działania są pozytywne, ale działają doraźne - niczym narkotyk. Rynki są już niewrażliwe na niektóre decyzje i w pewnym momencie dojdziemy do +złotego strzału+" - powiedział.

Zdaniem głównego stratega Skarbiec TFI ujemne stopy procentowe są sprzeczne z naturą.

"Poza tym poruszamy się po nowych wodach - ujemne stopy procentowe są sprzeczne z naturą i nie wiadomo, jaki będą miały wpływ w długim terminie. Obecne wzrosty to bardziej zasługa cyklu koniunkturalnego i obawiam się, że gdy zejdziemy w stronę recesji, to banki centralne nie będą miały narzędzi, żeby jej przeciwdziałać. Fed to rozumie i podnosi stopy, ale ciężko mu to idzie, bo jest pod presją rynków finansowych, które źle odbierają podwyżki" - powiedział.

Jarosław Antonik, członek zarządu KBC TFI, uważa, że obecna polityka monetarna EBC może prowadzić do niebezpiecznych precedensów.

"Banki centralne mają amunicję, bo QE można rozciągać w nieskończoność. Idąc drogą skupowania obligacji korporacyjnych brakuje tylko, żeby banki zaczęły skupować akcje. Pytanie, czy tędy należy prowadzić politykę monetarną, bo zaburza to funkcjonowanie rynków finansowych i kreuje pokusę nadużycia" - powiedział.

"Głównym problemem gospodarki światowej jest zadłużenie, które sięga 300 proc. globalnego PKB. Takie akcje nie wspierają strukturalnych reform i inwestycji, tylko zmuszają banki do poszerzania akcji kredytowej, co w długim terminie negatywnie przełoży się na gospodarkę światową" - dodał.

Jarosław Lis, dyrektor biura aktywów akcyjnych BPH TFI, także jest zdania, że działania banków centralnych mogą przybrać niebezpieczną formę.

"Ostatnią instancją, z którą będziemy musieli się pewnie w najbliższych latach zmierzyć jest "helicopter money" w postaci bezpośredniego finansowania budżetu" - powiedział.

Karol Chrystowski, zarządzający portfelem PKO TFI, uważa, że na podwyżki stóp w USA trzeba patrzeć w kontekście globalnym.

"Rynek nie działa pod wpływem naturalnych sił popytu i podaży, tylko pod wpływem trzech banków centralnych. Podnoszenie stóp w USA rodzi pytanie nie o to, jak wytrzyma to amerykańska gospodarka, tylko chińska" - powiedział.

"Słabym punktem świata są rynki wschodzące, które chociaż wytrzymały deprecjacje swoich walut, to naszym zdaniem już wiele więcej nie wytrzymają" - dodał.

Piotr Bień z TFI PZU dodał, że działania Banku Japonii ciężko uznać za skuteczne.

"W Japonii ciężko zauważyć realne przełożenie działań na gospodarkę realną. Jest tam jeszcze jednak miejsce na zwiększenie skali luzowania monetarnego i uważam, że będzie odpowiedź ze strony Japonii na działania EBC i Fed" - powiedział.

Surowce mogą drożeć w krótkim terminie, długoterminowo mało przesłanek do wzrostów

Ceny surowców w krótkim terminie mogą rosnąć, ale w perspektywie długoterminowej nie ma raczej przesłanek do wzrostów, choć problem podażowy będzie się stopniowo zmniejszać - uważają uczestnicy debaty PAP Biznes "Strategie rynkowe TFI 2016". Zwracają uwagę, że o zachowaniu surowców nie decydują tylko fundamenty.

"W średnim terminie surowce są najbardziej atrakcyjne" - powiedział Jarosław Lis, dyrektor biura aktywów akcyjnych BPH TFI, oceniając poszczególne klasy aktywów.

Wskazał, że ostatnia bessa na rynku surowców była podażowa.

"W tej chwili zwiększona podaż się wyczerpuje. Pojawiły się komunikaty o zamykaniu mocy produkcyjnych, wycofywaniu się z decyzji inwestycyjnych. Widać szansę, by bilans był pozytywny w przyszłym roku, a być może jakaś gra pod to już się zaczęła. To najzdrowszy rynek" - powiedział.

Mniej optymistycznie o perspektywach dla surowców wypowiadają się inni uczestnicy debaty. Grzegorz Zatryb, główny strateg i zarządzający funduszem Skarbiec TFI, ocenia, że niewielkie są szanse na spekulacyjne wzrosty, a fundamentalnie dużym problemem są Chiny.

"Problem podażowy będzie się rzeczywiście zmniejszał, ale pytanie o percepcję sytuacji na rynku surowców przez graczy, którzy potem determinują ceny. Jest dużo nieporozumień. Na przykład ogromnym konsumentem metali są Chiny i popyt utarło się wiązać z dynamiką chińskiego PKB. To nieporozumienie, jeśli już z czymś wiązać to z wartością PKB, a nie dynamiką. Jeśli percepcja gospodarki globalnej będzie taka jak do tej pory, czyli raczej pesymistyczna, to nie sądzę byśmy zobaczyli jakiś wzrost popytu spekulacyjnego" - powiedział Zatryb.

Optymistą nie jest też Tomasz Matras, zastępca dyrektora inwestycyjnego ds. akcji Union Investment TFI.

"Długoterminowo nie ma przesłanek do wzrostów, choć krótkoterminowo tak. Myślę, że odbicie na surowcach to krótka korekta w trendzie spadkowym" - powiedział Matras.

"Strona podażowa maleje, ale nie sądzę, by nastąpiło takie odbicie w gospodarce, by ceny zaczęły rosnąć. Nie ma powodów do zwiększonego popytu na surowce. Świat się zmienił w ostatnich latach, struktura gospodarcza się pozmieniała i zapotrzebowanie gospodarek nie będzie tak duże długoterminowo, wchodzą nowe technologie. To trend, który się zaczął i będzie kontynuowany" - dodał.

Piotr Bień, dyrektor biura rynku akcji TFI PZU, uważa, że przy ocenie surowców i perspektyw dla rynku nie można zapomnieć o pozycjonowaniu.

"Fundamenty się nie poprawiły, a ropie to nie przeszkadzało rosnąć przy dużej zmienności. Niedużo trzeba, by ceny odbijały o kilkanaście czy kilkadziesiąt proc." - powiedział Bień.

"To ekstremalnie trudny rynek i tam bym nie szukał miejsca do zarobienia. Myślę, że warto pamiętać, że to nie tylko fundamenty decydują, ale i pozycjonowanie, czy sentymenty" - dodał.

Podobnego zdania jest Karol Chrystowski, zarządzający portfelem PKO TFI.

"Zgodzę się, że ocenianie wartości surowców z punktu widzenia analizy fundamentalnej jest ciekawe akademicko, ale abstrakcyjne w realnym rynku. (...) Surowce stały się instrumentami finansowymi trudnymi do przewidzenia, bo rządzonymi nie przez analityków, ale pasywne pieniądze, fundusze algorytmiczne, ETF" - powiedział Chrystowski.

Zdaniem Chrystowskiego szczyty na cenach ropy szybko nie wrócą, a przy tak niskich poziomach cen jak 20 USD za baryłkę, podaż się szybko wyłącza. W jego ocenie wartość godziwa ropy to 40-60 USD za baryłkę.

Na takie poziomy wskazuje też Tomasz Matras z Union Investment TFI. Jego zdaniem to jednak fundamenty rządzą na rynku surowców w dłuższym terminie.

"W krótkim terminie decydują czynniki spekulacyjne, surowce są wtedy traktowane jako produkt finansowy, ale w długim terminie decydują fundamenty. Na rynku ropy ewidentnie zadziałała gra podaży i popytu. Po uruchomieniu produkcji z łupków podaż ropy istotnie wzrosła, co spowodowało spadek cen" - powiedział Matras.

Jarosław Antonik, członek zarządu KBC TFI, wskazał, że do łask powraca złoto.

"Wcześniej się mówiło, że jest +rozgrywane+, gdy jest zagrożenie inflacyjne. Teraz raczej to kwestia tego, że inwestorzy szukali bezpiecznej przystani w obliczu informacji, że globalna gospodarka zwalnia. Napływały informacje o różnych nierównowagach w świecie" - powiedział.

"Środowisko niskich czy ujemnych stóp procentowych powoduje, że ciężko znaleźć bezpieczną klasę aktywów. Obligacje to znak zapytania, akcje po wzrostach wydają się mniej bezpieczną klasą aktywów. Wybór padł pewnie na metale szlachetne - dodał.

Jego zdaniem na rynku surowców rolnych możliwe są krótkoterminowe ruchy związane np. z efektami ekstremalnych zdarzeń pogodowych.(PAP)

pr/ pel/ jtt/

Źródło:PAP
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Szef Actiona: chcemy rosnąć o 15 proc. rocznie. „Handlowanie telefonami było nudne”
Tematy
Tanie konto firmowe na lata. Najlepsze oferty w długiej perspektywie
Tanie konto firmowe na lata. Najlepsze oferty w długiej perspektywie

Komentarze (5)

dodaj komentarz
~Ron2000
Kiedy ostatecznie utracimy zaufanie do obecnego systemu monetarnego i zaczniemy rozliczać się w złocie ?
~777
Trudno powiedzieć, bo świadomość mas jest jeszcze niska. Nie rozumieją kreacji "pieniądza", inflacji i systemu bankowego. Moim zdaniem gdy banki każą nam płacić za depozyty w banku i jednocześnie zlikwidują gotówkę to wtedy zacznie docierać do ludzi że coś chyba jest nie tak:)
Mówią że likwidacja gotówki to walka ze
Trudno powiedzieć, bo świadomość mas jest jeszcze niska. Nie rozumieją kreacji "pieniądza", inflacji i systemu bankowego. Moim zdaniem gdy banki każą nam płacić za depozyty w banku i jednocześnie zlikwidują gotówkę to wtedy zacznie docierać do ludzi że coś chyba jest nie tak:)
Mówią że likwidacja gotówki to walka ze szarą strefą (a nie kolejne nietrafione lekarstwo dla finansów światowych), moim zdaniem efekt będzie zupełnie odwrotny. Szara strefa się nasili, ludzie zaczną kombinować jak zwykle i to właśnie tam zacznie się normalność, czyli rozliczenia w złocie i srebrze jak to było naturalne przez wieki wieków...:)
~silvio_gesell
Należy obniżyć stopy poniżej zera, a nie drukować przez skup obligacji.
~777
Należy zrobić to co należało zrobić już dawno, a zrobiła to Islandia.:)

Powiązane: Sektor bankowy

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki