2011-12-07 12:50 Źródło: Noble Bank
Silvio precz, Monti lecz!
Skoro bogactwo Włoch nie jest gwarancją opanowania kłopotów, to czy może nią być wybór profesora ekonomii – Mario Montiego – na premiera i sformowanie rządu technokratów? Odpowiedź brzmi – nie. Niezależnie od tego, kto stoi za sterem tonącego okrętu, ten nadal nabiera wody. Arkuszowi excela jest obojętne kto wprowadza równania, ich wynik jest taki sam.
Oczywiście jest jeszcze kwestia zaufania rynków. Reformy zapowiadane przez Silvio Berlusconiego brzmiały w jego ustach niewiarygodnie i tak też były przez rynki przyjmowane. Dlatego potrzebna była zmiana. Ale po przekroczeniu pewnego progu inwestorzy przestają wierzyć komukolwiek, nawet gdyby premierem został biskup, też nie cieszyłyby się zaufaniem rynków. Prawda jest taka, że Italia ma prawie 2 bln euro długu i niekonkurencyjną gospodarkę. Czy bogatym Włochom będzie się chciało zakasać rękawy i poprawić własną wydajność na tyle, by walczyć o rynek z pracowitymi narodami północy? Przed powstaniem strefy euro zwykle okazywało się, że łatwiej jest pogodzić się z dewaluacją lira – turyści i tak przyjeżdżali, a świat i tak szalał na punkcie włoskiego designu. Dziś możliwości dewaluacji lira nie ma. Rząd ma przed sobą misję niemożliwą do realizacji – naprawy finansów państwa i znalezienia środków w kieszeniach inwestorów, którzy długi Włoch mieliby zrefinansować. Ale na tym etapie kryzysu brakuje chętnych do wykładania gotówki nawet na najbardziej obiecujące przedsięwzięcia, a co dopiero na obligacje trzeciego najbardziej zadłużonego kraju świata, zaś podatnicy od dawna czują się uciskani i na dalsze wyrzeczenia chyba nie są gotowi.
Włochy nie są w swoich problemach osamotnione. Chwilowo koncentrują na sobie uwagę świata, ale przecież to tylko jeden z przykładów krajów, które zmagają się ze zbyt dużym zadłużeniem. Kłopoty są tak wielkie, że trudno uwierzyć w ich skalę, dlatego wciąż trwają rozpaczliwe próby zaprzeczania im i znalezienia wyjścia z sytuacji, z której wyjścia chyba jednak nie ma.
Wśród osób próbujących szukać antidotum prawie wszyscy są profesorami ekonomii (szefowie banków centralnych, ministrowie finansów), a mimo to, trudno oprzeć się wrażeniu, że przy kryzysie tej skali działają jak amatorzy.

Dodaj komentarz