REKLAMA

Rząd zamiata problemy pod dywan

2009-08-06 11:19
publikacja
2009-08-06 11:19
Dodaj Bankier.pl w Google
W Polsce brak zrozumienia procesów kryzysowych zaowocował koniecznością reaktywnej nowelizacji budżetu, spowodowanej utratą bazy podatkowej na skalę wyjątkową, bo o prawie 1/5. Władze chcą ten niedobór rozwodnić, rozrzucić po kątach.

dr Cezary Mech – Gdy patrzymy na świat i jego dążenie do delewarowania gospodarki, to to, co jest bardzo charakterystyczne, to fakt, że zarówno jeśli chodzi o przedsiębiorstwa, jak i też o obywateli, zwłaszcza w USA, to byli oni znacząco zadłużeni. Obecnie obserwujemy „czołowy wiatr”, jak to określił Greenspan, kiedy z jednej strony wypalają się automatyczne stabilizatory, kiedy oczekuje się, że gospodarka wychodzi z kryzysu, a jednocześnie obserwuje się zmniejszenie zlewarowania gospodarstw domowych. Jest to sytuacja, która prowadzi do zmniejszenia popytu na produkty, a więc powoduje schłodzenie gospodarki.

Oddłużanie

Jest to bardzo widoczne na przykładzie Stanów Zjednoczonych, gdzie w 2007 r. sektor prywatny wydał 2,4 proc. PKB więcej, podczas gdy już w tym roku wyda mniej o 7,9 proc. PKB w porównaniu ze swoimi dochodami. W pierwszym kwartale 2009 r. zobowiązania gospodarstw domowych względem dochodów po opodatkowaniu spadły do poziomu 131,1 proc. ze 138,6 proc. w ostatnim kwartale 2007 r., ale i tak jest to poziom o prawie 50 pkt. proc wyższy niż na początku lat 90. Trend ten obejmuje wszystkie wysokorozwinięte społeczeństwa, ale jeśli jego skala doszłaby do poziomu z długoletniego trendu, a więc 110 proc., to tylko w USA oznaczałoby to redukcję zobowiązań gospodarstw domowych na skalę 2,2 bln USD.

Zmiana kierunku

Innym istotnym aspektem, który się prezentuje, jest fakt delewarowania przedsiębiorstw jako organizacji. Jeśli w poprzednim okresie proces zlewarowania przedsiębiorstw w USA od poziomu 20 proc. wzrósł do poziomu 55 proc., to procesy delewarowania przejawiają się w tym, że z jednej strony przedsiębiorstwa nie mają wydatków inwestycyjnych, a z drugiej strony kluczowe wydatki, na których się koncentrują, polegają na spłacie ich zadłużenia. Inwestycje finansowe netto w pierwszym kwartale osiągnęły rekordowy poziom 340,8 mld USD, czyli najwyższy udział w całości inwestycji od 37 lat. Występuje to w sytuacji, kiedy fundusze wewnętrzne są na poziomie wyższym o 4,9 proc. niż rok wcześniej i w I kw. przekroczyły aż o 90 mld USD zredukowane wydatki kapitałowe, historycznie na nienotowanym poziomie.

Polepszanie bilansów

Jednocześnie to, co zaobserwowano w Stanach Zjednoczonych, to fakt, że przedsiębiorstwa wykorzystały okres niskich stóp procentowych po to, żeby wydłużyć zapadalność swojego zadłużenia. Udział długoterminowego zadłużenia w całości rynku kredytowego w I kwartale podniósł się do poziomu 70,8 proc., a więc był bliski rekordowych poziomów z lat 2003-2006. Zamiast wydawać środki na wydatki inwestycyjne, przedsiębiorstwa polepszają strukturę swojego bilansu. Aktywa płynne osiągnęły poziom 38,1 proc. krótkoterminowych zobowiązań, a skala spłaty droższych zobowiązań była rekordowa, wynosząc tylko w części „commercial paper” 422 mld USD.

Polska odwrotność

Na tym tle, gdy obserwujemy te działania, które są podejmowane w kraju i polegają na wzroście wypłaty dywidendy z przedsiębiorstw Skarbu Państwa o 4 mld 300 mln (bez CIT), to zauważamy działanie odwrotne do działań zaobserwowanych za granicą i dążące do tego, by pomniejszyć część kapitałową tych przedsiębiorstw kosztem wzrostu poziomu długu. A więc jest to proces ukazujący dążenie do sprywatyzowania tych przedsięwzięć, bo teraz będą musiały one dokonać emisji akcji w celu polepszenia swojej struktury kapitałowej, a z drugiej strony zwiększy się ryzyko tych instytucji i będą miały utrudnioną możliwość manewru zwiększenia aktywności w przypadku nastania lepszej koniunktury. W efekcie na tle masowej redukcji popytu konsumpcyjnego widać wyraźnie problem zbyt dużych zdolności produkcyjnych przedsiębiorstw (overcapacity). W efekcie nadwyżka zdolności produkcyjnych osiąga już w tym roku rekordowe poziomy, a w roku 2010 jeszcze się powiększy. Jej poziom zgodnie z OECD w 2009 r. będzie wynosił 4,9 proc. PKB w USA, 5,4 proc. w Wielkiej Brytanii, 5,5 proc. w strefie euro i 6,1 proc. w Japonii.

Inne motory

Gdy patrzymy na gospodarkę światową, to coraz bardziej widoczna jest zamiana miejsc motorów wzrostu światowego. Z jednej strony jest kontynuowana olbrzymia ekspansja chińska, a przyjęcie nowego budżetu w Indiach pokazało zwiększenie oczekiwań wzrostu z 7 do 9 proc. w roku budżetowym 2011/12. Gdy chodzi o finanse publiczne, to bardzo charakterystycznym okazuje się fakt, że kraje wysokorozwinięte mają bardzo wysoki udział długu w PKB w porównaniu z krajami wschodzącymi. Obecnie też bardzo silnie w ramach działalności antykryzysowej, jak i w ramach wspierania instytucji finansowych, zadłużają się one, generując olbrzymie deficyty finansów publicznych. Mamy wyraźną dychotomię rozwoju w sytuacji gdy w krajach wysokorozwiniętych wzrastają deficyty, narasta dług, a kraje wschodzące odbijają się od dna kryzysu, utrzymują poziom długu na niewysokim poziomie i z drugiej strony następuje znacząca akumulacja ich rezerw walutowych.

Miara sukcesu

Dlatego widząc powyższe trendy, jak i też bardzo niski wskaźnik wykorzystania mocy produkcyjnych, należy się skoncentrować w polityce gospodarczej na procesach polegających na przeciwdziałaniu zapaści gospodarczej, kredytowemu schładzaniu gospodarki i przeciwdziałaniu procykliczności polityki fiskalnej. Miarą sukcesu politycznego powinna być możliwość szybszego wykorzystania przyznanych środków unijnych. O to powinna się toczyć batalia w czasie tych dni, a nie o znalezienie winnych pogorszenia sytuacji polskich rodzin.

Rozwodniony problem

W USA 10,3-proc. zmiana bilansu między wydatkami i dochodami została zrekompensowana 7,3-proc. zwiększeniem wydatków publicznych i 3-proc. poprawą bilansu płatniczego. W Polsce brak zrozumienia procesów kryzysowych zaowocował koniecznością reaktywnej nowelizacji budżetu spowodowanej utratą bazy podatkowej na skalę wyjątkową, bo o prawie 1/5. Władze chcą ten niedobór rozwodnić, rozrzucić po kątach. Ale problem przez to nie zostanie rozwiązany czy wyeliminowany. 45,6 mld zł niedoboru podatkowego musi być zbilansowane. Z jednej strony proponuje się redukcję wydatków o 21,1 mld zł. Przy czym obniżka wydatków o prawie 10 mld zł, polegająca na przerzuceniu sfinansowania inwestycji drogowych do Krajowego Funduszu Drogowego, jest redukcją pozorną, gdyż KFD będzie musiał zadłużyć się, a dług i tak będzie spłacał podatnik.

Dotknie najsłabszych

Co gorsza w ponad 30 proc. zaproponowanych realnych oszczędności dotkną one najsłabsze ofiary kryzysu, gdyż aż o 3,4 mld zł obcina się wydatki na pomoc społeczną. O 15,5 mld zł postanowiono zwiększyć dochody, w tym o 8,2 zł wpływy z funduszy z Unii Europejskiej. Taki manewr oznacza jedynie przeniesienie problemów finansowych na lata następne, bo o ile obecnie wykorzysta się zaliczki otrzymane z KE, to w przyszłości konieczność poniesienia wydatków na zaliczkowane projekty będzie jedynie przenosiła napięcia budżetowe na przyszłe lata. Również ściągnięcie do Skarbu Państwa znacznie wyższej dywidendy ze SP jest dochodem jednorazowym, w efekcie czego SP będzie zmuszony do udzielenia gwarancji na miliardowe emisje obligacji przez ARP.

Szukanie pieniędzy

Używając opisanych trików księgowych, można zwiększyć kwotę deficytu budżetowego jedynie o 9 mld zł. Niestety nie dofinansowując ZUS-u, zadłuży się go na kilkanaście miliardów zł, wystąpią napięcia w NFZ, a ubytek jedynie dochodów PIT i CIT doprowadzi do konieczności modyfikowania budżetów samorządowych na ok. 9 mld zł. Przyznanie się do tego, że jesteśmy w kryzysie, pokazanie skali 18 proc. ubytku dochodów podatkowych to jedno. A druga kwestia to zastosowanie właściwych bodźców, właściwego oddziaływania na to, by nie był kontynuowany proces schładzania gospodarki. Skala zapaści finansów publicznych powinna być przestrogą, że tego typu działanie jest niebezpieczne dla długoterminowych i średnioterminowych finansów publicznych. Obecnie obserwujemy proces bardzo silnego zadłużania się na warunkach znacząco gorszych nawet od tych, które otrzymują kraje o niższym ratingu. Porozrzucanie tych potężnych ubytków budżetowych na różne sfery pozabudżetowe wchodzące jednak w skład finansów publicznych nie zmniejszy obciążeń na przyszłość, a rozpaczliwa prywatyzacja firm energetycznych na trwałe pogrąży konkurencyjność naszej gospodarki.

Jakim kosztem?

Silnie odbije się to na kondycji ZUS, jak i samorządów, które mając znaczący ubytek dochodów podatkowych, ograniczą inwestycje a proces wypalania się automatycznych stabilizatorów będzie dalej schładzał gospodarkę, a przez to powiększał ilość złych długów w bankach. A wszystko to w momencie, gdy konieczne staje się zablokowanie lobbingowi sprzedaży giełdy i firm energetycznych oraz aktywne przeciwdziałanie procyklicznemu schładzaniu gospodarki poprzez efektywne pozyskiwanie środków unijnych i generujące procesy mnożnikowe, budowanie infrastruktury dla gospodarki przyszłości.

Bez perspektyw

Inaczej nasz poziom zadłużenia bardzo istotnie wzrośnie, obciążając w przyszłości jeszcze bardziej budżet i młode, wątłe pokolenie. Nie prowadząc polityki prorodzinnej i prorozwojowej, lekceważymy przestrogę zarysowaną na okładce „The Economist” z 13 czerwca br. Ukazana jest tam kula długu przygniatająca raczkujące dziecko. Dlatego też należy mieć nadzieję, że obecne wydarzenia w PKO BP są początkiem wytyczenia właściwej roli dla tego banku w procesie wychodzenia z kryzysu i nie zakończą się jako jeszcze jeden akt personalny. Jako kluczowe powinny być wyznaczone priorytety mające na celu zaktywizowanie pozyskiwania funduszy strukturalnych, jak i wprowadzenie polityki prorodzinnej dla ustabilizowania finansów publicznych w średnio- i długookresowej perspektywie.

Powyższy tekst stanowi wyraz osobistych opinii i poglądów autora i nie odzwierciedla stanowiska instytucji, z którą jest związany zawodowo.

Autor jest byłym prezesem UNFE i podsekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów
Źródło:
Tematy

Komentarze (1)

dodaj komentarz
~RT
To już koniec. Tak jak ktoś dawno temu przepowiedział: do końca Świata (cokolwiek to znaczy) nie będzie w Polsce dobrego rządu!. NIE MA NA KOGO GŁOSOWAĆ!. WSZYSCY się zdewaluowali i zeszli na psy. ! Realizują tylko większe lub mniejsze interesy swoich sponsorów!.

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki