2011-02-17 17:19 Źródło: Noble Bank
Rok sprzedaży warunkowych
W wynikach niemal wszystkich aukcji ostatnich dwunastu miesięcy przeważały zgłoszenia warunkowego kupna. A ceny zaniżano znacznie. Na ostatniej, grudniowej aukcji Rempeksu po raz drugi pojawił się portret Piotra Hubala Dobrzańskiego ze studentem Jacka Malczewskiego. W sierpniu żądano za niego 450 tys. zł. Nie znalazł jednak amatora. Po raz kolejny wystawiono go z ceną 350 tys. zł, ale i ta okazała się za wysoka. Ostatecznie znalazł się chętny, ale zaoferował o 100 tys. zł mniej. To charakterystyczny przebieg licytacji dla minionego roku. Na innej aukcji w Rempeksie za „Pinie – motyw włoski” z 1938 roku Iwana Trusza dawano 32 tys. przy cenie wywoławczej 49 tys. zł, za „Bitwę pod Stoczkiem” Wojciecha Kossaka 80 tys. zł, a nie katalogowe 85 tys. zł, a za „Potyczkę z bolszewikami” Czesława Wasilewskiego 34 tys. zł, a nie 45 tys. zł. W listopadzie zgłoszono chęć kupna „Ogrodnika” Władysława Podkowińskiego za1 mln zł, o 500 tys. zł mniej, niż wynosiła cena wywoławcza.
Koniec ery Brandta
Nie inaczej działo się w innych domach aukcyjnych. Wiele nazwisk dotychczas rozchwytywanych nie znajdowało w ogóle amatorów. Spod młotka spadały prace Malczewskiego, Pankiewicza, Wierusza-Kowalskiego, Wyczółkowskiego, Matejki, Czachórskiego.
– W minionym roku zabrakło spektakularnych sprzedaży za wysokie kwoty. Można też było zaobserwować kilka spadków cen, co z pewnością wpłynęło na poprawę nastrojów wśród kupujących – przyznaje Michał Olszewski z Desy Unicum.
– Grupą obrazów, na której widać było schłodzenie wzrostu rynku były dzieła monachijczyków oraz malarstwo akademickie z XIX wieku – dodaje. Dowodem na to może być sprzedaż obrazu Alfreda Wierusz-Kowalskiego „Na przełaj przez łąki” w domu aukcyjnym Agra Art za 150 tys. zł. Zdaniem Michała Olszewskiego obraz zdecydowanie zasługiwał na więcej, a znalazł na niego tylko jeden chętny. Nie sprzedano natomiast żadnego dobrego obrazu Józefa Brandta, choć w ofertach aukcyjnych pojawiło się ich kilka. Nie lepiej też się działo ze sztuką współczesną, choć w tym przypadku zawinił rynek.
– Zniknęła dobra klasyczna sztuka powojenna. Zabrakło dobrych obrazów Tadeusza Kantora, Tadeusza Brzozowskiego, Marii Jaremy. Pojawiały się natomiast prace Jerzego Nowosielskiego, a ich ceny znalazły bardziej racjonalny pułap – niższy oczywiście – mówi pracownik Desy Unicum.
Dürer i Rembrandt
Można jednak było również zauważyć pozytywne tendencje.
– Stabilną grupą okazały się dzieła z kręgu Ecole de Paris. Obrazy te były chętnie kupowane, a ich ceny nawet wzrosły. Dowodem na to może być docenianie kolejnych artystów z tego kręgu np. sprzedaż „Pejzażu z wieżą kościoła” Szymona Mondziana za 41 tys. zł – podkreśla Michał Olszewski.
Powody do zadowolenia mają też organizatorzy aukcji sztuki najnowszej. Niskie ceny wywoławcze przyciągają klientów, zwłaszcza że pod młotek trafiają prace młodych, ale już uznanych artystów, którzy mają na koncie indywidualne wystawy, nagrody, stypendia, często są też prezentowani przez renomowane galerie, dzięki czemu biorą udział w targach zagranicznych.
Rok 2010 przyniósł też długo oczekiwane zainteresowanie grafiką, choć nie wszędzie. Do najbardziej udanych można zaliczyć aukcje w Domu Aukcyjnym Nautilus.
– Grafika jest coraz chętniej kupowana, zwłaszcza dawna i z okresu międzywojennego. Zarówno obca, jak i polska – przyznaje Aleksandra Madej z Salonu Antykwarycznego Nautilus. W przypadku grafiki dawnej uwagę zwracały szczególnie prace mistrzów: Albrechta Dürera – Biczowanie Chrystusa, Święta Rodzina z Św. Anną i św. Joachimem oraz Rembrandta van Rijn – Uczony w swojej pracowni (Faust), których prace po długich i emocjonujących licytacjach osiągały ceny porównywalne z zachodnioeuropejskimi.
Niedoceniony „Anioł”
Aleksandra Madej podkreśla, że uwagę zwracano również na grafiki wybitych twórców polskich lub w Polsce działających, takich jak.: Cyprian Kamil Norwid (Solo (Melancholia) czy Marcello Bacciarelli (Napoleon nadaje konstytucję Księstwu Warszawskiemu). Stałym zainteresowaniem cieszyły się prace najwybitniejszych artystów polskich: Jana Matejki, Stanisława Wyspiańskiego, Leona Wyczółkowskiego oraz Jacka Malczewskiego.
– Tradycyjnie sprzedawały się, ze względu na rzadkość występowania na rynku, prace graficzne klasyków dwudziestolecia międzywojennego, twórców pochodzenia żydowskiego oraz artystów lwowskich – mówi przedstawicielka Salonu Antykwarycznego Nautilus. Jej zdaniem opisane trendy świadczą o wzrastającym poziomie wiedzy klientów, poszukujących prac dobrych, o wartości zarówno kolekcjonerskiej jak i artystycznej.
– Większość dzieł wysokiej klasy znalazła w trakcie aukcji nabywców. Wyjątek stanowić może unikatowa praca rangi muzealnej – „Anioł ze wstęgą” Stanisława Wyspiańskiego – akwarela, tusz, sygnowana przez artystę pastelem, będąca projektem do polichromii prezbiterium Kościoła Mariackiego, według Jana Matejki – czy akwarelowe portrety, autorstwa Henryka Rodakowskiego – podsumowuje ubiegłoroczne aukcje Aleksandra Madej. Były to jednak przypadki jednostkowe, nie mogące stanowić o kształtowaniu się trendów na rynku sztuki.
Grafika zamiast oleju
Polski rynek dzieł sztuki nadal jest młody i nieukształtowany, jednak można zauważyć pewne obszary wzrastającego zainteresowania np. grafiką polską i obcą. Głównymi odbiorcami tych prac są zamożni kolekcjonerzy, dla których alternatywą wobec braku na rynku wybitnych prac malarskich, stała się grafika i wydawnictwa artystyczne.
– O ile na aukcjach grafiki współczesne nie cieszą się wielką popularnością, to w codziennej sprzedaży galeryjnej często znajdują nabywców. Przykładem mogą być prace Kacpra Bożka. O randze jego twórczości świadczyć może obszerny artykuł, autorstwa Evy Masthoff, opublikowany w najnowszym numerze prestiżowego, niemieckiego czasopisma „Graphische Kunst”, szczegółowo opisujący graficzną tekę „Mistrz i Małgorzata”, której Galeria Nautilus była pomysłodawcą i wydawcą – podkreśla Aleksandra Madej.
Kolekcjonerzy zastanawiają się jaki będzie rok 2011. Antykwariusze są nastawieni optymistycznie.
– Będzie to bardzo dobry rok dla rynku sztuki. Widać to już w znaczącym ożywieniu w ostatnich dwóch miesiącach. Coraz łatwiej przyswajalne stają się odważne obiekty artystyczne z XX wieku. Można zakładać, że rynek w tym segmencie twórczości będzie porównywalny w przyszłości do sztuki dawnej – mówi Michał Olszewski. Na świecie sztuka współczesna stanowi ponad 70 proc. rynku, a w Polsce zaledwie 35 proc. Przedstawiciel Desy Unicum ma nadzieję, że proporcja w naszym kraju będzie stopniowo zbliżała się do tej światowej.
Koniec ery Brandta
Nie inaczej działo się w innych domach aukcyjnych. Wiele nazwisk dotychczas rozchwytywanych nie znajdowało w ogóle amatorów. Spod młotka spadały prace Malczewskiego, Pankiewicza, Wierusza-Kowalskiego, Wyczółkowskiego, Matejki, Czachórskiego.
– W minionym roku zabrakło spektakularnych sprzedaży za wysokie kwoty. Można też było zaobserwować kilka spadków cen, co z pewnością wpłynęło na poprawę nastrojów wśród kupujących – przyznaje Michał Olszewski z Desy Unicum.
– Grupą obrazów, na której widać było schłodzenie wzrostu rynku były dzieła monachijczyków oraz malarstwo akademickie z XIX wieku – dodaje. Dowodem na to może być sprzedaż obrazu Alfreda Wierusz-Kowalskiego „Na przełaj przez łąki” w domu aukcyjnym Agra Art za 150 tys. zł. Zdaniem Michała Olszewskiego obraz zdecydowanie zasługiwał na więcej, a znalazł na niego tylko jeden chętny. Nie sprzedano natomiast żadnego dobrego obrazu Józefa Brandta, choć w ofertach aukcyjnych pojawiło się ich kilka. Nie lepiej też się działo ze sztuką współczesną, choć w tym przypadku zawinił rynek.
– Zniknęła dobra klasyczna sztuka powojenna. Zabrakło dobrych obrazów Tadeusza Kantora, Tadeusza Brzozowskiego, Marii Jaremy. Pojawiały się natomiast prace Jerzego Nowosielskiego, a ich ceny znalazły bardziej racjonalny pułap – niższy oczywiście – mówi pracownik Desy Unicum.
Dürer i Rembrandt
Można jednak było również zauważyć pozytywne tendencje.
– Stabilną grupą okazały się dzieła z kręgu Ecole de Paris. Obrazy te były chętnie kupowane, a ich ceny nawet wzrosły. Dowodem na to może być docenianie kolejnych artystów z tego kręgu np. sprzedaż „Pejzażu z wieżą kościoła” Szymona Mondziana za 41 tys. zł – podkreśla Michał Olszewski.
Powody do zadowolenia mają też organizatorzy aukcji sztuki najnowszej. Niskie ceny wywoławcze przyciągają klientów, zwłaszcza że pod młotek trafiają prace młodych, ale już uznanych artystów, którzy mają na koncie indywidualne wystawy, nagrody, stypendia, często są też prezentowani przez renomowane galerie, dzięki czemu biorą udział w targach zagranicznych.
Rok 2010 przyniósł też długo oczekiwane zainteresowanie grafiką, choć nie wszędzie. Do najbardziej udanych można zaliczyć aukcje w Domu Aukcyjnym Nautilus.
– Grafika jest coraz chętniej kupowana, zwłaszcza dawna i z okresu międzywojennego. Zarówno obca, jak i polska – przyznaje Aleksandra Madej z Salonu Antykwarycznego Nautilus. W przypadku grafiki dawnej uwagę zwracały szczególnie prace mistrzów: Albrechta Dürera – Biczowanie Chrystusa, Święta Rodzina z Św. Anną i św. Joachimem oraz Rembrandta van Rijn – Uczony w swojej pracowni (Faust), których prace po długich i emocjonujących licytacjach osiągały ceny porównywalne z zachodnioeuropejskimi.
Niedoceniony „Anioł”
Aleksandra Madej podkreśla, że uwagę zwracano również na grafiki wybitych twórców polskich lub w Polsce działających, takich jak.: Cyprian Kamil Norwid (Solo (Melancholia) czy Marcello Bacciarelli (Napoleon nadaje konstytucję Księstwu Warszawskiemu). Stałym zainteresowaniem cieszyły się prace najwybitniejszych artystów polskich: Jana Matejki, Stanisława Wyspiańskiego, Leona Wyczółkowskiego oraz Jacka Malczewskiego.
– Tradycyjnie sprzedawały się, ze względu na rzadkość występowania na rynku, prace graficzne klasyków dwudziestolecia międzywojennego, twórców pochodzenia żydowskiego oraz artystów lwowskich – mówi przedstawicielka Salonu Antykwarycznego Nautilus. Jej zdaniem opisane trendy świadczą o wzrastającym poziomie wiedzy klientów, poszukujących prac dobrych, o wartości zarówno kolekcjonerskiej jak i artystycznej.
– Większość dzieł wysokiej klasy znalazła w trakcie aukcji nabywców. Wyjątek stanowić może unikatowa praca rangi muzealnej – „Anioł ze wstęgą” Stanisława Wyspiańskiego – akwarela, tusz, sygnowana przez artystę pastelem, będąca projektem do polichromii prezbiterium Kościoła Mariackiego, według Jana Matejki – czy akwarelowe portrety, autorstwa Henryka Rodakowskiego – podsumowuje ubiegłoroczne aukcje Aleksandra Madej. Były to jednak przypadki jednostkowe, nie mogące stanowić o kształtowaniu się trendów na rynku sztuki.
Grafika zamiast oleju
Polski rynek dzieł sztuki nadal jest młody i nieukształtowany, jednak można zauważyć pewne obszary wzrastającego zainteresowania np. grafiką polską i obcą. Głównymi odbiorcami tych prac są zamożni kolekcjonerzy, dla których alternatywą wobec braku na rynku wybitnych prac malarskich, stała się grafika i wydawnictwa artystyczne.
– O ile na aukcjach grafiki współczesne nie cieszą się wielką popularnością, to w codziennej sprzedaży galeryjnej często znajdują nabywców. Przykładem mogą być prace Kacpra Bożka. O randze jego twórczości świadczyć może obszerny artykuł, autorstwa Evy Masthoff, opublikowany w najnowszym numerze prestiżowego, niemieckiego czasopisma „Graphische Kunst”, szczegółowo opisujący graficzną tekę „Mistrz i Małgorzata”, której Galeria Nautilus była pomysłodawcą i wydawcą – podkreśla Aleksandra Madej.
Kolekcjonerzy zastanawiają się jaki będzie rok 2011. Antykwariusze są nastawieni optymistycznie.
– Będzie to bardzo dobry rok dla rynku sztuki. Widać to już w znaczącym ożywieniu w ostatnich dwóch miesiącach. Coraz łatwiej przyswajalne stają się odważne obiekty artystyczne z XX wieku. Można zakładać, że rynek w tym segmencie twórczości będzie porównywalny w przyszłości do sztuki dawnej – mówi Michał Olszewski. Na świecie sztuka współczesna stanowi ponad 70 proc. rynku, a w Polsce zaledwie 35 proc. Przedstawiciel Desy Unicum ma nadzieję, że proporcja w naszym kraju będzie stopniowo zbliżała się do tej światowej.


Dodaj komentarz