Grudniowy indeks PMI dla Polski wyniósł 48,8 p. To najniższy wynik od października 2009 roku. Sytuację gospodarczą w naszym kraju większość ocenia jako przeciętną. Z różnych analiz wynika, że w 2011 roku osiągnęliśmy ok. dwuprocentowy wzrost gospodarczy. Co prawda bezrobocie przekroczyło 12,1%, ale za to w III kwartale odnotowaliśmy rekordowe zatrudnienie – pracę miało 16,2 mln osób. Stąd polską sytuacje gospodarczą trzeba uczciwie ocenić jako przeciętną.
Eksperci PKPP Lewiatan podkreślają, że pesymizm przedsiębiorców rozmywa się z twardymi danymi ekonomicznymi, które są raczej optymistyczne. W listopadzie 2011 roku po raz pierwszy wzrosła produkcja sprzedana. Słaby złoty przyczynił się do zwiększenie sprzedaży w branży meblarskiej i metalurgicznej. W porównaniu z listopadem 2010 roku produkcja sprzedana przemysłu była wyższa w 26 spośród 34 działów przemysłu.
Jednak indeks PMI wyraźnie wskazuje, że jest źle. Co ciekawe, ocena polskich menedżerów jest niewiele wyższa niż ta wystawiana przez Węgrów, dla których PMI w grudniu wyniósł 47,8 p. Warto przy tym dodać, że od stycznia 2012 roku Węgrzy mają VAT podniesiony do 27%. Komisja Europejska pozwoliła premierowi przekroczyć dopuszczalny górny limit VAT o 2 pp. To kolejny dowód na to, że w zasadzie politycy w dowolny dla siebie sposób interpretują unijne przepisy. Stosują je tylko wtedy, gdy jest to wygodne dla nich.
Skąd ten pesymizm w PMI?
Właściciele i menedżerowie firm tradycyjnie zawsze lepiej oceniali sytuację wewnątrz swoich przedsiębiorstw niż gospodarki jako całości. PMI odnosi się głównie do sytuacji wewnątrz firmy, dlatego niska wartość indeksu może być bardzo niepokojąca. Wskaźnik ten powstaje na podstawie anonimowych ankiet przeprowadzanych wśród menedżerów firm. Odpowiadają w nich na pytania dotyczące takich sfer, jak zamówienia, import, płatności, ceny i zapasy. PMI przyjmuje wartości od 0 do 100, przy czym wyższy niż 50 pkt. oznacza, że gospodarka się rozwija. Ocena poniżej połowy świadczy o złej sytuacji na rynku.
www.ZłotyBankier.pl
Polscy menedżerowie oceniają gospodarkę przez pryzmat spodziewanych wydarzeń w najbliższej przyszłości. Od nowego roku wzrasta akcyza. W lutym z kolei podniesiona zostanie składka rentowa. Do tego dochodzą wciąż nierozwiązane problemy z OFE, brak zdecydowanych działań rządu w celu obniżenia kosztów pracy oraz podniesienie płacy minimalnej. Jednak największy wpływ na nastroje przedsiębiorców ma niepewna przyszłość strefy euro, a co za tym idzie – duże wahania kursu złotego.
Problem z kryzysem polega na tym, że zarówno politycy, media, a także powoli przedsiębiorcy zaczynają zachowywać się tak, jakby nie mogli się go doczekać. To kryzys ma być ostatecznym aktywatorem zmian. Niezrozumiałe przy tym jest, że w oczekiwaniu na to, co ma się wydarzyć, zapomina się o tym, że wielu nieszczęść w świecie finansów i gospodarki można uniknąć zawczasu.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
l.piechowiak@bankier.pl






























































