2009-05-13 14:52 Źródło: Noble Bank
Prywatna nieśmiertelność
„Nieśmiertelność jest bardzo łatwa do osiągnięcia. Wystarczy nie umierać”.* Czy decydując się na nieśmiertelność idziemy na łatwiznę? Czy jest to w ogóle możliwe i na ile się opłaca?
Nieśmiertelność jest obietnicą wszystkich religii świata. Spełnienie eschatologicznych wizji życia wiecznego w raju jest zarezerwowane dla wszystkich, którzy zasłużą sobie godnym żywotem i zostaną wybrani decyzją najwyższej instancji na Sądzie Ostatecznym. Nie jest to jednak wystarczające zbawienie dla ludzi, którzy swoje ziemskie życie postrzegają w kategoriach raju i nie mogą się pogodzić z przeznaczeniem biologicznym człowieka, jako istoty śmiertelnej.
Luksus wieczności zdaje się być przywilejem istot nadprzyrodzonych. Nieśmiertelność gwarantowało im picie ambrozji, somy, tudzież innych świętych nektarów, czy też spożywanie złotych jabłek, w czym szczególnie gustowały skandynawskie bóstwa. My, odkąd zakosztowaliśmy jabłka z drzewa poznania dobra i zła, naraziliśmy się na gniew boży i zostaliśmy wypędzeni z doskonałego, wiecznego świata by zmagać się z ciężkim losem. Podobno za czasów Adama i Ewy ludzie żyli po kilkaset, a nawet tysiąc lat. Po czasach Noego, powodzianie żyli znacznie krócej, średnia ich życia skurczyła się do siedemdziesięciu lat.
Mojżesz wyjątkowo dociągnął sto dwudziestki. W mrocznych czasach Imperium Rzymskiego żywotność jeszcze drastyczniej się obniżyła sięgając około czterdziestu lat. Później sprawa się unormowała, a nawet polepszyła. Rewolucja przemysłowa w XIX wieku i gwałtowny rozwój nauki znacznie wydłużyły życie ludzkie. Obecnie statystyki wykazują średnią życia Europejczyka, który względnie dobrze się prowadzi, w granicach osiemdziesiątki.
Według współczesnej medycyny naturalne starzenie powinno trwać sto, sto trzydzieści lat. Jest to stosunkowo długotrwały proces, wskutek którego dochodzi do upośledzenia funkcjonowania komórek, tkanek i układów. Coraz większa liczba starców w społeczeństwie wzbudziła w nas na nowo pragnienie nieśmiertelności. Co prawda niektóre źródła donoszą, że na świecie żyje nawet kilka tysięcy nieśmiertelnych, jednak większość z nich to mistrzowie jogi, którzy zamieszkują niedostępne zakamarki himalajskich szczytów, żyjąc za pan brat z Yeti i innymi wiecznymi stworami.
W związku z tym, że poczta tam nie dociera, ani do tej pory nie zdobył tych szczytów żaden z dzielnych wspinaczy, ciężko zweryfikować te informacje. Jakkolwiek nie zmienia to faktu, że od niepamiętnych czasów ludzie byli gotowi wydać każdą fortunę za uzyskanie nieśmiertelności.
Na ich zlecenie alchemicy i magowie trudzili się w pocie czoła w dusznych pieczarach i pracowniach próbując zrealizować tajemne receptury na kamień filozoficzny, czy też eliksir młodości. Szczególnie na wschodzie bujnie się rozwijała ta dyscyplina. Historycy datują pierwociny czarnoksięskiej działalności na pierwsze wieki naszej ery, natomiast w Europie alchemiczne kotły zawrzały we wczesnym średniowieczu. I tak, skoro wieczność była domeną świętych i boskich, wielu śmiałków, niczym Dr. Faust, decydowała się na podpisywanie własną krwią intratnych, w ich mniemaniu, cyrografów, barterowych umów wymiany duszy na wieczne ciało.
Do dziś niewiadomo ilu wyszło na swoje, ale na pewno szczęście mieli ci co przeżyli odważne eksperymenty z rtęcią i siarką lub ołowiem i saletrą etc. Sami mistrzowie tych ceremonii, którym dane było odkryć cudowny eliksir nie zawsze mogli lub nie umieli z niego skorzystać. Jak choćby starożytny Ko – Hung, który pewny swego reklamował wszem i wobec swój specyfik tekstem: „Włosy siwe staną się czarne, a utracone zęby ponownie zaczną wyrastać. Odnowią się siły ciała. Ten, który tych leków zażywa nigdy się nie zestarzeje. Będzie żył wiecznie”. Ko – Hung zmarł w wieku osiemdziesięciu lat, ze starości.
Pomimo tego, że rezultaty magicznych zabiegów były mizerne, wiara w nieśmiertelność nie zginęła. Aktualnie pałeczkę przejęła nauka, jak też wielu podtrzymujących ezoteryczne tradycje wielkich poprzedników spod ciemnej gwiazdy. Nie zmienił się również fakt, że nieśmiertelność to poważna inwestycja i niewielu stać na poważne eksperymenty. Na pewno ekonomiczną wersją i kompromisem w tej sprawie jest długowieczność. Aktualnie funkcjonuje z powodzeniem cała masa klinik długowieczności, praktykujących niezliczone metody; od rebirthingu – techniki oddechowej oczyszczającej ciało na każdym poziomie, czy krioterapii, chodzenia po ogniu, wychodzenia z ciała, jak też poprzez mniej lub bardziej egzotyczne i skuteczne w działaniu medykamenty, dzięki którym prężnie rozwija się specyficzna gałąź przemysłu farmaceutycznego.
W odwodzie całego układu pozostają „pocieszyciele”, czyli gabinety kosmetyczne, czy też specjaliści od piękna i młodości przywracanej skalpelem. Jeśli chodzi o naukę nowożytną i jej osiągnięcia w tej dziedzinie, często dzięki determinacji bogatych sponsorów, dla których nie ma żadnych barier i śmierć też nic nie znaczy, to cała historia zaczyna się od hibernacji. Wbrew temu, że rodzina Walta Disneya twierdzi, że został skremowany, większość uważa, że właśnie on, twórca nieśmiertelnej Myszki Miki i Kaczora Donalda, jako pierwszy wybrał lód na drodze do prywatnej nieśmiertelności.
Jednak pierwszym oficjalnym hibernatusem jest pan James Bedford, profesor fizjologii z Phoenix. Wiedząc, że ma raka i niechybnie czeka go śmierć, zdecydował się na eksperymentalne zamrożenie w ciekłym azocie w 1967 roku. Do tej pory na hibernację zdecydowało się już kilkaset osób, dokładna liczba nie jest znana. W dziedzinie kriogeniki dominują Stany Zjednoczone. Największym przedsiębiorstwem jest amerykańska firma Alcor Life Extension z Arizony. Według aktualnego cennika hibernacja całego ciała kosztuje sto sześćdziesiąt tysięcy dolarów, natomiast samej głowy sześćdziesiąt tysięcy.
Firma reklamuje swe usługi chwytliwym sloganem: „Silikony z azotem nie są trumnami, lecz karetkami pogotowia transportującymi pacjentów na oddziały intensywnej terapii, których jeszcze nie zbudowano”. Niektórzy naukowcy sceptycznie podchodzą do całej sprawy związanej z hibernacją.
W ich mniemaniu podczas zamrażania woda, która stanowi większą część masy organizmu zamienia się w kryształki lodu, które mogą uszkodzić błony komórkowe, tkanki i narządy. Tak, czy owak perspektywa leżenia w ciekłym azocie w temperaturze –196 stopni Celsjusza przez nieokreślony czas nie jest zbyt zachęcająca. To jest tylko poczekalnia i tak naprawdę nie wiadomo, czy samo czekanie nie oznacza wieczności.
Dla niecierpliwych wyjściem z sytuacji jest klonowanie. Skoro były już reprodukowane zwierzęta, począwszy od owiec, a kończąc na fluorescencyjnych świniach, co niedawno ogłosili Chińczycy, to dlaczego by nie klonować teraz człowieka... Takie zdanie ma większość naukowców, podnieconych pragnieniem eksperymentów, które w opinii publicznej już niejednokrotnie przeprowadzili, ale ich wyniki nigdy nie ujrzały światła dziennego. Wyjątkiem jest organizacja naukowa Clonaid z siedzibą w słonecznej Kalifornii. Oferuje ona komercyjne klonowanie w cenie dwustu tysięcy dolarów od sztuki. Ich oferta skierowana jest przede wszystkim do bezdzietnych małżeństw, małżeństw gejowskich, czy też ludzi którzy utracili dziecko w nieszczęśliwym wypadku i chcieliby je odzyskać, a przynajmniej fizyczną kopię dziecka rekonstruowaną na podstawie ocalałego materiału genetycznego.
Podobno pierwsze sklonowane dziecko, dziewczynka Ewa przyszła na świat w 2002 roku, jak podaje na swojej stronie internetowej organizacja Clonaid. Ciężko jednak stwierdzić na ile to prawda, bo jak twierdzi Clonaid; ze względu na dobro dziecka i jej rodziny musi zachować dyskrecję jeśli chodzi o szczegóły kto, gdzie... Ale jak? Technologia też jest tajemnicą, można powiedzieć świętą, bowiem Clonaid jest ściśle związany z sektą Raelian.
Sekta utrzymuje, że cały czas jest w kontakcie z wyższą cywilizacją pozaziemską, której zresztą zawdzięczamy życie, bo to oni w zamierzchłej przeszłości przyczynili się do naszego powstania, a ściślej mówiąc: sklonowali nas. Póki co przekazali tajniki genetycznych technologii sekcie. Na czele zespołu naukowców stoi Brigitte Boisset, francuska specjalistka biochemii, biskup w sekcie Raelian. Jednak cóż z tego, jeśli nawet założymy, że jest to możliwe... Przecież niemożliwym jest żeby klon dziedziczył oprócz identyczności fizycznej coś więcej, czyli pamięć, mentalność, wszystko to co określamy mianem osobowości.
Najbardziej realną współcześnie wizją nieśmiertelności jest elektroniczny zapis pamięci i umysłu. Cybernetyka jest już bliska stworzenia wirtualnej kopii umysłu. Urzeczywistnienie tego co dotychczas było kanonem w literaturze science fiction jest kwestią paru lat. Program Soul catcher (Łapacz dusz) finansowany przez koncern British Telecom zakłada, że w 2025 roku uda się wyprodukować pierwsze mikroukłady, w których będzie można zmagazynować wszystkie informacje jakie człowiek gromadzi za pomocą zmysłów. Dane docierające do mózgu będzie rejestrował czip zainstalowany w nerwie wzrokowym.
Uzupełniając te informacje danymi o genomie będzie można odtworzyć osobowość, a to już coś. Wśród naukowców, którzy zmierzają do przekroczenia największej z granic nie próżnują również nanotechnolodzy. Pracują oni zawzięcie nad stworzeniem nanobotów, które będą odpowiedzialne za usuwanie w naszym organizmie wszelkich usterek, źródeł chorób i procesów starzenia. Są też idealiści poszukujący pod uniwersyteckim mikroskopem genu nieśmiertelności i wielu, wielu innych, którzy poświęcili i poświęcają swe życie dla życia wiecznego. Zresztą nie są to wyłącznie akademiccy idealiści i szaleni geniusze ukryci w nielegalnych laboratoriach.
Agencja Zaawansowanych Projektów Badawczych powołana przez amerykańskie ministerstwo obrony w 1958 roku, mająca na swoim koncie takie osiągnięcia jak internet, GPS, supernowoczesne samoloty itd. obecnie poświęca wiele uwagi badaniom biologicznym, chcąc stworzyć odpornego na kule i bomby atomowe żołnierza. Skoro więc w temat angażują się, choćby tylko pośrednio, tak poważne instytucje jak amerykańska armia, czy British Telecom, możemy wkrótce spodziewać się spektakularnych przełomów.
Wygląda na to, że z nieśmiertelnością nie jest taka łatwa sprawa. Analizując jednak wiele obiecujące osiągnięcia nauki dla kogoś, kto naprawdę chce i stać go na to, można zaryzykować eksperyment. Wyobraźmy sobie np. szefa potężnej firmy, który chce pozostać wiecznym szefem i właścicielem ze względu na to, że powodzenie firmy zależy od jego wiedzy i unikalnych umiejętności. Poza tym kocha życie i po prostu nie zamierza umierać, i już. Najrozsądniejszym wydaje się hibernacja, choćby tylko głowy, ale z drugiej strony po co obcinać sobie głowę, zamrażać się i smętnie oczekiwać w lodówce na moment, gdy odnajdą ten gen nieśmiertelności lub coś w tym rodzaju. To nie jest opcja dla ludzi biznesu, oni nie mają czasu. Najlepiej zrobić ekstrakt najbardziej reprezentatywnej, szarej komórki i zamówić klonowanie.
Do czasu kiedy klon podrośnie należy zainstalować sobie mikroczipa i transferować na dysk zewnętrzny całą swoją wiedzę i wspomnienia. Następnie utalentowani genetycy dostosują te informacje do danych o genomie, po czym spreparują naszą osobowość i przechodzimy do najważniejszego etapu. Mianowicie do przeszczepu osobowości w nowo sklonowane ciało. Jeśli ktoś jest przesądny wskazane jest zadatkować mszę w intencji udanej operacji, najlepiej czarną i... Gotowe.
Koniec końców jedno nie jest pewne: czy osiągnięta nieśmiertelność gwarantuje nam wieczne szczęście, czy możemy bez końca ewoluować? A jeśli okaże się, wbrew naszym oczekiwaniom, że wieczność jest nudna, a nawet więcej, przerażająca, bo stanęliśmy w miejscu i nie ma już odwrotu, co wtedy?! Wtedy nieśmiertelność okaże się samobójstwem! Więc może tajemnica powinna pozostać tajemnicą, a my powinniśmy ją pielęgnować, radując się jedynym w swoim rodzaju życiem, z jego początkiem i końcem.
Michał Mądracki
Private Banking nr XXIII luty/marzec
Nieśmiertelność jest obietnicą wszystkich religii świata. Spełnienie eschatologicznych wizji życia wiecznego w raju jest zarezerwowane dla wszystkich, którzy zasłużą sobie godnym żywotem i zostaną wybrani decyzją najwyższej instancji na Sądzie Ostatecznym. Nie jest to jednak wystarczające zbawienie dla ludzi, którzy swoje ziemskie życie postrzegają w kategoriach raju i nie mogą się pogodzić z przeznaczeniem biologicznym człowieka, jako istoty śmiertelnej.
Luksus wieczności zdaje się być przywilejem istot nadprzyrodzonych. Nieśmiertelność gwarantowało im picie ambrozji, somy, tudzież innych świętych nektarów, czy też spożywanie złotych jabłek, w czym szczególnie gustowały skandynawskie bóstwa. My, odkąd zakosztowaliśmy jabłka z drzewa poznania dobra i zła, naraziliśmy się na gniew boży i zostaliśmy wypędzeni z doskonałego, wiecznego świata by zmagać się z ciężkim losem. Podobno za czasów Adama i Ewy ludzie żyli po kilkaset, a nawet tysiąc lat. Po czasach Noego, powodzianie żyli znacznie krócej, średnia ich życia skurczyła się do siedemdziesięciu lat.
Mojżesz wyjątkowo dociągnął sto dwudziestki. W mrocznych czasach Imperium Rzymskiego żywotność jeszcze drastyczniej się obniżyła sięgając około czterdziestu lat. Później sprawa się unormowała, a nawet polepszyła. Rewolucja przemysłowa w XIX wieku i gwałtowny rozwój nauki znacznie wydłużyły życie ludzkie. Obecnie statystyki wykazują średnią życia Europejczyka, który względnie dobrze się prowadzi, w granicach osiemdziesiątki.
Według współczesnej medycyny naturalne starzenie powinno trwać sto, sto trzydzieści lat. Jest to stosunkowo długotrwały proces, wskutek którego dochodzi do upośledzenia funkcjonowania komórek, tkanek i układów. Coraz większa liczba starców w społeczeństwie wzbudziła w nas na nowo pragnienie nieśmiertelności. Co prawda niektóre źródła donoszą, że na świecie żyje nawet kilka tysięcy nieśmiertelnych, jednak większość z nich to mistrzowie jogi, którzy zamieszkują niedostępne zakamarki himalajskich szczytów, żyjąc za pan brat z Yeti i innymi wiecznymi stworami.
W związku z tym, że poczta tam nie dociera, ani do tej pory nie zdobył tych szczytów żaden z dzielnych wspinaczy, ciężko zweryfikować te informacje. Jakkolwiek nie zmienia to faktu, że od niepamiętnych czasów ludzie byli gotowi wydać każdą fortunę za uzyskanie nieśmiertelności.
Na ich zlecenie alchemicy i magowie trudzili się w pocie czoła w dusznych pieczarach i pracowniach próbując zrealizować tajemne receptury na kamień filozoficzny, czy też eliksir młodości. Szczególnie na wschodzie bujnie się rozwijała ta dyscyplina. Historycy datują pierwociny czarnoksięskiej działalności na pierwsze wieki naszej ery, natomiast w Europie alchemiczne kotły zawrzały we wczesnym średniowieczu. I tak, skoro wieczność była domeną świętych i boskich, wielu śmiałków, niczym Dr. Faust, decydowała się na podpisywanie własną krwią intratnych, w ich mniemaniu, cyrografów, barterowych umów wymiany duszy na wieczne ciało.
Do dziś niewiadomo ilu wyszło na swoje, ale na pewno szczęście mieli ci co przeżyli odważne eksperymenty z rtęcią i siarką lub ołowiem i saletrą etc. Sami mistrzowie tych ceremonii, którym dane było odkryć cudowny eliksir nie zawsze mogli lub nie umieli z niego skorzystać. Jak choćby starożytny Ko – Hung, który pewny swego reklamował wszem i wobec swój specyfik tekstem: „Włosy siwe staną się czarne, a utracone zęby ponownie zaczną wyrastać. Odnowią się siły ciała. Ten, który tych leków zażywa nigdy się nie zestarzeje. Będzie żył wiecznie”. Ko – Hung zmarł w wieku osiemdziesięciu lat, ze starości.
Pomimo tego, że rezultaty magicznych zabiegów były mizerne, wiara w nieśmiertelność nie zginęła. Aktualnie pałeczkę przejęła nauka, jak też wielu podtrzymujących ezoteryczne tradycje wielkich poprzedników spod ciemnej gwiazdy. Nie zmienił się również fakt, że nieśmiertelność to poważna inwestycja i niewielu stać na poważne eksperymenty. Na pewno ekonomiczną wersją i kompromisem w tej sprawie jest długowieczność. Aktualnie funkcjonuje z powodzeniem cała masa klinik długowieczności, praktykujących niezliczone metody; od rebirthingu – techniki oddechowej oczyszczającej ciało na każdym poziomie, czy krioterapii, chodzenia po ogniu, wychodzenia z ciała, jak też poprzez mniej lub bardziej egzotyczne i skuteczne w działaniu medykamenty, dzięki którym prężnie rozwija się specyficzna gałąź przemysłu farmaceutycznego.
W odwodzie całego układu pozostają „pocieszyciele”, czyli gabinety kosmetyczne, czy też specjaliści od piękna i młodości przywracanej skalpelem. Jeśli chodzi o naukę nowożytną i jej osiągnięcia w tej dziedzinie, często dzięki determinacji bogatych sponsorów, dla których nie ma żadnych barier i śmierć też nic nie znaczy, to cała historia zaczyna się od hibernacji. Wbrew temu, że rodzina Walta Disneya twierdzi, że został skremowany, większość uważa, że właśnie on, twórca nieśmiertelnej Myszki Miki i Kaczora Donalda, jako pierwszy wybrał lód na drodze do prywatnej nieśmiertelności.
Jednak pierwszym oficjalnym hibernatusem jest pan James Bedford, profesor fizjologii z Phoenix. Wiedząc, że ma raka i niechybnie czeka go śmierć, zdecydował się na eksperymentalne zamrożenie w ciekłym azocie w 1967 roku. Do tej pory na hibernację zdecydowało się już kilkaset osób, dokładna liczba nie jest znana. W dziedzinie kriogeniki dominują Stany Zjednoczone. Największym przedsiębiorstwem jest amerykańska firma Alcor Life Extension z Arizony. Według aktualnego cennika hibernacja całego ciała kosztuje sto sześćdziesiąt tysięcy dolarów, natomiast samej głowy sześćdziesiąt tysięcy.
Firma reklamuje swe usługi chwytliwym sloganem: „Silikony z azotem nie są trumnami, lecz karetkami pogotowia transportującymi pacjentów na oddziały intensywnej terapii, których jeszcze nie zbudowano”. Niektórzy naukowcy sceptycznie podchodzą do całej sprawy związanej z hibernacją.
W ich mniemaniu podczas zamrażania woda, która stanowi większą część masy organizmu zamienia się w kryształki lodu, które mogą uszkodzić błony komórkowe, tkanki i narządy. Tak, czy owak perspektywa leżenia w ciekłym azocie w temperaturze –196 stopni Celsjusza przez nieokreślony czas nie jest zbyt zachęcająca. To jest tylko poczekalnia i tak naprawdę nie wiadomo, czy samo czekanie nie oznacza wieczności.
Dla niecierpliwych wyjściem z sytuacji jest klonowanie. Skoro były już reprodukowane zwierzęta, począwszy od owiec, a kończąc na fluorescencyjnych świniach, co niedawno ogłosili Chińczycy, to dlaczego by nie klonować teraz człowieka... Takie zdanie ma większość naukowców, podnieconych pragnieniem eksperymentów, które w opinii publicznej już niejednokrotnie przeprowadzili, ale ich wyniki nigdy nie ujrzały światła dziennego. Wyjątkiem jest organizacja naukowa Clonaid z siedzibą w słonecznej Kalifornii. Oferuje ona komercyjne klonowanie w cenie dwustu tysięcy dolarów od sztuki. Ich oferta skierowana jest przede wszystkim do bezdzietnych małżeństw, małżeństw gejowskich, czy też ludzi którzy utracili dziecko w nieszczęśliwym wypadku i chcieliby je odzyskać, a przynajmniej fizyczną kopię dziecka rekonstruowaną na podstawie ocalałego materiału genetycznego.
Podobno pierwsze sklonowane dziecko, dziewczynka Ewa przyszła na świat w 2002 roku, jak podaje na swojej stronie internetowej organizacja Clonaid. Ciężko jednak stwierdzić na ile to prawda, bo jak twierdzi Clonaid; ze względu na dobro dziecka i jej rodziny musi zachować dyskrecję jeśli chodzi o szczegóły kto, gdzie... Ale jak? Technologia też jest tajemnicą, można powiedzieć świętą, bowiem Clonaid jest ściśle związany z sektą Raelian.
Sekta utrzymuje, że cały czas jest w kontakcie z wyższą cywilizacją pozaziemską, której zresztą zawdzięczamy życie, bo to oni w zamierzchłej przeszłości przyczynili się do naszego powstania, a ściślej mówiąc: sklonowali nas. Póki co przekazali tajniki genetycznych technologii sekcie. Na czele zespołu naukowców stoi Brigitte Boisset, francuska specjalistka biochemii, biskup w sekcie Raelian. Jednak cóż z tego, jeśli nawet założymy, że jest to możliwe... Przecież niemożliwym jest żeby klon dziedziczył oprócz identyczności fizycznej coś więcej, czyli pamięć, mentalność, wszystko to co określamy mianem osobowości.
Najbardziej realną współcześnie wizją nieśmiertelności jest elektroniczny zapis pamięci i umysłu. Cybernetyka jest już bliska stworzenia wirtualnej kopii umysłu. Urzeczywistnienie tego co dotychczas było kanonem w literaturze science fiction jest kwestią paru lat. Program Soul catcher (Łapacz dusz) finansowany przez koncern British Telecom zakłada, że w 2025 roku uda się wyprodukować pierwsze mikroukłady, w których będzie można zmagazynować wszystkie informacje jakie człowiek gromadzi za pomocą zmysłów. Dane docierające do mózgu będzie rejestrował czip zainstalowany w nerwie wzrokowym.
Uzupełniając te informacje danymi o genomie będzie można odtworzyć osobowość, a to już coś. Wśród naukowców, którzy zmierzają do przekroczenia największej z granic nie próżnują również nanotechnolodzy. Pracują oni zawzięcie nad stworzeniem nanobotów, które będą odpowiedzialne za usuwanie w naszym organizmie wszelkich usterek, źródeł chorób i procesów starzenia. Są też idealiści poszukujący pod uniwersyteckim mikroskopem genu nieśmiertelności i wielu, wielu innych, którzy poświęcili i poświęcają swe życie dla życia wiecznego. Zresztą nie są to wyłącznie akademiccy idealiści i szaleni geniusze ukryci w nielegalnych laboratoriach.
Agencja Zaawansowanych Projektów Badawczych powołana przez amerykańskie ministerstwo obrony w 1958 roku, mająca na swoim koncie takie osiągnięcia jak internet, GPS, supernowoczesne samoloty itd. obecnie poświęca wiele uwagi badaniom biologicznym, chcąc stworzyć odpornego na kule i bomby atomowe żołnierza. Skoro więc w temat angażują się, choćby tylko pośrednio, tak poważne instytucje jak amerykańska armia, czy British Telecom, możemy wkrótce spodziewać się spektakularnych przełomów.
Wygląda na to, że z nieśmiertelnością nie jest taka łatwa sprawa. Analizując jednak wiele obiecujące osiągnięcia nauki dla kogoś, kto naprawdę chce i stać go na to, można zaryzykować eksperyment. Wyobraźmy sobie np. szefa potężnej firmy, który chce pozostać wiecznym szefem i właścicielem ze względu na to, że powodzenie firmy zależy od jego wiedzy i unikalnych umiejętności. Poza tym kocha życie i po prostu nie zamierza umierać, i już. Najrozsądniejszym wydaje się hibernacja, choćby tylko głowy, ale z drugiej strony po co obcinać sobie głowę, zamrażać się i smętnie oczekiwać w lodówce na moment, gdy odnajdą ten gen nieśmiertelności lub coś w tym rodzaju. To nie jest opcja dla ludzi biznesu, oni nie mają czasu. Najlepiej zrobić ekstrakt najbardziej reprezentatywnej, szarej komórki i zamówić klonowanie.
Do czasu kiedy klon podrośnie należy zainstalować sobie mikroczipa i transferować na dysk zewnętrzny całą swoją wiedzę i wspomnienia. Następnie utalentowani genetycy dostosują te informacje do danych o genomie, po czym spreparują naszą osobowość i przechodzimy do najważniejszego etapu. Mianowicie do przeszczepu osobowości w nowo sklonowane ciało. Jeśli ktoś jest przesądny wskazane jest zadatkować mszę w intencji udanej operacji, najlepiej czarną i... Gotowe.
Koniec końców jedno nie jest pewne: czy osiągnięta nieśmiertelność gwarantuje nam wieczne szczęście, czy możemy bez końca ewoluować? A jeśli okaże się, wbrew naszym oczekiwaniom, że wieczność jest nudna, a nawet więcej, przerażająca, bo stanęliśmy w miejscu i nie ma już odwrotu, co wtedy?! Wtedy nieśmiertelność okaże się samobójstwem! Więc może tajemnica powinna pozostać tajemnicą, a my powinniśmy ją pielęgnować, radując się jedynym w swoim rodzaju życiem, z jego początkiem i końcem.
Michał Mądracki
Private Banking nr XXIII luty/marzec


Dodaj komentarz