Z badania CBOS wynika, że 75% Polaków wyraża opinię, że powinniśmy wprowadzić oszczędności. 15% badanych jest temu przeciwna, a 10% nie ma zdania. Co ciekawe, z badania również wynika, że najwięcej zwolenników wprowadzania oszczędności jest wśród wyborców Platformy Obywatelskiej i Sojuszu Lewicy Demokratycznej, a najmniej wśród wyborców Prawa i Sprawiedliwości.
Polacy zwolennikami polityki zaciskania pasa
Źródło: CBOS
Jednak na czym polega polityka zaciskania pasa?
W teorii chodzi o zrównoważenie budżetu w taki sposób, aby zmniejszyć wydatki państwa. Stąd swoje uzasadnienie ma propozycja likwidacji przywilejów emerytalnych niektórych grup zawodowych, którą popiera 52% spytanych przez CBOS respondentów. Okazuje się, że 72% badanych popiera także pomysł likwidacji Funduszu Kościelnego. Ponadto 64% opowiada się za likwidacją ulgi podatkowej na dziecko dla rodzin zarabiających ponad 85 tys. zł rocznie, a 47% badanych zgadza się na wprowadzenie rachunkowości w rolnictwie.
44% Polaków pozytywnie wyraża się o nałożeniu na rolników posiadających gospodarstwa większe niż 6 ha obowiązku opłacania składki zdrowotnej. Jednak w tym wypadku podobny odsetek respondentów jest przeciwny tej propozycji. Warto zaznaczyć, że aż 42% badanych popiera wprowadzenie podatku od kopalin wydobywanych w Polsce: miedzi, srebra i – w przyszłości – gazu łupkowego. Przeciwnych jest 27%, a 22% nie ma zdania.
Polacy są przeciwni tym zmianom podatkowym, które dotyczą ich bezpośrednio. Stąd odsetek przeciwników likwidacji ulgi na Internet wynosi 79% - dokładnie tyle samo badanych jest przeciwnych podniesienia wieku emerytalnego dla mężczyzn, a 87% za niesłuszne uznaje podwyższenie wieku emerytalnego dla kobiet. Równocześnie tylko 43% badanych było przeciwnych podwyższeniu składki rentowej w części płaconej przez pracodawców.
Zaciskanie pasa bogatemu sąsiadowi
Niestety z badania jasno wynika, że Polacy pojęcie „zaciskania pasa” rozumieją nie jako zmniejszanie wydatków z budżetu państwa, ale jako zwiększanie obciążeń podatkowych. W badaniu CBOS tylko trzy pytania odnosiły się do zmniejszania wydatków budżetowych, czyli wprowadzenie odpłatności za składkę zdrowotną opłacaną przez rolników, likwidację przywilejów emerytalnych dla niektórych grup zawodowych oraz likwidację becikowego dla rodzin, których dochód roczny przekracza 85 tys. zł. Cała reszta w mniejszym lub większym stopniu dotyczyła zwiększania obciążeń podatkowych nakładanych na obywateli lub przedsiębiorstwa.
Stąd można wyciągnąć dwa wnioski – Polacy nie rozumieją na czym polega „zaciskanie pasa”. Co więcej, wręcz bez żadnych skrupułów akceptują zwiększanie obciążeń podatkowych dla tych grup społecznych, które osiągają większy dochód roczny niż 85 tys. zł rocznie, czyli ok. 4% polskich podatników. Nie ma przy tym znaczenia, czy podwyżka ma swoje uzasadnienie.
Nie ulega wątpliwości, że osoby o wyższych dochodach łącznie płacą wyższy kwotowo podatek do budżetu państwa. Stąd wypłacenie im np. becikowego jest jak najbardziej słuszne, ponieważ pośrednio zapłaciły za tę usługę. Państwo na tym nie traci, bo i tak suma wypłaconego becikowego będzie wielokrotnie niższa niż podatek wpłacony przez bogatego podatnika. Równocześnie musi on tak samo wychowywać dzieci, dlatego odebranie im ulgi na dziecko to nic innego, jak zwiększenie ich podatku. Co więcej, automatyczne odebranie im tego prawa, nie implikuje tego, że biedniejsi będą mieli większa ulgę.
Kto nie zaciska pasa?
W kwestii „zaciskania pasa” trudno zrozumieć, dlaczego ogranicza się to tylko do zwiększania obciążeń podatkowych. To sformułowanie winno kojarzyć się ze zmniejszaniem wydatków z budżetu państwa – rezygnacją z podwyżek i nagród dla pracowników sfery budżetowej, rezygnacją z budowy nowych siedzib dla wielu instytucji państwowych, zmniejszeniem ich budżetów oraz stanu zatrudnienia.
Zaciskanie pasa to oszczędzanie - zmniejszanie wydatków. Nie zwiększanie dochodów. Przy obecnych propozycjach, Polacy będą musieli pracować dłużej i płacić więcej, ale dalej będą wydawać tyle samo. To samo dotyczy sformułowania, czy Polacy żyją „ponad stan?”. Patrząc na wysokość średniego wynagrodzenia, cenę metra kwadratowego mieszkania oraz minimalne wynagrodzenie w bogatych państwach UE, śmiało można powiedzieć, że raczej nie. Zdecydowanej większości żyję się ciężko, ale tylko z powodu uprzywilejowanej mniejszości.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
l.piechowiak@bankier.pl



























































