Wzrost kosztów życia w Stanach Zjednoczonych w maju okazał się nieco wolniejszy od oczekiwań ekonomistów. Taki odczyt daje alibi „gołębiemu” skrzydłu w Rezerwie Federalnej, aby już w lipcu dokonać obniżki stóp procentowych.


Wzrost indeksu cen towarów i usług konsumpcyjnych (CPI) w maju wyniósł 0,1% mdm i 1,8% rdr – poinformowało rządowe Biuro Statystyki Pracy (BLS). To odczyt minimalnie niższy od mediany prognoz ekonomistów, która zakłada dynamikę CPI na poziomie 0,1% mdm i 1,9% rdr.
Nieco niższa od oczekiwań okazała się także tzw. inflacja bazowa – czyli wskaźnik CPI nieuwzględniający cen paliw, energii i żywności. Tak liczona inflacja cenowa ukształtowała się na poziomie 0,1% mdm i 2,0% rdr. Analitycy spodziewali się odczytu rzędu 0,2% mdm i 2,1% rdr.
Choć różnice w zaraportowanej inflacji CPI wydają się być kosmetyczne, to dla ekonomistów i decydentów w bankach centralnych nawet tak małe odchylenie od prognoz ma znaczenie. A już zwłaszcza w sytuacji, gdy trzeba czymś uzasadnić obniżkę stopy funduszy federalnych w sytuacji, gdy oficjalnie raportowana stopa bezrobocia w USA utrzymuje się na najniższym poziomie od 50 lat przy inflacji cenowej zasadniczo zbieżnej z 2-procentowym celem Fedu.

Rynek terminowy już na blisko 80% wycenia prawdopodobieństwo tego, że w lipcu Fed zetnie stopy procentowe o 25 pb. Przynajmniej jeszcze jedno cięcie o 25 pb. oczekiwane jest jeszcze do końca roku.
KK





























































