Zarabiaj z nami | Logowanie | Newsletter | Forum | Blogi

2008-03-26 17:05 Źródło: Noble Bank

Niedoceniana analiza techniczna


Analiza techniczna nie daje pewności skutecznej decyzji inwestycyjnej. Zwiększa tylko prawdopodobieństwo sukcesu. Tak samo zresztą, jak analiza fundamentalna. Połączenie tych dwóch metod analizy wymaga nie tylko dużej wiedzy i doświadczenia, ale też żelaznej konsekwencji w stosowaniu strategii inwestycyjnej.

Decyzje inwestorów na rynku giełdowym oparte są na najróżniejszych przesłankach. Część z tych przesłanek należy do grupy technicznych parametrów, ale też nie mała grupa inwestorów indywidualnych bazuje na wyczuciu rynku, intuicji, czy nawet losowym wyborze. Profesjonaliści posługują się jednak mierzalnymi kryteriami oceny atrakcyjności papieru wartościowego. Wśród zarządzających funduszami instytucji finansowych dominują zwolennicy analizy fundamentalnej. A w odniesieniu do zarządzających polskimi funduszami inwestycyjnymi można powiedzieć, że „fundamentaliści” mają monopol.

Niemal każde towarzystwo funduszy inwestycyjnych chlubi się tym, że do swojego portfela dobiera spółki na podstawie oszacowania jej rzeczywistej ekonomicznej wartości. Wartości, która może różnić się bieżącej wyceny giełdowej. Czym większa różnica między wartością spółki, a wyceną giełdową jej akcji, tym firma atrakcyjniejsza dla potencjalnego nabywcy. Podstawą do wyceny wartości spółki są jej raporty finansowe, ale także prognozy takich raportów na przyszłość. Nie bez znaczenia jest otoczenie makroekonomiczne i sytuacja branży, którą giełdowa firma reprezentuje.

Podstawy analizy technicznej

Z kolei analiza techniczna stanowi dla dużej grupy inwestorów indywidualnych niemal jedyne narzędzie do określania momentu wejścia na rynek, czyli kupna papieru wartościowego i wyjścia z rynku, czyli sprzedaży posiadanego waloru. Ten rodzaj analizy opiera się na zaledwie kilku rodzajach danych. A co najważniejsze na danych powszechnie dostępnych. Stąd taka popularność AT wśród indywidualnych inwestorów. Te dane, to dzienne ceny otwarcia (kurs pierwszej transakcji w ciągu dnia), cena najwyższa, najniższa oraz zamknięcia (kurs ostatniej transakcji w ciągu dnia), a także wielkość obrotu danego instrumentu. Widać więc, że są to informacje banalnie proste i zrozumiałe nawet dla laika. Również łatwe do zdobycia i archiwizowania. Istotą analizy technicznej jest matematyczna „obróbka” tych informacji. Na podstawie tej pracy analitycznej można wysnuć tezy o najbardziej prawdopodobnym rozwoju sytuacji w przyszłości.

Analiza techniczna opiera się na trzech podstawowych założeniach:

- Procesy zachodzące na rynku powtarzają się

- Relacje popytu i podaży są odzwierciedlane w giełdowych cenach papierów wartościowych

- Zmiany cen notowanych na giełdzie walorów podlegają trendom giełdowym, które utrzymują się przez dłuższy czas.

Zwolennicy analizy technicznej, zwani w skrócie „technikami”, utrzymują, że w giełdowych cenach akcji uwzględnione są już osiągnięte przez firmy wyniki finansowe, jak również oczekiwanie większości uczestników rynku, co do wyników spółek w przyszłości. Gdzie więc można szukać szansy na zysk? W błędnych oczekiwaniach większości rynkowej. Ale również w innych czynnikach.


Między innymi w oszacowaniu potencjału kapitału skłonnego do zainwestowania w daną spółkę i kapitału chętnego do wyjścia z takiej inwestycji. Czyli oszacowania sił podaży i popytu. W większości krajów publiczne rynki kapitałowe są powszechnie dostępne dla kapitału krajowego i zagranicznego. Powoduje to dużą zmienność przepływów pieniężnych. Tych czynników nie obejmuje i nie mierzy analiza fundamentalna. Natomiast są one stosunkowo dobrze rozpoznawalne przez analizę techniczną.

Spadki zaskoczyły, ale nie „techników”

Fala przeceny, odzwierciedlona spadkiem indeksu WIG o 1/3 w okresie od lipca 2007 do stycznia 2008, zupełnie zaskoczyła „fundamentalistów”. W szczególności przykrą niespodziankę zrobiła im skala obniżki giełdowych kursów akcji. Polskie firmy generowały bowiem w tym okresie rekordowe zyski, a i perspektywy na kolejne kwartały nie były złe. Wprawdzie dosyć powszechnie oczekiwano spadku dynamiki rozwoju gospodarki w 2008 r., ale nic nie zapowiada, aby doszło do gwałtownego jej wyhamowania. A tym bardziej do recesji w naszym kraju. W takiej sytuacji ceny akcji, przy uwzględnieniu jedynie czynników analizy fundamentalnej, powinny w najgorszym wypadku przestać rosnąć na pewien okres.

Tymczasem „technicy” już rok wcześniej odbierali sygnały, że fala wzrostowa na warszawskiej giełdzie wyraźnie słabnie. A czym dłużej rynek zbierał się do poważnej korekty, tym boleśniejsza musiała ona być. Skąd pochodziły owe sygnały? Na ten temat można by napisać wręcz rozprawę doktorską opartą na analizie technicznej. Ale wiele wyjaśni już prezentacja dwóch wykresów indeksu giełdowego i kilku wskaźników.


Na dolnej części wykresu ujęte są wartości indeksu WIG w okresie od 2005 r. W tym czasie indeks ten dynamicznie wzrastał. Natomiast w części górnej przedstawiono jak kształtował się wykres wskaźnika RSI (relative strenght index – wskaźnik siły relatywnej trendu). Wskaźnik ten ukazuje siłę hossy. Widać wyraźnie, że w okresie od października 2005 do lipca 2007 siła hossy stopniowo malała. Podczas, gdy WIG zdecydowanie zdobywał nowe szczyty, kolejne znaczące wierzchołki wskaźnika znajdowały się coraz niżej. Takie zjawisko nazywane jest negatywną dywergencją i zapowiada nadchodzące duże kłopoty dla posiadaczy akcji.

Korekta z maja i czerwca 2006 była tylko „ostrzegawczym pomrukiem niedźwiedzia”. Lipcowy (2007 r.) historyczny rekord WIG, przy znacznie niższym niż w końcu 2006 r. poziomie wskaźnika RSI dał sygnał do odwrotu. Informacje o problemach amerykańskich banków stanowiły w tym momencie tylko iskrę zapalającą lont.

Wniosek o słabnącej sile trendu wzrostowego potwierdziły jeszcze inne wskaźniki mierzące siłę trendu. Na poniższym rysunku wskaźnik CCI (commodity channel index) w najwyższej części wykresu wykazuje dywergencję już od października 2006 r., a Ultimate Oscillator (w środkowej części wykresu) od maja 2007 r.

Wykres to tylko wskazówka

Analiza techniczna nie daje pewności skutecznej decyzji inwestycyjnej. Zwiększa tylko prawdopodobieństwo sukcesu. Tak samo zresztą, jak analiza fundamentalna. Połączenie tych dwóch metod analizy wymaga nie tylko dużej wiedzy i doświadczenia, ale też żelaznej konsekwencji w stosowaniu strategii inwestycyjnej. Czasem bowiem wnioski wynikające z tych analiz bywają bardzo odmienne od opinii powszechnie panującej na rynku. Wtedy pomocne staje się przypomnienie fundamentalnej zasady skutecznego inwestora: najpierw chroń kapitał, a dopiero w drugiej kolejności staraj się go pomnożyć. Co oznacza, że pogoń za zyskami za wszelką cenę może przynieść opłakane skutki. Gdyby o tym pamiętali ci, którzy „ścigali się” na początku 2007 r. w lokowaniu swoich pieniędzy w funduszach akcji, to nie mielibyśmy być może tak dużych wzrostów w ubiegłym roku, ale też i tak dramatycznej przeceny na przełomie 2007 i 2008 roku.

Alfred Adamiec
Główny Ekonomista Noble Bank





Komentarze do artykułu