Wydawało się, że ustawa antylichwiarska, która w lutym 2006 r. wprowadziła do polskiego prawa m.in. pojęcie odsetek maksymalnych, położy kres kosztownym pożyczkom. Niestety, okazało się co innego. Firmy parabankowe, reklamujące szybkie pieniądze bez weryfikacji klienta w BIK, znalazły swoje sposoby na omijanie obowiązujących regulacji.
Oprocentowanie to tylko część kosztów
Pojawiające się na słupach, przystankach i w skrzynkach pocztowych ulotki zachęcają konkurencyjnym w stosunku do pożyczek bankowych oprocentowaniem w skali roku. Mieści się ono w dozwolonych granicach wyznaczonych czterokrotnością stopy kredytu lombardowego Narodowego Banku Polskiego. Limit ten, czyli odsetki maksymalne, wynosi na obecną chwilę 20% w wymiarze roku.
ReklamaZobacz także
Próby określenia wyższego oprocentowania nominalnego nie mają dla firm pożyczkowych żadnego sensu, gdyż łatwo można by je zakwestionować. Klient byłby i tak zobowiązany do zapłaty odsetek maksymalnych, o czym przesądza wyraźnie art. 359 § 22 Kodeksu cywilnego.

Dodatkowo za zastrzeganie w umowach kredytu konsumenckiego, a także za pobieranie od konsumentów korzyści majątkowych przewyższających wysokość odsetek maksymalnych, grozi odpowiedzialność karna (grzywna, kara ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2). Przewiduje ją art. 18a ustawy o kredycie konsumenckim.
Poza tym podawanie w reklamach i w umowach zbyt wysokiego oprocentowania nie jest opłacalne dla parabanków z czysto marketingowego powodu. Potencjalni klienci oceniają oferty pożyczkowe przede wszystkim po tym parametrze. Inne koszty, jak choćby wszelkiego rodzaju opłaty, prowizje i składki mają dla pożyczkobiorców mniejsze znaczenie i uchodzą ich uwadze. Tymczasem to w nich kryje się pułapka i realny koszt pożyczanego pieniądza.
Prowizja do 5%
Prowizja lub opłata przygotowawcza za rozpatrzenie wniosku to w przypadku podejrzanych ofert pożyczkowych najczęściej 5% kwoty pożyczki. Tyle bowiem zgodnie z prawem, a konkretnie art. 7a ustawy o kredycie konsumenckim, może wynieść łączna kwota wszystkich opłat, prowizji oraz innych kosztów związanych z zawarciem umowy o kredyt konsumencki. Niestety, ustawodawca sam wskazał wyjątki od tego w postaci kosztów związanych z ustanowieniem, zmianą lub wygaśnięciem zabezpieczeń i ubezpieczeń, w tym kosztów ubezpieczenia spłaty kredytu na wypadek śmierci, inwalidztwa, choroby lub bezrobocia konsumenta.
Firmy udzielające pożyczek na wysoki procent (ten rzeczywisty, a nie nominalny) nawiązują więc dochodową współpracę z towarzystwami ubezpieczeń. Klient nie musi się fatygować do ubezpieczyciela - wszelkie formalności związane z ubezpieczeniem załatwi w banku czy firmie udzielającej pożyczki. Jednak, poza wysoką składką, wymagana przy zawarciu umowy pożyczki polisa za wiele nie daje zainteresowanemu. Wystarczy zajrzeć do ogólnych warunków ubezpieczenia. Zakres ochrony ubezpieczeniowej z nich wynikający jest bardzo wąski, wręcz iluzoryczny. Natomiast można się spodziewać wielu wyłączeń i formalności uniemożliwiających, a przynajmniej znacznie utrudniających uzyskanie jakiegokolwiek świadczenia z takiej polisy.
Uwaga na inne opłaty!
Powyższy limit nie dotyczy opłat niezwiązanych z zawarciem umowy o kredyt konsumencki. Wystarczy więc, że parabank wpadnie na pomysł pobierania opłaty na etapie realizacji umowy (np. za odbieranie rat w gotówce przez pracowników firmy zamiast wpłat na konto), by obejść ów 5% limit. Również właściciele lombardów mają na to swój sposób - pobierają opłaty za przechowywanie zastawionej rzeczy.
Dodatkowe, teoretycznie niezwiązane z zawarciem umowy pożyczki opłaty w połączeniu z oprocentowaniem, prowizją i kosztami ubezpieczeń oraz zabezpieczeń stanowią realny dla klienta wydatek, o skali którego rzadko zdaje sobie sprawę, składając wniosek czy zawierając umowę z firmą udzielającą tzw. chwilówek. Trzeba być jednak świadomym zależności między ryzykiem ponoszonym przez pożyczkodawcę a kosztem pieniądza. Im klient mniej wiarygodny, z mniejszą zdolnością kredytową i dający mniej zabezpieczeń spłaty pożyczki, tym siłą rzeczy większy będzie jej koszt.
Umowy należy czytać
Wśród instytucji parabankowych są takie, które są rozpoznawalne i mają określoną markę na tym specyficznym rynku, jak i takie, którym wcale nie zależy na udzieleniu pożyczki czy jej spłacie przez klienta, lecz na szybkim zarobku jego kosztem. Osoby trudniące się lichwą "żerują" przede wszystkim na niewiedzy, naiwności i trudnym położeniu potencjalnych pożyczkobiorców. Niewielu jest takich, którzy w całości czytają przedkładaną im umowę, która zresztą nie zachęca do tego z uwagi na obszerność, drobną czcionkę oraz trudny w odbiorze tekst. Tymczasem tylko dokładna jej lektura, najlepiej dokonana przez osobę dysponującą wiedzą z zakresu prawa czy ekonomii, a nie kilka prostych zdań agenta lub pracownika firmy parabankowej przedstawiającego jedynie same zalety oferowanego produktu, pozwoli ocenić prawdziwe koszty pożyczki i ryzyko z nią związane.
Podpisanie umowy "w ciemno" stanowi niemal gwarancję przyszłych niespodzianek. Nierzadko okazuje się, że zamiast obiecanych pieniędzy klient otrzymuje żądanie ustanowienia określonych zabezpieczeń, np. w postaci poręczenia osoby z odpowiednią zdolnością kredytową. W razie niedochowania takiego wymogu przepada wpłacona opłata przygotowawcza, wynosząca zwykle 5% obiecanej pożyczki.
Zresztą samo żądanie dokonania takiej wpłaty przed otrzymaniem pożyczki powinno się każdemu wydać bardzo podejrzane. Co rusz bowiem słychać o oszustach, którzy po kilku tygodniach czy miesiącach działalności znikają z pieniędzmi klientów. Wówczas okazuje się, że firma nie ma żadnej siedziby, a numer telefonu przestaje być aktualny. W takim wypadku pozostaje już tylko zgłosić sprawę na Policję lub do prokuratury i liczyć na efekty działań organów ścigania przestępstw.
Podstawa prawna:
- ustawa z dnia 23.04.1964 r. - Kodeks cywilny (Dz. U. nr 16, poz. 93 ze zm.),
- ustawa z dnia 20.07.2001 r. o kredycie konsumenckim (Dz. U. nr 100, poz. 1081 ze zm.).
Gazeta Podatkowa Nr 573 z dnia 2009-07-06





























































